sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 39

**Rozdział 39**



„-Charlie!- nawoływał mnie jakiś znajomy głos. Podniosłam się i, zamiatając długą białą sukienką, pobiegłam w tamtym kierunku. Trawa pod moimi bosymi stopami była dziwnie miękka, a letni wietrzyk tańczący w moich włosach, wyjątkowo przyjemny. Po niebie płynęły leniwie idealne obłoczki, słońce grzało mile skórę, a trawa szumiała wydając najwspanialszy dźwięk na świecie. –Charlie!- przyspieszyłam kroku i nagle ujrzałam wysoką postać w bieli, stojącą na szczycie pagórka. Po chwili już stałam za nim. Nawet nie zmęczyłam się biegiem.
-Kim jesteś?- zapytałam, a chłopak poruszył szerokimi ramionami. Gdy przyjrzałam mu się z bliska, wydawał się znajomy.
-Jestem twoim Księciem na białym koniu- w uszach zadźwięczał mi jego seksownie ochrypły głos. Chłopak zaczął się odwracać w moją stronę, a ja wstrzymałam oddech. Nagle poczułam zapach znajomej męskiej wody kolońskiej. Uniosłam brwi, gdy burzę ciemnych loków rozwiał wiatr, a zielone oczy wpatrywały się we mnie tak, że zabrakło mi tchu.
-Harry!- pisnęłam, a chłopak uśmiechnął się w sposób, od którego ścisnęło mnie w dołku, władczym ruchem przyciągnął mnie do siebie i połączył nasze usta w namiętnym pocałunku…”
-Charlie, wstawaj wreszcie- usłyszałam nad sobą znajomy ochrypły głos, a ja, w odpowiedzi, otwarłam szeroko oczy i wrzasnęłam tak nagle, że Harry i Zayn również zaczęli wrzeszczeć. Skończyło się na tym, że całą trójką leżeliśmy na ziemi, splątani kołdrą. Tworzyliśmy tak zwany ludzki naleśnik. Lub tortillę. Jak kto woli. –Dlaczego zaczęłaś wrzeszczeć?!- jęknął Harry, gdzieś spod Zayna i grubej warstwy kołdry, a ja sapnęłam, próbując się wydostać z Kołdrzanej Zasadzki.
-Wszystko w porząd… Łoł, co tu się stało?- Liam stanął w progu z dość dziwną miną, a Niall parsknął śmiechem widząc tak żałosny widok, jakim był Directionowy Naleśnik.
-Robimy kanapkę!- krzyknął Lou, wbiegł do sypialni i wskoczył na mnie, przygniatając swoim wielkim ładnym tyłkiem. Jeju. Czy ja zawsze muszę spędzać poranek na podłodze?!

***

-Jak mnie plecy bolą. Ała. Moje plecy. Tak mnie boooląąąąąą!- jęknęłam, a Harry tylko posłał mi krótkie spojrzenie znad swojej owsianki. –Ałaaaa. Normalnie złamałam sobie plecy. Jak nic- mruknęłam, a Louis zakrztusił się owsianką i posłał mi przepraszające spojrzenie. Bo, jak się później okazało, Louis, dziwnym trafem, nie waży dwudziestu kilo tylko siedemdziesiąt kilo. Czyli dwadzieścia kilo więcej ode mnie. A on się na mnie rzucił. I leżał dopóki Liam nie zauważył, że zrobiłam się fioletowa. To wcale nie było przyjemnie.
-Oj, już nie marudź- odparł Liam, a ja spiorunowałam go spojrzeniem. Ciekawe co by mówił, gdyby to na nim usiadł Louis.
-W jeziorze…- szepnął po raz kolejny Zayn, tuląc się mocno do mnie. Nawet nie tknął swojej owsianki. Bo, jak to ujął Liam, „jest nadal w szoku”. Dlatego siedział opatulony w kocyk i miażdżył mi żebra. Nie żeby to kogoś jakoś specjalnie interesowało, czy coś.
-Wiecie jak dać nauczkę trzem przygłupim typom, którzy są od ciebie znacznie więksi i silniejsi?- zapytałam nagle, przyciągając uwagę wszystkich przy stole. –Pytam czysto teoretycznie- wyjaśniłam, a oni mruknęli coś ze zrozumieniem i kiwnęli głowami.
-Ja to wykorzystałbym do tego dziewczynę- uniosłam brwi, patrząc na Zayna, który nagle zaczął się normalnie zachowywać.
-Co masz na myśli?
-No, wiesz. Dziewczyna poflirtowałaby z każdym po kolei i umówiłaby się z nimi wszystkimi na spotkanie w tym samym miejscu o tej samej porze- odparł Malik. –Oni nie wiedzieliby o tym, że dziewczyna umówiła się z nimi wszystkimi i by się pobili- wyjaśnił, a ja kiwnęłam w zamyśleniu głową. To ma sens. W sumie, to całkiem niezły pomysł. Dzięki Zayn! Chłopak spojrzał na coś za moimi plecami i zrobił duże oczy. Zgaduję, że to gestykulujący Harry, który próbuje mu powiedzieć, żeby się zamknął. –To znaczy… Nie słuchaj mnie. Gadam głupoty- wymamrotał Zayn. –Jestem w szoku. Mam kocyk, widzisz?- zapytał, unosząc niebieski koc, a ja uniosłam brew i nie odpowiedziałam. To będzie słodka zemsta. Oj, tak.

***

Podskakując, udałam się do swojej trzynastki, otwarłam drzwi i z uśmiechem zajęłam swoje miejsce. Wszyscy od razu zamilkli, patrząc na mnie uważnie. Poprawiłam okulary na nosie (siniak jeszcze nie zszedł) i uśmiechnęłam się szerzej.
-No, to dzisiaj pomogę wam odnaleźć wasze style muzyczne i trochę was w nich podszkolić- odparłam, kładąc nogi na biurku, a Aniołki Charlotty podniosły się z miejsc.

***

Podczas, gdy Austin przygrywał na fortepianie, a Amity wyciągała strasznie wysokie dźwięki, podeszłam do Deana Milano, który stał na uboczu, oglądając gitary.
-Dean, tak?- wzdrygnął się gwałtownie na mój głos i spojrzał na mnie, jakbym go właśnie przyłapała na kradzieży.
-T-tak- wyjąkał, stojąc wyjątkowo sztywno i gapiąc się na mnie dużymi oczami. Podeszłam do niego jeszcze bliżej i „przypadkowo” dotknęłam jego ramienia. Uśmiechnęłam się do niego w sposób, który, mam nadzieję, był seksowny i zarzuciłam włosami, tak jak zawsze robi Amity. Chyba podziałało, bo wybałuszył szerzej oczy i otwarł usta.
-Wiesz, spodobałeś mi się
-N-naprawdę?- wymamrotał. –Myślałem, że jesteś z Harrym- na jego słowa, odrzuciłam głowę w tył i zaśmiałam się melodyjnie. Kilku chłopaków obejrzało się na nas, ale po chwili wrócili do gapienia się na Amity. I jej cycki. Pierwszy raz byłam jej wdzięczna, że znowu założyła obcisłą bluzeczkę z dużym dekoltem.
-Gdy tylko cię ujrzałam, wiedziałam, że to ciebie chcę. Nie jego- odparłam, a on wyglądał jakby zaraz miał zemdleć. Zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej i wyszeptałam mu wprost do ucha: -Spotkajmy się po zajęciach Matta pod stołówką. Pokażę ci ile obchodzi mnie Harry- zaraz potem, odsunęłam się od niego i wróciłam do prowadzenia zajęć.

***

Billa Floyda złapałam jak wychodził z klasy. Na wieść o naszym spotkaniu wydawał się dosyć… podniecony. Najwyraźniej trochę przesadziłam z tymi uśmiechami i w ogóle. Na Phila Anthony’ego wpadłam, gdy szłam na obiad. Każdemu wcisnęłam tę samą bajeczkę i, o dziwo, bez problemu ją łyknęli. Idioci! Nie sądziłam, że manipulowanie facetami jest tak banalnie proste. Zaczynam się coraz mniej dziwić zachowaniu Amity. Serio. Mimo to, czuję się z tym źle. Jakbym zdradziła Harrego. A przecież nawet ich nie dotknęłam! Boże, czemu to wszystko musi być takie dziwne?
-O czym tak myślisz?- podskoczyłam w miejscu, słysząc głos Jessy’ego.
-O niczym- mruknęłam, rozkojarzona i machnęłam ręką. Jessy uniósł nieprzekonany brew, ale w końcu wzdrygnął ramionami. Po chwili jednak zmrużył w szparki oczy i spojrzał na mnie.
-Ale to nie ma żadnego związku ze mną, co Cole?- zapytał, a ja westchnęłam. Od mojej małej przygody w lesie, zaczął się do mnie zwracać po nazwisku. A zaczynałam już lubić dobre stare Charls. To co, że to firma produkująca bieliznę dla staruszków.
-Żadnego- zapewniłam go, znosząc dzielnie jego prześwietlające spojrzenie. W końcu, po raz kolejny, wzdrygnął ramionami i się uśmiechnął.
-Pożyjemy, zobaczymy!- założył sobie ręce za głowę, a ja zmarszczyłam brwi i dźgnęłam go w bok. Ja wcale nie kłamię! Moje mszczenie się na Bortonie, który tylko śmiał się z moich wściekłych min i ciosów karate (pewnie wcale nie wyglądały jak ciosy karate, bo przeszłam tylko pięć minut internetowego kursu karate. Potem mi się znudził, więc oglądałam surfującą wiewiórkę. Przez dwie godziny) przerwał Matt, który stanął na środku placu głównego z megafonem i zaczął się drzeć.
-Podczas dzisiejszych Obowiązkowych Zajęć dla Przyszłej Gwiazdy mamy w planie, uwaga, gotowanie! Tak, dobrze słyszeliście- odparł, a ja uniosłam brwi. Że co? Jaki to ma związek ze sławą, ja się pytam? Te zajęcia z dnia na dzień mają coraz mniej sensu. –Ale to nie będzie zwykłe gotowanie! To będzie gotowanie z gwiazdami! W telewizji!- dodał. Jeśli miał na myśli to, że mentorzy będą gotować ze swoją drużyną, a on to wszystko nagra pożyczoną kamerką, to ja w to nie wchodzę. –Przywitajcie ekipę filmową z programu Gotuj z gwiazdami!- na plac wjechało kilka busów i wyskoczyło z niego kilkanaście osób z kamerami, mikrofonami, kabelkami i całym tym sprzętem. Okej. Nie tego się spodziewałam. –Chyba każdy ogląda ten program i wie o co chodzi. Ale jeśli nie, pozwolę sobie wyjaśnić: uczestnicy na czas muszą coś ugotować przy pomocy jakiejś gwiazdy. Poznajcie dzisiejsze gwiazdy!- na jego słowa, z ostatniego busa wysiadło sześć osób, a moje brwi poszybowały wyżej. To przecież Emma Watson, Benedict Cumberbacht, Robert Pattinson, Tom Hiddleston, Ellie Goulding i Emily Blunt! Najświętsza matko tłuszczowa! –Jak pewnie zdążyliście już zauważyć, lub nie, stoły ze wszystkimi sprzętami już są poustawiane. Z wszystkimi szczegółami zapoznają was fachowcy. Miłej zabawy!- obejrzałam się przez ramię. Rzeczywiście. Sześć naprawdę dużych stołów z poustawianymi składnikami i narzędziami. Mogę przysiąść, że jak tu szłam to ich nie było.
-Okej, dzieciaki. Każdy ma już przydzieloną gwiazdę. Macie dokładnie 60 minut, by ugotować coś według przepisu, który dostarczy wam gwiazda. Wszystkie chwyty dozwolone!- odparł niski przysadzisty facet w słuchawkach. –Macie kilka minut zanim zaczniemy. Zaraz powinny podejść do was wasze gwiazdy- dodał i po chwili zniknął gdzieś między tuzinem kamer, mikrofonów i kabelków. Stałam jeszcze przez chwilę zbaraniała, dopóki Ben mnie nie szturchnął i nie podeszliśmy do stolika z białym obrusem. Stałam w zupełnej ciszy patrząc jak do Alpejskich Krów podchodzi Tom Hiddlestone i jak Liam opowiada jak bardzo uwielbia Lokiego, jak do Zayna podchodzi Ellie Goulding i jak oboje zaczynają po chwili prowadzić luźną rozmowę i śmiać się, jak do Louisa podeszła Emily Blunt i jak komplementuje jego koszulkę, a on uśmiecha się szeroko, jak nagle w pobliżu Nialla pojawia się Emma Watson (możliwe, że się aportowała) i jak Niall, rumieniąc się, zaczyna z nią rozmawiać, no i, wreszcie, jak do Harrego podchodzi Robert Patinson, ku jego niezadowoleniu (pewnie wolał kobietę) i zaczyna o czymś rozmawiać. Wszyscy już mieli swoją gwiazdę, a po mojej ani śladu. Momencik… Skoro Tom, Robert, Emma, Emily i Ellie mają już swoje grupy to mi pozostał, eee, no właśnie, kto? Za nic nie mogę sobie przypomnieć szóstej gwiazdy. No nic. Cytując Bortona: „Pożyjemy, zobaczymy”. Westchnęłam i spojrzałam na zielonego robota kuchennego. Miał dużo kolorowych guzików. Ciekawe co by się stało, gdybym nacisnęła jeden? Z pewnością włączył, by się, zeskoczył ze stolika i posiekał rękę jednego z nas. Wiecie co? Może jednak zostawię tego robota w spokoju.
-Przepraszam, Aniołki Charlotty?- usłyszałam za sobą męski głos. 
-Tak, to my- odparłam, odwracając się dopiero po chwili, skupiona na dziwnym sztućcu. Nie mam pojęcia do czego mógłby służyć. A facet, którego zobaczyłam, zaskoczył mnie tak bardzo tym kim był, że cofnęłam się o krok.
-Miło mi. Proszę, mówcie mi Benedict- uśmiechnął się szeroko, a ja przełknęłam ślinę. Błagam cię Charlie, nie sknoć tego. Zapomnij o tym, że oglądałaś tryliony razy wszystkie odcinki Sherlocka. Po prostu o tym zapomnij.
-Charlie- przedstawiłam się, dziękując w duchu, że głos mi się nie załamał. –A to moje Aniołki- dodałam i przedstawiłam każdego po kolei. Benedict kiwał w zamyśleniu głową, powtarzając po cichu imiona, by łatwiej je zapamiętać.
-Charlie, chciałem cię o coś zapytać- odparł nagle Benedict, po długiej rozmowie z Benem na temat zmartwychwstania Moriartiego. Wstrzymałam oddech. Może słyszał naszą piosenkę? Może mu się spodobała?
-Tak?
-To prawda, że spotykasz się z Harrym?- zapytał, a ja wypuściłam powietrze z ust, markotniejąc. Dlaczego wszyscy widzą mnie jako Dziewczynę Harrego Stylesa, a nie Najmłodszego Członka cholernie znanego Boybandu One Direction? No ja się pytam, czemu?! Przecież ja też umiem śpiewać! –Żartowałem- odparł Benedict, śmiejąc się, a ja uniosłam brwi. Że co? –Pewnie dużo osób kojarzy cię tylko jako jego dziewczynę.
-Tja- westchnęłam. –Wciąż to robią. Wszyscy- mruknęłam, a on poklepał mnie pocieszająco po ramieniu.
-To tylko do czasu aż nie zrobisz czegoś, przez co cię zapamiętają jako Charlie Cole- odparł, a ja spojrzałam na niego, zaintrygowana. Czegoś, czyli czego? Mam zdemolować pokój w hotelu, prowadzić bez prawka, czy pójść do więzienia? A może pobić jakąś fankę, lub urządzić striptiz na koncercie?
-Zaraz wchodzimy na żywo! Przygotujcie się!- krzyknął koleś zza kamery, a ja wytrzeszczyłam oczy.
-Ale jak to na żywo?!

***

-Witam państwa w dzisiejszym specjalnym odcinku Gotuj z gwiazdami!- nie mam pojęcia skąd, wyskoczył na środek prowadzący z szerokim uśmiechem i strasznie drogim garniturem na sobie. Z głośników zabrzmiały nagrane wcześniej brawa, a ja podskoczyłam, bo najwyraźniej jeden z głośników ukryty był pod stołem. –Dzisiaj gościmy w Ontario w Kanadzie na Muzycznym Obozie dla Przyszłych Gwiazd Jamesa Monrowa- krótka pauza na brawa. –Naszymi dzisiejszymi gwiazdami są Emma Watson, Ellie Goulding, Emily Blunt, Tom Hiddlestone, Robert Patinson i Benedict Cumberbacht!- jeszcze trochę klasów. –Naszymi bonusowymi gośćmi są uczestnicy Muzycznego Obozu dla Przyszłych Gwiazd Jamesa Monrowa i ich mentorzy, One Direction!- kolejna, solidna porcja braw i kolejny sztuczny uśmiech prowadzącego. –Jestem Patrick Storn, a to jest program Gotuj z gwiazdami! Zaczynamy!- kolejne oklaski, a ja nadal stałam zbaraniała, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Czy ten idiota Matt zupełnie zbzikował? Mamy wystąpić w znanym kulinarnym  programie telewizyjnym z gwiazdami?! NA ŻYWO?! –Liam, jak się bawisz na obozie?
-Świetnie! Atmosfera jest cudowna, a ludzie bardzo uzdolnieni i mili- odparł, a ja wywróciłam oczami. Gadka-szmatka. Chwila, przecież jedziemy na żywo! Spojrzałam zaniepokojona w kierunku jednej z tryliona kamer i z ulgą stwierdziłam, że nadal mam okulary przeciwsłoneczne na nosie. Uf. Niczego nie było widać.
-Zayn! Świetnie wyglądasz! To kanadyjskie powietrze tak na ciebie działa, czy poznałeś jakąś dziewczynę?
-Niech to będzie mój mały sekret- zaśmiał się, puszczając oczko w kierunku kamery. Ta. Mały sekret. Jutro wszystkie brytyjskie media będą o tym trąbiły. Już widzę te nagłówki „Nowa zdobycz Zayna Malika! Kiedy ślub?”.
-Louis, tęsknisz za Anglią?
-Pewnie! Ale nie jest źle. Nie nudzimy się, a zajęcia są serio cudowne!- tak. Pewnie. Cudowne. A to, że podbito mi oko piłką to też jest cudowne? Albo to, że właśnie występujemy na żywo w najpopularniejszym programie kulinarnym w całej Anglii. To też jest cudowne?! Nie sądzę.
-Niall, zgłodniałeś?
-O tak. Bardzo. Już nie mogę się doczekać, aż w końcu każdy coś upichci- odparł, a ja westchnęłam. Jak jesteś taki głodny to zjedz mnie. Przynajmniej nie będę musiała brać udziału w tym bagnie. NA ŻYWO.
-Harry, jak się rozwija związek z Charlie?- słysząc moje imię, podniosłam zaciekawiona głowę. Harry uśmiechnął się ujmująco i spojrzał na mnie.
-Cudownie- mruknął wwiercając się we mnie tymi zielonymi oczami. Mogłabym w nie patrzeć bez końca. Do końca świata i jeden dzień dłużej. Uśmiechnęłam się mimowolnie, przypominając sobie dzisiejszy sen. Harry był w nim taki władczy, seksowny i pociągający. Taki niegrzeczny. A wszystkie dziewczyny lubią niegrzecznych chłopców.
-Charlie?- usłyszałam gdzieś obok siebie. Te zielone oczy.
-Obecna- wymamrotałam. Te szerokie ramiona. Ten umięśniony tors. Te tatuaże. Te włosy. Te usta. Ten śmiech. Ten seksowny głos…
-Charlie? Halo? Jesteś z nami?- ktoś pomachał mi ręką przed twarzą, a ja zamrugałam kilkakrotnie, wytrącona z transu. Okej, zaczynam się bać swoich myśli. Gdy tylko to wszystko się skończy, pójdę do pielęgniarki, by dała mi najsilniejsze leki na głowę, jakie tylko ma. Najwyraźniej już totalnie ześwirowałam.
-Charlie się trochę zamyśliła- wyjaśnił Benedict, a ja zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Patricka Storna, który nagle znalazł się obok mnie, wyciągając mikrofon w moją stronę. Kiedy on tu przyszedł?! Też umie się teleportować jak Emma?!
-E, tak jasne. Zamyśliłam się- odparłam, a Patrick obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
-Pytałem, jak się czujesz mieszkając w jednym domu z piątką najgorętszych facetów w Anglii- powtórzył, a ja uniosłam brwi. Serio? Nie możesz zapytać o to, czy umiem gotować, albo coś? Swoją drogą, nie umiem gotować. Stąd pytanie: CO JA TU CHOLERA ROBIĘ?!
-Wykończona. I zgorszona- odparłam, zanim zdążyłam się powstrzymać, a Patrick uniósł brwi. –Zwłaszcza jak znalazłam w swojej szafie męskie stri…
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA-PSIK!- wrzasnął Louis, a mój stół zadygotał. Wcale nie kłamię. Momencik… CO JA WYGADUJĘ?! Przed chwilą prawie wygadałam, że Louis ma stringi! Boże, jestem skończoną idiotką.
-Dobrze, zaczynajmy zatem- odparł Patrick, a ja natkałam w usta marchwi, by nie musieć nic więcej mówić. Może to podziała. Miejmy nadzieję.

***

BOŻE. Marchewka wcale nie pomogła. TO. BYŁO. STRASZNE. Jestem skończoną idiotką, która nie potrafi trzymać języka za zębami. Już wyjaśniam. Chwilę po tym, jak zaczęliśmy gotować, scenarzysta kazał mi ściągnąć okulary. Zignorowałam go, myśląc jak ludzie zareagowaliby, gdyby zobaczyli mnie z tym fioletowym siniakiem na oku. Pierwsza myśl? Harry mnie pobił. Wolałam tego uniknąć. Scenarzysta upomniał mnie jeszcze kilka razy, aż w końcu podszedł do mnie chyłkiem i ściągnął okulary z nosa, ukazując mojego ogromnego siniaka całej Anglii. Patrick zareagował w miarę szybko i przerwał program. Ale nie dość szybko. Bo kamera zdążyła uchwycić moją twarz, zanim włączono reklamy. Po szybkim wyjaśnianiu kilkudziesięciu osobą z ekipy i gwiazdą co się stało, makijażystka zakryła mi siniaka makijażem. Wcale nie było go widać. I nie wyglądałam jak klown! Ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że potem Patrick zapytał mnie o Harrego, a ja prawie mu powiedziałam, że tak naprawdę nie jesteśmy razem. Na szczęście Styles zareagował zanim zdążyłam powiedzieć coś ważnego i wepchnął mi w usta ogromne jabłko. I chwała mu za to! Potem oblałam się mlekiem, obryzgałam kremem czekoladowym śnieżnobiałą koszulę Benedicta i prawie zepchnęłam nasz tort ze stołu. Mało brakowało. Wygrała drużyna Harrego. Upiekli najlepszy tort. Niall zjadł prawie wszystkie składniki, Lou pomylił cukier z solą, Zaynowi nie wyszedł biszkopt, a Liam nie zdążył, bo przez połowę czasu robił wszystkim zdjęcia i wrzucał na twittera. A potem szybciej niż zdążylibyście powiedzieć „totalna klapa”, ekipa podziękowała nam, pożegnała się i zabierając ze sobą cały sprzęt i gwiazdy, odjechała. Przynajmniej już mam to z głowy. Oby jutrzejsze zajęcia nie były gorsze. Bo już gorzej chyba być nie może.
-Charlie, słońce, nie było tak źle- odparł Niall głaszcząc mnie po plecach. Nie odpowiedziałam tylko dalej leżałam z twarzą w poduszce. Chłopacy otoczyli mnie wianuszkiem i siedzieli na moim łóżku, próbując mnie jakoś pocieszyć.
-Misiek, nie przesadzaj. Wcale się nie ośmieszyłaś- dodał Zayn, a ja nadal nie drgnęłam.
-A smród skwaszonego mleka spierze się już po kilku praniach!- zauważył Lou, a ja jęknęłam.
-Jestem tak beznadziejna, że nawet mleko się na mnie skwasiło!- zawyłam niewyraźnie i, mogłabym przysiąść, że właśnie w tym momencie chłopacy posłali karcące spojrzenie Louisowi.
-Wcale nie jesteś beznadziejna, Charlie- odparł Liam, a ja poczułam na sobie jego spojrzenie.
-Masz rację- odparłam podnosząc głowę, a Liam uśmiechnął się, zadowolony z siebie. –Jestem gorsza niż beznadziejna. Jestem totalnym dnem!- zawyłam i ponownie zanurkowałam w poduszkach. Chłopacy westchnęli.
-Zostawcie to mnie- usłyszałam przyciszony głos Harrego i po chwili zaskrzypiały sprężyny, gdy chłopacy podnieśli się i odeszli kawałek. –Charlie- zamruczał nad moim uchem. Nie drgnęłam. –Charlotte Anabelle Blanco Cole
-Nie mów do mnie Charlotte!- fuknęłam, podnosząc się i sztyletując go spojrzeniem. On tylko się uśmiechnął. Przez chwilę parzyliśmy na siebie w ciszy.
-Chodź do mnie księżniczko- odparł Harry, wyciągając do mnie ręce. Przez jakiś czas patrzyłam jeszcze na niego spod zmarszczonych brwi. W końcu jednak wgramoliłam mu się na kolana i przytuliłam do niego, zwijając się na jego kolanach jak mały kociak. Przez jakiś bliżej nie określony czas, tuliłam się do niego, a on gładził mnie po włosach. Nagle poczułam jak cała złość na siebie i smutek odchodzą w zapomnienie. Nie wiem jak to zrobił i co zrobił, ale pomogło. –Nadal śmierdzisz skwaszonym mlekiem- odparł, marszcząc nos, a ja pacnęłam go w ramię.
-Skoro już wszystko jest okej, możemy iść coś zjeść? Ponoć na stołówce rozdają hot-dogi- odparł Niall, gładząc się po brzuchu, a ja spojrzałam na niego, marszcząc brwi. Mam dziwne wrażenie, że o czymś zapomniałam. I, że to coś ma coś wspólnego z hot-dogami. Ale za cholerę nie wiem co. Momencik… Hot-dogi. Hot-dogi. Hot-do-gi… HOT-DOGI! Podniosłam się gwałtownie i pobiegłam na zbicie karku w stronę stołówki, ciągnąc za sobą zbaraniałego Harrego.

***

Już tam byli. I o czymś rozmawiali, szarpiąc się za ubrania. Cholera, spóźniłam się.
-Co jest grane?- zapytał Harry, podążając za moim wzrokiem. A gdy ujrzał swoich prześladowców z dzieciństwa, uniósł wysoko brwi. –Charlie?- nie odpowiedziałam, tylko pociągnęłam go za sobą, podchodząc do trójki buzujących testosteronem facetów.
-Witajcie chłopcy!- zawołałam, a oni nagle zamarli, patrząc wielkimi oczami na mnie, a jeszcze większymi na Harrego. Położyłam sobie rękę Harrego na ramieniu i przytuliłam się do jego boku, wciskając mu rękę w tylnią kieszeń dżinsów.
-Charlie, powiedz tym tępakom, że to ze mną się umówiłaś!- zagrzmiał Dean.
-Nie, bo ze mną!- zawtórował mu Bill.
-Ze mną idioci!- ryknął Phil, a ja uniosłam rozbawiona brwi. Harry spojrzał na mnie z mieszanką zdziwienia i złości, a ja posłałam mu spojrzenie mówiące: „Zamknij się”. I podziałało, bo znowu spojrzał na szarpiącą się trójkę.
-Spokój!- krzyknęłam, a oni momentalnie przestali. –Umówiłam się z każdym z was- odparłam, a ich oczy rozmiarem przypominały małe talerze. –Przecież mówiłam, że pokażę wam ile Harry dla mnie znaczy- przypomniałam, a oni nadal gapili się na mnie, nic nie rozumiejąc. –A znaczy bardzo dużo- mruknęła, a Harry drgnął. –I nie pozwolę, by ktokolwiek się z niego nabijał!- fuknęłam, a oni spojrzeli po sobie, zaskoczeni. –Dlatego przyszedł czas na zemstę!- krzyknęłam, a z niedalekich krzaków wyskoczyli Ben, Austin i Tony i ściągnęli im spodnie ukazując kolorowe bokserki z dziecinnymi wzrokami. Cała trójka stała zbaraniała, ze spodniami opuszczonymi do kolan, patrząc jak wszyscy obozowicze zbierając się wokół i śmiejąc z nich. –Następnym razem pomyślcie zanim coś zrobicie, bo możecie skończyć bez gaci!- odparłam i odeszłam, ciągnąc za sobą zszokowanego Harrego.

***

-A widziałaś ich miny?!- Harry po raz kolejny wybuchnął śmiechem, a ja uśmiechnęłam się, zadowolona z siebie.
-Nie ma za co
-Ale i tak sądzę, że to niepoprawne- dodał po chwili, poważniejąc odrobinę.
-Aha- mruknęłam, patrząc na jezioro. Harry pokręcił głową i objął mnie ramieniem. Przez chwilę w milczeniu przypatrywaliśmy się falującej wodzie. Było strasznie gorąco, więc usiedliśmy w cieniu dużego drzewa. Jakoś dało się wytrzymać. Zwłaszcza, że od jeziora wiał chłodniejszy wiatr.
-Czyli znaczę dla ciebie bardzo dużo?
-Pewnie- odparłam, odwracając się w jego stronę z uśmiechem. Po co kłamać? Każdy to wie. Harry wbił we mnie te swoje zielone oczy, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz. 
-Ty dla mnie też- odparł cicho, a ja mimowolnie się do niego przysunęłam, tonąc w jego oczach. Harry wcale nie był lepszy. Dlatego już po chwili nasze twarze dzieliły centymetry. Poczułam jego wodę kolońską intensywniej niż zwykle, a jego ciepły oddech ogrzał mi policzki. I nim zdążyłam się zorientować, nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Przed oczami zobaczyłam błyski, a w głowie mi się zakręciło. Coś ożyło w moim brzuchu, a serce przyspieszyło gwałtownie. Przywarłam do niego mocniej, chcąc być tak blisko niego, jak to tylko możliwe. Harry. Mój Harry. Mój Ukochany Chłopak Harry… Zaraz, przecież Harry wcale nie jest moim chłopakiem! Co tu się dzieje?! Co on robi?! Co JA robię?! Oderwałam się od niego dysząc i wstałam gwałtownie. Harry zrobił wystraszoną minę. –Charlie, przepraszam. Ja…
-Muszę już iść- przerwałam mu, a on wstał. Odwróciłam się na pięcie i zanim zdążył coś powiedzieć, ruszyłam pędem przed siebie.

***

Co to było?! Co to było?! Co to do cholery jasnej było?! Dlaczego to zrobiłam?! To nie tylko wina Harrego. Ja jakoś specjalnie nie protestowałam. I dlaczego, dlaczego się pytam, MI SIĘ TO PODOBAŁO?! Bo, co? Bo niby jestem w nim zakochana? Nie sądzę. Jasna dupa. To się porobiło. Przysiadłam na trawie, na skraju lasu, chowając się przed gorącem w cieniu. Nagle coś poruszyło się w krzakach, a ja się tam obejrzałam. Co za licho? Po chwili wpatrywania się w drzewa, uznałam, że mi się wydawało i wróciłam do gapienia się na obozowiczów, chowających się w cieniu. Nagle coś białego przykuło moją uwagę. Mała karteczka z moim imieniem.
Charlie
Zaintrygowana chwyciłam ją, rozpoznając pismo i przeczytałam łapczywie, co pisze w środku.  
Wcale się nie zbłaźniłaś przed kamerami. Moim zdaniem twoje zdenerwowanie było słodkie.
Książę na białym koniu
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Kim do licha jest ten Książę na białym koniu?! Wie ktoś może? Ktokolwiek?!
-Charlie! Gorąco mi!- jęknął Niall, a ja podskoczyłam w miejscu zaskoczona i schowałam karteczkę do kieszeni. Po chwili blondas położył się obok mnie na trawie. –Trochę lepiej- mruknął, przymykając oczy. –Widzisz tamtą? Przypomina mi wielki tort czekoladowy- wskazał na obłok, a ja zmarszczyłam brwi.
-Mi to bardziej wygląda na królika na sedesie- stwierdziłam, a Niall się zaśmiał.
-Dziwna jesteś
-I kto to mówi
-Czy ty mi coś sugerujesz?
-Nie, skądże. Niallu Królu Dziwaków
-Ty jesteś ich Królową!- przez chwilę oboje milczeliśmy, a potem wybuchnęliśmy śmiechem. Stary kochany Niall. Mogę z nim przebywać ile chcę i wiem, że serce nie zacznie mi wariować na jego widok, a z mózgu nie zacznie się robić papka podpowiadająca mi, że chcę go pocałować. Nasze relacje są takie… nieskomplikowane. Nie to co z Harrym. Nie wiem co się między nami porobiło, ale nie chcę żadnych zmian. Dobrze mi jest tak jak było. Czyli jak byliśmy przyjaciółmi. Bo teraz trudno powiedzieć, że jesteśmy normalnymi przyjaciółmi. Nie wiem w ogóle jak nazwać to, co nas łączy. Westchnęłam. –Słońce, coś cię gryzie?- zapytał, zwracając głowę w moją stronę. Widząc ten błękit, uspokoiłam się trochę.
-Tak jakby
-Problemy sercowe?- wypalił, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Czy on nas widział? Nie, to niemożliwe. W pobliżu nie było nikogo. Żywej duszy. Nie odpowiedziałam, a Niall uznał to za potwierdzenie. –Co to się dzieje! Nasza mała Charlie się zakochała!- zagwizdał, a ja wywróciłam oczami.
-Mała Charlie została w Londynie z Paulem. Poza tym, wcale nie mówiłam, że się zakochałam- mruknęłam, a Niall się uśmiechnął.
-W takim razie przepraszam, duża Charlie- odparł, a ja wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się do niego. Niall wrócił do patrzenia na obłoki, a ja przygryzłam wargę. Przecież nie musisz mu o niczym mówić Charlie. O NICZYM. On to zrozumie. Wiem. Ale mnie to gryzie. Co jeśli zbzikuję od nadmiaru problemów, z którymi nie potrafię sobie sama poradzić, bo nie powiedziałam o tym Niallowi, który z pewnością potrafiłby mi pomóc? Nie wymyślaj, Charlie. Przecież dobrze wiesz, że to nie możliwe, by ktokolwiek zbzikował, bo nie radził sobie z problemami sercowymi. A Conchita Wurts? Odczep się od niej, chciałam powiedzieć niego. Zresztą skąd wiesz, że miała… znaczy miał jakieś problemy sercowe? Nie wiem. Ale jest kobietą z brodą lub facetem w kiecce, więc uznałam, że to dobry przykład. To że on… ona… ono? To, że oni wyglądają inaczej nie znaczy wcale, że ześwirowali z powodu problemów sercowych. Ta, pewnie masz rację… Wiesz co? Przerąbane jest mieć rozdwojenie jaźni. Chcesz pogadać z jakimś fajnym chłopakiem, a tu nagle wyskakuje ta druga i zaczyna go bić. Masakra. Ta, totalnie. Zamrugałam kilkakrotnie. Skąd wziął się ten głosik w mojej głowie? Nie mam pojęcia. Nie ważne.
-Jest taki chłopak…- zaczęłam, zanim zdążyłam ugryźć się w język, a Niall spojrzał na mnie z uśmiechem. Charlie, idiotko! Miałaś nic nie mówić! Zamknij się! I nie jestem idiotką, idiotko! -gdy jest gdzieś obok, zaczynam świrować. Nie wiem czemu, ale nie chcę tego.
-Świrować?
-No wiesz. Mam dziwne myśli, robię dziwne rzeczy, mówię dziwne rzeczy- westchnęłam. –Chcę żeby to się już skończyło- jęknęłam, zakrywając twarz dłońmi. Usłyszałam, jak Niall się poruszył. Dziwne. Gdy mu o tym powiedziałam, poczułam się o pięć kilo lżejsza. Serio. Muszę potem się zważyć.
-Rozumiem- odparł Niall, a ja spojrzałam na niego. Oparł się na ręce i patrzył na mnie z uśmiechem na ustach.
-Serio?- zapytałam zdziwiona. Sądziłam, że nikt tego nie zrozumie.
-Tak- uśmiechnął się szerzej, widząc moją zdziwioną minę. –Jesteś po prostu…
-ŚNIEEEEEEEEEEG! ŚNIEG! TO PRAWDZIWY CUD!- podniosłam się gwałtownie, słysząc wrzaski, które dochodziły skądś w okolicy stołówki. Zmarszczyłam brwi. Znam te wrzaski. Co jest grane?

***

Gdy dotarliśmy z Niallem na stołówkę, gdzie swoją drogą zebrała się już reszta obozu, zobaczyliśmy Lou robiącego aniołki w czymś… czymś białym. Ale to nie mógł być śnieg. Mamy początek lipca, to po prostu niemożliwe!
-Co jest grane?- spytał Zayn, stając obok mnie z dziwną miną.
-Nie mam zielonego pojęcia- mruknęłam, kręcąc głową i patrząc jak Lou bierze do ust to białe sypkie coś. Zaraz, sypkie?!
-Fu! Smakuje paskudnie!- odparł, krzywiąc się i kaszląc. Był cały biały, zupełnie jakby wytarzał się w … Zmarszczyłam brwi i wzięłam trochę proszku do ręki.
-Mąka- stwierdziłam, strzepując z dłoni resztę proszku.
-Co? To, to nie jest śnieg?!- pisnął Lou, a ja kiwnęłam głową. Przez chwilę wyglądał na bardzo zawiedzionego, ale po chwili wzdrygnął ramionami i wrócił do robienia aniołków.
-Skąd, do licha, wzięła się ta mąka?- usłyszałam pytanie Bena i już miałam na nie odpowiedzieć, gdy ktoś sypnął we mnie mąką. Spojrzałam morderczym wzrokiem na sprawcę (czyli Zayna) śmiejącego się w głos.
-BITWA NA MĄKĘ!- wrzasnął ktoś i rozpętało się prawdziwe piekło.

***

-CO TU SIĘ DZIEJĘ?!?!?!?!?!?!?!?!- zamarliśmy gwałtownie, słysząc przeraźliwy krzyk Matta. Był wściekły i ze złości zrobił się czerwony. My, natomiast, byliśmy od stóp do głów w mące. Całe zajście wyglądało pewnie ciekawie.
-Wyluzuj Matt, to tylko mąka- odparł Liam, który właśnie wmasowywał mi mąkę we włosy. Jak to ujął „będą odżywione!”. Jasne. Matt wytrzeszczył oczy.
-Mąka?!- sapnął, a my kiwnęliśmy potulnie głowami. Matt z zamachem wyciągnął telefon z kieszeni, wybrał jakiś numer i zaczął krzyczeć. –Zamawiałem mąkę, ale w workach! Nie sypką! Czy wyście do końca powariowali?! Dostawcy w Kanadzie są głusi, czy jak?!- okej. Nie chciałabym być osobą, z którą właśnie rozmawiał. –Macie natychmiast przysłać tu ekipę sprzątającą i zrealizować moje zamówienie POPRAWNIE! I nie oczekujcie ode mnie pieniędzy! Nie dostaniecie ani grosza!- warknął i się rozłączył. No cóż. Nie bez powodu pan Monrow właśnie jemu powierzył opiekę nad obozem. –Potrzebuję urlopu- westchnął, przecierając oczy, a potem spojrzał na nas. –Umyjcie się- fuknął i, tak szybko jak się pojawił, odszedł.

***

-Masz jeszcze trochę mąki na twarzy- spojrzałam na Liama, a ten uniósł brwi i zaczął się gorączkowo wycierać, co skończyło się tym, że roztarł mąkę na całej twarzy.
-Już?
-Ym, tak- odparłam, uśmiechając się, a on wrócił do jedzenia. Dzisiaj była pizza. Znalazłam w swoim kawałku gałązkę i bransoletkę Horana, którą zgubił, gdy rzucaliśmy się mąką. Mam dziwne wrażenie, że do jej upieczenia kucharki użyły mąki, którą się rzucaliśmy.
-Powinnaś częściej się tak czesać- stwierdził Lou, wskazując na mnie nożem. Uśmiechnęłam się i mimowolnie dotknęłam wysokiej kitki. Umyłam włosy, a one nie zdążyły jeszcze wyschnąć. Zgadnijcie jakiego koloru była woda. Tak! Biała! Jeszcze kilka jajek i można robić pierogi!
-Podoba się wam?- zapytałam, a oni z uśmiechem kiwnęli głowami. Uśmiechnęłam się szerzej, czując jak humor mi się poprawia. Nagle Zayn parsknął śmiechem, a my spojrzeliśmy na niego zaciekawieni.
-Przypomniała mi się mina Matta, gdy nas zobaczył- odparł, a my się zaśmialiśmy. –Wyglądał jakby zaraz miał eksplodować
-Ta! I jeszcze to zabójcze spojrzenie!- dodał Niall.
-Klękajcie narody! Jestem Matt Pomidor i zaraz zrobię tu niezły keczup!- odparł Liam, parodiując jego głos, a ja zachichotałam.
-Niezła akcja, co nie?- do stolika podszedł Harry z tacą, a ja momentalnie zamilkłam.
-Szkoda, że to nie był śnieg- westchnął Lou. Posłałam mu uśmiech i mimowolnie spojrzałam na Harrego. Zieleń. Od razu wbiłam spojrzenie w pizzę, a Harry usiadł obok mnie. Przy naszym stole zaległa niezręczna cisza. Nie zmyślam. Pierwszy raz od… od zawsze. Nawet podczas Wielkiego Kaca nie było tak cicho. I tak niezręcznie. Wiecie co? Po tym jak opowiedziałam o moim małym problemie Niallowi, poszłam się zważyć. Serio schudłam. Dwa kilogramy. Ale wydaje mi się, że to przez te paskudne stołówkowe żarcie. Mimo to, nadal nie mogę przestać myśleć o tym pocałunku. To zupełna niedorzeczność. Nie mam pojęcia co się wtedy stało. Czy to przez te kanadyjskie powietrze, czy romantyczną scenerię? Nie wiem. Ale chcę o tym zapomnieć. Jesteś tego pewna, Charlie? Przecież Harry jest taki przystojny, taki namiętny, taki seksowny, taki cudowny, taki zabawny, taki uroczy! I doskonale całuje! Zresztą, sama dobrze o tym wiesz. WYJDŹ!
-Charlie, podasz mi sos?- wzdrygnęłam się na dźwięk jego głosu. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego rozkojarzona.
-Co? Tak, jasne. Proszę- wymamrotałam, podając mu miseczkę.
-Dzięki- mruknął, a gdy po nią sięgał, nasze palce zetknęły się na chwilę. Przeszedł mnie dreszcz. Automatycznie cofnęłam rękę i położyłam ją na nodze, odwracając od niego wzrok. Czemu musi być tak cholernie niezręcznie?
-Mam ochotę pograć w nogę. Idzie ktoś?- zapytał Lou, wstając ze swoją tacką. Od razu podnieśli się Liam i Zayn. –Niall?
-Zaraz, tylko skończę dokładkę- wymamrotał blondyn z pełnymi ustami. Lou kiwnął głową i udał się z chłopakami odnieść tace. Miodzio. Jeśli Niall sobie pójdzie, zrobi się supermeganiezręcznie. Może się jakoś wykręcę, mówiąc, że pójdę popatrzeć na mecz? Spojrzałam na swój talerz i westchnęłam. Nawet nie tknęłam swojej pizzy. Czyli się nie wykręcę. Super. –No nic. Idę do chłopaków. Dołączycie?- zapytał, wstając.
-Jasne- odparł Harry, a Niall się uśmiechnął. Po chwili w magiczny sposób przy stole zostaliśmy tylko we dwoje. Cudownie. Mam tylko nadzieję, że Harry nie wpadnie na jakże genialny pomysł, by pogadać o tym pocałunku. Tego bym chyba nie zniosła. Już wolałabym pograć w piłkę z chłopakami. To dla mnie zbyt krępujące. To dla mnie zbyt dużo. –Ładna fryzura- wypuściłam powietrze z płuc i posłałam mu lekki uśmiech.
-Dzięki- odparłam. Proszę, nie mów nic więcej. Proszę, nie mów nic więcej. Po prostu nic nie mów!
-Słuchaj…- o Boże nie. Zaczyna się. –chciałem z tobą pogadać o tym… no wiesz- odparł odrobinę nerwowo, a ja przełknęłam ślinę i wbiłam wzrok przed siebie, by nie musieć na niego patrzeć. Skinęłam nieznacznie głową. Zaraz zapadnę się pod ziemię. –Chciałem przeprosić. Bo ja…- zamknęłam oczy i nie dałam mu dokończyć. Z jakiegoś dziwnego powodu nie chciałam, by dokończył to zdanie. Bo wiedziałam, że powie, że to był błąd.
-Powinniśmy o tym zapomnieć i nigdy do tego nie wracać. To był zwykły przypadek tyle. Nie ma o czym gadać- spojrzałam na niego, a on napiął mięśnie. –Nie chcę żeby się to więcej powtórzyło. Dobrze mi tak, jak jest. Zależy mi na naszej przyjaźni- odparłam, ciesząc się, że głos mi nie zadrżał. Czułam się strasznie. Wszystko w środku mi drgało, jakby coś ze mnie chciało się uwolnić. –Dlatego, proszę cię, nie mów, że ci na mnie zależy, albo, że mnie potrzebujesz.
-Ale…
-Harry, obiecaj mi to- przerwałam mu, patrząc w oczy. On przez chwilę wyglądał jakby chciał zaprotestować, jednak w końcu opuścił ramiona i skinął nieznacznie głową.
-Dobrze, obiecuję- mruknął, a ja czując się strasznie, wstałam, wzięłam swoją tacę i odeszłam pospiesznie od naszego stolika, by nie musieć spojrzeć po raz kolejny w jego zielone oczy.

***

Nie mogąc zasnąć, przekręcałam się z boku na bok. Po jakiś dziesięciu minutach, zrezygnowałam z prób ponownego zaśnięcia. Wiedziałam, że nawet jeśli jakimś cudem zasnę, wciąż będę myśleć o nim i o tym co mu powiedziałam. Bycie nastolatką to koszmar. Serio. Wiem co mówię. Westchnęłam, naciągnęłam na siebie szlafrok w loga Batmana (prezent od Liama) i podeszłam cichutko do drzwi. Usłyszałam równe oddechy chłopaków i niespokojne mamrotanie przez sen Nialla. Wszyscy spali.
-Tańcz kochanie… dobra kiełbaska… to moje kapcie… ale palant… tuńczyk!- uśmiechnęłam się pod nosem i najciszej jak potrafiłam, przeszłam przez pokój chłopców i wyszłam na zewnątrz. Od razu poczułam chłód nocy i owinęłam się ciaśniej szlafrokiem. Może i było lato, ale byliśmy nad jeziorem, w środku lasu. A to robi swoje. Westchnęłam i spojrzałam w niebo. Księżyc schował się za małą chmurką, a gwiazdy świeciły przyjemnie w akompaniamencie orkiestry świerszczy. Nagle zatęskniłam za Anglią, Londynem, naszym domem, Paulem… I za tymi wszystkimi chwilami spędzonymi razem, przy oglądaniu jednego z miliona beznadziejnych horrorów chłopaków. Wtedy wszystko wydawało się takie proste. A moim największym problemem była szkoła, a w niej Amity Monrow i jej świta. Nie mogę uwierzyć, że tak było niespełna dwa tygodnie temu. Tyle wydarzyło się od tego czasu.
-Charlie? Nie śpisz?- odwróciłam się w stronę drzwi. Liam stał w nich drapiąc się po brodzie. Klimat drwala mu się udzielił. Ale wyglądał całkiem fajnie. Uśmiechnęłam się do niego i odsunęłam kawałek, robiąc miejsce obok siebie.
-Jakoś nie mogłam zasnąć- odparłam, a Liam uśmiechnął się na widok mojego szlafroka i usiadł obok. –Ładna noc
-Tak, cudowna- stwierdził, patrząc w niebo. Przez chwilę patrzyłam na księżyc, który wyjrzał zza chmury, a potem spuściłam wzrok. –Dręczą cię jakieś koszmary?- zapytał, a ja wbiłam spojrzenie w swoje czarne paznokcie u stóp.
-Coś w tym stylu- mruknęłam, a Liam mnie szturchnął. Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się szeroko.
-Twój bohater tu jest, nie musisz się bać- zażartował, a ja się uśmiechnęłam.
-Wyglądasz mi bardziej na drwala- stwierdziłam, a on się zaśmiał. –Co u Danielle?- zapytałam, a on uniósł brwi.
-Z tego co wiem to ma się dobrze- odparł. Przez chwilę milczeliśmy. –Wiesz Charlie, zawsze sądziłem, że brakuje nam kobiecej ręki w zespole- spojrzałam na niego, unosząc brwi. –I jak widać, miałem rację! Dzięki tobie jesteśmy lepsi- dodał, a ja go przytuliłam. To najmilsze słowa, jakie ktoś do mnie kiedykolwiek powiedział. Zaraz, przecież mogę powiedzieć to na głos!
-To najmilsze słowa, jakie ktoś do mnie kiedykolwiek powiedział!- pisnęłam. Cholera. Głos odmówił mi posłuszeństwa. Zresztą, walić to. Jestem dziewczyną. W dodatku nastolatką. Na litość boską, mam prawo czasem się wzruszyć! Liam odwzajemnił uścisk i, mogłabym przysiąść, uśmiechnął się. Trwaliśmy tak przez chwilę w ciszy, gdy nagle coś błysnęło, a huk był tak głośny i nagły, że aż podskoczyłam. Liam zachichotał, a ja się skrzywiłam, gdy coś kapnęło mi na nos. Nie minęło pięć sekund, a zaczęło lać, błyskać się i grzmieć. –Super. Burza- mruknęłam i przysunęłam się bliżej Liama. Nie żebym się bała burzy, czy coś. Po prostu nagle zrobiło się chłodniej, głośniej i w ogóle tak niefajnie.
-Oj Charlie- westchnął Liam, śmiejąc się. –Nie boisz się wygarnąć napakowanym typkom co o nich sądzisz, a boisz się zwykłej burzy- no cóż. Kto powiedział, że jestem idealna?

______________________________________________________________________

Jest kolejny rozdział. Z małym poślizgiem, ale jest. Mam nadzieję, że się podobał.
Wracając do ważniejszych spraw, jak się czujecie na myśl, że wracamy do szkoły już pojutrze? Ja mam lekko ochotę haftować. I bynajmniej, nie mówię tutaj o koronkach. Idę do pierwszej liceum i nie znam kompletnie nikogo z mojej 32- osobowej klasy. Czujecie powagę tej sytuacji? Masakra.
Mam jeszcze jedno, ważne pytanie.                                                                               <=== !!!
Chcecie żebym skombinowała zwiastun do bloga? A jeśli tak, to jaką mam podstawić aktorkę/piosenkarkę/modelkę/celebrytkę za Charlie? Przypominam, że Charlie jest brunetką o kręconych włosach i brązowych oczach.