wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 42

**Rozdział 42**


-Dobra- szepnęłam, gdy chowaliśmy się za domkiem, obserwując Harrego, który wciąż coś skrobał w tym swoim zeszyciku i Cassidy, która kręciła się niedaleko ze swoimi koleżankami i najwyraźniej rozmawiały o Stylesie, bo ciągle na niego spoglądały i chichotały, by zwrócić jego uwagę. Ale on wcale nie zwracał na nie uwagi, zapatrzony w swój zeszyt. Wiecie co? Zaczynam się zastanawiać, czy oglądanie z nim trzydziestu odcinków Death Note nie podziałało na jego psychikę niekorzystnie. –Plan jest prosty. Idę do Harrego i robimy kolejną scenkę z cyklu Przygody Harrlie, a potem wchodzisz ty i zagadujesz do Cassidy. Jasne?- odwróciłam się w tył, gdzie stał Borton tak blady, że wyglądał jakby obsypał się mąką.
-Czekaj! Co? Ja…
-Okej- przerwałam mu. –Skoro wszystko jasne, misje czas zacząć. Faza pierwsza: Małe flirtowanie jeszcze nikogo nie zabiło- szepnęłam i ruszyłam przed siebie.
-W życiu nie słyszałem głupszej nazwy!- usłyszałam za plecami szept Bortona i uśmiechnęłam się pod nosem. Stanęłam nad Harrym, ale on chyba nawet tego nie zauważył, zajęty tym głupim zeszytem.
-Hej bejbe!- zawołałam wystarczająco głośno, by usłyszała to Cassidy. Harry drgnął i podniósł na mnie wzrok, marszcząc brwi.
-Że co?- zapytał, a ja wywróciłam oczami. 

-Musisz mi pomóc- szepnęłam, a on nie zmienił swojej kamiennej miny. Przywołałam na usta szeroki uśmiech i usiadłam obok niego. –Co robisz? Stęskniłam się!- odparłam, a on zamrugał, patrząc na mnie niewzruszony. Westchnęłam. –Po prostu rób to co ja- szepnęłam, a on nawet nie drgnął. –Proszę. To bardzo ważne!
-Co ty znowu knujesz?- zapytał przyciszonym głosem, a ja uśmiechnęłam się niewinnie i wzruszyłam ramionami.
-Nic takiego- odparłam i przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. W końcu Harry westchnął i otoczył mnie ramieniem, a ja oparłam na nim głowę.
-Czyli już nie gniewasz się za to co powiedziałem na stołówce?- zapytał pod nosem, a ja dźgnęłam go w bok.
-Czy ja kiedykolwiek gniewałam się na ciebie długo?
-Daj pomyśleć…- mruknął, a ja wywróciłam oczami. –No nie.
-No właśnie- powiedziałam. Przez chwilę milczeliśmy, patrząc w dal.
-Więc komu tak pomagasz?- zapytał w końcu, a ja mimowolnie spojrzałam na pobliski domek, zza którego patrzył na mnie Borton z minął jakby zaraz miał zwymiotować.
-Przyjacielowi- odparłam wymijająco, mając nadzieję, że jeśli nawet Harry domyśli się, że chodzi o Jessy’ego nie wkurzy się ani, co gorsza, nie zepsuje planu.
-A w czym?
-W zdobyciu dziewczyny.
-Gdybyś ty nam tak pomagała, to byli byśmy najszczęśliwszymi facetami na świecie- odparł, a ja odsunęłam się od niego, krzyżując ręce pod biustem.
-Przepraszam bardzo!- fuknęłam. –A kto wyswatał Zayna i Willow? Kto podpowiadał Niallowi, jak ma poderwać Effie? A o Liamie i Amity już nie wspomnę!- odparłam, a potem zamilkłam na chwilę, marszcząc brwi. –Tyle, że z tego ostatniego nie jestem za bardzo dumna i to nie do końca wyłącznie moja zasługa- mruknęłam, krzywiąc się, a Harry się zaśmiał. Podniosłam na niego wzrok i mimowolnie się uśmiechnęłam. Dawno nie słyszałam jego śmiechu.
-Dobra. Cofam to. Jednak zdarza ci się czasem nam pomóc- odparł, uśmiechając się, a ja skrzyżowałam ręce pod biustem, prychając.
-No wiesz!
-Mi nie pomogłaś.
-Bo nie prosiłeś!
-Niall też nie!
-Nie dosłownie. On po prostu… Ugh, wiesz co mam na myśli- mruknęłam, wywracając oczami, a on uśmiechnął się nieznacznie i kiwnął głową. A potem nagle dotarł do mnie sens jego słów. Zamrugałam kilkakrotnie, starając się nie pokazać jak bardzo mnie to poruszyło. Że niby jakaś laska wpadła mu w oko? Jakoś mi się to nie podoba. Pewnie jakaś lafirynda w szpilkach (nie taka jak Amity, zaczynam się do niej przekonywać. Wiem, dziwne. Ale zwróćcie uwagę jak JA się dziwnie czuję!) albo tapeciara z dużymi cycami. Albo w ogóle jakaś laska, która mi się nie spodoba. Coś mi mówi, że nie spodoba mi się żadna laska, którą przyprowadzi do domu Harry… Nie dlatego, że on mi się podoba, czy coś. Skąd. Wcale tak nie jest. Absolutnie. To by było raczej dziwnie, zważając choćby na fakt, że nie chcę tej zagmatwanej sytuacji pomiędzy nami, jeszcze ten pocałunek i w ogóle. Chodzi mi tylko o to, że Harry ma niezbyt dobry gust jeśli chodzi o wybieranie dziewczyn. Serio. Odchrząknęłam, starając się jakoś ogarnąć swoje pogmatwane myśli. A to nie jest wcale łatwe. –A mam ci jakoś pomóc?- zapytałam, siląc się na normalny ton i uniosłam brew. Harry spuścił głowę, uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. –No co? Wyswatanie Zayna z Willow też nie było proste, bo strasznie się przy tym namęczyłam. A potem ten pacan zapomniał zapytać ją o numer i w ogóle sytuacja była nieciekawa, ale potem ponownie zajęłam się tym ja i teraz wszystko jest okej- odparłam, krzywiąc się. Chyba z tych dziwnych emocji kotłujących się wewnątrz mnie dostałam sraczki słownej. Może nie brzmi to zbyt ciekawie. Bo to nie jest zbyt ciekawe. Uwierzcie na słowo.
-Nie sądzę żebyś mogła pomóc mi w jakikolwiek sposób- podniósł głowę, spojrzał na mnie przelotnie, a potem wbił wzrok w nieokreślony punkt. Zmarszczyłam brwi.
-Pewnie musi być jakaś dziwna, że nie poleciała na… no, na ciebie- odparłam, a Harry spojrzał na mnie pytająco. –No wiesz. Twoja powierzchniowość jest dość przyjemna dla oka, a charakter miły dla duszy. Więc to dość dziwne, że nie wystarczyło jej, że zainteresował się nią taki Harry Styles-
mruknęłam, czując na sobie baczne spojrzenie Harrego. A potem wzruszyłam ramionami. –Niektórym wystarczyłoby to, że jesteś Harry Styles. No wiesz, ten z One Direction i w ogóle.
-Tak, ta jest dość, jak ty to ujęłaś? Dziwna?- kiwnęłam głową, a on uśmiechnął się w specyficzny sposób, który widziałam tylko kilka razy. Ciekawe co to może oznaczać? No cóż. Pewnie, że mam kłopoty. Jak zawsze. Wiecie co? Chyba pobiłam rekord w pakowaniu się w kłopoty. Serio. –Dziwna- odparł, nie przestając się uśmiechać w ten, przyprawiający mnie o dziwne przeczucia, sposób. Co więcej, uśmiechnął się szerzej! –Ale czuję, że byście się polubiły- zmarszczyłam brwi. No nie wydaje mi się.
-Nieeee!- obejrzałam się, słysząc przeciągłe syknięcie. Nie muszę się oglądać, by wiedzieć kto to powiedział. Bo kto jest szaleńczo zakochany w Harrym i przypatruje się teraz Harrlie? Tak, dokładnie! Cassidy! Patrzyła co chwilę w naszym kierunku, robiąc duże oczy i rozmawiając ze swoimi koleżankami. Potem obróciłam się w przeciwnym kierunku, ku pobliskiemu domkowi, za którym chował się Borton.
-Mówiłam ci, że C.A.C. na ich ostatnim koncercie zrobili furorę?!- zapytałam głośno, niby do Harrego, który uniósł tylko brew i pokręcił głową. Tymczasem wzrok wciąż miałam utkwiony w chłopaka czającego się za domkiem, który zbladł jeszcze bardziej i wyglądał jakby zaraz miał paść trupem, tak jak stał. Tylko kątem oka widziałam Harrego, który również patrzył na Bortona, uśmiechając się kpiąco pod nosem. -C.A.C.!- fuknęłam, patrząc morderczym wzrokiem na Jessy’ego, który złapał się za ramiona i pokręcił gwałtownie głową. –C.A.C.!!!- ryknęłam tak głośno, że Harry drgnął, a dziewczyny plotkujące kawałek dalej zaczęły o czymś szeptać. Oczywiście o mnie. I o moich wariackich popędach. Czyli muszę dopisać kolejne osoby do mojej długiej Listy Osób, Które Uważają Mnie Za Wariatkę. Kilku następnych nie zrobi różnicy. I tak jest ich sporo. Ale czego nie robi się dla przyjaciół? Ale Borton ani drgnął. Przez chwilę. Bo potem zobaczył moje żądne krwi spojrzenie, przełknął ślinę i ruszył chwiejnym krokiem w kierunku Cassidy. Ha! Teraz kiedy siniak zniknął i nie muszę już nosić okularów przeciwsłonecznych, by go zakryć, moja groźna mina znów sieje postrach! Jak cudownie jest móc przyprawić o palpitację serca panicza Devina albo Bortona samym spojrzeniem! Już zapomniałam jakie to wspaniałe! I chyba muszę trochę poćwiczyć przed lustrem, bo możliwe, że wyszłam odrobinę z wprawy. Ale tylko troszeczkę. Mina psychopatycznego mordercy w mgnieniu oka ustąpiła miejsca szerokiemu uśmiechowi, gdy zobaczyłam jak Jessy zagaduje do Cassidy. Był przy tym tak niezdarnie słodki i nieśmiały, że aż chciało się go uściskać! Zupełnie jak mały szczeniaczek! Co nie znaczy, że Jessy nie jest wrzodem na dupie. Bo nim jest. Potrafi człowiekowi tak utrudnić życie, że to historia. Ale jest słodkim wrzodem na dupie… O ile takie istnieją.
-Zaraz. Wydaje mi się, że skądś znam tę blondynkę- mruknął Harry, marszcząc brwi, a ja uśmiechnęłam się pod nosem, woląc mu na razie nie uzmysławiać kim jest owa blondynka. Borton wisi mi przysługę. I to dużą przysługę. Cassidy uśmiechała się i nakręcała kosmyk włosów na palec. Czyli misja wykonana. Jessy jej się spodobał! No, może nie do tego stopnia żeby krążyła pod jego domem, ale to tylko kwestia czasu. Swoją drogą, czy to nie zalicza się pod stalking?

***

Okej. To było do przewidzenia. Ale i tak jestem w szoku. Bo kto by nie był? Dobra, już wyjaśniam. Otusz, z nudów przechadzałam się po obozie (Harry powiedział, że musi jeszcze coś zrobić, Jessy był zajęty Cassidy, a reszta się gdzieś rozpłynęła) i natrafiłam na domek, gdzie było kilka osób (13, taaa). Rozmawiali, śmiali się, nucili, czasem śpiewali więc postanowiłam do nich dołączyć. Wśród tych osób był Ed. I Austin, ale to nie ważne w tej chwili. Wracając. Kilka osób (w tym Ed) rysowali coś i pisali po tablicy. A, gdy spojrzałam co napisał Ed, ROZPOZNAŁAM to pismo. Serio. Takie
pajączkowate. Widziałam je już kilka razy. Widziałam je już kilka razy na pewnych karteczkach zaadresowanych do mnie. Nadążacie? Nie? Spieszę z wyjaśnieniem. TO ED PISAŁ LIŚCIKI OD KSIĘCIA NA BIAŁYM KONIU!!! Dobra. Może i je pisał, ale to jeszcze nie znaczy, że to od niego. Pamiętam jeszcze dzień, gdy go śledziłam (to wcale nie było tak dawno, ale z moją pamięcią wszystko jest możliwe), gdy dostarczał liścik pod 13. Był z nim jeszcze jeden chłopak, którego nie rozpoznałam. I podejrzewam, że to raczej on jest Księciem na białym koniu. W końcu rudzielec-wiewiórka nazwał go „szefem”. Ed może tylko pisał te liściki dla niepoznaki i je dostarczał. Tylko dlaczego ten chłopak nie chciał żebym zobaczyła jego pismo? Czyżbym mogła je rozpoznać? Hm, to dosyć prawdopodobne. Czyli znam tego chłopaka. Okej, sporządźmy małą listę podejrzanych.
OSOBY, KTÓRE MOGĄ BYĆ KSIĘCIEM NA BIAŁYM KONIU
1.   1. Jessy Alfred Borton
Okej. To mało prawdopodobne. Bo niby czemu Jessy miałby to robić? Poza tym, ma Cassidy. Więc Jessy odpada.
2.   2. Chad Cooper
To też mało prawdopodobne. Co prawda, był taki okres (jakieś 30 sekund), gdy myślałam, że jest we mnie zakochany, ale potem wyciągnął telefon i zadzwonił do Mandy, w której tak naprawdę był zakochany.
3.   3.  Niall James Horan
W sumie to nie wiem czemu go podałam. Przecież on ma Effie. Okej, jedziemy dalej.
4.   4.   Zayn Javvada Malik
On i Willow tworzą uroczą parę. Swoją drogą, podobają mi się jego nowe buty. Takie wysokie, czarne, skórzane i w ogóle... Dalej!
5.   5.  Liam James Payne
Nie wieżę, że to piszę. Ale chyba on i Amity mają się ku sobie. Jeszcze nigdy nie widziałam Liama tak radosnego, a Amity tak uprzejmej. Serio. Szlag. Daaaalej!
6.   6.  Louis William Tomlinson
Boże, jak ja dawno nie widziałam Elki! Ostatnio gadałam z nią przez telefon pół nocy. Aż chłopacy się wkurzyli, wyrwali mi telefon, wyciągnęli z niego baterię, schowali ja w apteczce i zamknęli ją na klucz. Ale potem i tak ją odzyskałam. Wiecie jaką cudowną sukienkę kupiła sobie Elka? Wysłała mi zdjęcie. Jedno słowo: Cu-do-wna! Pudrowo różowa, rozkloszowana w talii z okrągłym dekoltem. Leży na niej idealnie! Ale jedźmy teraz dalej.
7.   7. Paul Higgins
Jeśli jakimś cudem umie się teleportować jak Emma Watson lub ma na obozie jakiś szpiegów i chce mi poprawić samoocenę wysyłając anonimowe liściki od” wielbiciela”, to już nigdy w życiu nie zrobię mu porządku w papierach. O nie. Dalej!
8.   8.  Edward Wiewiórka Cooney
Ha! Nie. Dalej!
9.   9.  Harry Edward Styles
No cóż. Tu mam pewne komplikacje. Bo jako jedyny pasuje z grubsza do wyglądu kolesia, który może być Księciem na białym koniu. Ale niby czemu Harry miałby to robić? Przecież mówił mi, że ma jakąś dziewczynę, która mu się podoba, ale on nie podoba się jej. A tu raczej nie chodzi o mnie. Bo nawet jeśli, jakimś cudem, Harry byłby we mnie zakochany, ja bym to pewnie odwzajemniła. Na swój dziwny i pokręcony sposób, ale zawsze. No bo spójrzcie na to z innej strony. Harremu niczego nie brakuje. Jest bardzo zabawny, uprzejmy, przystojny i na swój wkurzający sposób słodki. Jak można go nie kochać? Nie żebym go kochała w TEN sposób, czy coś… Yyy, okej. Zrobiło się dziwnie. Wracając do tematu. Jedynym podejrzanym, którego podejrzewanie w ogóle wydaje mi się sensowne, jest Harry. Ale to raczej nie on, więc pewnie błądzę bez sensu. Cholibka.

Rozumiecie powagę tej sytuacji? Czuję się jakbym grała w ciuciubabkę. Mam przewiązane oczy i jeśli nie wpadnę na drzwi, albo fotel, walnę w szafę i nabiję sobie wielkiego guza. Eh, masakracja.
-Co robisz Charlie?- tak się wystraszyłam tym, że ktoś pojawił się nagle obok i, że mógłby przeczytać co nabazgrałam na tej głupiej kartce, że pisnęłam, podskoczyłam i upadłam prosto… na podłogę. To było do przewidzenia. Ale to chyba nie pora na leżakowanie na podłodze. Bo takowa jest codziennie rano, punkt siódma, gdy Matt gra na tej swojej idiotycznej trąbce. Ale mniejsza o to. Szybkim ruchem wcisnęłam pomiętą listę do kieszeni dżinsowych szortów i usiadłam na ziemi, odwracając się twarzą do jasnowłosego australijskiego surfera Austina, który patrzył na mnie z mieszanką rozbawienia i troski. –Jesteś cała?- zapytał, nie mogąc ukryć uśmiechu i wyciągając do mnie rękę. Chwyciłam ją, podniosłam się i wytrzepałam ubrania, mamrocząc:
-Tak, tak.
-Nie chciałem cię wystraszyć. Myślałem, że mnie widzisz- odparł, a ja uniosłam brwi i pokręciłam głową z boku na bok.
-Nie szkodzi. Zamyśliłam się.
-Ty ostatnio ciągle chodzisz taka zamyślona- stwierdził, marszcząc brwi i przypatrując mi się badawczo. Zaraz, serio? Nieee, pewnie mu się wydaje. Na pewno? Ostatnio na zajęciach, gdy Ben coś mówił, rysowałaś na kartce serduszka, a gdy zapytał cię co o tym myślisz, nie wiedziałaś co odpowiedzieć, bo go nie słuchałaś. Albo wtedy, gdy siedziałaś na łóżku, gapiąc się w ścianę tak długo, aż chłopacy zaczęli się bać i oblali cię kubłem zimnej wody „by wytrącić cię z transu”. Albo wtedy, gdy… Okej, okej! Rozumiem! Ostatnie ciągle jestem zamyślona! Zadowolona?! Tak. I nie wywracaj oczami. Ja wszystko widzę. Szlag. –Wszystko w porządku?- zapytał Austin, a ja zamrugałam kilkakrotnie i uśmiechnęłam się niewinnie.
-Pewnie!- Wątpię. Zamilcz!

***

Dobra, może i szlajanie się bez sensu i celu po placu głównym nie było dobrym pomysłem. Ale jakoś tak nie mogłam znaleźć sobie innego zajęcia. Więc szlajałam się bez celu po placu głównym. A wtedy znalazł mnie Matt i kazał z kilkoma innymi osobami przygotowywać ognisko. No wiecie, znoszenie ławek, krzeseł i pieńków do siedzenia, koców do okrycia się, gdy zrobi się zimno, drewna na opał, szykowanie jedzenia, nacinanie kiełbasek, by równo się przypiekły, układanie tacek, noży i widelców na stole (były plastikowe, ale po tym jak wywaliłam Mattowi dziesięciominutową pogadankę na temat zanieczyszczania środowiska, nadal są plastikowe. Ale przynajmniej obiecał mi, że osobiście zadba, by wszystkie wylądowały w koszu na plastiki), no i znoszenie tych całych musztard, keczupów, chlebów i tak dalej. Jednym słowem: kupa roboty. Ale nie za bardzo. No, chyba wiecie co mam na myśli. A jeśli nie, to trudno. W każdym bądź razie nie zmęczyłam się za bardzo i przy okazji poznałam kilku nowych, świetnych ludzi. Na przykład taką Monic. Jest Francuską, ma śmieszny akcent, nie je mięsa i boi się kurków. Bo jak była mała to złamała sobie o jeden nos. Albo rękę. Trudno było ją zrozumieć, bo mówiła strasznie szybko i jeszcze ten akcent… Albo Frances, która jest typową Kanadyjką, uwielbia syrop klonowy (FU!) i zastanawiała się jakby to było, gdyby gitara brzmiała tak, jak fortepian, a fortepian, jak gitara. Obiecała, że zmontuje taki filmik i mi go pokaże. To może być ciekawe. I dziwne. Ale to dla ciebie nic nowego, prawda? Czego w słowie „zamilcz” nie zrozumiałaś?
-Cześć Charlie!- podskoczyłam, a (plastikowe) widelce, które kładłam na stole prawie wypadły mi z ręki. Obejrzałam się na Louisa, który uśmiechał się do mnie szeroko i machał, idąc tyłem. –Pa Charlie!- okej. Zmarszczyłam brwi i wzdrygnęłam ramionami. To Louis. To dla niego normalne. Wróciłam do układania widelców, gdy nagle…
-Hej Charlie!- Zayn pomachał mi, przechodząc obok, z telefonem w ręce. Kiwnęłam mu głową, patrząc jak idzie w, hm, dziwne, kierunku, w którym przed chwilą szedł Louis… Może to tylko dziwny zbieg okoliczności? Oby.
-Szarlotka! Siemka!- spojrzałam dziwnie na Liama, który szczerzył się, jak głupi do sera. Odkąd wyciągnął Amity i mnie z tej głupiej dziury, wciąż się tak uśmiecha. Niepokojące. Hej i wiecie co? Liam szedł w, dokładnie, tym samym kierunku co przed chwilą Zayn i Louis. To dziwne. Wyprostowałam się i krzyżując ręce pod biustem, patrzyłam w ślad za rozweselonym Liamem.
-Słońce! Co robiłaś przez całe popołudnie?- zapytał Niall, który zatrzymał się przede mną i uśmiechnął szeroko. On nie idzie tam gdzie chłopcy? Zmarszczyłam brwi i wzdrygnęłam ramionami.
-Różne… rzeczy- odparłam, nie mogąc znaleźć innego słowa, lepiej opisującego to, co robiłam. No bo w końcu najpierw gadałam od serca z Jessym, potem pomagałam mu poderwać dziewczynę, później sporządzałam tę dziwną listę podejrzanych, a teraz przygotowywałam rzeczy potrzebne na ognisko. Od koloru do wyboru. Niall uśmiechnął się niepewnie i, unosząc brew, kiwnął głową. Przez chwilę wyglądał jakby chciał jeszcze o coś zapytać, ale potem dostał wiadomość i zamilkł, czytając sms-a. Zmarszczył brwi, wpatrując się w ekran telefonu, potem spojrzał na mnie, uśmiechnął się lekko i wskazał kciukiem gdzieś w bok.
-Wiesz, ja… muszę iść… gdzieś… To pa!- rzucił i ruszył biegiem, jak można było się spodziewać, w tym samym kierunku co pozostali chłopacy chwilkę wcześniej. Ale gdzie jest Harry? Nie widziałam jakoś żeby on też tam szedł. Gdziekolwiek to „tam” jest… I to jest dobry moment bym zaczęła się bać.

***

Okej. Boję się. Bardzo. Chłopacy gdzieś zniknęli. I to dosłownie. Nie ma ich nigdzie. Szukałam wszędzie. Sprawdziłam każde miejsce, każdą kryjówkę, każde drzewo, krzaki, domek, przeszukałam dokładnie dno jeziora (co wcale nie było łatwe, bo Tony, od którego pożyczyłam gogle, chciał akurat ponurkować, więc wciąż mnie pospieszał) i sprawdziłam pod każdym kamieniem. Nigdzie ich nie ma. I nikt nie wie gdzie oni są. A to dziwne, bo ognisko jest za jakieś dwie godziny. A oni raczej nie przeoczyliby darmowych, smażonych kiełbasek i szansy do odtańczenia indiańskiego tańca wokół ogniska. To bardzo, ale to bardzo niepokojące. Chyba zaraz oszaleję. Może pielęgniarka ma coś na uspokojenie? Może sprawdzę… Chwila! Nie sprawdzałam, czy nie ma ich w szpitaliku! Może zacięli się przy goleniu i poszli po ich ulubione kolorowe plasterki z kucykami Pony! Tak, to dobry trop. Albo… Chłopcy pewnie wymyślają jakiś nikczemny plan. Chcą mnie nastraszyć albo zrobić jakiegoś psikusa. Ostatnio jak zrobili mi psikusa, to trzeba było dzwonić po straż pożarną, bo wlazłam na drzewo i nie umiałam zejść. Ale to nie moja wina, że wnieśli mi do łazienki kartonowego klowna!
-Charlie?- krzyknęłam i odskoczyłam w bok, przyjmując obronną pozycję, gotowa do ucieczki. Chad Cooper zmarszczył ciemne brwi, patrząc na mnie dziwnie. Nagle poczułam się jak idiotka. Świruje normalnie. Przez nich oszaleję. Mówię wam. –W porządku?
-Przepraszam. Myślałam, że to chłopacy. Zniknęli gdzieś jakąś godzinę temu i podejrzewam, że chcą mi zrobić jakiś kawał. A ja nie lubię ich kawałów. Zwłaszcza tych z klownami w ciemnych pomieszczeniach z lustrami. Najgorsze są klowny. Klowny to zło - wymamrotałam, ponownie dzisiaj, dostając sraczki słownej. Serio przez nich kiedyś oszaleję. Jak myślicie, w szpitaliku mają leki na sraczkę słowną?
-No dobrze?- mruknął pod nosem Chad, a ja obejrzałam się na pobliskie krzaki. Słyszeliście to? Coś się w nich ruszyło. Wiem to. Wychodź gnido! –Chciałem ci podziękować za tę radę i…
-Shhhhhh!- uciszyłam go, wyciągając w jego kierunku rękę i patrząc uważnie na pobliskie krzaki. –Słyszałeś to?
-Co?
-Coś tam jest. Czuję to- odparłam i powoli podeszłam do krzaka. Znowu coś się w nim poruszyło! Coś tam jest! A jeśli to klown?! –Wyłaź bestio! Słyszę cię!- fuknęłam, gotowa poderwać się do ucieczki, gdyby jednak siedział w nich klown z balonikami i dużymi butami. Ugh. Te ich buty są najgorsze.
-Charlie, na pewno dobrze się czuje… 
-AHA!- wrzasnęłam wskakując w krzaki, przez co kolejne kilka osób wzięło mnie za wariatkę. Ale ja się tym nie przejęłam. Bo w tych krzakach znalazłam… skunksa?! Pisnęłam i zanim zdążył mnie opryskać swoją śmierdzącą zupą, wybiegłam z krzaków i schowałam się za Chadem. –To skunks!- pisnęłam w formie wyjaśnienia, gdy chłopak popatrzył na mnie, jak na totalną wariatkę. Spokojnie, jego już zapisałam. Gdy zobaczył przez okno w mojej sypialni, jak uczyłam tweerkować pluszowego misia, którego ze sobą wzięłam.
-Może zaprowadzić się do pielęgniarki? Na pewno nie masz gorączki?- zapytał, a ja podskoczyłam w miejscu i ciągnąc go za rękę (z czego nie do końca zdawałam sobie sprawę) do szpitalika i wbiegłam do środka z takim impetem, że pielęgniarka wylewająca na wacik wodę utlenioną, niechcący wylała ją na zdarte kolano jakiegoś jasnowłosego chłopaka, który syknął i się skrzywił.
-W czym mogę…
-Gdzie oni są?- zapytałam i, wnioskując po minie pielęgniarki, na serio wyglądałam jak wariatka.
-Kto?
-ONI!- krzyknęłam, unosząc ręce ponad głowę. Ona uniosła brwi wyżej. Nie zwracając uwagi na nią, ani na Chada, który patrzył na mnie z troską na twarzy (pewnie myślał, że mam wysoką gorączkę i dlatego tak świruję), ani nawet na jasnowłosego chłopaka, który widząc jak zaglądam do każdej szuflady i pod każde łóżko, zaczął się śmiać. –Nie ma ich- mruknęłam pod nosem, marszcząc brwi.
-Charlie, chcesz może jakieś leki na uspokojenie? Może od razu dam ci podwójną dawkę?- zaproponowała pielęgniarka, na co chłopak ze zdartym kolanem zaczął się śmiać jeszcze głośniej. Spojrzałam na niego groźnie, wyrwałam wodę utlenioną z rąk pielęgniarki i wylałam mu na kolano. Ten momentalnie przestał się śmiać i zaczął piszczeć, jęczeć i wachlować dłońmi skaleczone kolano.
-Nadal uważasz to za zabawne? Chłopacy chcą wywinąć mi jakiś numer. Czuję to. I pewnie jeszcze z klownem!- odparłam, on spojrzał na mnie oczami pełnymi łez. Okej. To było niemiłe. –Przepraszam- wymamrotałam, a potem wybiegłam z chatki, a Chad w ślad za mną. Okej, Charlie, pewnie słyszałaś to już wiele razy, ale teraz mówię to zupełnie serio. Jesteś wariatką! Ta i co?

***

Przenajświętsza Matko Tłuszczowa! NIGDZIE ich nie ma! NIGDZIE! Nawet Chad nie ma pojęcia, gdzie się podziali. Nawiasem mówiąc, gdy już dowiedział się dlaczego latam jak turystka w obcym kraju, która dostała biegunki, ale nie może kupić leków, bo nie zna języka, a nikt nie rozumie po
angielsku, przestał traktować mnie jak wariatkę. Jednym słowem: przesrane. I to dosłownie… Okej, to było wyjątkowo obleśne. Fu, w ogóle, jak mogłam coś takiego wymyślić? Jeśli zrobiłby to na przykład Niall albo Louis, to spoko. Ale ja i obleśnie obleśne żarty? Może ja już do końca ześwirowałam? A może masz rozdwojenie jaźni? Nieee.
-A czy oni od razu muszą wywinąć ci jakiś kawał? Ostatnio urządzili ci imprezę urodzinową- zauważył Chad, a ja uśmiechnęłam się krzywo i kiwnęłam głową.
-Tak, przyprawiając mnie przy okazji o palpitację serca- burknęłam. –Chłopcy plus niespodzianka równa się katastrofa- mruknęłam, krzyżujące ręce pod biustem, a potem wywróciłam oczami. –No, przynajmniej dla mnie- dodałam, wzdrygając ramionami.
-Charlie, przesadzasz.
-Nieprawda!
-Prawda- odparł Chad, patrząc na mnie znacząco. Chłopak ma rację. Oh, przymknij się. –Może to po prostu dziwny zbieg okoliczności. Albo Harry chciał coś pokazać chłopakom. Albo… no, już sam nie wiem co. To na pewno nic złego- zapewnił mnie, kładąc rękę na ramieniu.
-Ciekawe co takiego miałby im pokazać- mruknęłam i nagle w mojej głowie pojawiła się myśl. Piosenka, którą napisał Harry! Z ust mi to wyjęłaś. Znaczy… z mózgu… Jeju, najpierw ta sraczka, a teraz to. Zaczyna się robić coraz obleśniej. –Wiesz co? Chyba bieganie dobrze mi zrobi- odparłam, wstając z ławki i poprawiając bluzkę. Chad uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową.
-Dobry pomysł. Na razie!- pożegnał się i po chwili zniknął za najbliższym domkiem. Zaraz, przecież ty nie znosisz biegać. A kto powiedział, że to ja będę biegać? Poczekałam aż zniknie mi z oczu, a potem ruszyłam w kierunku, w którym można było dojść w tylko jedno miejsce. 20.

***

Ha! Wiedziałam, że tam będą! Po prostu wiedziałam! Oh, już się tak nie podniecaj. Mówisz tak, bo jesteś zazdrosna! To ja wiedziałam, że są w 20! Taa, ale to ja pierwsza podsunęłam ci tę myśl. Nie prawda. Pomyślałam o tym w tym samym momencie. Nie wydaje mi się. Chcesz powiedzieć, że jestem idiotką? Ty to powiedziałaś. Chwila. Może mi ktoś wyjaśnić dlaczego kłócę się ze swoją podświadomością? Nikt? Serio? To może ja spróbuję. Boże, zaczyna się. NIKT NIE PYTAŁ CIĘ O ZDANIE! Jesteś tak zestresowana i zagubiona, że zaczynasz lekko świrować. To wszystko przez emocje, które od pewnego czasu się w tobie kotłują. No wiesz. Kotłowały się, kotłowały, kotłowały, aż w końcu BUM! Stworzyłaś swoją podświadomość, by ona mówiła ci co tak naprawdę czujesz. Bo najwyraźniej sama masz z tym problemy. Oh, naprawdę? A niby od kiedy te emocje się tak we mnie kotłowały? I niby co naprawdę czuję? Cóż. To zaczęło się mniej więcej od tego momentu, gdy Harry zaprosił cię na randkę. Pamiętasz? Jak mogłabym zapomnieć? Zrobiłam z siebie wtedy totalną idiotkę i zgodziłam się, na coś, na co wcale nie miałam ochoty. Jesteś tego pewna? No raczej. A ja, jako twoja podświadomość, mówię ci, że miałaś na to ochotę. A co ty możesz o mnie wiedzieć? Y, heloł! Jestem twoją PODŚWIADOMOŚCIĄ. Jestem TOBĄ. Więc wiem o tobie dużo. Powiedziałabym, że nawet znacznie więcej niż ty. Doprawdy? A niby czego ja nie wiem o sobie? Na przykład tego co czujesz. Boisz się swoich uczuć i wolisz je stłamsić w sobie i ześwirować niż zaryzykować i dać im upust. A co według ciebie niby czuję? Od czego można ześwirować? Zaraz zeświruję przez CIEBIE. Mam już powoli dość tego twojego ciągłego gadania! Sama mnie stworzyłaś, więc teraz masz! Bynajmniej, ja cię o to nie prosiłam! Niby JA prosiłam CIEBIE, byś wlazła mi do głowy i robiła wodę z mózgu? Mniej więcej. I przez jakie uczucie, według ciebie, tak świruję? Strach, złość, smutek, radość, samotność? Hę? Co takiego? Nic z tych rzeczy, moja droga. To miłość. Ta, jasne. Że niby się w kimś zakochałam? Nie wydaje mi się! W ogóle, jak można się w kimś zakochać i tego nie wiedzieć? Przecież coś się wtedy czuje! Jakieś motyle w brzuchu, gęsią skórkę, przyjemne dreszcze, cokolwiek! To niedorzeczne! Mi to mówisz.
-Wow, Harry, jestem pod wrażeniem- zamrugałam kilkakrotnie, słysząc głos Liama, dochodzący z 20. Kucnęłam pod oknem i przywarłam plecami do ściany. Jeśli coś knują- dowiem się co. Kiedy wreszcie zrozumiesz, że oni wcale nie chcą zrobić ci kawału? Shhh!
-Ta, ja też. I w ogóle cieszę się, że wreszcie zrobiłeś coś w tym kierunku. Już powoli miałem dość tych twoich prób- odparł Niall.
-Wiedziałeś?- zapytał Harry, zdziwiony.
-Pewnie. Wszyscy wiedzieliśmy. Byłeś dyskretny, jak bąk w windzie- mruknął Zayn, a ja mimowolnie się wykrzywiłam. Chłopacy i te ich obleśne porównania.
-Myślicie, że ona…
-Nie. Nic nie zauważyła. Uwierz- Harremu przerwał Louis, a ja uniosłam brwi. Ona? Chyba nie chodzi im o mnie?
-Najciemniej pod latarnią!- odrzekł Liam, a ja poczułam dziwną, gęsią skórkę. Chodzi o mnie. Jednak miałam rację. Cholibka.
-Może lepiej wracajmy do swoich zajęć, bo Charlie zacznie coś podejrzewać- zaoponował Niall.
-Jasne. Tylko nie zapomnijcie o moim planie! Wszystko musi być idealnie!- odparł Harry dziwnie drżącym głosem. Jakby się denerwował. Denerwował przed premierą swojego nikczemnego planu nastraszenia mnie przy wszystkich!
-Spokojna głowa. Nie zawiedziemy cię stary- zapewnił Zayn, a potem usłyszałam szuranie krzeseł. Kurczaki. Jeśli zaraz stąd nie czmychnę, zobaczą mnie i wtedy będzie koniec. Lepiej wiać. Tutaj się zgodzę. Dlatego, nim zdążylibyście powiedzieć „niezłe kłopoty”, gnałam jak dzika do domku. Mam nadzieję, że jeśli schowam się pod kołdrą, nie znajdą mnie, zapomną o swoim durnym planie i dadzą mi spokój. Oby.

***

Domek był zupełnie pusty, co wcale nie powinno być dziwne, zaważając choćby na fakt, że chłopacy przed chwilą siedzieli w 20 i obmyślali jakiś potwory plan, od którego, nawet na samą myśl o nim, jeżą mi się włoski na karku. Poza tym, znalazłam coś ciekawego. Jeśli można to w ogóle nazwać znalezieniem. W każdym bądź razie, siedziałam sobie na łóżku w swoim pokoju, modląc się, by chłopacy zostawili mnie w spokoju, gdy nagle ktoś zapukał w okno. Tak bardzo się wystraszyłam, że prawie spadłam z łóżka. Ale tylko prawie. Jak się potem okazało, na parapecie leżała mała, biała karteczka.
Charlie
Wiecie co wtedy pomyślałam? Cytuję: „Jeszcze tego tu brakowało”. Dokładnie. Słowo w słowo. Nie potrzebnie się zdenerwowałam. Bo treść liściku była bardzo intrygująca.
Pewnie bardzo ciekawi Cię kim jestem. Zwlekałem z tym tak długo, jak tylko mogłem. Ale chyba już najwyższy czas się ujawnić.
Spotkajmy się na dzisiejszym ognisku. Dokładnie o 20. pod sceną. Będę czekał.
Niech się dzieję co chce.
Książę na białym koniu
Przeczytałam ten liścik kilka razy, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Wreszcie dowiem się kim jest Książę na białym koniu! I to zupełnie niedługo, bo za… godzinę?! Jak ja zdążę się do tego czasu wyszykować?! Zwłaszcza, że za kilka minut zaczyna się ognisko! Spokojnie Charlie, wrzuć na luz. Skoro spodobałaś się temu Księciu na białym koniu tak bardzo, że postanowił wysyłać do ciebie liściki, na pewno nie będzie mu przeszkadzać, że masz wygniecioną bluzkę lub potargane włosy. Może jemu nie, ale mnie tak! Poza tym, moja bluzka jest ubrudzona od musztardy, bo jakimś cudem zdołałam wylać na siebie odrobinę. Od tak dawna chcę go poznać, że nie mogę tego skiepścić. Muszę się jakoś ogarnąć. I to w błyskawicznym tempie! Podbiegłam do szafy i wyciągnęłam czyste ubrania. Szybko się przebrałam i założyłam czarne trampki. I właśnie siadałam przed lustrem, by poprawić makijaż i jakoś ogarnąć włosy, gdy nagle zabrzmiała trąbka Matta, rozpoczynająca ognisko.
-A niech to szlag!- Ty chyba nie sądziłaś, że zdążysz?

 _________________________________________________

Okej. Następny.
Chciałam tylko powiedzieć:
SZALONEGO SYLWESTRA! ♥
To tyle. 
Bajó.
I łejtajcie (boże, jakie to durne słowo, tylko ja mogłam je wymyślić) na nexta!
Polecam się na przyszłość.
I pamiętajcie: co złego to nie ja!

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 41

**Rozdział 41**


A jednak. Trąbka Matta była w stanie mnie obudzić. I to ze skutkiem natychmiastowo-podłogowym. Bo, gdy tylko usłyszałam te jego tu-tu-tu-ru-tu krzyknęłam „wróg u bram!” i spadłam z mięciutkiego, ciepłego łóżka wprost na twardą i zimną podłogę. A to, jak się pewnie domyślacie, nie należało wcale do najmilszych doświadczeń. Usłyszałam męczeńskie jęki z pokoju chłopaków i, chcąc nie chcąc, dołączyłam do nich.

***

Właśnie myłam sobie włosy, gdy Amity pojawiła się obok jak jakaś zjawa. Idealnie piękna i zupełnie naga. Posłałam jej dziwne spojrzenie, starając się nie myśleć o tym, że ja też jestem rozebrana jak do rosołu, a ona tylko mrugnęła do mnie ostentacyjnie okiem.
-Ładny tyłeczek- odparła, a ja schowałam się bardziej za kafelkową ścianką oddzielającą boksy, czując jak się czerwienie. Przez chwilę milczałyśmy, a ja patrzyłam jak szczupła blondynka zabiera swoje rzeczy i wychodzi z łazienki, posyłając nam dziwne spojrzenia. Już miałam powiedzieć jej coś o jej szpilkach i drzewie, gdy nagle ona się odezwała. –Co u Liama?- zapytała, a ja aż nalałam sobie szamponu w oczy, ze zdziwienia. Nie tylko jej słowa mnie zadziwiły. Ale ton jej głosu! Nie był wredny, oschły i sarkastyczny jak zawsze. Był taki… zwyczajny. Ona serio była ciekawa co u Liama! Okej, tutaj z pewnością dzieje się coś dziwnego. Na maxa dziwnego. 

-Nie wiem- mruknęłam, przyglądając jej się kątem oka. Bawiła się pianą i wyglądała jak zwyczajna, bardzo ładna dziewczyna. A nie jak jakaś wredna franca, którą była. –Ostatnio jak go widziałam leżał pod kołdrą i mruczał coś o naleśnikach i dziewczynach w szpilkach- na to ostatnie Amity wyraźnie się ożywiła, a na jej kształtne usta wpłynął uśmiech. –Ale nie jestem pewna, bo mówił to z poduszką na twarzy, więc równie dobrze mógł mówić o tym, że nie zrobił prania i nie ma czystej bielizny- odparłam wzdrygając ramionami, na co Amity posłała mi złe spojrzenie. –A co?
-A co, co?- Amity spojrzała na mnie jak na skończoną idiotkę. A takową raczej nie byłam.
-A dlaczego pytasz?- mruknęłam, wywracając oczami. Amity uniosła brew i prychnęła, zarzucając włosami, przez co miałam na twarzy pełno jej truskawkowej piany. Dzięki Amity. Serio, dzięki. Spłukałam ją z twarzy i posłałam jej wrogie spojrzenie.
-A co cię to interesuje?
-A to, że to mój przyjaciel- odparłam, marszcząc brwi. –I interesuje mnie, gdy kogoś interesuje, co go interesuje- Amity uniosła pytająco brew, a moja bojowa mina zrzedła odrobinę. Chwileczkę. Co ja właściwie chciałam powiedzieć? –Oh, wiesz o co chodzi!- fuknęłam, a Amity wywróciła oczami i przez chwilę stała pod strumieniem wody w milczeniu.
-Bo go lubię- odparła w końcu cicho. I mało brakowało, a bym jej nie usłyszała. Ale usłyszałam i wciągnęłam gwałtownie powietrze razem z wodą i zaczęłam się krztusić, kaszleć i charczeć, jak umierający kot na autostradzie. Szlag. Po chwili jakoś zdążyłam się uspokoić, ale potem prawie znowu zaczęłam się dusić, słysząc następne słowa Amity. –Nic ci nie jest?
-Najświętsza Matko Tłuszczowa! Kim ty jesteś i co zrobiłaś z tą wredną francą, Amity Monrow?!- wypaliłam, zanim zdążyłam się powstrzymać, a Amity ściągnęła swoje idealne brwi.
-Czy ty właśnie nazwałaś mnie wredną francą?- zapytała, a ja wywróciłam oczami, zakręciłam wodę i owinęłam się w ręcznik. Jeśli Liam spiknie się z Amity, rzygnę, a potem ucieknę z kwikiem do Meksyku. Zabiorę ze sobą tylko Małą Charlie. No i Nialla, bo on też boi się Amity. I Zayna, bo bym za nim tęskniła. I jeszcze Louisa, bo on tęskniłby za mną. No i, ewentualnie, Harrego, bo on nie będzie miał pewnie nic lepszego do roboty. I jeszcze Liama. Bo strasznie by mi go brakowało… Wiecie co? Chyba zabiorę chłopaków i zrobimy sobie rodzinne wakacje w Meksyku. Si! Uśmiechnęłam się, wyobrażając sobie One Direction w sombrero, poncho i z małymi wąsikami pod nosem. Nagle Amity znalazła się obok mnie i wyciągała do mnie rękę ze złożoną starannie karteczką. –Bądź tak miła i podaj to Liamowi- odparła, nie, czekaj, POPROSIŁA. Tak, właśnie. Amity o coś poprosiła. Szok. Zamrugałam kilkakrotnie, unosząc brwi i ściskając tę durną karteczkę w ręce. Dziwnie się czuję. Czy Amity nie powinna mnie nazwać palantką, albo coś? –Palantko- dodała, a ja się uśmiechnęłam. O. Już lepiej… Chociaż, nie. Ona mnie właśnie nazwała palantką... Szlag.

***

Otwarłam z impetem drzwi oddzielające sypialnie chłopaków od mojej. A tam, na moim łóżku, rozłożony jak na swoim, siedział Harry robiąc… na drutach. Że co?!
-Co ty robisz?- zapytałam, a chłopak podskoczył w miejscu, spojrzał na mnie dużymi oczami, a potem na wełnę i swoje druty. Ponownie podniósł na mnie wzrok, a ja uniosłam brwi.
-Sweter- wymamrotał. –To mnie uspokaja- przez chwilę gapiłam się na niego w milczeniu, a on uśmiechnął się lekko i wrócił do dziergania swetra.
-To by wyjaśniało tę wełnę- mruknęłam pod nosem, kiwając głową. Kiedyś zakradłam się do jego pokoju chcąc pochować wszystkie jego bokserki, by odegrać się na nim za dorzucenie wołowiny do mojej kanapki, a w jednej szufladzie znalazłam z milion kulek wełny w najróżniejszych kolorach. Swoją drogą, nie znoszę wołowiny. Kiedyś, gdy byłam mała, Paul zabrał mnie na farmę jakiegoś kumpla. Poznałam tam wspaniałą krowę Martę, z którą się zaprzyjaźniłam i obiecałam jej, że już nigdy więcej nie tknę wołowiny. Harry podniósł na mnie wzrok z pytającą miną.
-Mówiłaś coś?
-Nic, nic- machnęłam ręką, a Harry zmrużył oczy, jednak wrócił do dziergania. Przez chwilę patrzyłam zdumiona jak jego długie palce z zadziwiającą szybkością robią oczka, potem kolejne i następne. –Musisz mnie kiedyś tego nauczyć- odparłam, a Harry spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem i poklepał łóżko obok siebie. –Ale, że teraz?- wypaliłam, a Harry westchnął.
-Taaaaaaaaak- przeciągnął.
-Dobra. Czemu nie- wzdrygnęłam ramionami i przysiadłam się do niego.
-Okej. Skup się. Pokażę ci podstawowy supeł- odparł, a ja wbiłam wzrok w jego palce. I nie zdążyłam mrugnąć, a on już skończył. –Rozumiesz?- spojrzałam na niego tępo i zamrugałam kilkakrotnie.
-Można wolniej?- chłopak wywrócił oczami i powtórzył. Potem podał mi druty, a ja patrzyłam na nie, zupełnie jak na probówki z kolorowymi składnikami na chemii, gdy pani Smoler każe nam przeprowadzić doświadczenie.
-Teraz ty- ponaglił mnie. Wyciągnęłam język i, zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, że pewnie wyglądam jak rysujący 5-cio latek, zrobiłam to co Harry przed chwilą. No, prawie. Trochę się poplątałam, ale Harry to naprawił. Potem złapał mnie delikatnie za dłonie i pokazał jak to powinno się robić. –Widzisz, zrobiłaś oczko!- odparł, a ja się uśmiechnęłam.
-Oooo, jak słodko! Harrlie robią na drutach słodziusi-milusi sewtereczek!- odparł Liam, stając w drzwiach, a ja spojrzałam na niego, unosząc brew. Obok niego tłoczyła się reszta z głupimi minami.
-Liam, proszę cię, nigdy więcej tak nie mów- poprosiłam, ale on się tylko zaśmiał. –Nie wieżę. Serio powiedziałeś „sewtereczek”?- uniosłam brwi i nagle coś mi się przypomniało. Prysznic. Amity. Karteczka. Liam. –À propos słodkości i rzygania- mruknęłam. –Mam do ciebie coś od Amity- na imię „Amity” Liam spojrzał na mnie dużymi oczami. I właśnie sięgałam do kieszeni, by wyciągnąć ten głupi papierek, gdy nagle…
-Charlie, nie…!- a potem coś zacisnęło się na moim palcu, a ja spojrzałam zdziwiona na żółtą pętelkę na moim prawym palcu serdecznym. Porządną żółtą pętelkę na moim prawym palcu serdecznym. Wyglądała trochę jak obrączka. Uniosłam brwi. –Nie wiem, czy dam radę to odplątać. To mój najsolidniejszy supełek- mruknął Harry, a ja wytrzeszczyłam oczy. Że co?! Mam chodzić z tym czymś na palcu? Po chwili szarpania się, gryzienia i cięcia nożyczkami, Harry zrezygnowany pokręcił głową. –Wygląda na to, że cię zaobrączkowałem- odparł, uśmiechając się. Miodzio.

***

Już nigdy więcej nie będę robić na drutach. A jak mi się zachce ręcznie robionych skarpetek, zadzwonię do Harrego. Już chyba z trzy osoby pytały się, czy Harry mi się oświadczył. Rozumiecie? TRZY OSOBY! A jeszcze nie dotarłam do 13 na zajęcia! A ja im odpowiadałam, że to tylko wełna i nieszczęśliwy wypadek. Kurczaki. A w sprawie Liama i kartki od Amity, na której, jak się później okazało, zapisany był jej numer- Liam bardzo się ucieszył na ten widok i wcale się z tym nie krył (wskoczył na łóżko i odwalił taniec zwycięstwa), a potem od razu do niej zadzwonił. Ale już nie mógł do niej wyjść. Bo jej domek jest za daleko. 50 metrów to dla Liama, który TRZY RAZY W TYGODNIU chodzi na SIŁOWNIĘ za dużo. Przez pół godziny słuchaliśmy jak bezczelnie flirtował z Amity. Niall i ja natkaliśmy sobie waty w uszy (pożyczyliśmy z apteczki w rogu domku). Ale reszta jakoś nie podzielała naszej odrazy. Oni siedzieli sobie zwyczajnie i czekali na śniadanie. Zgadnijcie co się stało na śniadaniu. Nigdy nie zgadniecie. Oprócz tego, ze zaserwowali nam jakąś breję, która miała być owsianką (Niall zjadł dwie dokładki, a Harry jedną) i tego, że Louis znalazł czyjś telefon w swojej misce, a potem ktoś zadzwonił, a Lou wdał się w długą pogawędkę o młodzieży i jej wychowaniu z kimś kogo nazwał Sally Sunny. Ale wymawiał to jak jedno słowo, więc wychodziło „Sallysunny”. Na śniadaniu Liam wziął swoją owsiankę i dosiadł się do Amity! (!!!!) Zdrajca. Przez całe śniadanie gapiłam się na nich na przemian z otwartymi ustami i szokowanymi oczami lub wściekłą miną.
-Misiek, wyluzuj trochę, co? Odpuść Liamowi. Nie pamiętam kiedy ostatnio flirtował z jaką dziewczyną- Zayn poklepał mnie po ramieniu, a ja skrzyżowałam ręce pod biustem, naburmuszona jak małe dziecko
-A kasjerka w zoologicznym?- mruknęłam, a on pokręcił głową.
-Wtedy tylko kupował karmę dla żółwi- odparł Malik, a ja naburmuszyłam się jeszcze bardziej. W końcu nie wytrzymałam i wybuchłam.
-Ale czy to musi być ONA?!- fuknęłam, a Zayn wzruszył ramionami.
-To nie ja ją wybierałem- zauważył wchodząc do swojej 12. –I on chyba też nie- dodał i zniknął za drzwiami. Mruknęłam coś pod nosem i kopnęłam zbulwersowana kamyk, który potoczył się po trawie, a potem zniknął gdzieś w krzakach. Mijający mnie koleś spojrzał na supełek na moim palcu i uniósł brwi.
-Czy to…
-NIE!- wrzasnęłam, nie dając mu dokończyć i wlazłam do 13.

***

Właśnie instruowałam Bena jak ma się zachowywać na scenie, gdy po razy tysięczny zapikał różowy Iphone Amity. Ona odczytała wiadomość i zachichotała, szybko odpisując. Wciągnęłam ze świstem powietrze i wbiłam palce w biurko, by nie wrzasnąć.
-Już lepiej. Tylko pamiętaj, że nie możesz stać ciągle w miejscu, bo widzowie pomyślą, że jesteś nieśmiałym nudziarzem- odparłam, a Ben kiwnął w skupieniu głową. Nagle w salce rozbrzmiała Beyoncé, a ja poderwałam się na nogi i zanim Amity zdążyła odebrać, wyrwałam jej telefon i zrobiłam to za nią. –LIAM, DO CHOLERY JASNEJ ZAJMIJ SIĘ PROWADZENIEM ZAJĘĆ, ZAMIAST WYDZWANIANIEM I PISANIEM DO AMITY SPROŚNYCH WIADOMOŚCI, BO DO CIEBIE PRZYJDĘ I OSOBIŚCIE POZBAWIĘ OJCOSTWA!!!-  
wrzasnęłam, w klasie momentalnie zapanowała cisza, a każdy patrzył na mnie dużymi oczami. Liam milczał, podczas, gdy ja sapałam jak po długim biegu.
-Halo? Kto mówi? Kto to Liam? Jakie sprośne wiadomości? Kogo pani chce pozbawić ojcostwa?- zamrugałam kilkakrotnie słysząc po drugiej stronie głos jakiejś staruszki. Uniosłam brwi i spojrzałam na wyświetlacz. „Babcia”. Ups?
-Przepraszam panią najmocniej. Nastąpiła drobna pomyłka. Pani wnuczka nie może teraz podejść do telefonu. Proszę zadzwonić później- odparłam i się rozłączyłam. Przez chwilę w klasie panowała grobowa cisza, a ja oddałam Amity telefon. –Wracajmy do zajęć- mruknęłam i podeszłam do Bena, by mu pokazać kilka scenowych trików, których nauczyli mnie chłopacy.

***

Po moich długich błaganiach Liama, by jednak zjadł z nami obiad, a nie z Amity, siedzieliśmy wszyscy razem jedząc coś co wyglądało jak zupa jarzynowa, ale znając nasze stołówkowe żarcie, pewnie wcale nią nie było. Uśmiechnęłam się. Zupełnie jak dawniej, gdy żadna wredna laska nie flirtowała z Liamem i na odwrót. No prawie. Liam wciąż siedział na telefonie, szczerząc się jak debil i pisząc z Amity.
-Więęęęęęc- zaczęłam, kończąc z dołującą ciszą przerywaną jedynie pikaniem telefonu Liama i jego śmiechem. –Jak zajęcia chłopcy?
-Całkiem spoko- odparł Zayn, kiwając głową.
-Ta, u mnie też- przyznał Lou.
-Jak zwykle. Wszystkie laski się do mnie kleiły, ale zdążyłem się do tego przyzwyczaić- wypalił Harry z szerokim uśmiechem, a chłopcy (czyt. Niall, Zayn i Lou, bo Liam przy naszym stoliku pełnił funkcję jedynie dekoracyjną) i ja spojrzeliśmy na niego z politowaniem.
-Ymf hudf pumfz- wymamrotał Niall z pełnymi ustami, a ja się do niego uśmiechnęłam i kiwnęłam głową… Co? Nagle zrobiło się cicho, a brak piątej odpowiedzi wydawał się tak wyraźny, że aż raził.
-A u ciebie, Liam?- zapytałam, a on kiwnął głową.
-Spoko, Charlie- wymamrotał, zupełnie nie zwracając na mnie uwagi. Coś mi się wydaje, że nawet gdyby Loki albo Batman wparowałby teraz do stołówki, on nie zwróciłby na nich zupełnej uwagi. Westchnęłam, a gdy telefon Liama ponownie zapikał, zacisnęłam zęby.
-Liam, mogę na chwilę twój telefon?
-Jasne, a po co ci?
-Potrzebny- mruknęłam, on podał mi telefon, a ja tak po prostu, wrzuciłam go za bluzkę. Liam wytrzeszczył oczy, a Niall zachłysnął się zupą, bo zaczął się nagle śmiać.
-Charlie, oddaj mi go!- zażądał Liam, a ja pokręciłam głową. –Dlaczego?- pisnął, a ja skarciłam go wzrokiem.
-Dosyć mam tego waszego ciągłego flirtowania. Amity przez całą lekcję pisała do ciebie, a ja na nakrzyczałam na jej babcię, bo myślałam, że to ty!- fuknęłam, a Liam zamilkł na chwilę, patrząc na mnie dużymi oczami.
-Że co zrobiłaś jej babci?
-Jesteś teraz z nami, więc rozmawiaj z nami, a nie wciąż do niej piszesz! Ja też potrzebuję twojej uwagi!- wykrzyknęłam, wymachując rękoma, a cała stołówka zamilkła i zaczęła się na mnie gapić. –Spadać frajerzy- fuknęłam, a oni wrócili do jedzenia, jakby nic się nie stało. Liam patrzył na mnie dużymi oczami, a potem zmarszczył brwi i skrzyżował ręce na piersi.
-Ty jesteś o mnie po prostu zazdrosna!- odparł, a ja uniosłam brwi i pokręciłam głową.
-Nieprawda!
-To dlatego tak cię denerwuje Amity. Bo boisz się, że przez nią nie będę spędzał tyle czasu z tobą- powiedział, a ja poczułam jak się rumienię. Dobra. Może i Liam miał troszeczkę racji. Ale tylko troszeczkę.
-A nawet jeśli to co? Nie lubię jej. Zawsze zabiera mi to co dla mnie najważniejsze- odburknęłam, naburmuszona, a Liam uśmiechnął się łagodnie.
-Charlie, żadna dziewczyna nie sprawi, że o tobie zapomnę. Zawsze będę poświęcał ci tyle samo uwagi, choćby nie wiem jak ta dziewczyna była pociągająca- odparł, a ja spojrzałam na niego z byka.
-Obiecujesz?
-Obiecuję- przez chwilę mierzyłam go wzrokiem, ale w końcu westchnęłam i oddałam mu telefon. –Dziękuję- odparł uśmiechając się i chowając telefon na bok. Posłałam mu szeroki uśmiech i wróciłam do gapienia się w jarzynową.
-A co dokładnie powiedziałaś jej babci?- zapytał Lou, a ja podniosłam głowę i wzdrygnęłam ramionami.
-Coś o sprośnych esemesach i pozbawieniu ojcostwa- odparłam, a tym razem, Zayn zaczął rechotać jak nienormalny i prawie zachłysnął się zupą. Poklepałam go po plecach, bo zaczął się robić czerwony.
-Co?!- pisnął śmiejący się Harry, który siedział obok mnie.
-No, nie pamiętam dokładnie- mruknęłam, a potem spojrzałam na Liama i uśmiechnęłam się głupio- Ale pamiętam, że powiedziałam, że to ty wysyłasz te sprośne esemesy- Liam z wrażenia prawie się opluł. 
-CO?!

***

Gdy zebraliśmy się na placu głównym, nagle z biura wyskoczył Matt z megafonem. Oby miał jakieś dobre wieści, bo mam na jakiś czas dość O.Z.d.P.G.
-W związku z tym, że dzisiaj mamy niedzielę Obowiązkowe Zajęcia dla Przyszłej Gwiazdy zostały odwołane- odparł, a przez tłum przeszedł pomruk niezadowolenia. 

-Jest!- krzyknęłam, podskakując w miejscu jak idiotka, a wszyscy spojrzeli na mnie jak na, no, jak na idiotkę. –No co?
-Od poniedziałku wszystko wróci do normy. Teraz macie czas wolny. Widzimy się na kolacji!- westchnęłam i zmarkotniałam odrobinę. Od poniedziałku? Boooooże. Co tym razem mi się stanie? Może coś złamię? Albo zdołam jakimś cudem ogłosić wszem i wobec, że Harry i ja udajemy związek. Taaa. To by było coś. Może wtedy ludzie wreszcie zapamiętaliby jak się nazywam. Bo z tego co wiem, to Dziewczyna Harrego Stylesa to nie moje imię i nazwisko. Chyba, że o czymś nie wiem i chłopacy wybrali się z Paulem do urzędu i zmienili mi imię i nazwisko.
-Super- Harry wyrwał mnie z zamyślenia. Pokręciłam głową, by wyrzucić z niej dziwne myśli. –Ja muszę coś, eee, zrobić. To na razie!- zawołał i gdzieś poszedł. Patrzyłam w ślad za nim, dopóki nie zniknął za pobliskim domkiem. Dziwne. Albo raczej: pooooodeeeeeeejrzaaaaneeee! Właśnie Charlie. Z ust mi to wyjęłaś. Nagle z biura ponownie wyskoczył Matt z megafonem.
-Zapomniałbym, jeden z obozowiczów wpadł na pomysł, by zrobić wieczorem ognisko. Więc zamiast kolacji zrobimy ognisko. To tyle. Na razie!- i ponownie zniknął za drzwiami jego biura, a ja uniosłam brwi. Ognisko? Oprócz tego, że nie znoszę kiełbasek, może być. Nawet fajny pomysł, w sumie… Ta, całkiem niezły.
-Zarąbiście!- Lou klasnął głośno, przyciągając moją uwagę. –To co robimy?- zapytał patrząc na każdego po kolei.
-Obiecałem Ellie, że nauczę ją grać na gitarze jedną piosenkę, a potem mieliśmy trochę popływać w jeziorze, więc…- Niall wskazał gdzieś za siebie, uśmiechając się przepraszająco.
-Spoko, rozumiem. Idź- Lou posłał mu uśmiech, a po chwili blondas zniknął gdzieś z rudą. –Więc?- zapytał Tommo, unosząc brew.
-Amity chce mi coś pokazać. Sory chłopaki- odparł Liam, uśmiechając się. –I Charlie- dodał, patrząc na mnie, a ja wzdrygnęłam ramionami.
-Okej. Idź- odparł Lou, a potem objął Zayna i mnie. –To co robimy?- zapytał. Spojrzeliśmy na siebie z Zaynem i wzdrygnęliśmy ramionami. Nagle Lou podskoczył w miejscu. –Mam pomysł!- wykrzyknął, a ja westchnęłam, wiedząc, że to coś, czego będziemy żałować.

***

-Co on tam robi?- mruknął pod nosem Zayn, przyciskając lornetkę do oczu. Zmarszczyłam brwi i starałam się zignorować fakt, że zaraz obok jest mrowisko.
-Nie wiem, ale uważam, że nie powinniśmy go podglądać, bo to nie fair. Cokolwiek robi, powie nam o tym w swoim czasie- odparłam, a chłopacy spojrzeli na mnie, unosząc brwi, w tym samym momencie. Przygryzłam wargę. –No dobra. Dawaj tą lornetkę- mruknęłam do Lou, który ochoczo mi ją podał. Spojrzałam przez okno, gdzie zobaczyłam Harrego, siedzącego tyłem do nas i coś robiącego. I nie chodzi mi tu o jakieś zbereźne „coś”. Owszem, wykonywał jakieś ruchu rękoma, ale na pewno nie robił nic zbereźnego. Zboczuchy. Harry nie zrobił i nie powiedział nim zbereźnego odkąd jesteśmy w Kanadzie. Czyli od jakiś… 8 dni. 8 dni, rozumiecie? OSIEM DNI. Czuję się tak dziwnie jakby odwołano gwiazdkę… Dobra, to zły przykład, ale mniej więcej tak dziwnie się czuję. Wracając do Harrego i jego majstrowania. Pisał coś na kartce w dużym skupieniu, bo mięśnie na plecach miał napięte, co doskonale było widać przez cienką bluzkę na cienkich ramiączkach. On chyba specjalnie je zakłada, by robić mi wodę z mózgu. Znaczy się, mi i innym dziewczynom. Wiecie o co chodzi. Nagle wstał i zniknął mi z pola widzenia. Szlag. Już oddawałam Lou lornetkę i miałam powiedzieć, że nie mam pojęcia co Harry kombinuje, gdy nagle coś usłyszałam. Jakby ciche brzdękanie gitary. Wstawał i wyskoczyłam z krzaków, w których się chowaliśmy.
-Charlie! Co ty robisz?! Wracaj! Zobaczy cię!- szepnął Zayn, ale ja nie zwracałam na niego uwagi. Przywarłam do ściany pod oknem i zerknęłam przez nie. Ed siedział na stołku z gitarą na kolanach i wygrywał spokojną melodię, patrząc na kartkę z nutami, którą trzymał Harry. Nagle ten zaczął śpiewać.
My hands, your hands
Tied up like two ships
Drifting, weightless waves try to break it
I'd do anything to save it
Why is it so hard to save it?
Zamarłam, nie wiedząc co widzę. Piosenka była tak piękna, a głos Harrego tak hipnotyzujący że poruszył coś w moim brzuchu i wcale nie mówię tutaj o przyszłej biegunce lub czymś takim. Po prostu stałam tam, patrzyłam jak Harry śpiewa z przymkniętymi oczami, stojąc do mnie profilem i przestałam oddychać.
My heart, your heart
Sit tight like book ends
Pages between us
Written with no end
-Charlie, oszalałaś?!- podskoczyłam, słysząc obok siebie Louisa. Spojrzała na niego zdezorientowana, a on z Zaynem nagle zaniemówił, słuchając piosenki.
So many words we’re not saying
Don’t wanna wait til it's gone
You make me strong
-Co to? Harry napisał piosenkę?- zapytał Zayn, zupełnie normalnym i zupełnie głośnym tonem. Louis i ja spojrzeliśmy na niego wielkimi oczyma, a on po chwili zasłonił dłonią usta. Muzyka urwała się nagle, a my znieruchomieliśmy.
-Słyszałeś to?- zapytał Harry. Wstrzymałam oddech.
-Tak. Coś słyszałem- odparł Ed i zanim Harry zdążył spojrzeć przez okno i nakryć nas na podsłuchiwaniu, czmychnęliśmy w pobliskie krzaki chowając się przed jego wzrokiem i ewentualnymi kłopotami.

***

-Nie wieżę. Harry pisze nową piosenkę- odparł Zayn, gryząc jabłko.
-I to całkiem niezłą nową piosenkę- dodał Lou, wymachując na prawo i lewo marchewką.
-No właśnie- mruknęłam, wypluwając pestkę wiśni. Zakradliśmy się na stołówkę i podwędziliśmy trochę owoców i marchewek. I siedzieliśmy teraz na scenie, machając nogami w powietrzu i rozmyślając. –Wiecie co? Przeszłabym się do biblioteki- westchnęłam, a zaraz dwie pary oczy spojrzały na mnie jak na kosmitę. –No co? 

-Nie żeby ten pomysł wydawał mi się niefajny i zupełnie bezsensu, ale…- Zayn urwał, marszcząc brwi. –Nie, czekaj. Ten pomysł wydaje mi się niefajny i zupełnie bezsensu- stwierdził, patrząc na mnie brązowymi oczami. A Louis pokiwał ochoczo głową, z buzią pełną marchewki. Westchnęłam.
-Czy faceci zawsze muszą zachowywać się jak bezmózgie jaskiniowce?
-Bezmózgie co?- zapytał Malik.
-Jakie owce?- Lou uniósł brwi, zastanawiając się ciężko. Pacnęłam się w czoło.
-Ignoranci, zatrważa mnie wasza niewiedza! Hańba!- odparłam, wymachując rękoma. Oni tylko spojrzeli na mnie dziwnie, jakbym miała im coś zrobić.
-Stary, boje się jej- szepnął Louis, przysuwając się bliżej Malika.
-Ona czyta zdecydowanie za dużo książek- stwierdził Zayn, nie spuszczając ze mnie nieufnego spojrzenia. Ponownie westchnęłam, czując jak opadają mi ręce. Zeskoczyłam ze sceny z wiśniami w ręce.
-Zadzwońcie do mnie jak będziecie trochę mądrzejsi niż parówka w bułce!- zawołałam i się zatrzymałam, odwracając do nich i marszcząc brwi. –Czyli chyba nigdy- stwierdziłam, a zaraz potem wzdrygnęłam ramionami i ruszyłam przed siebie. –Idę poszukać jakiejś samotni, by móc w spokoju rozkoszować się kolejną wspaniałą i ekscytującą pozycją z niezwykłej biblioteczki jaką mi podarowaliście na szesnaste urodziny- rzuciłam przez ramię. Czasami zastanawiam się, czy którejś nocy jakiś szalony naukowiec nie podmienił im mózgów na musztardę w słoiku. I z każdym dniem jestem coraz bardziej skłonna twierdzić, że to prawa.

***

Gdy zgarnęłam Grę o Tron Georga R. R. Martina (leżała na samej górze ogromnej sterty w kartonie, a, że była najgrubsza i zaintrygowała mnie, postanowiłam ją wziąć), przemierzałam obóz w poszukiwaniu owej, upragnionej samotni. I nim zdążyłam zauważyć, zatrzymałam się przed 20 gdzie Harry wciąż coś majstrował. Przygryzłam wargę i pchnęłam drzwi, za które robiła siatka na owady. Nadal czułam się dziwnie w jego obecności. A to co wczoraj powiedziała Amity… wcale mi nie pomogło. Ale to nie zmieniało faktu, że Harry jest moim przyjacielem i uwielbiam jego towarzystwo. No, chyba jest moim przyjacielem. Mam nadzieję, że nim jest. Słysząc, że ktoś wszedł do chatki, Harry podniósł głowę i spojrzał na mnie nie pewnie. Założyłam kosmyk włosów za ucho, uśmiechając się lekko.
-Cześć.
-Hej- odparł, a potem wrócił wzrokiem do zeszytu, w którym coś kreślił. Przygryzłam wargę i rozejrzałam się dookoła. Sala była pusta, a ławki i krzesełka przesunięto w kąt. Na przeciwległej ścianie wisiała ciemna tablica, zapisana jakimiś nutami i krzywymi rysunkami Harrego. Po drugiej stronie domku, stał piękny czarny fortepian. Harry siedział obok niego, na podłodze, opierając się plecami o ścianę. Przykładał ołówek do ust i ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się kartce. Z zdenerwowania przygryzłam policzek.
-Co robisz?- zapytałam, siląc się na normalny ton. Tak naprawdę cała w środku dygotałam ze zdenerwowania, smutku i rozdrażnienia. To nie moja wina, że on mnie pocałował. Wcale tego nie chciałam. Chciałam naszej przyjaźni. A on nie musiał z tego powodu zachowywać się tak dziwnie!
-Nic- odparł, nawet na mnie nie patrząc. Z tych wszystkich emocji gotujących się we mnie miałam ochotę wrzeszczeć. Ale tego nie zrobiłam. –Piszę balladę o moim wdzięku, szyku i pięknym głosie- dodał, a ja uśmiechnęłam się lekko.
-Czy jest ktoś, kogo kochasz bardziej niż siebie?- zapytałam, a Harry przez chwilę milczał. Potem spojrzał na mnie, a mnie uderzyła zieleń jego oczu i wyraz jego twarzy. Był bardzo poważny, rysy miał ściągnięte.
-Moją jedyną miłością jestem ja sam- oznajmił, a potem wrócił wzrokiem do kartki.
-Nie nudzi cię to?
-Czasem strzelam focha, żeby było ciekawiej- mruknął, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Mimo całych tych uczuć i wnętrzności ściśniętych w ciasny węzeł, roześmiałam się. A, gdy tak się śmiałam, czułam jak uchodzi ze mnie odrobina stresu i niepewności. Rozciągnęłam usta w delikatnym uśmiechu i przysiadłam się obok niego. Nie za blisko, nie chciałam, by nasze ramiona się stykały, niepotrzebnie wprawiając mnie w zakłopotanie. Harry chyba to zauważył, bo zmarszczył brwi i zaczął coś przekreślać z jeszcze większą zawziętością. Złapałam się na tym, ze gryzę policzek. Przez niego nabawię się jakiego głupiego nawyku!
-Ponoć wieczorem ma być ognisko- odparłam, chcąc podtrzymać rozmowę. Harry przez chwilę się nie odzywał i już myślałam, że nic nie powie.
-Ta- i tyle. Nic więcej. Żadnego „słyszałem” lub „zjem tyle kiełbasek, że nie zmieszczę się spodnie” albo chociaż głupiego „fajnie, nie?”. Wolno wypuściłam powietrze z płuc, by nie krzyknąć z frustracji.
-Fajny pomysł- odparłam, a on nadal coś kreślił, niewzruszony. –Cieszę się, że choć na jeden dzień odwołano te głupie zajęcia- dodałam, a Harry kiwnął głową.
-Ta. Widziałem- mruknął. Przez chwilę patrzyłam na jego profil. Cały był spięty i wyglądał na trochę wkurzonego. Opuściłam wzrok na dłonie i obróciłam na palcu złoty pierścionek z wełny. Wciąż trzymał się uparcie na palcu. Niall powiedział, że pewnie zejdzie dopiero po kilku dniach. –Przepraszam- odparł Harry nagle, a ja podniosłam na niego zdziwiona wzrok. Patrzył na mnie tymi zielonymi oczami ze smutkiem i skruchą.
-Niby za co?- zapytałam, a on wskazał ołówkiem na mój palec z obrączka z wełny.
-To był przypadek. Nie chciałem cię złościć- dodał, a ja zmarszczyłam brwi, nic nie rozumiejąc. O co mu chodzi?
-O czym ty mówisz?- Harry ponownie spojrzał mi w oczy, a ja aż się wzdrygnęłam od ukrytych w nich smutku.
-Strasznie się denerwowałaś, gdy ktoś cię zapytał, czy ci się oświadczyłem- odparł, opuszczając wzrok, a ja miałam ochotę go przytulić i powiedzieć, że to nie prawda. Ale to była prawda. No, może nie do końca.
-Nie denerwowały mnie ich pytania- powiedziałam, a Harry podniósł na mnie wzrok, unosząc brwi. –Denerwowała mnie Amity i jej ślinienie się do Liama. Dlatego byłam taka wkurzona i na wszystkich krzyczałam, gdy tylko zapytali o tę… obrączkę- dodałam, a Harry przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu. A potem, bardzo powoli jakby nie robił tego od wieków, uśmiechnął się.

***

-Hej! Nie uwierzycie kto wpadnie na dzisiejsze ognisko! Powiedziałem już o tym Mattowi i…- Malik urwał nagle, zatrzymując się z tacą z jedzeniem przed naszym stolikiem i patrząc z dziwną miną na Harrego, który w połowie zajęty był pisaniem czegoś w swoim zeszyciku, a w połowie jedzeniem spaghetti, które miało podejrzane klopsiki. A mówię tak dlatego, że mogłabym przysiąść, że mój zaszczekał. Bez ściemy.
-On tak cały czas- odparł Liam, wzdrygając ramionami.
-Taaaa- przytaknął Niall, a potem nachylił się do Zayna. –Zastanawiamy się, czy nie zrzucić się na wizytę u psychologa- dodał szeptem, a Zayn kiwnął w zamyśleniu głową, jakby uznał to za dobry pomysł.
-A nie lepiej do psychiatry?- bąknęłam pod nosem i, pech tak chciał, że akurat Harry zrobił kilkusekundową przerwę na jedzenie i wszystko usłyszał. 

-Polecasz jakiegoś?- zapytał, normalnym tonem. Zmarszczyłam brwi. –Pewnie powinnaś znać wielu, zważając choćby na twoje problemy ze sobą i ciągłe znikanie gdzieś z „niewiadomych” powodów- odparł, wzdrygając ramionami i uśmiechając się niewinnie, a chłopacy się zaśmiali.
-Wcale nie mam problemów ze sobą!- fuknęłam oburzona. –I wcale ciągle nie znikam z „niewiadomych” powodów!- dodałam, robiąc cudzysłów w powietrzu, tak jak on, chwile wcześniej. Harry spojrzał na mnie tymi zielonymi oczami, uśmiechnął się i poklepał pocieszająco po ramieniu.
-Oczywiście Charlie- odparł, a potem odwrócił się do chłopaków. –Trzeba wspierać osoby niestabilne psychicznie- szepnął do nich, a oni zachichotali cicho, nie chcąc mnie rozwścieczyć. Napuszyłam się jak paw, otwierając zszokowana usta.
-Nie jestem osobą niestabilną psychicznie!
-Pewnie, że tak, kochanie- Harry ponownie poklepał mnie po ramieniu. Rzuciłam mu nienawistne spojrzenie, wstałam i zabrałam swoją tacę.
-A wy chichoczecie jak czwórka głupiutkich dziewuszek!- fuknęłam na pozostałych i odwróciłam się na pięcie, słysząc za plecami ich śmiech. Położyłam swoją tackę na innym stoliku z głośnym trzaskiem. Borton spojrzał na mnie zdziwiony i uniósł brwi.
-Co się stało?- zapytał, gdy siadałam naprzeciw niego, obok marchewkowego Eda, który nie mógł opanować zdziwienia i wyglądał jakby zaraz miał zacząć się hiperwentylować.
-A musiało się coś stać żebym przysiadła się do przyjaciela?
-Nie, tylko… myślałem, że siedzisz z chłopakami- odparł Jessy, wzdrygając ramionami. Spojrzałam na niego przelotnie i założyłam kosmyk włosów za ucho.
-Można powiedzieć, że mamy ciche dni- mruknęłam, a ten parsknął i ponownie uniósł ciemną brew.
-Od kiedy?
-Od teraz- fuknęłam, marszcząc brwi, a ten uniósł ręce w obronnym geście i wrócił do jedzenia. Przez chwilę bawiłam się makaronem, aż w końcu westchnęłam. –Dawno się nie widzieliśmy- odparłam, a Jessy podniósł na mnie wzrok, zdziwiony.
-Przecież codziennie się widzimy.
-Oh, wiesz o co chodzi- żachnęłam się, a on milczał, wpatrując się we mnie brązowymi oczyma. –Mam wrażenie, że się ode mnie…- urwałam, nagle zdając sobie sprawę, że chłopacy ze stolika Bortona, przysłuchują się nam w milczeniu. Odchrząknęłam, a oni wrócili do jedzenia, udając, że nie słyszą naszej rozmowy. –Że się ode mnie odsunąłeś- wymamrotałam cicho, a Jessy spojrzał na mnie z poważną miną i pokręcił głową. Jednak powiedział tylko:
-Wydaje ci się
-Nawet nie mówisz do mnie tak jak wcześniej
-Myślałem, że nie lubisz, gdy tak do ciebie mówię- odparł, marszcząc brwi. Wzdrygnęłam ramionami.
-Z początku może tak, ale z czasem przywykłam i chyba troszkę je polubiłam. Nawet jeśli to nazwa firmy produkującej bieliznę dla staruszków- mruknęłam, krzywiąc się, a Jessy zaśmiał się pod nosem.
-Okej. Skoro tak ci na tym zależy, to mogę mówić do ciebie tak, jak wcześniej.
-Serio, mógłbyś?!- pisnęłam, a Jessy spojrzał na mnie unosząc brwi. Taaa. To pewnie dość dziwna reakcja na jego słowa. Zwłaszcza, że powiedział, że znów zacznie nazywać mnie jak firma produkująca bieliznę dla emerytów. Odchrząknęłam. –Znaczy… jak chcesz- wzdrygnęłam ramionami, udając znudzenie i napchałam w usta makaronu, by się więcej nie odzywać. Smakował trochę jak kurczak. Tyle, że to był makaron. Z klopsikami. Taką mam przynajmniej nadzieję.

***

Gdy wychodziłam ze stołówki, śmiejąc się z żartu Jessy’ego (on przynajmniej opowiadał zabawne historie w przeciwieństwie do Malika), wpadliśmy na biegnącego Harrego. Lub to raczej on wpadł na nas.
-Wybacz, nie zauważyłem…- urwał nagle, podnosząc wzrok i widząc mnie i Bortona u mojego boku. Ściągnął brwi i oblizał usta. –Charlie, Borton?- mruknął, wbijając wzrok w mojego towarzysza.
-Styles- Jessy również zrobił groźną minę i cały się napiął. Opuchlizna z nosa po uderzeniu Harrego już mu zeszła, ale został paskudny, fioletowy siniak. Dolna warga Harrego wciąż miała pęknięcie,
które zaczęło się powoli goić. Zamrugałam kilkakrotnie. Ich bójka wydawała mi się tak odległa, a to była dopiero pięć dni temu. Tak wiele się od tego czasu wydarzyło… Ale między chłopakami wciąż dochodziło czasem do spięć. Sama nie wiem dlaczego. Zawsze myślałam, że jak faceci mają coś do siebie to po prosu walą się po twarzach, a potem jest wszystko okej i idą razem na browara i mecz. Ale, jak widać, nie wszystko jest takie proste jak mi się wydawało. Odchrząknęłam, by przypomnieć im o swojej obecności. Tak na wszelki wypadek jakby chcieli znowu okładać się pięściami. Ostrożności nigdy za wiele. Ale to i tak nie dało zbyt wiele. Jessy tylko złapał mnie ze rękę, nie odrywając zabójczego wzroku od Harrego i powiedział:
-Chodź, Charls- a, Harry, najwyraźniej słysząc to jak mnie nazwał, wzdrygnął się i spojrzał na mnie. Zmusiłam się, by nie zdradzić jak bardzo jego wzrok mnie palił i uśmiechnęłam się lekko.
-Idę do psychiatry. Jestem osobą niestabilną psychicznie, pamiętasz?- zapytałam, a jego wzrok złagodniał. Uniósł wysoko brwi i otwarł usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu na to szansy. Odwróciłam się na pięcie i pociągnęłam za sobą zdziwionego Bortona.

***

-Co to było?- zapytał, gdy siedzieliśmy na pomoście i moczyliśmy nogi w jeziorze. Nie odpowiedziałam od razu. Spojrzałam na przeciwległy brzeg, gdzie kilka dziewczyn pływało, pryskało się wodą, kwiczało i śmiało się głośno. Po chwili dołączył do nich Austin, blond włosy Australijczyk, a one zaczęły piszczeć jeszcze głośniej.
-Zdenerwował mnie trochę przy obiedzie- odparłam, wciąż patrząc na Austina, który wziął na ręce jakąś drobną brunetkę i wrzucił ją do wody. Jessy milczał przez chwilę, przebierając nogami w przyjemnie zimnej wodzie.
-Nie powinnaś się na niego obrażać- mruknął, a ja spojrzałam na niego z otwartymi ustami. Że co?
-On rozkwasił ci nos, a ty go bronisz?- zapytałam, nie mogąc w to uwierzyć. Jessy wzdrygnął ramionami i uśmiechnął się pod nosem.
-Ja rozciąłem mu wargę- przypomniał, jakby właśnie mówił, że zdobył złoty medal w biegach na sto metrów, a ja pokręciłam głową. Faceci są strasznie dziwni. I ta ich prymitywna potrzeba mordu. Serio. Kiedyś Louis latał po domu z klapką przez trzy godziny dopóki nie zabił natrętnej muchy, która wleciała przez otwarte okno.
-Poza tym, musicie mówić do siebie po nazwisku? To głupie- odparłam, a Borton uniósł brew.
-Ty też mówisz do mnie po nazwisku- zauważył, a ja westchnęłam zniecierpliwiona i zmarszczyłam brwi.
-Ale ja jestem dziewczyną i to zupełnie inna sytuacja- żachnęłam się, a on tylko się zaśmiał i kiwnął głową. –Nie nabijaj się ze mnie Borton. I nie zapominaj, że kobiety są bezbronne tylko wtedy, gdy schną im paznokcie- mruknęłam, robiąc groźną minę, a ten ponownie się zaśmiał. Wywróciłam oczami i przez chwilę znowu patrzyłam na Austina i jego dziwne próby poderwania opalających się dziewczyn.- Swoją drogą, kiedy znajdziesz jakąś dziewczynę?- zapytałam, patrząc na  niego z uśmiechem, a on momentalnie przestał się śmiać, jęknął i położył się na pomoście.
-Boże, znowu się zaczyna. 
-Pytam serio. Mógłbyś sobie kogoś znaleźć. A teraz jest idealna okazja. Lato, obóz, pełno ładnych, wolnych dziewczyn dookoła.
-Charlie, wiem, że bardzo chcesz zostać ciocią, ale jestem jeszcze za młody na ojca- mruknął, zamykając oczy i kładąc ręce pod głowę.
-Ale nazwijcie je Charlie, okej? To takie ładne imię. Pasuje nawet dla chłopca!- odparłam, a Jessy westchnął, zaśmiał się i otwarł oczy, patrząc na mnie.
-Poza tym, nie spotkałem jeszcze kogoś, kto by mnie zainteresował- wymamrotał, wzdrygając ramionami, a ja wywróciłam oczami. Zaraz, czy ja słyszałam… niemożliwe. Co to się porobiło?
-Niall też tak mówił, a teraz? A teraz biega za Effie jak za księżniczką!- zauważyłam, wymachując rękoma, a Jessy westchnął i przymknął oczy. –Nawiasem mówiąc- dodałam, uśmiechając się pod nosem. –Słaby z ciebie kłamca, Borton- odparłam, a on otwarł oczy i spojrzał na mnie zdziwiony. –Gadaj- ponagliłam go, opierając głowę na dłoniach, a łokcie na kolanach, a on jęknął i zakrył twarz dłońmi. Uśmiechnęłam się szerzej. No, no, no. Borton zakochany! Niall zakochany! Zayn zakochany! Liam flirtuje wciąż z Amity! (nie zmusicie mnie żebym powiedziała, że Liam jest zakochany). Jeszcze brakuje tego, żeby Harry się w kimś zabujał. No i jeszcze ja. Ale na to pewnie będzie trzeba jeszcze trochę poczekać. Z jakieś… milion lat.
-Pamiętasz jak zawsze pytałaś co znaczy C.A.C., a ja nie chciałem ci powiedzieć?- zapytał, a ja kiwnęłam głową. –C.A.C. to… Crazy About Cassidy- wymamrotał, a ja zmarszczyłam brwi. Cassidy? Znam jakąś Cassidy? Momencik… -Pierwszy raz zobaczyłem ją, gdy byłem u ciebie- odparł. U mnie? Chwila. Chyba nie chodzi mu o… -Zawsze miałem słabość do blondynek. A gdy zobaczyłem ją na balkonie, trzymającą kartkę z tym napisem, moje serce stanęło, a potem zaczęło bić jeszcze szybciej. Nigdy czegoś takiego nie czułem- westchnął, patrząc rozmarzonym wzrokiem w niebo. Nieee może być! –Nie miałem odwagi się do niej odezwać, więc po prostu jeździłem po osiedlu, a gdy mijałem jej dom, wypatrywałem jej. Ale nigdy jej nie widziałem. Jednego razu wpadłem na ciebie, gdy wrzucałaś filmy do kosza- Niemożliwe! Półnaga, napalona, zwarta i gotowa Cassidy! Moja stuknięta sąsiadka! Ta sama, która kiedyś potwornie mnie wystraszyła, bo rozebrała się kompletnie i stała naprzeciw mojego okna! Jacie. Inaczej chyba nie da się tego ująć. W sumie, to Cassidy nie jest taka znowu brzydka. Powiedziałabym, że jest całkiem ładna. I szczupła. I ma ładne ciało. O czym wiem za dobrze. Mimowolnie się wzdrygnęłam. Cassidy jest wysoką i szczupłą blondynką o stalowoniebieskich oczach i ciepłym uśmiechu. Wymieniłam z nią tylko dwa słowa, gdy chłopacy wysłali mnie do sąsiadów po jajka, bo ubzdurali sobie, że upieką ciasto. Miałam do wyboru świrniętą Cassidy, albo panią Smith, która znając życie, przegnałaby mnie z kijem bejsbolowym w ręce i jeszcze poszczuła swoim rottweilerem. Więc wybrałam mniejsze zło. Zawsze była szansa, że otworzą jej rodzice. Ale otworzyła ona. A ja całą siłą woli zmusiłam się, by nie uciec z kwikiem i wydusiłam to głupie „pożyczysz jajka?”. Ale nie o to tu chodzi. Chodzi o to, że Jessy zabujał się w dziewczynie, której się boję. –Wiem, to głupie- westchnął, zakrywając twarz dłońmi, najwyraźniej odbierając moje milczenie jako niezbyt dobry znak. Poklepałam go po ramieniu.
-To nie tak, że myślę, że to głupie- odparłam, pocieszającym tonem. –Myślę, że to dziwne- wyjaśniłam, a Jessy spojrzał na mnie dziwnie spomiędzy palców. Westchnęłam. –Oj, ona wystawała nago pod moim oknem, na litość boską! Boje się jej!- fuknęłam, Jessy ponownie schował się za dłońmi, a przechodzące dziewczyny spojrzały na mnie dziwnie. Cudownie. Do długiej Listy Osób, Które Uważają Mnie Za Wariatkę muszę dopisać jeszcze dwie osoby. A ta lista ma już dwie strony A4! Chciałabym wspomnieć, że pod  numerem 14znajdują się widzowie „Gotuj z gwiazdami!”. Tsaaa… -Ale to nie znaczy, że wam się nie uda. To nawet całkiem możliwe- wzdrygnęłam ramionami, a Borton spojrzał na mnie z nadzieją. –Tyle, że ona znajduje się za Oceanem Atlantyckim. A to trochę daleko- mruknęłam pod nosem, a Borton ponownie jęknął pod nosem.
-Wcale nie- odparł, a ja spojrzałam na niego, unosząc brwi.
-Pomyliłam oceany? Może nie powinnam dostawać tej czwórki z geografii. A byłam taka pewna, że przelatywaliśmy nad Atlantykiem! Chociaż…
-Nie, nie o to chodzi- zamrugałam kilkakrotnie i posłałam mu pytające spojrzenie. –Cassidy jest tutaj.
-Ale, że w Kanadzie? To świetnie! Tylko gdzie? Bo wiesz, Kanada jest dosyć duża i w ogóle. I ma pełno syropu klonowego, który jest po prostu paskudny i zupełnie nie rozumiem jak Kanadyjczycy i Amerykanie mogą go jeść z takim smakiem z naleśnikami, czy z czymkolwiek…
-Jest na obozie- Jessy przerwał moje wynurzenia, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
-To świetnie!
-W mojej grupie.
-Mamy przerąbane- mruknęłam, kręcąc z rezygnacją głową, a Jessy uniósł ciemną brew. Usiadł na pomoście, patrząc na mnie jak na wariatkę. Spokojnie, jego już mam. Jest pod szczęśliwą 6… Zaraz, chyba coś pokręciłam. Czy to nie 7 jest szczęśliwa?
-Niby czemu?
-Bo jest w grupie Harrego- oparłam, a jego druga brew również poszybowała wysoko, prawie dotykając włosów.
-Co to ma do rzeczy?
-A to, mój drogi przyjacielu- żachnęła się. –że to grupa HARREGO. Nadążasz?- zapytałam, a on z kolei zmarszczył brwi i pokręcił głową.
-Nie bardzo.
-Ależ to bardzo proste!- zapewniłam, klepiąc go po ramieniu. –Cassidy nie bez powody wystawała na balkonie, rozebrana jak do rosołu z kartką z napisem, że jest fanką i chętnie pozna chłopaków- odparłam, a on nadal patrzył na mnie zbaraniałym wzrokiem. –Ona leci na chłopaków! A ZWŁASZCZA na Harrego!- wykrzyknęłam, wymachując rękoma, aż dziewczyny i Austin, którzy pływali po drugiej stronie jeziora, spojrzeli w naszym kierunku. Okej. Ich też dopiszę. Borton westchnął i pokręcił zrezygnowany głową.
-Mamy przerąbane- poklepałam go pocieszająco po ramieniu.
-Śmiem się z tym nie zgodzić- odparłam, a Jessy mruknął coś pod nosem, nawet na mnie nie patrząc. –Harry ma już dziewczynę, pamiętasz?- zapytałam, a on podniósł głowę, patrząc na mnie, niepewny, czy ma zostać, czy uciekać. –A tak się składa, że tą dziewczyną jestem ja!
-Co ty knujesz?- zmarszczył brwi, a po chwili zrobił duże oczy. –Mam się bać?

-Ależ skąd!- odparłam, uśmiechając się diabolicznie, co pewnie wcale go nie uspokoiło. Ale cóż mogę na to poradzić? Jestem genialna! BUA-HA-HA-HA-HA-HA!

____________________________________________________________

Tak, wiem, wybaczcie. Miałam problem z internetem. Opróżniłam wszystkie wiadra internetów jakie miałam w piwnicy, a Bóg nie chciał dać mi więcej. Skubany. Chociaż... wiecie co? Może miałam te problemy, bo ja nie mam piwnicy? Może.
W każdym bądź razie, nie zobaczymy, czy coś, się przed świętami, więc chciałam wam życzyć:
WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
A teraz czas na durne życzenia, które jakimś cudem utkwiły mnie w głowie i za kija nie mogę się ich pozbyć:
Jak obyczaj stary każe składam ci życzenia piosnką.
Niech moc prezentów przyjdzie ci w darze,
Oby zimne nóżki nie trapiły się z kostką.
Niech domu sprzątanie wzmocni twą kondycję,
A gdy wreszcie załączysz teleaudycję,
Niech oczu twych żadna powtórka nie zbruka.
Żołądkowych uniknij niedyspozycji.
I niech karp nie odgryzie ci kciuka! 
HO-HO-HO!
I w ogóle.
Pozdrawiam.
Bez odbioru.