poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 38

**Rozdział 38**


Z samego rana obudził mnie hałas. Otwarłam oczy i z zaskoczeniem stwierdziłam, że leżę na kanapie w małej, drewnianej chatce, a w czymś, co przypominało kuchnię, krąży olbrzymi facet i coś gotuje. Po chwili przypomniałam sobie wczorajsze wydarzenia. Złapałam się za głowę, ale nie wyczułam bandażu. Najwyraźniej Rebeus musiał go zdjąć, gdy spałam.
-Dzień dobry panienko!- Rebeus odwrócił się do mnie z uśmiechem. W dłoniach niósł kubek z herbatą i talerz z jajecznicą. –Zrobiłem panience śniadanie- dodał, a ja czując potworny głód, od razu zabrałam się za jedzenie. Nie miałam nic w ustach od czasu wczorajszego śniadania. Po chwili talerz był pusty, a ja najedzona. Posłałam rebusowi szeroki uśmiech. Nie jadłam tak dobrego śniadania odkąd przyjechaliśmy na obóz. –No, to teraz możemy jechać- stwierdził Rebeus odkładając brudne naczynia do zlewu. Zrzuciłam z siebie obrzydliwy koc z norek i wstałam. Rebeus wyprowadził mnie z chatki i zatrzymał się koło ogromnego niebieskiego motocykla z przyczepką, patrząc na niego z dumą. Wytrzeszczyłam oczy. Że niby tym mamy jechać? –Niech panienka założy kask. Może trochę trząść- Rebeus podał mi kask i wsiadł na motor, zakładając wielkie gogle. Tak, tym mamy jechać. Niechętnie zapięłam kask i bez słowa wsiadłam do przyczepki. Nie zdążylibyście powiedzieć „ptyś z kremem”, a gnaliśmy już przez las jakieś 120 kilometrów na godzinę.

***

Rebeus zatrzymał motocykl dopiero na placu głównym. Zrobił przy tym taki hałas, że wszyscy obozowicze wyszli z domków i patrzyli na nas zdziwieni. Roztrzęsiona, wysiadłam z przyczepki i oddałam kask Rebeusowi. Nie zdążyłam mu nawet podziękować, bo rzuciła się na mnie grupa sześciu chłopaków. Mianowicie: Niall, Zayn, Liam, Louis, Josh i Jessy ze spuchniętym nosem.
-Charlie!- krzyczeli wszyscy i po chwili zebrał się wokół mnie cały tłum. Każdy chciał mnie uściskać i dowiedzieć się co się stało. Ja jednak, wyprężałam szyję, by znaleźć Harrego. Dostrzegłam go w końcu, jak kręcił się przy jeziorze, kopiąc kamyki i mamrocząc coś pod nosem. Wybiegłam z tłumu, który po chwili zarzucił Rebeusa lawiną pytań i pobiegłam w kierunku Harrego.
-Jestem totalnym dupkiem. Jak mogłem pozwolić jej wtedy wyjść? Pewnie teraz błądzi gdzieś po lesie- mamrotał pod nosem. Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej. On, słysząc czyjeś kroki, podniósł zaskoczony głowę. A gdy mnie zobaczył, zrobił zdziwioną minę, ale uśmiechnął się szeroko. –Charlie, chciałem cię przeprosić. Zachowałem się jak prawdziwy dupek i…- nie pozwoliłam mu dokończyć, bo rzuciłam się mu na szyję i uścisnęłam mocno, wdychając znajomy zapach jego perfum.
-To ja przepraszam- odparłam, puszczając go, a Harry uniósł brwi. –Wcale nie myślę tak jak powiedziałam i nie chcę byś się ode mnie odwalił- spojrzałam na niego, a on nie powiedział nic, tylko przyciągnął mnie do siebie i ponownie przytulił. Po chwili podeszli do nas chłopacy.
-Wszystko już w porządku, jak widzę- odparł Zayn, a ja się do niego uśmiechnęłam.
-Co ty właściwie robiłaś? Szukaliśmy cię wszyscy przez cały dzień i pół nocy. Nawet Amity- Niall, uniósł brwi, a ja się uśmiechnęłam i opowiedziałam im w skrócie o mojej małej przygodzie.

***

Dowiedziałam się, że Matt odwołał wczoraj wszystkie zajęcia i w chwilę potem jak zniknęłam w lesie, wszyscy zaczęli mnie szukać. Nawet Amity nie za bardzo protestowała. Dziwne, ale prawdziwe.
-... i wtedy wjechaliście wy na tym dziwnym motorze- zakończył Zayn, a ja sięgnęłam ręką po kolejne ciastko. Niall, w przypływie radości z odnalezienia mnie, podzielił się z nami swoimi zapasami. Siedzieliśmy w naszej chatce, na łóżku Zayna i rozmawialiśmy. Matt podziękował Rebeusowi i chciał mu dać coś w podzięce, ale ten się nie zgodził, pożegnał ze mną i odjechał, podnosząc za sobą tumany kurzu. Nagle z zewnątrz dobiegł nas głos Matta.
-Skoro nasza zguba się znalazła, uważam, że powinnyśmy kontynuować zajęcia. Miłej nauki!- westchnęłam i położyłam się na łóżku. Zajęcia z gry na instrumentach chwilowo się skończyły przez bójkę Harrego i Bortona. Dlatego muszę wymyślić coś na prędce. I to szybko. Bo zajęcia mają się zacząć za chwilę. Chłopacy chyba podzielali moje obawy, bo wykrzywili się.
-Hej! Mam pomysł!- odparł nagle Louis, a ja zaciekawiona uniosłam brwi.

***

Z uśmiechem na twarzy weszłam do chatki numer dwanaście. Otwarłam drzwi i zajęłam miejsce z przodu klasy. Podniebni Surferzy spojrzeli na mnie zaskoczeni, a ja zajęłam miejsce Zayna.
-Cześć- przywitałam się, a wszyscy nadal patrzyli na mnie pytająco.
-Gdzie Zayn?- zapytała dziewczyna, w której rozpoznałam otyłą brunetkę wrzeszczącą z brzegu jeziora o tym jak bardzo Harrlie są słodcy.
-W szczęśliwej siódemce, jak mniemam- odparłam, a oni tym bardziej się zdziwili. Westchnęłam. –Zamieniliśmy się grupami żeby było ciekawiej?- podsunęłam, a wszyscy kiwnęli głowami i zrobili miny jakby to była najoczywistsza oczywistość. Bo tak było. Zrobiliśmy mały zamęt, ale na serio mały. Zayn poszedł do siódemki Nialla, Niall do dwudziestki trójki Liama, Liam do czwórki Louisa, Louis do dwudziestki Harrego, Harry do mojej trzynastki, a ja do dwunastki Zayna. Ciekawa jestem tylko jak Harry poradzi sobie z moją grupą, gdzie jedyną dziewczyną jest Amity, która, odkąd dał jej kosza, szczerze go nienawidzi. Raczej nie uciszy wszystkich swoim wyglądem. O nie. Co to, to nie. –Dobra, co do tej pory robiliście?- zapytałam, klaszcząc w dłonie, a ręka długowłosej Azjatki poszybowała w górę. Uniosłam brew. Czego ten Zayn ich tu uczył? –Tak?
-Zayn uczył nas panować nad głosem i falować nim tylko wtedy, gdy tego chcemy- wyrecytowała jak regułkę jakiejś zasady matematycznej. To ona nie wie, że są wakacje? Już od jakiegoś tygodnia?
-Dobra. Więc? Pokażcie jak wam to wychodzi- odparłam, a od razu wszyscy zaczęli śpiewać coś innego. Totalny chaos. –Hej! Nie wszyscy naraz!- przerwałam im. Zamilkli. –To, może ty- wskazałam na ciemnowłosego chłopaka z milionem tatuaży i czarnym kolczykiem w prawym uchu. Ten wstał, a ja otwarłam zdziwiona usta. Niemożliwe! Chłopak posłał mi uśmiech i zaśpiewał kawałek AC/DC- You Schook Me All Night Long. Miał na serio fajny głos. Rockowy. Bez słowa usiadł, a ja nadal nie mogłam ukryć szoku. Nie poznałam go przez te tatuaże! –Chad! Nie wiedziałam, że tu będziesz- odparłam, a chłopak uśmiechnął się i wzdrygnął ramionami.
-Do niedawna, ja też- uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam gest. To Chad Cooper. Poznałam go na imprezie, na którą zaciągnęli mnie Jessy i Dylan, w piątek, pierwszy dzień wakacji. Jak mogłam go wcześniej nie poznać? Przecież niewiele osób ma takie czarne oczy. O jego tatuażach nie miałam pojęcia. Miał wytatuowane całe ręce, a na obojczykach, wystawał spod koszulki napis. Chad ma na serio fajne te tatuaże. I całkiem niezłe ramiona. I klatę. Wciąż gapiłam się na niego z uśmiechem na twarzy, gdy nagle ktoś odchrząknął, ściągając mnie na ziemię.
-Okej. Kto następny?

***

Właśnie pokazywałam Chloe jak ma wyciągać wysokie dźwięki i nie dostać zadyszki (Harry mnie tego nauczył), gdy z głośników popłynął głos Matta.
-Uwaga obozowicze! Dzisiejsze O.Z.d.P.G. będą bitwą na głosy! Wasi mentorzy mają godzinę, by przygotować z wami piosenkę lub kilka, według uznania, uwaga, acapella! Powodzenia i miłej zabawy!- urwałam wpół zdania i wytrzeszczyłam oczy. Bitwa na głosy? Acapella? Godzina? Spojrzałam na grupę. Ciekawe jak mam to zrobić. Zaraz… przecież to nie moja drużyna!
-Wybaczcie, ale muszę lecieć do Aniołków Charlotty. Za chwilę powinien tu się zjawić Zayn!- rzuciła przez ramię i wybiegłam z domku, pędząc do tego obok. Po drodze minęłam się z Harry i Zaynem. Harry krzyknął złowieszcze „Nie macie z nami szans!”, a Zayn skomlał „Godzina?! Jak ja mam to zrobić w godzinę?!”. Wpadłam do trzynastki z takim impetem, że nagle zrobiło się zupełnie cicho. Aniołki Charlotty patrzyły na mnie, a ja na nich. Co do cholery jasnej Harry z nimi robił?! W całej klasie leżały jakieś papierki, krzesła były porozwalane, tablica popisana punktami, a Amity leżała na ziemi i dyszała. –Co ten zbój wam zrobił?!
-Graliśmy w zbijanego. Musieliśmy śpiewać tak długo, aż wydamy nieczysty dźwięk- odparł Ben, a ja uniosłam brwi.
-A jeśli tak się stało, Harry rzucał w nas kredą- dodał Austin, a ja stałam przez chwilę patrząc na nich. Że niby co ten sadysta zrobił?!
-To nie jest zbijany, tylko tortury! Jak wy teraz zaśpiewacie acapella po dwugodzinnym nieustannym śpiewaniu?- pisnęłam, a Amity podniosła się z ziemi, sapiąc. Kiedyś go zabiję normalnie, po prostu zabiję!
-Damy radę. W końcu jesteśmy Aniołkami Charlotty!- odparł jasnowłosy Tony, a reszta pokiwała ochoczo głowami. Oby się nie mylił.

***

Po godzinie zebraliśmy się wszyscy na placu głównym. Spojrzałam na chłopaków. Mieli dość pewne miny. Spojrzałam na swoją grupę, a oni unieśli kciuki w górę, szczerząc do mnie zęby. Nawet Amity posłała mi coś w rodzaju uśmiechu. Chyba była zadowolona, że dałam jej pole do popisu. Matt wyskoczył na scenę, a my na niego spojrzeliśmy.
-Dobra! Na początek Alpejskie Krowy i Czerwone Rakiety!- odparł, a po chwili na scenie pojawiły się obie drużyny.
-Już po was!- krzyknął Lou.
-Zgnieciemy was jak robala!- odpowiedział mu Liam. No i się zaczęło. Obie grypy zaczęły śpiewać, a Liam i Lou stali z boku nadzorując wszystkim. Mentorzy nie mogli uczestniczyć biernie w bitwie. Ta. Muszę powiedzieć jedno: strasznie dobrze im to wyszło. Już boję się co będzie dalej. Wygrał Liam. Potem były Skrzaty kontra Podniebni Surferzy. Oni też byli niesamowici. Wygrały Skrzaty.
-Najlepsze zostawili na sam koniec- odparł Harry, uśmiechając się do mnie, a ja spojrzałam z niepokojem na Zjadaczy Waty Cukrowej. Dziewczyny i Jessy wyglądali jakby bez problemu mogli nas zgnieść. Przełknęłam ślinę.
-Aniołki Charlotty i Zjadacze Waty Cukrowej proszeni na scenę!- krzyknął Matt, a ja zacisnęłam pięści i ruszyłam ze swoją drużyną na scenę.
-Już po was!- odparł Harry i dał znak swoim, by zaczęli śpiewać. Na środek wyszła drobna blondynka z mikrofonem i zaczęła śpiewać. Miała naprawdę uroczy głosik, a ja wytrzeszczyłam oczy. Byli piekielnie dobrzy. I będzie piekielnie trudno ich pokonać. Harry skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem. Wywróciłam oczami i z coraz większym zaskoczeniem słuchałam jak dziewczyny z jego drużyny i Jessy dają z siebie wszystko na scenie śpiewając nie jedną piosenkę, a trzy. Harry albo kantował albo jest geniuszem. Zjadacze Waty Cukrowej skończyli, a ja stała z otwartymi ustami. Spod sceny usłyszałam gromkie brawa i gwizdy, a Harry posłał mi zwycięski uśmiech. Niby jak mamy ich pokonać?! To w ogóle możliwe? Usłyszałam za plecami znaczące odchrząkanie i odwróciłam się do swojej drużyny. Posłałam im niemrawy uśmiech i dałam znak, by zaczęli śpiewać. Chłopacy i Amity dawali z siebie wszystko, a ja uśmiechnęłam się usatysfakcjonowana. My też mamy trzy piosenki. W godzinę. Kto powiedział, że nie jestem geniuszem? Skrzyżowałam ręce pod biustem i uśmiechnęłam się szeroko do Harrego, któremu zrzedła mina. I gdy mogłoby się wydawać, że skończyliśmy, a wszyscy zaczęli klaskać, chłopacy ponownie zaczęli śpiewać. A mina Harrego była bezcenna. Otworzył usta i wyglądał jakby naśladował rybę.
Uśmiechnęłam się zwycięsko i mu pomachałam. On spojrzał na mnie wielkimi oczami w momencie, gdy na scenę wyszedł Tony zaczynając trzecią piosenkę. Powiedziałam do niego bezgłośnie: „Nie macie z nami szans”, a on spojrzał na rapującego Bena. Pokazałam uniesiony kciuk Aniołkom Charlotty. W końcu występ się skończył, a wszyscy zaczęli wiwatować. Matt wbiegł na scenę, wziął mikrofon Benowi, stanął między mną, a Harrym i krzyknął:
-Walkę wygrały Aniołki Charlotty!- uniósł moją rękę, a moja drużyna zaczęła wiwatować, śpiewać i podskakiwać. Posłałam całusa Harremu, a on wywrócił oczami i się uśmiechnął. Po chwili zeszliśmy ze sceny i patrzyliśmy na Matta, który wyciąga zmiętą kopertę z kieszeni dżinsów. –Jury podjęło decyzję. Tutaj mam wyniki- odparł, unosząc zmiętą kopertę. W skład jury wchodzili: Matt, Josh, kucharki i pielęgniarka. –Szóste miejsce: Czerwone Rakiety! Brawo!- Louis wbiegł na scenę i odebrał nagrodę od Matta- reklamówkę pełną lodów. Piąte miejsce: Podniebni Surferzy!- Zayn odebrał swoje lody i rozdzielił je między swoją drużyną. –Czwarte miejsce: Alpejskie Krowy!- przyszła kolej na Liama. –Trzecie miejsce: Skrzaty!- i Nialla. Coś mi się wydaje, że te lody zjadłby sam Niall, ale ze względu na Effie, podzielił się nimi z innymi. –Drugie miejsce:… proszę o werble!- odparł Matt, a Josh wskoczył na scenę i usiadł przy perkusji, wystukując rytm. Zacisnęłam palce mocniej na kciukach. –Zjadacze waty Cukrowej! Gratuluję!- Harry odebrał nagrodę dla jego grupy, a gdy stanął obok mnie powiedział:
-Dałem ci przegrać. Wisisz mi przysługę- zaśmiałam się, ale nie zdążyłam odpowiedzieć, bo Matt znowu zabrał głos.
-I wreszcie, bezkonkurencyjne pierwsze miejsce: Aniołki Charlotty! Zapraszam na scenę!- Aniołki Charlotty zaczęły krzyczeć i podskakiwać w miejscu. Wbiegliśmy na scenę, odebrałam lody od Matta i nie zdążyłam nic więcej zrobić, bo chłopacy mnie podnieśli i zaczęli podrzucać, skandując:
-Charlie! Charlie! Charlie!- a najdziwniejsze było to, że Amity do nich dołączyła. Serio. Nie kłamię. A potem postawili mnie na nogi, wzięli lody, dali mikrofon i zostawili na scenie. Przez chwilę stałam, gapiąc się na nich i nie wiedząc co ze sobą zrobić. –Śpiewaj!- uniosłam brwi. Nie takiej nagrody się spodziewałam. No cóż. Charlie, jesteś członkiem One Direction, najsławniejszej grupy na świecie. Musisz w końcu pozbyć się tremy i strachu przed publicznymi wystąpieniami! Na litość boską! Najwyższy czas! Westchnęłam i zaczęłam śpiewać. Z każdą chwilą czułam się coraz lepiej i swobodniej, więc chyba można powiedzieć, że stres mi mija. I bardzo dobrze. Gdy skończyłam, powitały mnie gromkie brawa. Uśmiechnęłam się i zeszłam z gracją ze sceny. W końcu kiedyś trzeba przyzwyczaić się do bycia gwiazdą, prawda? Przynajmniej w małym stopniu. Bo jakoś nie uważam się za gwiazdę. Ale przynajmniej wystąpienia przed ludźmi już mnie aż tak nie stresują. No cóż. Przynajmniej coś.

***

-Skąd znasz Chada Coopera?- zapytał Zayn, gdy pałaszowaliśmy swój gulasz z kaszą i czymś co wyglądało jak mięso, ale nie byłabym tego taka pewna. Nabiłam na widelec kawałek czegoś, co wyglądało jak mięso i przyjrzałam mu się z bliska. To ryba? Może królik?
-Poznałam go na imprezie, w piątek, przed wyjazdem- odparłam, nie spuszczając wzroku z rybo-królika. A może to tylko kurczak?
-Chad? Jaki Chad? Kto to Chad?- zapytał do razu Harry, a ja dotknęłam językiem kawałka mięsa i się wykrzywiłam. Kwaśne. Jakim cudem?! –Nie żebym był jakoś szczególnie ciekaw kto to, czy coś…
-Chad Cooper z mojej drużyny- odparł Zayn, unosząc brwi, a Harry zamyślił się, najwyraźniej próbując skojarzyć kto to.
-Jest dobrze zbudowany, ma ciemne włosy, czarne oczy, kolczyk w uchu, dużo tatuaży, przewiązaną czerwoną koszulę wokół pasa i ciężkie, brązowe buty- wyrecytowałam, a Harry spojrzał na mnie dziwnie. –Nie żebym się mu jakoś szczególnie przyglądała, czy coś…- dodałam, zdając sobie sprawę jak to zabrzmiało. Zabrzmiało jakbym mu się szczególnie przyglądała. Szlag. Uśmiechnęłam się niewinnie do Harrego i ponownie skupiłam się na jedzeniu, by uniknąć jego przeszywającego spojrzenia.
-Chętnie poznam tego Chada Coopera- odparł nagle, dziwnym tonem, a ja spojrzałam na niego, unosząc brwi. I pewnie wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że właśnie zgniótł kawałek mięsa widelcem. A to mięso było tak twarde, że po prostu nie dało się tego zrobić. A jednak. Spojrzałam przerażona na wygięty widelec Harrego i udałam, że nie widziałam jego wkurzonej miny.

***

Usiadłam właśnie przy jednym stoliku, niedaleko jeziora, gdy podszedł do mnie, nie kto inny jak Chad Cooper. Uśmiechnęłam się do niego, patrząc jak zajmuje miejsce obok.
-Gratuluję wygranej- odparł, obdarzając mnie uśmiechem, przez który nie jednej dziewczynie zmiękłyby kolana.
-Dzięki- poprawiłam okulary na nosie. Opuchlizna zeszła, ale nadal miałam na oku wielkiego siniaka. Próbowałam zamaskować go podkładem i pudrem, ale jego wściekle śliwkowy kolor, wciąż było widać, a ja wyglądałam jak klown. A chciałabym przypomnieć, że boję się klownów. Więc zrezygnowałam z prób zamaskowania tej śliwy makijażem.
-Jak oko?- zapytał, wskazując na moje czarne Ray bany. Ta, wieści się rozchodzą.
-W porządku. Wciąż mam siniaka, ale nie jest źle- odparłam, uśmiechając się. Przez chwilę milczeliśmy patrząc na kwiczące dziewczyny, które kąpały się w jeziorze.
-Jak tam Harry?- zapytał nagle, a ja uniosłam brew. O co mu chodzi? Przecież my nie… o, o to. –Jak zniósł fakt, że pokonała go jego własna dziewczyna?- uśmiechnęłam się.
-Wiesz, całkiem nieźle- stwierdziłam, kiwając głową. –Płakał tylko przez godzinę- dodałam i oboje się zaśmialiśmy. Chad już otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy nagle ktoś krzyknął:
-Charlie! Wszędzie cię szukałem!- obejrzałam się i zobaczyłam, ta, Harrego idącego w naszym kierunku.
-O wilku mowa- mruknęłam, a po sekundzie Harry stał już obok, uśmiechając się.
-Idziemy z chłopakami popływać w jeziorze i przyszedłem zapytać, czy dołączysz- odparł, unosząc brwi. Nagle Chad odchrząknął, a Harry spojrzał na niego zaskoczony, jakby dopiero teraz go zauważył. Szczerze
mówiąc, wcale bym się nie zdziwiła. Harry ostatnio nie zauważa wielu rzeczy. Na przykład wczoraj, mówił coś do mnie i chodził po pokoju, gdy nagle walnął w drzwi. Tak po prostu. –Oh, ty pewnie jesteś Chad Cooper?- zapytał, a ja wywróciłam oczami. I właśnie Chad stał się oficjalnie osobą, której imię zawsze wymawia się z nazwiskiem.
-Zgadza się- odparł Chad, uśmiechając się lekko.
-Jestem Harry, chłopak Charlie- odparł, a ja albo głuchłam, albo usłyszałam jak przedostatnie słowo wymówił z wyraźnym naciskiem. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, a poziom testosteronu w powietrzu gwałtownie wzrósł, o czym poinformowały mnie moje Kobiece Antenki do Wykrywania Testosteronu. –Miło cię było poznać Chadzie Cooperze- odparł, biorąc mnie za rękę, a ja wstałam, unosząc brwi. –Do zobaczenia- odparł tonem świadczącym, że wolałby już więcej nie spotkać „Chada Coopera” i pociągnął mnie za sobą. Przez chwilę szłam za nim zbaraniała, a potem uświadomiłam sobie, że zostawiłam na ławce telefon. Powiedziałam o tym Harremu i wróciłam się. O dziwo, „Chada Coopera” tam nie było. Wzięłam swój telefon i już miałam wracać, gdy moją uwagę przykuło coś innego. A mianowicie mała karteczka z moim imieniem.
Charlie
Znam to pismo! Nie myśląc wiele, wzięłam karteczkę i zobaczyłam co jest napisane w środku.
Gratuluję wygranej. Zasłużyłaś. Swoją drogą, masz naprawdę cudowny głos. Mógłbym go słuchać w nieskończoność.

Książę na białym koniu
-Charlie, idziesz?- usłyszałam krzyk Harrego i pospiesznie schowałam karteczkę do kieszeni.
-Już!- odkrzyknęłam i ruszyłam w jego kierunku w wyraźnie lepszym humorze.

***

-… a ona na to: Przesadziłeś!- odparł Zayn. –Czaicie? Przesadziłeś!- powtórzył i wybuchnął śmiechem. –Bo ja właśnie przesadzałem drzewko i… to takie zabawne!- zapiał i ponownie zaczął się śmiać. Uniosłam brwi i spojrzałam na chłopców. Pływali z obojętnymi minami, jakby w ogóle nie usłyszeli „zabawnej” anegdotki
Zayna. Bo pewnie tak było. Pokręciłam głową i spojrzałam na Malika, który turlał się ze śmiechu po pomoście. Serio, to było takie zabawne! Czujecie ten sarkazm? Westchnęłam i wróciłam do wypatrywania rybek w jeziorze.
-Niezłe laski w bikini na pierwszej!- odparł Josh. –Uwaga, napinamy klaty!- dodał, a chłopcy, jak jeden mąż, wypięli wszystkie mięśnie. Oprócz Harrego, który pływał na plecach, wpatrując się w chmury, zupełnie niczym niezainteresowany. I oprócz Nialla, który akurat nurkował, bo gdzieś zgubił bransoletkę. No i oprócz Zayna, który wycierał łzy, trzymając się za brzuch. I jeszcze oprócz Louisa, który z dziwną miną patrzył na swój zegarek. Podsumowując: napiął się tylko Liam i Josh.
-Przecież jest trzecia- zauważył Lou, a ja parsknęłam śmiechem.
-Mam ją!- krzyknął nagle Niall, wyskakując z wody i unosząc w ręce coś długiego. I… wijącego się?!
-Stary, to dżdżownica- odparł znudzony Harry, a Niall się wykrzywił i wrzucił robala z powrotem do wody. Sekundę później, był już pod wodą. Tymczasem, Liam i Josh, którzy zrobili się już czerwoni jak raki, nadal napinali mięśnie. Spojrzałam, zaciekawiona na grupę dziewczyn w strojach kąpielowych, które, kawałek dalej, rozkładały ręczniki i smarowały się balsamem. Wyglądało na to, że wyczyny naszych mięśniaków, nie robiły na nich większego wrażenia.
-Stary, już dłużej nie wytrzymam!- sapnął Josh i ponownie zanurzył się w wodzie po ramiona. Liam po chwili zrobił to samo.
-Jak przyjemnie- zamruczał, zamykając oczy. –Do pełni szczęścia brakuje mi tylko zimnego soku
-Ja to bym zjadł banana- oznajmił Harry, a ja nadal wypatrywałam rybek w wodzie. Usłyszałam bulgotanie z prawej strony. Oparłam się na rękach i nachyliłam nad wodą. Zacisnęłam palce na pomoście, by nie wpaść do jeziora. Zobaczyłam jak coś porusza się przy dnie. Jakby coś żółtego. Nachyliłam się bardziej, by lepiej widzieć. Coś błysnęło, a ja zmarszczyłam brwi. Nagle, jakiś wielki cień zaczął się wynurzać. O wiele za duży
na małą rybkę.
-Co do…?- mruknęłam, gdy nagle jakiś wielki stwór wyskoczył z wody, a ja krzyknęłam, odskakując w tył. Chłopacy spojrzeli na mnie zaskoczeni, a spod pomostu usłyszałam znajomy rechot. Zmarszczyłam brwi. Nachyliłam się i spojrzałam na ciemną wodę, pod pomostem. Z jeziora wystawała głowa Nialla. Rechotał tak głośno, że Zayn zaczął się rozglądać z niepokojem. –Horan! Cymbale! Chcesz żebym padła na zawał?- zawołałam, a on tylko zanurkował i po chwili pojawił się obok Harrego. Ten, niczego nieświadomy, nadal oglądał chmury. Horan jednym, szybkim ruchem zdjął szorty Harremu i wyskoczył z wody, rechocząc. Styles od razu się zasłonił, rumieniąc się, ku wielkiej uciesze chłopaków, którzy śmiali się tak głośno, że zwrócili uwagę obozowiczów, kręcących się wokół jeziora. Nie minęło pięć sekund, a wszyscy wskazywali na Harrego i śmiali się z niego głośno. Zachichotałam, ale gdy ponownie spojrzałam na Stylesa, przestałam. Był czerwony, a minę miał jakby chciał się zapaść pod ziemię. Rozglądał się dookoła, zakrywając goliznę rękoma. –Dobra, wystarczy- odparłam, ale chłopacy mnie nie słuchali. Louis, Josh i Liam, nieśli na rękach Nialla, a ten uniósł w górę kąpielówki Harrego, krzycząc:
-Mam gacie Harrego! Mam gacie Harrego!
-Hej! Wystarczy!- krzyknęła, ale oni mnie nie usłyszeli, bo zawędrowali na środek jeziora, a wszyscy im klaskali i śmiali się. Harry nadal stał w tym samym miejscu, nie widząc co ze sobą zrobić. Zmarszczyłam brwi, szybkim ruchem zdjęłam bluzkę i buty i wskoczyłam do zimnej wody. Walcząc z silnymi drgawkami i wodą, podpłynęłam jakoś do chłopców. I wrzuciłam Nialla do wody. Ten wynurzył się po sekundzie i pisnął z zimna. Wzięłam czerwone szorty Harrego, które wypuścił i, nadal nie wiem jak, podpłynęłam do niego. Bez słowa podałam mu szorty, a on szybko je założył, wyszedł z wody i gdzieś poszedł. Zgarnęłam swoje rzeczy i spojrzałam morderczym wzrokiem na Zayna, który właśnie wyciągał papierosa. Wywrócił oczami i go schował.
-Jeju, Charlie, jesteś strasznie natrętna- mruknął.
-Nie ma za co- fuknęłam. –W końcu tylko ratuje ci życie!
-A temu co?- wysapał Niall, opierając się na pomoście. Spiorunowałam go spojrzeniem, a on cofnął się odrobinę.
-No nie wiem- odparłam. –Może to, że go rozebrałeś i ośmieszyłeś na oczach wszystkich?!- warknęłam, a Niall spoważniał.
-Jak ty to mówisz, to brzmi tak jakoś poważnie- wymamrotał, spuszczając głowę. Prychnęłam i pokręciłam głową.
-Cymbały!- rzuciłam na odchodnym, zarzuciłam włosami i podążyłam po mokrych śladach, które prowadziły do schowka z przebraniami.

***

Niepewnie pchnęłam drzwi z napisem „Nie wchodzić” i weszłam do środka.
-Harry?- zapytałam, ale odpowiedziała mi cisza. Przez chwilę błądziłam wzrokiem po wnętrzu, nie mogąc go dostrzec pomiędzy tonami ubrań, peruk, kosmetyków, wieszaków i akcesoriów. Dopiero po chwili zauważyłam czuprynę ciemnych loków, między ścianą, a wieszakami z przebraniami. Uśmiechnęłam się i podeszłam tam. Siedział na ziemi, patrząc na wykładzinę. Usiadłam obok niego i przez chwilę przyglądałam się mu w milczeniu. Zaraz, czy on… Zmarszczyłam brwi, przyglądając mu się baczniej. Chłopak widząc to, otarł szybkim ruchem twarz. –Ty płaczesz?- zapytałam, zaskoczona. Harry pociągnął nosem i pokręcił głową. Przysunęłam się do niego i oplotłam ręce wokół jego ramienia. –Harry, co się stało?- szepnęłam, patrząc na jego profil. Miał zmarszczone brwi i wyglądał jakby był na siebie zły, że płacze. Faceci. Przez chwilę milczał, patrząc przed siebie zaczerwienionymi oczami.
-Po prostu, gdy stałem w wodzie bez ubrań…- zaczął nagle. –pomyślałem o tych wszystkich afrykańskich dzieciach, które nie mają ubrań i zrobiło mi się bardzo smutno- odparł, pociągając nosem. Uniosłam brwi. O nie, co to, to nie. Nie takie numery ze mną, panie Styles.
-Nie bajeruj mnie tutaj- mruknęłam, a Harry się zaśmiał i starł łzy. Ponownie milczał przez chwilę, wpatrując się w dal. Czekałam cierpliwie, do niczego go nie zmuszając. Powie, gdy będzie chciał.
-Kiedyś pojechaliśmy szkolną wycieczką na basen- uśmiechnął się. –Jechało pełno dzieciaków, chyba cała szkoła. Było strasznie gorąco, więc każdy nie mógł się już doczekać- odparł, a ja wpatrywałam się w jego profil, jakbym mogła wyczytać z niego odpowiedzi na moje pytania. –Bawiłem się świetnie, do czasu. Do czasu aż banda przygłupich chłopaków ze starszej klasy nie ściągnęła mi kąpielówek. Stałem w tej wodzie zupełnie goły, a każdy się ze mnie śmiał. Czułem się strasznie. Totalnie upokorzony i zupełnie nagi- zacisnęłam dłonie na jego ramieniu. Gdybym tylko dorwała te dzieciaki, to bym im normalnie… Ugh! Nie obchodzi mnie to, że są ode mnie o kilka lat starsi. Skrzywdzili Harrego, a ja chcę skrzywdzić ich! –Więc zwędziłem kółko jakiemuś dzieciakowi, zakryłem się nim i zwiałem. Schowałem się w jakimś schowku na szczotki i siedziałem tam płacząc, tak długo, aż nie znalazła mnie nauczycielka- westchnął, a ja jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w niego w milczeniu. Spuścił smętnie głowę. Bez słowa, przytuliłam go mocno. Po chwili odwzajemnił uścisk.
-Najchętniej rozkwasiłabym tym wrednym dzieciakom twarze i skopała tyłki- odparłam, a Harry zaśmiał się cicho.
-Teraz masz okazję to zrobić- mruknął, a ja odsunęłam się od niego odrobinę i spojrzałam na niego zdziwiona.
-Co masz na myśli?
-Są tu, na obozie- odparł, a ja uniosłam brwi. Serio? –W twojej grupie- SERIO? Czyli wtedy, podczas bitwy na głosy, Harremu nie zrzedła mina, bo byliśmy tak dobrzy. Jemu zrzedła mina, bo zobaczył tych osiłków.
-Nazwiska- mruknęłam, marszcząc brwi i już obmyślając plan tortur. Harry pogładził mnie na ręce i spojrzał na mnie.
-Charlie…
-Nazwiska- przerwałam mu z zawziętą miną, a on westchnął. Spojrzał na mnie, unosząc brwi, ale ja nie zmieniłam miny.
-Dean Milano, William Floyd i Phil Anthony- wymamrotał, a ja się uśmiechnęłam. Z tego co kojarzę, to trójka osiłków, wyglądających jakby nie przewyższała inteligencją hot-doga w bułce. Że też tacy ludzie mają talent muzyczny.
-Dziękuję- odparłam i ponownie go przytuliłam. –Misiaczku- dodałam, chichocząc, a Harry wywrócił oczami.
-Jeśli komuś o tym powiesz, to cię uduszę- mruknął, a ja się uśmiechnęłam i cmoknęłam go w policzek.
-Spokojna głowa. Będę milczeć jak grób- zapewniłam go, ale Harry spojrzał na mnie, nieprzekonany.
-Charlie, proszę…
-Nikomu nie powiem- odparłam z poważną miną.
-Obiecujesz?
-Obiecuję- kiwnęłam głową, a Harry uśmiechnął się lekko. Odsunęłam się od niego kawałek i dźgnęłam w bok. –A teraz chodź na banana, Bananożerco

***

Po tym jak po bananie (Harry nie powiedział nic zboczonego patrząc jak jem banana, żadnego żartu, dziwnego spojrzenia, nic!) wróciliśmy do domu, chłopacy z wielką skruchą bardzo przeprosili Stylesa i bum, cyk, sekund pięć, a wszyscy już się ściskaliśmy. Podczas, gdy chłopcy rozmawiali o jakimś meczu, ja
usiadłam przy stole, wzięłam kartkę, długopis i zaczęłam planować. Co by tu najpierw? Kolczatki, stado jeży, lew, krokodyl, czy skorpiony? A może węże? O, wiem! Pająki! Nikt nie lubi pająków! Chyba, że jest jakimś świrem i trzyma tarantulę w domu… FU. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym.
-Mała, co robisz?- zapytał Louis, przysiadając się do mnie i patrząc mi przez ramię na kartkę.
-Szkicuję
-Taaak?- przeciągnął. –To dlaczego to wygląda jak plan bitwy?- przestałam na chwilę rysować i spojrzałam na niego, unikając pytającego spojrzenia Harrego.
-Wydaje ci się- odparłam i wróciłam do szkicowania. Louis nadal gapił się na kartkę. No nic. Wracając do knucia tortur. Mogę ich zamknąć w schowku na stroje, przypadkiem zakluczyć i wyłączyć w schowku prąd. Ciekawie ile by tam siedzieli zanim ktoś, by ich znalazł?
-Wcale nie. Przecież widzę wyraźnie, że te krzyżyki to miejsca, a te kółka to osoby- zamrugałam kilkakrotnie, wytrącona z zamyślenia przez Louisa. –Kto to D.M., B*.F. i P. A.?- zapytał, a ja spojrzałam na niego, starając się wymyślić coś racjonalnego, bo reszta zaczęła nam się przysłuchiwać.
-Delikatesowa musztarda, bułka francuska i parówka amerykańska- odparłam. –Chcę zrobić hot-dogi- dodałam. Jestem geniuszem. Jeju, jak ja chcę przybić sobie piątkę.
-Ah, okej- uśmiechnął się i wrócił do pisania z Elką. Odetchnęłam i spojrzałam na chłopaków. Josh musiał wracać, więc nikt nie bębnił we wszystko co popadnie. Liam, Niall i Harry siedzieli na jednym łóżku, grając w karty i gadając o ostatnim meczu, eee, czegoś tam. Chwileczkę. Kogoś brakuje. Zmarszczyłam brwi.
-Gdzie Zayn?
-Mówił coś, że musi zadzwonić do Willow- mruknął Liam, wykładając kartę ze swojej talii i pokonując Nialla, który jęknął niezadowolony. Hm, dziwne.
-Przecież tu nie ma zasięgu- zauważyłam. –Musiałby wejść na jakieś wysokie drzewo, albo wypłynąć na środek jeziora żeby…- urwałam nagle, a wszyscy spojrzeli na mnie robiąc duże oczy. W jednej sekundzie wszyscy poderwaliśmy się na nogi i wybiegliśmy z chatki wrzeszcząc:
-ZAYN!

***

Tak jak myśleliśmy, Zayn siedział w łódce. Na środku jeziora.
-ZAYN!- wrzasnęłam, ale on mnie nie usłyszał. Wychylał się pod niebezpiecznym kątem, wyciągając telefon w górę. Zdążyliśmy dobiec do brzegu, gdy on nagle PLUM! Już był w wodzie.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Ja nie umiem pływać! Pomocy!!!- Liam, Harry i Louis, zdjęli pospiesznie koszulki i buty i wskoczyli do wody. Ścisnęłam mocno rękę Nialla, patrząc jak Zayn szamocze się i próbuje utrzymać na powierzchni wody, ale średnio mu to szło. Nie dziwie się. Na środku jeziora jest cholernie głęboko. -Chłopacy! Szybko! Topie się!
-Jak zawsze, bardzo spostrzegawczy- mruknął Niall, a ja trzepnęłam go w ramię. –Ała! No co?- nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam przerażona, jak chłopacy podpływają do Zayna i holują go w stronę brzegu. Po chwili wszyscy już byli na brzegu. Cali i zdrowi.
-Dzięki- Zayn nie zdążył jeszcze odsapnąć, a ja rzuciłam się na niego i bardzo mocno przytuliłam. –Charlie! Miażdżysz mi żebra!- sapnął, a ja od razu go puściłam.
-Wybacz- wymamrotałam. –Nic ci nie jest?- Zayn pokręcił głową i wylał wodę z buta. A ja, bez ostrzeżenia, walnęłam go w głowę.
-Ał! Za co?!- jęknął, masując sobie czaszkę.
-Za twoją głupotę- fuknęłam. –Mogłeś się utopić!
-Macie pożyczyć telefon? Chciałem zadzwonić do Willow, a mój się zalał- odparł, olewając mnie i patrząc z nadzieją na chłopaków. On jeszcze nie skumał, że prawie się utopił?!
-Zayn, ty prawie utonąłeś- odparłam, a on spojrzał na mnie przelotnie.
-Oczywiście- mruknął. –Więc?- zwrócił się do chłopaków, a ja pacnęłam się w czoło. 
-W jeziorze, Zayn! W wodzie! Rozumiesz?!- Zayn spojrzał na mnie, marszcząc brwi, a potem na jezioro. Przez chwilę milczał, a potem złapał się za głowę.
-Prawie utonąłem! W jeziorze!- pisnął, a ja wywróciłam oczami. –Charlie, w jeziorze!- przytulił się do mnie, a ja westchnęłam.

***

Gdy dotarliśmy do domu, Zayn wciąż mnie przytulał. Puścił tylko na chwilę, by przebrać się w coś suchego. Ja też musiałam przebrać się w coś suchego, bo mnie całą zmoczył, skubaniec. A wiecie co jest w tym najzabawniejsze? Że Zayn powiedział, że nie chce sam spać, bo się boi. A gdy chłopacy mu zaproponowali, że połączą łóżka, powiedział, że żaden facet nigdy nie wejdzie do jego łóżka. Dokładnie tak powiedział. Zgadnijcie kto musi z nim spać. W JEDNYM łóżku. Ta, ja. Super, co nie? Jakoś bym to wytrzymała, gdyby on mnie wciąż tak nie ściskał i nie mamrotał przez sen. Boże, jakie to wkurzające!
-Charlie, to mój kurczak! Nie, nie oddam go! To moje!- westchnęłam, patrząc na mamroczącego Zayna, który przytulał się do mnie, jak do jakiegoś wielkiego pluszowego misia. Ta, zapowiada cię dłuuuga noc.

_____________________________________________________________________

Długo mnie nie było- wybaczcie. Po prostu ten gorąc sprowadził na mnie takiego lenia, że wyrobić nie można. No nic. 
Mam nadzieję, że się podobało.
Do następnego.


*Bill- skrót od William.