środa, 25 lutego 2015

Rozdział 48

**Rozdział 48**




-Harry, ja cię chyba…- ale urwałam, widząc mojego Księcia na białym koniu tulącego się do jakiejś dziewczyny. Nagle usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. To moje serce rozpadające się na milion kawałków. Nim zdążyłam pomyśleć nad tym co robię, wybiegłam z pokoju. Niall, słysząc moje
kroki, usiadł na kanapie, patrząc na mnie zdziwiony.
-Wszystko w porządku? Wyglądasz…- nie dałam mu dokończyć, bo trzasnęłam drzwiami. Od razu deszcz otoczył mnie zimną, kojącą mgiełką. Otuliłam się nią chcąc się zapaść pod ziemię. Pobiegłam przed siebie, ale zatrzymałam się za domem Cassidy, czując, że już nie mam siły. Objęłam się ramionami i zjechałam na dół, opierając się plecami o zimną, białą ścianę. Gorące łzy zmieszały się z zimnymi kroplami. Żałosna idiotka! Jak mogłam sądzić, że on czuje to samo?! Jak mogłam myśleć, że taki chłopak jak on może kochać taką zwykłą dziewczynę jak ja?! To śmieszne. Moje uczucia i nadzieje są śmieszne. Ja jestem śmieszna. Zimne krople kuły mnie w twarz jak lodowe igiełki. Było mi zimno. Ubranie miałam przemoczone, skarpetki zupełnie mokre. Chciałam jedynie schować się gdzieś i nie musieć nigdy stamtąd wychodzić. Ale doskonale wiem, że to niemożliwe.
-Charlie!- drgnęłam, słysząc jego głos, niski i lekko zachrypnięty, jak zawsze. Nie waż się ruszyć. Siedź na tyłku i się nie odzywaj! –Charlie, gdzie jesteś?!- krzyknął, a ja przestałam oddychać.
Wszystko mnie bolało, tak bardzo chciałam pobiec do niego i rzucić się mu w ramiona. –Charlie!!!- zagryzłam wargę, by stłumić w sobie szloch. Może jak na bardzo długi czas zamknę się w schronie trochę mi przejdzie? Może. Kolejne gorące łzy pociekły mi po policzkach, mocząc i tak już mokrą koszulkę. Poczekałam aż wszystko ucichnie, a gdy on wreszcie wrócił do domu, podniosłam się, starłam łzy, które od razu zastąpiły nowe i ruszyłam do domu. Tego drugiego. Jak wyjaśnię Paulowi moje zachowanie? Jakoś nie mam ochoty na wymyślanie wymówek. Dziwne. Dwa dni temu nie przepuściłbym okazji, by wcisnąć kit Paulowi. Objęłam się ciaśniej. Było mi cholernie zimno, ale to i tak na nic się nie zdało. Moje ciało było z lodu. Moje serce było z lodu. –Charlie- zamarłam, słysząc jego głos tuż obok. Nie odwracaj się. Nie odwracaj się! Jednak nie posłuchałam siebie i spojrzałam na niego. Był cały mokry. Biała koszulka kleiła się do jego torsu ukazując zarys mięśni. Ciemne włosy oklapły zupełnie, przyklejone do czoła. Uśmiechał się lekko, a w jego zielonych oczach tańczyły radosne iskierki. –Wróciłaś- szepnął, ale uśmiech od razu zeszedł mu z twarzy, gdy zobaczył jak marnie wyglądam. –Dlaczego uciekłaś?- zapytał, a ja widząc ból w jego oczach, wbiłam wzrok w jego koszulkę. W miejsce, gdzie powinien na łańcuszku wisieć srebrny samolocik. Ale go tam nie było. Bo ja go miałam.
-Dlaczego ty uciekłeś?- zapytałam, wiedząc, że zmarszczył brwi, jak zawsze, gdy czegoś nie rozumiał. –Ktoś czeka na ciebie na górze. Lepiej do niej idź- znienawidziłam się jeszcze bardziej za te słowa. Harry podszedł do mnie, a ja tkwiłam w miejscu, niewzruszona. Ale tylko z zewnątrz, bo w środku wszystko we mnie wrzeszczało, by go przytulić. Zamknęłam oczy.
-Spójrz na mnie- zażądał, a ja zacisnęłam mocniej powieki. Nie patrz mu w oczy. Pod żadnym pozorem nie patrz mu w oczy! Jakoś marnie wychodziło mi słuchanie siebie, bo uniosłam powieki i zatonęłam w tej zieleni. –To nie jakaś dziewczyna. Nie chcę żadnej prócz ciebie- odparł, a ja uniosłam brwi. A jeśli to prawda? Co wtedy? –To Gemma- powiedział. Gemma? Znam to imię. Jestem tego pewna. Zaraz… Gemma to przecież…
-Gemma?- zapytałam, a mój głos wydał się dziwnie cichy i drżący. Nie mogłam ukryć rosnącej we mnie nadziei. Harry uśmiechnął się delikatnie i skinął głową. Spojrzałam ukradkiem na okno, w którym stała uśmiechnięta, wysoka brunetka. Gemma. Siostra Harrego. –Czyli ty nigdy…?- nie potrafiłam dokończyć zdania, a od jego zdziwionego spojrzenia zapiekły mnie uszy i policzki.

-Nigdy- odparł z mocą. Przez chwilę milczałam, ze spuszczoną głową. Jednak zapragnęłam znowu ujrzeć tę zieleń i spojrzałam mu w oczy.
-Przyszłam tu, by ci coś powiedzieć- przygryzłam wargę, czując jak się rumienię. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak blisko siebie staliśmy. Jego ciepły oddech łaskotał moje policzki. Dopiero teraz zauważyłam jaki był blady i jego wory pod oczami. Zrozumiałam, że on, zupełnie jak ja, nie spał poprzedniej nocy. A to pomogło mi w sobie zebrać odrobinę odwagi, by wreszcie to powiedzieć. –Harry, ja cię…- ale nie dał mi dokończyć, bo złączył swoje wargi z moimi. Moim ciałem przeszła fala ciepła, wstawiając zbolałe serce na swoje miejsce. Puls przyspieszył mi tak gwałtownie, że miałam wrażenie, że moje serce słychać na końcu ulicy. Świat dookoła jakby stanął w miejscu. Zapach mydła i jego perfum otulił mnie, a ja przyciągnęłam go bliżej. Jego wargi były tak miękkie, gładkie i słodkie, jakby właśnie zjadł dżem truskawkowy. Były gorące- zdawały się topić moje lodowate usta. Aż zakręciło mi się w głowie. Nagle, mimo, że miałam zamknięte oczy, zobaczyłam błyski kolorowego światła, a w uszach zadźwięczały mi wybuchy fajerwerków. Zaśmiałam się, a Harry odsunął się odrobinę, zdziwiony. –Słyszałeś fajerwerki?- zapytałam, uśmiechając się. Harry uniósł brew.
-Jakie fajerwerki?
-Nasze- odparłam i ponownie zaśmiałam się na widok jego miny.
-Wiesz- szepnął Harry, przyciągając mnie do siebie i opierając czoło o moje. –Nie jestem do końca pewien, czy całowanie cię było dobrym pomysłem.
-Harry!- fuknęłam, uderzając go w ramię, a on się zaśmiał. –Dobra, jak mnie nie chcesz, wrócę do domu- odparłam, wzruszając ramionami i już zaczęłam sobie iść, gdy on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Ej, ej, ej- zawołał, a ja uniosłam brwi pytająco. –Już cię nigdzie nie puszczę- odparł tym jego zachrypniętym głosem, a ja się uśmiechnęłam i przyciągnęłam go do siebie. Harry objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą położył na policzku. Uśmiechnęłam się, czując jak on się uśmiecha. –Może chodźmy lepiej do łóżka- zamruczał, gdy wreszcie się od siebie odsunęliśmy, a ja uniosłam brew.
-Proszę?- Harry się zaśmiał.
-Chodzi mi o to żeby się trochę przespać. Coś mi mówi, że oboje mieliśmy ciężką noc- powiedział, a ja kiwnęłam głową, dopiero zdając sobie sprawę jaka senna byłam.
-Chętnie- wymamrotałam, zakrywając usta, bo nagle zebrało mi się na ziewanie. Harry złapał mnie za rękę i pociągnął do domu. Spojrzałam na nasze splecione dłonie i uśmiechnęłam się. Idealnie do siebie pasowały. Moja drobna i blada, jego duża, wytatuowana. Mieliśmy nawet pierścionki na tych samych palcach- wskazującym i środkowym. Jak mogłam wcześniej nie zauważyć, że tak do siebie pasują? Musiałam być ślepa. Bo jesteś ślepa. Charlie, wróciłaś! Tak. Ale tylko na chwilę. Przyszłam się pożegnać. Odchodzisz? Nie jestem ci już potrzebna. Wreszcie sama wiesz czego chcesz. Dorosłaś! Ha-ha, przezabawne. Jak wszystkie moje żarty. Lub raczej nasze żarty. Okej. To było słodkie. Wiadomo! Wiesz, pierwszy raz od dawna mnie nie denerwujesz. Coś nowego. I dziwnie się z tym czuję, ale będzie mi ciebie brakować. Co nie znaczy, że nie jesteś denerwującym wrzodem na tyłku. Ooo! To też było słodkie. Oprócz tego o wrzodach i tyłku. To już nie było słodkie. Co się z tobą teraz stanie? Wyjedziesz na wakacje, czy coś w tym stylu? No pewnie! Hawaje, nadchodzę! Wiesz, może wyślę ci jakąś pocztówkę. Będę zaszczycona. Miłej zabawy! Dzięki Charlie. I… żegnaj Charlie. Było miło. Tak, mi też. Żegnaj Charlie.
-W porządku?- zapytał Harry, a ja zamrugałam kilkakrotnie. Zdałam sobie sprawę, że nadal stoję w miejscu, podczas, gdy on trzyma klamkę.
-Tak. Zamyśliłam się- odparłam i podeszłam do niego. Od razu splótł swoje palce z moimi. Posłałam mu lekki uśmiech i weszliśmy do domu. Gdzie czekało pięć wyszczerzonych twarzy, witających nas oklaskami.
-No wreszcie!
-Gratuluję!
-Harrlie wreszcie razem!
-Dzieci tak szybko dorastają!- zawył Lou, a Liam poklepał go niezgrabnie po plecach. Zaśmiałam się i wywróciłam oczami.
-Gorzko, gorzko, gorzko!- chłopacy i Gemma zaczęli wrzeszczeć, a ja uniosłam brwi.
-Walcie się. Wszyscy!- zawołał Harry, śmiejąc się i pociągnął mnie na górę.
-Uuuuuu! Zabiera ją do pokoju! Ciekawe co tam będą robić?!- krzyknął za nami Zayn. Wychyliłam się za barierkę i wykrzyknęłam:
-Dziergać swetry!- zdziwienie na twarzach chłopaków i Gemmy- bezcenne. Harry zaśmiał się, wziął mnie na ręce i pobiegł do swojego pokoju, śmiejąc się. Czy jestem szczęśliwa? Dajcie pomyśleć… HELOŁ?! Jestem dziewczyną Harrego Stylesa- najgorętszego chłopaka na Ziemi. Więc raczej, że tak! Bo czego chcieć więcej? Wspaniałych przyjaciół i rodziny? To też mam. Sławy i pieniędzy? Załatwione. Cudownych ciuchów i dużego domu z basenem? Mam nawet dwa domy z basenem! Cudownego, słodkiego pupila? Mam  siedmiu. Ale chętnie oddam część w dobre ręce. Wiecie co? Moje życie może nie jest najnormalniejsze i najprostsze, ale z pewnością jest zarąbiste! O tak! Cudownie być mną! Hahaha, żartowałam… A może nie?

___________________________________________________________

To nie jest ostatni rozdział. Spokojnie.
Mam nadzieję, że się podobało i nie było zbyt ckliwe.
A TERAZ WAŻNA SPRAWA
Znacie może jakąś dobrą szabloniarnię? Znajoma zakłada bloga i chciałabym jej jakoś pomóc w poszukiwaniu szabloniarni. Więc jeśli coś wiecie na ten temat, dajcie znać.
Zerknijcie TUTAJ. To blog, dla którego szuka szablonu.
Do następnego!
Pis joł ♥

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 47



**Rozdział 47**






Nie chcąc myśleć o nim i o tym co powiedziała mi Dylan, leżałam w łóżku modląc się o sen. Ale on nie nadchodził. Nawet w nocy. Nie zmrużyłam oka chociaż na chwilę. Nie tknęłam jedzenia, które zostawiał mi Paul. Wciąż rozmyślałam. Stojąc pod zimny strumieniem wody, stwierdziłam, że tego nie da się racjonalnie wyjaśnić. Po prostu. Bum. Stało się. I tyle. Nie ma już odwrotu. Za późno. Westchnęłam i stanęłam w szlafroku przed szafą. Miałam dosyć siedzenia w piżamie przez cały dzień i użalania się nad sobą w łóżku. Wciągnęłam dżinsy i fioletową, bawełnianą koszulę. Na zewnątrz strasznie lało. Jak to w Anglii. Włączyłam radio, chcąc rozproszyć ciszę. Ubrałam wysokie, fioletowe trampki i stanęłam przed lustrem. Byłam blada, a pod oczami miałam sińce. Zawsze byłam blada. Ale teraz moja skóra przybrała niezdrowy, matowy odcień. Zaczesałam wilgotne włosy na bok. Spojrzałam na swoje kościste nadgarstki i długie, chude palce, jak u Voldemorta. Czarny lakier trzymał się jeszcze jakimś cudem na paznokciach. Jak można kochać kogoś takiego? Westchnęłam i opuściłam ręce. „One Direction znowu w kraju! Wczoraj w nocy członkowie słynnego na całym świecie zespołu wrócili wcześniej do Anglii z muzycznego obozu Jamesa Monrowa. Powód jeszcze jest nieznany. Mamy nadzieję, że to nic poważnego i, że grupa spędziła przyjemnie czas na obozie”. Nagle coś błysnęło za
koszulką. Zza dekoltu wyjęłam srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie papierowego samolotu. Obróciłam go w palcach. W oczy rzuciło mi się coś dziwnego. Jakby ktoś napisał coś na samolociku. Zmarszczyłam brwi i zerknęłam na słowo. Harry. Wciągnęłam ze świstem powietrze. To jego charakter pisma. Identyczny napis miał na swoim wisiorku. Ale ostatnio go nie nosił, bo zerwał łańcuszek… Zaraz. Nie. Nie wieżę. On dał mi swój ukochany, szczęśliwy wisiorek! „A skąd wiesz, że się zakochujesz?”. W mojej głowie zabrzmiał głos Dylan. „A co to ma do rzeczy?”. Ponownie spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Miałam duże, bursztynowe oczy. Błyszczały. „Oj ma. I to dużo”. Wisiorek w mojej dłoni zrobił się ciepły. „Czuję motylki w brzuchu na jego widok. Serce zaczyna szybciej bić, gdy mnie dotyka. A, gdy się całujemy…”. Nagle zabrakło mi tchu. „Tak?”. Puls mi przyspieszył. Słyszałam szum krwi w uszach. „ A, gdy się całujemy widzę przed oczami błyski światła i słyszę fajerwerki”. Z wrażenia usiadłam na fotelu obok. Jak mogłam być tak głupia? Założę się, że wszyscy o tym wiedzieli tylko nie ja. I on. Jak mogłam tak się zachować? Stchórzyć i uciec z podkulonym ogonem, gdy tylko padło słowo na „k”? On wreszcie zdobył się na odwagę i wyznał co
do mnie czuje, a ja go odrzuciłam. Choć czułam dokładnie to samo. Czuję dokładnie to samo. Poderwałam się na nogi i wybiegłam z pokoju. W korytarzu prawie wpadłam na Paula.

-Gdzie się wybierasz? Strasznie leje!- puściłam jego krzyki mimo uszy i wybiegłam z domu prosto w sam środek ulewy. Spojrzałam w niebo i roześmiałam się, mrużąc oczy. Czując się lepiej niż kiedykolwiek, puściłam się biegiem przed siebie, nie zważając na mokre ubrania lepiące się do ciała, ani na włosy, które nie zdążyły jeszcze wyschnąć po porannym prysznicu, a znów zrobiły się mokre. Pędziłam do domu chłopaków. I do mojego domu. Kiedyś ktoś mądry powiedział, że dom jest tam, gdzie osoby, które się kocha. A ja kocham chłopaków. I Harrego.


***


Sama nie wiem ile zajął mi bieg. Ale, gdy wreszcie dotarłam na miejsce, byłam przemoczona do suchej nitki, dyszałam ciężko, byłam cała czerwona i obolała. Zatrzymałam się przed czerwonymi drzwiami. Dawno ich nie widziałam. Przez chwilę patrzyłam na nie w milczeniu, uspokajając oddech i rozszalałe serce, nie tylko od biegu. W końcu złapałam za klamkę i zdecydowana, weszłam do środka. Coś drgnęło na kanapie, a ja uśmiechnęłam się na widok Nialla, który w ubraniach zasnął w salonie, przytulony do swojego buta.

-Charlie?- zapytał, patrząc na mnie zmrużonymi oczami. Włosy miał rozczochrane, a ubrania wygniecione. –Myślałem, że jesteś u Paula.

-Gdzie Harry?- zapytałam w odpowiedzi. Blondyn zmarszczył brwi.

-U siebie. A dlaczego…- dalszej części jego pytania nie usłyszałam, bo już biegłam po schodach, nie mogąc się nie uśmiechać. Wbiegłam na górę i zatrzymałam się przed białymi drzwiami, na których przywieszono żółtą tabliczkę. Teren prywatny. Sypialnia Harrego. Wypuściłam powietrze z płuc i wytarłam spocone dłonie o mokre dżinsy. Denerwowałam się? Jak cholera. Czułam się jak przed pierwszym spotkaniem z chłopakami, gdy Paul zabrał mnie do swojego biura, by mnie im przedstawić. A potem chłopacy wzięli mnie za dziecko, a ich niedoświadczenie w stosunkach z nastolatkami aż z nich kipiało. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Dobra Charlie. Weź się w garść. Teraz albo nigdy. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka, mówiąc:

-Harry, ja cię chyba…- ale urwałam, widząc mojego Księcia na białym koniu tulącego się do jakiejś dziewczyny.

______________________________________________________________________

Przepraszam, że musiałyście tyle czekać. Ale jest następny. Mam nadzieję, że się podobał.
WAŻNA SPRAWA!
Zna ktoś dobrą szabloniarnie, która mogłaby zrobić szablon dla mojej znajomej? To ważne. Z góry dzięki za pomoc.
Do następnego.