czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 34

**Rozdział 34**


O nieludzko wczesnej godzinie obudziła mnie trąbka. Zdziwiłam się tak bardzo, że zaplątana w kołdrę, spadłam na ziemię z wielkim hukiem. Co, do cholipki, robi trąbka w moim pokoju?! Momencik… Przetarłam zaspane oczy i rozejrzałam się po pokoju. Oczywiście to nie był mój pokój. To była moja sypialna w jednym z obozowych domków w Ontario w Kanadzie. Cholipka. Byłam w innym kraju, w samym środku lasu w towarzystwie tych pięciu przygłupów, co niedługo miało się zmienić, bo dzisiaj mają przyjechać wszyscy obozowicze. Cudownie. Wiecie co? Chyba napiszę o tym książkę. O tym i o całym moim życiu. I nazwę ją… hm. Szalony świat Charlie. Tak, to idealna nazwa. Całkiem niezły pomysł. Co wy na to?
-Charlie, wstawaj leniu, bo jak nie to cię zje niedźwiedź albo, co gorsza, Niall! Wstawaj, obóz czas zacząć!- krzyknął Lou zza ściany. Mruknęłam coś pod nosem i, opatulona kocem, zamknęłam oczy, chcąc się jeszcze trochę zdrzemnąć. Marzenie ściętej głowy. Gdy tylko zamknęłam oczy, chłopacy zaczęli krzyczeć i skakać po łóżkach:
-Muzyczny obóz Monrowa! Muzyczny obóz Monrowa! Muzyczny obóz Monrowa!
-Pojedź z nami na obóz Charlie, mówili. Będzie fajnie, mówili- mruknęłam pod nosem, cytując chłopaków.
-Najświętsza Matko Tłuszczowa, niech oni się zamkną- jęknęłam, wyplątując się z kołdry. Oni nigdy się nie zamkną. Oni nie mówią tylko wtedy, gdy jedzą i śpią. Chociaż nie, cofam to. Oni nawet wtedy mówią. Zrezygnowana, podniosłam się i wygrzebałam z torby kosmetyki i ręcznik. Na stopy włożyłam klapki, a włosy związałam w wysoki kucyk. Gdy z zamachem otwarłam drzwi, zastałam istny chaos. Niall skakał po łóżku owinięty kocem i krzyczał, że jest Zeusem i mamy przed nim klękać, Lou gonił biedną wiewiórkę, która chyba weszła przez okno, Zayn wymachiwał wiosłem z dziwną miną (nie mam pojęcia skąd je wziął), Liam wlazł na stół i krzycząc zaczął odwalać striptiz i ruszać się jak tancerka go go, Harry natomiast, ślizgał się po podłodze odziany tylko w skarpetki i dwie poduszki, które zasłaniały to, co nie powinno być pokazywane w szerszym gronie. Uniosłam brwi, a w tym samym momencie Liam ściągnął gacie i cisnął nimi w biedną wiewiórkę.
-Charlie!- krzyknął zaskoczony Lou, a chłopacy zamarli jak posągi. Liam zdążył się zasłonić i spalić buraka, a Harry wyszczerzyć zęby w niewinnym uśmieszku. Uniosłam brwi.
-Jesteście dziwni- skwitowałam, podeszłam do wiewiórki uwięzionej w bieliźnie Liama, wypuściłam ją na wolność i nie odzywając się wcale, wyszłam z domku i podążyłam do łazienek. Tsa, łazienki mamy na zewnątrz. A kabiny prysznicowe są prawie całkowicie odsłonięte. Jak to na obozie. Nie ma to ja prywatność, co nie?

***

Obozowicze zaczęli się zjeżdżać, a my siedzieliśmy w stołówce i jedliśmy „przepyszne” śniadanko. Grzebałam w swojej jajecznicy z proszku i chrupałam grzankami z proszku, popijając to mlekiem z proszku. Dużo tego proszku. Chwila… chyba właśnie na coś wpadłam. Genialne!
-Co wy na to, żeby stworzyć wodę z proszku?- wypaliłam nagle, a chłopacy spojrzeli na mnie dziwnie. –No wiecie. Wsypujecie proszek do szklanki, zalewacie to wodą i violá! Macie wodę!- odparłam pełna entuzjazmu i spojrzałam na chłopaków. Niall pokiwał energicznie głową, Zayn parsknął śmiechem, a reszta uniosła brwi. –Momencik… cholipka!- mruknęłam, zdając sobie sprawę, że to nie ma sensu. A już myślałam, że zrewolucjonizuje tym świat. Muszę wymyślić coś innego. –A gdybym napisała książkę o moim życiu i zatytułowała ją Szalony świat Charlie?- zapytałam, a chłopacy nie uraczyli mnie odpowiedzią. Może to i lepiej.
-Już nie mogę się doczekać rozpoczęcia obozu- odparł Liam, uśmiechają się.
-Taa i te wszystkie seksowne laski, które tu przyjadą- westchnął Niall z rozmarzoną miną, a my parsknęliśmy śmiechem. Niall Podrywacz? To zupełnie do siebie nie pasuje. Zupełnie jak Różowa Laleczka Charlie albo Brzydki Harry. Totalna abstrakcja. –No co? Że niby nie umiem nikogo poderwać?- fuknął blondynek, marszcząc brwi. Odchrząknęłam, uznając, że będzie lepiej jak nie będę się wtrącać.
-Nikt niczego takiego nie powiedział, stary- zauważył Zayn z głupawym uśmieszkiem, a chłopacy znowu się zaśmiali.
-Dobra. Przekonamy się. Poderwę pierwszą laskę jaka tu wejdzie- odparł Niall marszcząc zawzięcie brwi i krzyżując ręce na piersi. Muszę to zobaczyć. Chłopacy zachichotali, gdy nagle do stołówki weszła niska, szczupła dziewczyna o rudych włosach, a zaraz za nią patyczkowata szatynka i pulchna brunetka. Horan spojrzał na blondynkę i przełknął nerwowo ślinę.
-No dalej Niall! Idź ją poderwać!- ponaglił go Harry, a Lou i Zayn wypchnęli go z ławki. Horan potknął się i  niepewnie ruszył ku dziewczynie.
-Muszę to zobaczyć- odparł Lou chichocząc i podążył za Niallem. W ślad za nim poszła reszta. I nie minęło pięć sekund, a my staliśmy jakieś pięć metrów od niej, udając, że jesteśmy szalenie zainteresowani i całkowicie pochłonięci jakimiś ulotkami z psią karmą. Horan zatrzymał się kilka metrów od dziewczyny i
zesztywniał z otwartą gębą i wielkimi oczyma. I stał tak i stał i stał, gapiąc się na nią, prawie, że z językiem na wierzchu. Co się z nim stało? Jeśli ta dziewczyna się obejrzy, zobaczy go i nieźle się wystraszy.
-Poproszę podwójną porcję. Jestem strasznie głodna- odparła dziewczyna uśmiechając się ujmująco do kucharki. Kobieta w fartuchu spojrzała zdziwiona na drobniutką i niziutką dziewczynę i bez słowa nałożyła jej ogromną porcję jajecznicy i grzanek. Ona uśmiechnęła się szeroko i ruszyła do stolika, gdzie siedziały już jej koleżanki. Teraz mogłam się jej lepiej przyjrzeć. Uniosłam zdziwiona brwi. Niall miał strasznego farta. Ta dziewczyna była prześliczna! Była taka filigranowa, miała malutkie dłonie, śliczne paznokcie pomalowane na zielono, cudowne, długie rude włosy, które były proste i puszyste (wyglądały jakby były naturalne!), ładne, pełne usta, śliczny, malutki nosek, na którym było pełno piegów (zupełnie jak pod oczami) i te ogromne, radosne, zielone oczy. Jedno słowo: cu-do-wna! Podczas, gdy ja zachwycałam się nad jej cudownymi szortami z dżinsu z wysokim stanem, Liam zwinął ulotkę w kulkę i cisnął nią w zbaraniałego Nialla. Ten ocknął się, zamrugał, odchrząknął i podszedł do ślicznej dziewczyny. A my wytężyliśmy słuch i nie rzucając się nikomu w oczy, udawaliśmy, że podziwiamy strasznie brzydki obraz przedstawiający staruszkę siedzącą w kapciach na bujanym fotelu i czyszczącą strzelbę. 

-Cześć- odparł Niall, a dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się uroczo, ukazując przesłodki dołeczek w lewym policzku. Może to dziwnie zabrzmi, ale dosłownie widziałam jak cała pewność siebie i luz ulatują z Nialla i szybują pod sufit.
-Cześć- odpowiedziała melodyjnym głosem. Najświętsza Matko Tłuszczowa! Ona ma brytyjski akcent! To Brytyjka! Victoria! To Brytyjka!
-Em…- wybąkał Niall, gapiąc się na nią głupkowato.
-Mam na imię Effie, ale nie lubię tego imienia, więc wszyscy mówią do mnie May- odparła, uśmiechając się nieśmiało. Nawet jej imię jest słodkie!
-Dlaczego? Effie to bardzo ładne imię. Podoba mi się- wymamrotał Niall, a May zarumieniła się odrobinkę. Awwww, czyż ona nie jest słodka? Jest słodka od stóp do czubka głowy! –Jestem Niall- przedstawił się Horan uśmiechając się równie nieśmiało, co ona.
-Zawsze chciałam mieć chłopaka o imieniu Niall- przyznała May i oboje zarumienili się, uśmiechając się do siebie. Awwww, jak słodko! May i Niall stali tak przez chwilę i patrzyli na siebie w ciszy. W końcu Niall odchrząknął, przerywając niezręczną ciszę.
-Chciałem cię zapytać, czy…- urwał nagle, drapiąc się po głowie, by zająć czymś ręce. May uniosła zaciekawiona brwi i uśmiechnęła się szerzej. –Czy mogłabyś… eeemmm… dać mi jedną grzankę? Zgłodniałem- wypalił Horan spalając cegłę, a odrobinę zdziwiona May uśmiechnęła się i poczęstowała blondyna grzankami. Co ty wyprawiasz Horan?!
-Jasne, bierz
-Dzięki- wymamrotał Niall i z grzanką w ręce podszedł do nas, klepiąc się po czole i mrucząc pod nosem, jakim wielkim jest idiotą. Chłopacy zaczęli się z niego śmiać, a ja, posyłając przepraszające uśmiechy w stronę stolika, przy którym siedziała May z koleżankami, wypchnęłam chłopaków przed wielką stołówkę, która tak w rzeczywistości była wielką stodołą.
-Podrywacz Niall, hę?- zażartował Lou, unosząc brwi, a chłopacy zaśmiali się kolejny raz. Zmarszczyłam brwi i położyłam dłonie na biodrach.
-Kupimy ci koszulkę „Największy podrywacz w Anglii”!- parsknął Zayn, a reszta mu zawtórowała. Wywróciłam oczami i spojrzałam w głąb stołówki, na May. Siedziała uśmiechnięta i wypiekami na twarzy mieszała w swojej jajecznicy. Nagle przestała być głodna? Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam karcąco na chłopaków. Podeszłam do Nialla, objęłam go w pasie i uniosłam wyzywająco brew.
-Przestańcie się z niego wyśmiewać. Przecież wykonał zadanie celująco- odparłam, a chłopcy zdziwili się i spojrzeli na May.
-Że niby co?- zaskrzeczał Harry, unosząc brwi.
-Że niby co?- pisnęła reszta.
-Że niby co?- wypalił Niall, wytrącając się z transu, robiąc duże oczy. Westchnęłam, czując na sobie zszokowane spojrzenia pięciu par oczu.
-Serio jesteście tacy głupi, czy tylko udajecie?- mruknęłam. –Przecież na kilometr widać, że Niall spodobał się May! Spójrzcie tylko na nią!- odparłam, wskazując na rozmarzoną dziewczynę. Chłopacy podążyli za moim wzrokiem, robiąc dziwne miny. –Siedzi taka rozmarzona, zarumieniona i nawet nie tknęła swojego śniadania! A przecież była taka głodna. Jeśli nie myśli teraz o Niallu, to ja nazywam się Sherlock Holmes!
-Misiu, a skąd wiesz, że ona teraz myśli o Niallu?- zapytał Zayn, patrząc na mnie. Westchnęłam.
-To po prostu widać- mruknęłam, a chłopacy pokręcili równo głowami.
-Ja tam nic nie widzę- stwierdził Liam, wzdrygając ramionami.
-Ja też- dodał Lou, a Harry pokiwał głową. Po chwili cała czwórka, bez słowa ruszyła do naszego domku. A Niall nadal stał w tym samym miejscu i gapił się tępym wzrokiem na May.
-Stary, idziesz?- zawołał za nim Harry, a Niall ocknął się i pognał do chłopaków. Westchnęłam po raz kolejny i pokręciłam głową.
-Faceci- mruknęłam, wywracając oczami i ruszyłam za chłopakami.

***

-Siedźcie tu, do rozpoczęcia obozu. Wejdziecie na mój znak- odparł Matt, podchodząc do drzwi, a my kiwnęliśmy zgodnie głowami. –A, zapomniałbym. Nikt nie może was zobaczyć, więc nie zwracajcie na siebie uwagi- dodał, posłał nam uśmiech i zniknął. Cholipka. Odczekaliśmy chwilę, aż Matt oddali się od naszej chatki. Potem poderwaliśmy na gwałtownie na równe nogi i wybiegliśmy z domku na zbicie karku.
-LOU!- krzyczeliśmy jak ostatnie debile. Po chwili biegu, zatrzymaliśmy się w krzakach, by złapać oddech i obmyślić jakiś plan.
-Cholera. Gdzie on poszedł?- mruknął Liam, marszcząc brwi. Wzdrygnęłam ramionami.
-Ostatnio widziałem go przy rzece, jak majstrował coś przy drzewie- odparł Harry, a my spojrzeliśmy na siebie przestraszeni. Mieliśmy nie zwracać na siebie uwagi. Siedzieć cichutko jak mysz pod miotłą i nie rzucać się nikomu w oczy. Mieliśmy. Ale Lou tego nie wiedział. Więc paradował po obozie w czerwonych szortach i wykrzykiwał różne dziwne rzeczy, zwracając na siebie uwagę wszystkich przyjezdnych. Miał papierową torbę na głowie, więc może nikt go nie rozpoznał. Oby. Miejmy nadzieję, że wszyscy uznają, że to jakiś dziwak, a nie Louis Tomlinson z One Direction.
-Szlag! Przecież jezioro jest praktycznie w samym centrum obozu, a wokół niego kręci się dużo osób- odparł Liam, a ja zmarszczyłam brwi.
-Jakim cudem mamy się tam dostać i zaciągnąć Lou z powrotem do domku, nie rzucając się nikomu w oczy?- zapytał Niall, a wszyscy zaczęli główkować. Chwileczkę…
-Musimy się jakoś przebrać- zauważył Zayn.
-Niby jak? Nie mamy żadnych kostiumów, ani nic takiego- mruknął Harry, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Ja wiem skąd możemy je wziąć- odparłam, uśmiechając się diabolicznie, a chłopacy spojrzeli na mnie z lekkim niepokojem. I słusznie.

***

-Słońce, skąd wiedziałaś o tym schowku?- zapytał Niall, wkładając na głowę siwą perukę podstarzałego biznesmana i przyklejając pod nos siwy wąsik. 
-Natknęłam się na niego, gdy szłam na stołówkę. Miał na drzwiach napis „Nie wchodzić”, więc weszłam- odparłam, wzdrygając ramionami, a Zayn posłał mi uśmiech.
-To takie naturalne- stwierdził Malik, śmiejąc się.
-W świecie Charlie jak najbardziej- dodał Harry, a ja pacnęłam go w ramię. Ten tylko się zaśmiał i cmoknął mnie w policzek. Wywróciłam teatralnie oczami i poprawiłam na głowie perukę z blond puklami.
-Jak wyglądam?- zapytał Zayn, odwracając się do nas. Na głowie miał perukę z blond dredami, na nosie zielone okulary przeciwsłoneczne, a między palcami skręcony papierek przypominający jointa. –Pokój, miłość i trawka- odparł, zmienionym głosem, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-A ja?- Liam wyskoczył na środek z blond peruką, różowym ściągaczem na głowie.
-Wyglądasz jak kiepski choreograf- stwierdził Harry, nakładając na włosy brylantynę, robiąc przedziałek na środku i poprawiając swoje ogromne okulary na nosie. Zachichotałam i namalowałam sobie pieprzyk nad
wargą, na prawym policzku. Włożyłam na nos ogromne podróbki okularów od Chanell i przejechałam po ustach rażąco różową pomadką. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, a chłopcy stanęli nade mną, robiąc duże oczy.
-Zupełnie jak Paris Hilton- odparł Niall, gładząc wąsa. Wstałam i odwróciłam się do chłopaków. Hm, czegoś brakowało.
-Wyglądamy całkiem nieźle, ale brakuje nam ubrań- mruknęłam, i nie zdążylibyście powiedzieć „głupia dziedziczka”, a my już zanurkowaliśmy w wieszakach pełnych ubrań i zaczęliśmy się przebierać.

***

Dotarliśmy do jeziora nie zwracając na siebie zbyt dużej uwagi. Usłyszałam za sobą seksistowskie gwizdy i wykrzywiłam się poprawiając swoją megakrótką, megaobcisłą i megaróżową sukienkę i białą torebkę z pluszowym psem w środku. Harry naciągnął wełniany bezrękawnik w rąby o objął mnie ramieniem, posyłając ostrzegawcze spojrzenia tamtym kolesiom. 
-Szybciej!- pospieszył nas Zayn, człapiąc zabawnie z zielonych bojówkach.
-Łatwo ci mówić!- fuknęłam, grzęznąc różowymi, dwunastocentymetrowymi szpilkami w miękkim piasku.
-Te spodenki strasznie mnie piją!- szepnął Liam, starając się trochę opuścić swoje króciutkie, dżinsowe szorty z wysokim stanem i poprawić swoją różową bluzę, by nie wyglądać tak gejowsko. Sory stary, to niemożliwe.
-A ten garnitur jest na mnie za wielki!- jęknął Niall, który w granatowym garniturze wyglądał, jak ziemniak w worku. Zachichotałam, jednak po chwili zamilkłam, prawie łamiąc sobie obcas. Cholipka. Harry objął mnie mocniej, a ja posłałam mu wdzięczny uśmiech. Hm, w tych szpilkach byłam od niego wyższa. O wiele wyższa. Już miałam zacząć jęczeć, że te buty mnie strasznie piją, gdy nagle dostrzegłam znajome, czerwone szorty, na ogromnej wierzbie nad jeziorem. Uniosłam brwi, poprawiłam okulary i zarzuciłam blond włosami do tyłu. Może to trochę dziwnie zabrzmi, ale w tym przebraniu czułam się o wiele pewniej. Co nie znaczy, że zacznę się tak ubierać. O nie. W życiu.
-Hej L… ty na drzewie!- krzyknął Zayn, a Lou odwrócił się do nas, mierząc nas badawczym spojrzeniem szaro-niebieskich oczu przez małe otworki w papierowej torbie na jego głowie. –Zejdź na dół!
-Niby po co?!- odkrzyknął Lou, westchnęłam. Czy ten człowiek nie może chociaż raz posłuchać kogoś innego? Czy to aż takie trudne? Liam odchrząknął i wziął sprawę w swoje ręce.
-Juhu! Chłopcze! Zejdź do nas! Mamy do ciebie sprawę!- wykrzyknął piskliwym głosem i zamachał ręką.
-Niby jaką?
-Biznesową!- krzyknął tym razem Niall i posłał mu zachęcający uśmiech biznesmana.
-Eeee, jakoś mnie to nie kręci!
-Mamy marchewki! Dużo marchewek!- zachęcał go Harry, wymachując rękoma.
-Dzięki. Mam swoje!- odkrzyknął Lou, wyciągając z kieszeni marchew i wgryzając się w nią. Wywróciłam oczami. Kiedyś zwariuję przez tego człowieka. Westchnęłam, wyciągnęłam z torebki różową pomadkę, lusterko i poprawiłam makijaż. Zacmokałam kilka razy, a chłopacy spojrzeli na mnie zaskoczeni.
-Nie wierzę, że to robię- mruknęłam pod nosem, podprawiłam okulary, zarzuciłam włosami i wyszłam kilka kroków na przód. –Hej ty!- wykrzyknęłam w stronę Louisa, uśmiechając się w najbardziej seksowny sposób w jaki umiałam. Jeśli chcesz ściągnąć faceta z drzewa, daj mu seksowną laskę. Lou zesztywniał, spojrzał na mnie, rozejrzał się dookoła, a potem znowu spojrzał na mnie.
-Że niby ja?- zapytał, wskazując na siebie. Zachichotałam.
-Pewnie, że ty!- odparłam. –Zejdź tu do mnie!- wykrzyknęłam, a Lou poruszył się lekko. I nic. Nadal tam siedzi. Zacisnęłam pięści. Za jakie grzechy? Tomlinson, żeby odkupić winy, będzie musiał mi usługiwać przez bardzo długi czas. Baaardzo długi. –Wyglądasz tak seksownie w tych szortach!- zaszczebiotałam, Harry się zakrztusił, a Lou w mgnieniu oka zeskoczył z drzewa i podbiegł do mnie.
-Doprawdy?- zamruczał, poruszając flirciarsko brwiami. Uśmiechnęłam się do niego, pacnęłam go w tył głowy i pociągnęłam za sobą, krocząc wściekle. Lou potykał się do chwila i ledwo za mną nadążał. –Ej, co jest grane?
-A o Elce, to już zapomniałeś?- warknęłam, posyłając mu wściekłe spojrzenie. Po chwili dobiegli do nas chłopacy, a Lou spojrzał na nich dziwnie.
-Co tu się dzieje?- zapiszczał, wystraszony, a papierowa torba na jego głowie zniekształcała dziwnie jego drżący głos. Zatrzymałam się przed schowkiem na kostiumy i odwróciłam do niego, piorunując spojrzeniem.
-A to, że masz przerąbane, panie Tomlinson- warknęłam, a Lou cofnął się o krok i skulił. Widząc, jak Louis się trzęsie, zmarszczyłam brwi. Szybkim ruchem, ściągnęłam perukę i zdjęłam okulary, a Lou zesztywniał.
-Charlie?- wybąkał skołowany, a ja wściekła, ściągnęłam mu torbę z głowy. Chłopcy widząc jego zszokowaną, zdegustowaną i wystraszona minę, wybuchnęli śmiechem.
-Nie, Święty Mikołaj!- fuknęłam i kolejny raz trzepnęłam go w głowę. Zasłużył sobie.
-Ała! Za co?- Tomlinson, złapał się za bolącą głowę i spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Za twoją głupotę! Gdyby nie ty, nie musielibyśmy wciskać się w te głupie ciuchy, a ja nie musiałabym cię podrywać!- krzyknęłam i w ostatniej chwili powstrzymałam się od zdzielenia go w łeb. Lou spojrzał zdezorientowany na chłopaków, a ci znowu zachichotali.
-Matt kazał nam się nikomu nie pokazywać przed oficjalnym rozpoczęciem obozu. No wiesz, taka mała niespodzianka- odparł Niall, a Lou ponownie spojrzał na mnie z dziwną miną.
-Wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze?- zapytał z kwaśną miną. Oparłam ręce na biodrach i uniosłam brwi. –Że poleciałem na Charlie- jęknął, chłopacy znowu wybuchnęli śmiechem, a ja, trzasnęłam drzwiami garderoby, zostawiając tych przygłupów w tyle. Fu. Chyba po tym podrywaniu, będę musiała umyć usta piaskiem.

***

-A gwiazdą tegorocznego obozu jest… One Direction!- wykrzyknął Matt, a obozowicze (głównie obozowiczki) zaczęli krzyczeć, piszczeć i klaskać. Już miałam schować się pod kanapą, by nie musieć wchodzić z chłopcami na scenę, gdy nagle Harry, nie pytając mnie w ogóle o zdanie, przerzucił mnie sobie przez ramię i wszedł z resztą na scenę wcale nie zważając na moje protesty, krzyki i wyzwiska. I staliśmy tak, machając i uśmiechając się (czyt. chłopacy stali tak, machając i uśmiechając się, bo ja wisiałam na ramieniu Harrego i nie widziałam zupełnie nic, oprócz jego szerokich, wytatuowanych ramion i białej koszulki). I wszyscy, dosłownie wszyscy, gapili się na mój tyłek. Czułam to.
-Jeśli mnie zaraz nie postawisz, to obiecuję, że osobiście rozdam twój numer najbardziej napalonym fankom- zagroziłam, i już po chwili stałam na własnych nogach. Poprawiłam koszulkę i podniosłam głowę, by spojrzeć na tłum stojący pod sceną. Gdy zobaczyłam ilu ich jest, wytrzeszczyłam oczy. –Harry, weź mnie znów na górę!- szepnęłam, a Styles wywrócił tylko oczami i objął mnie ramieniem. Po chwili z głośników popłynęły pierwsze takty What Makes You Beautiful, tłum zaczął gwizdać, a ja jęknęłam w duchu.

***

Właśnie siedzieliśmy w stołówce, jedząc swój obiad składający się, prawdopodobnie, z kurczaka i sflaczałych frytek. Aż nagle, zupełnie niespodziewanie, w stołówce pojawił się jakiś ciemnowłosy chłopak opatulony walizkami, torbami, plecakami i futerałem na gitarę. Uniosłam brew, widząc jak zasapany rozgląda się po stołówce, a potem jak, uśmiechnięty od ucha do ucha, idzie w naszym kierunku. Momencik, on wygląda zupełnie jak… Nie, nie możliwe. Chyba oślepłam.
-Serwus!- zawołał uradowany, a chłopacy posłali mu miłe uśmiechy i skinęli na niego głowami. Zmarszczyłam brwi, uśmiechając się pod nosem.
-Wiesz, wyglądasz zupełnie jak mój gejowaty kumpel- odparłam zamyślona, a chłopak wytrzeszczył oczy. –Ale nie możesz być nim, bo on został w Londynie i pewnie teraz siedzi na dupie w tych swoich rureczkach i brzdąka na gitarze ze swoimi dziwnymi kumplami- stwierdziłam, wzdrygając ramionami, a chłopak aż otwarł usta. Niall zachichotał, Zayn zakrztusił się kurczakiem, a Lou opluł sokiem Harrego, Liama i mnie. Zupełnie przyzwyczajona do takich akcji wytarłam twarz i uśmiechnęłam się niepewnie do chłopaka. –Powiedziałam coś nie tak?
-Gejowaty?! Rureczki!?- pisnął oburzony. Chwileczkę. Zmarszczyłam brwi i przekrzywiłam głowę na bok, przyglądając się bacznie zszokowanemu chłopakowi.
-Jessy?
-Poprawka. Wkurzony Jessy. Przecież ja nie jestem ani trochę gejowaty i moje rurki są tak samo obcisłe jak rurki chłopaków!- odparł, wskazując na pewien zespół w ciszy pałaszujący kurczaka, a ja poderwałam się na równe nogi, prawie zrzucając przy tym z ławki Liama, pisnęłam uradowana i rzuciłam się na szyję chłopakowi.
-Jessy! Co ty tu robisz?- zawołałam, ściskając go mocno.
-C.A.C. Mówi ci to coś?- mruknął, wywracając oczami, a ja ponownie się uśmiechnęłam i znowu go uścisnęłam.
-Zostaw tu swoje rzeczy, bierz kurczaka i siadaj- odparłam, pomagając mu ściągnąć torby i patrząc znacząco na Harrego.
-Nie-e. Ja się stąd nie ruszam- odparł Styles, kręcąc przecząco głową. Spiorunowałam go spojrzeniem, jednak ten nawet nie drgnął. Westchnęłam męczeńsko, a Jessy położył mi rękę na ramieniu. Harry spojrzał dziwnie na Bortona i wrócił do jedzenia.
-Spoko Charls, mogę dostawić sobie krzesło- odparł Jessy wzdrygając ramionami i już chciał iść po krzesło do sąsiedniego stolika, gdy ja go zatrzymałam.
-Nie-e. Chcę żebyś siedział obok mnie i będziesz siedział obok mnie- mruknęłam, uśmiechnęłam się słodko i podeszłam do Harrego. –Harry prooooszę!- przeciągnęłam, ukazując dziurki w obu policzkach, co Harry zawsze uwielbiał. Wymiękał. Widziałam to. Styles westchnął i odsunął się ze swoim kurczakiem robiąc trochę miejsca Jessy’emu. Pogłaskałam po głowie Harrego, usiadłam obok Liama, a obok siebie posadziłam Jessy’ego, ku wielkiemu niezadowoleniu panicza Stylesa. Czy on zawsze musi być taki wybredny. –Więc- podjęłam pogawędkę, podczas, gdy wszyscy dziwnie milczeli, zerkając to na mnie, to na Jessy’ego, to na Harrego. Z kolei Styles gapił się w swojego niedogotowanego kurczaka. Dziwne. –Co ci odbiło!? Zachciało ci się nagle robić niespodzianki!?- fuknęłam, gromiąc Bortona spojrzeniem. Ten tylko się uśmiechnął, pałaszując kurczaka, jakby nie jadł od wieków. Bo może nie jadł. Może miał wredną stewardesę w samolocie, która nie chciała zwrócić na niego uwagi. Kto wie. Swoją drogą, nie lubię niespodzianek. Takie jak szczeniaczek, kotek, króliczek, inne słodkie zwierzątko, nowe spodnie, buty, czy inna część garderoby są dobrymi niespodziankami. Natomiast złymi- przeprowadzka, przyjazd wrednej ciotki, nowy partner/partnerka rodzica. Nie. Po prostu nie. Nie lubię ich i tyle.
-Wiedziałem, że w końcu na mnie nakrzyczysz- odparł Jessy bardzo spokojnym tonem i posłał mi głupawy uśmieszek. Mruknęłam coś pod nosem i zajęłam się swoim kurczakiem. Może jak zamknę oczy on przestanie być taki okropny? W końcu co z oczu to z serca.

***

-Jak można pomylić miłość z grypą?- westchnęła dziewczyna z rudymi lokami, a jej koleżanka zachichotała. No właśnie. Dziwne, nie? Aż mi się coś przypomniało. Kiedyś Harry, gdy siedzieliśmy w bibliotece i przeglądaliśmy książki, spojrzał na mnie, zrobił się zielony i popędził do łazienki. Potem wrócił z termometrem i co chwila mierzył sobie temperaturę. Myślałam, że był chory, ale temperaturę miał w normie. Potem zaczął się skarżyć, że boli go brzuch i serce i jęczał tak przez pół dnia. Potem przy kolacji nagle zesztywniał, spojrzał na mnie i, jak za dotknięciem magicznej różyczki, kolory mu wróciły i poczuł się o niebo lepiej. Nie mam pojęcia co to za dziwny wirus, na pewno nie grypa, ale ja nie chciałabym go złapać, patrząc na Harrego i jego bolączki. Przymknęłam oczy i zamajtałam nogami w przyjemnie zimnej wodzie. Wreszcie cisza i spokój. Na początku nie mogliśmy odpędzić się od fanów, ale potem jakoś przywykli do naszego towarzystwa i było w miarę okej. Do szpitala wywieźli tylko jedną dziewczynę! Ponoć ma wrócić jutro, bo już czuje się lepiej, a ten nagły napad astmy był niegroźny. Zdołałam się jakoś urwać chłopakom i znalazłam ciche i spokojne miejsce na drewnianym pomoście, przy brzegu jeziora. Uśmiechnęłam się zadowolona, czując ciepłe promyki na skórze i słysząc szeleszczącą delikatnie trzcinę. Gdy nagle usłyszałam, jak ktoś biegnie po pomoście, a potem HLUP! Wskoczył do wody. Zadrżałam, obryzgana zimną wodą i otwarłam oczy. Po chwili z wody wynurzyła się kudłata głowa (teraz zupełnie mokra), a spod kurtyny mokrych włosów patrzyły na mnie radosne, zielone oczy.
-Harry! Jestem przez ciebie cała mokra!
-Cześć- odparł, uśmiechając się szeroko i odgarniając włosy do tyłu. Wywróciłam teatralnie oczami i chlapnęłam go nogą. Ten zrobił oburzoną minę i odwdzięczył mi się tym samym. Nie minęło pięć sekund, a oboje chlapaliśmy się zimną wodą krzycząc, piszcząc i śmiejąc się, jak dwaj debile. –Dobra! Wygrałaś!- odparł Harry i używając swoich silnych ramion, podciągnął się i usiadł na pomoście. Przez chwilę gapiłam się, jak ostatnia idiotka na naprężone mięśnie na jego ramionach i plecach. To wyglądało tak… fajnie. Co nie znaczy, że lecę na napakowanych facetów. Lubię, gdy koleś ma ładne, umięśnione ramiona i brzuch, ale bez przesady. Ci dziwacy, którzy chodzą 8 razy w tygodniu na siłownię, wyglądają obleśnie. Bardzo obleśnie. Ale przecież odrobina ćwiczeń jeszcze nikogo nie zabiła, prawda? Zamrugałam kilkakrotnie oczami i spojrzałam na jezioro, by nie gapić się na ładny tors Harrego i te jego wszystkie tatuaże. Ogólnie lubię tatuaże, ale te chłopaków naprawdę mi się podobają. Są delikatne, ale przy tym męskie i takie, no ja
wiem… pociągające? Ta, coś w ten deseń. Podobają mi się ich tatuaże, a zwłaszcza te Harrego. Zwłaszcza te są pociągające. Zmarszczyłam brwi, nie mając pojęcia co się ze mną dzieje. Dosypali mi coś do tego kurczaka, czy co? –Krępuję cię?- zapytał nagle Harry, a ja parsknęłam śmiechem.
-Nie, no co ty. Wiele razy widziałam cię praktycznie bez ubrań, więc zdążyłam się przyzwyczaić- odparłam, odwracając się do niego i zatrzymując wzrok na chwilę na jego klacie. Boże! Zaczynam się siebie bać. 
-Jasne- mruknął Harry, uśmiechając się głupio. Wywróciłam oczami i wzięłam jego rękę, by kolejny raz obejrzeć jego tatuaże i zająć czymś ręce, oczy i głowę. Przejechałam palcem po zewnętrznej stronie jego nadgarstka po napisie „I can't change”.
-A gdybym ja zrobiła sobie tatuaż?- zapytałam nagle, podnosząc głowę, a Harry uniósł brwi i zamrugał kilkakrotnie.
-Nie ma mowy!- odparł. Uniosłam brew. 
-Niby czemu? Przecież ty masz i najwięcej!
-Nie mam zamiaru pozwolić ci szpecić swojego ciała- odpowiedział, biorąc moje dłonie w swoje. Są takie duże. I takie ładne. Cholera, Charlie, ogarnij się.
-A kto powiedział, że tatuaż musi szpecić?- odparłam, uśmiechając się, a Harry westchnął i odwzajemnił gest.
-Niby jaki?
-Jeszcze nie wiem. Ale na pewno będzie wyjątkowy- zamruczałam, rozmarzona, wyobrażając sobie jak to będzie wyglądać.
-Tak, jeśli Paul się zgodzi- odparł Harry, ściągając mnie na ziemię.
-A kto powiedział, że Paul musi o tym wiedzieć?- zapytałam, unosząc zawadiacko brew, a Harry pokręcił głową.
-Już to widzę. Grzeczna i Ułożona Charlie ucieka z domu, by zrobić sobie tatuaż- mruknął, śmiejąc się. Zmarszczyłam brwi i jednym, szybkim ruchem zepchnęłam Harrego z pomostu. Nie spodziewał się tego, więc łatwo poszło. Po prostu pchnięcie i plusk. –Ej!- krzyknął, a ja się zaśmiałam. I to był błąd. Nie zdążylibyście powiedzieć „cholipka”, a ja już znalazłam się w wodzie. Pisnęłam i przywarłam mocno do Harrego, nie myśląc nawet, by go puścić. Mimo, że byliśmy niedaleko od brzegu, było tak głęboko, że nie czułam ziemi pod stopami.
-Nigdy. Więcej. Tak. Nie. Rób- wysapałam, ściskając mocniej jego ramię. Właśnie szok termiczny zaczynał mi odpuszczać, gdy usłyszałam dziewczęcy pisk, dobiegający z brzegu jeziora.
-Harrlie się tuli! Awww! Jacy oni są słodcy! Od razu widać jak bardzo się kochają!- wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam w tamtym kierunku. Po chwili obok pulchnej brunetki zebrało się całe stadko fanek żądnych Momentów Harrlie. Dziewczyny zaczęły piszczeć, skakać, gadać o tym jacy to jesteśmy słodcy i pstrykać nam co jakiś czas zdjęcia. –Są tacy słodcy, że schrupałabym ich w całości!- pisnęła, a ja spojrzałam na jej pokaźny brzuszek. Nie wątpię.
-Słyszałaś? Jesteśmy słodcy- odparł Harry, śmiejąc się, a ja odsunęłam się od niego trochę, wciąż ściskając go za ramię i spiorunowałam go spojrzeniem. –Cześć!- krzyknął Harry do grupy fanek, machając im, a one zaczęły piszczeć i skakać, odmachując mu z ogromnym entuzjazmem. Po chwili usłyszałam bieg, gdzieś z prawej strony i nie minęło pięć sekund, a reszta zespołu (oprócz Zayna, bo ten usiadł na pomoście, jedynie mocząc nogi) dosłownie wskoczyła mi na głowę. Miodzio.

***

Właśnie zaczęłam się przekonywać do swoich kanapek z szynką, serem żółtym, ogórkami, pasztetem, białym serem, keczupem i buraczkami, gdy z zewnątrz usłyszałam Lou.
-O! Jaki słodki kotek! Chcesz krakersika?- zapytał. Wzdrygnęłam ramionami. Może znalazł jakiegoś bezdomnego kota szwędającego się po okolicy. Wiecie co? Połączenie buraczków z pasztetem nie jest nawet takie złe. Smakuje prawie jak buraczkowy kurczak. Prawie. Zaraz, przecież najbliższy dom jest oddalony od obozu, o jakieś 5 mil, czli to raczej mało prawdopodobne, żeby jakikolwiek kot zawędrował aż tutaj. Pozostaje, więc jedno pytanie: Z czym rozmawia Louis? –Aaaaaa! Ratuj się kto może! On ma wściekliznę!- krzyknął, wbiegając na stołówkę z podartą nogawką i wskakując na stół. Uniosłam brew i
 odłożyłam swoją kanapkę, pachnącą jak zupa warzywna Louisa, na talerz. Wściekły kot? Jeszcze nigdy takiego nie spotkałam. Ciekawe jak wygląda. Już miałam otworzyć usta, by zapytać o to Lou, gdy ten ponownie zaczął wrzeszczeć i wskazywać za moje plecy. A temu znowu co? –To on!- krzyknął Tommo, wskazując na coś, co znajdowało się, jak nietrudną zgadnąć, za mną. Nagle usłyszałam za plecami coś w rodzaju warknięcia i zmarszczyłam brwi. Czy taki wściekły kot jest bardzo niebezpieczny, czy raczej mocno niebezpieczny? Odwróciłam się wolno do tyłu i ujrzałam… małego szopa. No dobrze?
-Lou, przecież to tylko mały szop- odparłam, uśmiechając się do zwierzątka. –Wystraszyłeś go! Zobacz jak się trzęsie! Chcesz kanapeczkę?- zapytałam, robiąc do szopa słodkie oczka.
-E, Charlie?- wybąkał Harry, pukając mnie panicznie po plecach. Odwróciłam się do niego z promiennym uśmiechem, a gdy ujrzałam przerażenie na jego twarzy, zdziwiłam się odrobinę.
-Taaaak?- przeciągnęłam, nadal szeroko się uśmiechając.
-On nie trzęsie się dlatego, że mu zimno- szepnął chłopak, robiąc duże oczy i lampiąc się na zwierzaka za moimi plecami. Przełknęłam ślinę, a uśmiech zszedł z mojej twarzy, gdy zobaczyłam miny chłopaków. Wolno odwróciłam się i spojrzałam na szopa. Miał potargane futro, czerwone oczy, ze śliny toczyła mu się piana i calutki się trząsł. Mam przerąbane. Ups? Wrzasnęłam na całe gardło, a chłopacy pomogli mi wejść na stolik, zanim ta bestia odgryzła mi twarz. Momentalnie wszyscy w stołówce zaczęli wrzeszczeć i wskakiwać na stoły. Ale i tak ten szop upatrzył sobie mnie i nie wyglądał jakby miał odpuścić, dopóki nie odgryzie mi głowy. Zanim zjawiła się kucharka ze strzelbą i Matt z klatką, Bestia z Lasu zdążyła pożreć moją kolację, bransoletki Nialla, nogawkę Harrego i prawy but Zayna na dokładkę. A, no tak. I jeszcze telefon Liama, który mu wypadł, gdy ten próbował zrobić mu zdjęcie i wrzucić je na tt. Pewnie Liam, to normalne.

***

Bestia z Lasu została schwytana, zamknięta w klatce i wywieziona do weterynarza. Mimo to, niepokój nas nie opuścił i nikt nie chciał wychodzić ze swojej chatki po zmroku. A złożyło się akurat tak, że zostawiłam telefon w kosmetyczce w łazience. Straszny pech, co nie?
-Kto ze mną pójdzie do łazienek? Zostawiłam tam kosmetyczkę i telefon- odparłam, wychodząc na środek pokoju chłopaków. Ci tylko spojrzeli na mnie, a potem wrócili do swoich wcześniejszych zajęć. Czyli do niczego. Serio. Oni po prostu leżeli na łóżkach i w zupełnej ciszy, gapili się w sufit. To aż do nich niepodobne. Momencik… Aha! Ja wiedziałam, że dosypują nam czegoś do jedzenia! –Spokojnie. Nie wszyscy od razu
-No dooobra. Pójdę- jęknął Zayn, leniwie podnosząc się z łóżka. Posłałam mu wdzięczny uśmiech i założyłam włosy za ucho. –Prowadź- ziewnął, przeciągając się ospale. Spojrzałam dyskretnie na zegarek na jego nadgarstku. 22:36. Od kiedy oni o tej godzinie są tak zmęczeni? Coś mnie ominęło?
-Więęęęęęęc. Jak tam Willow?- zapytałam, zerkając na niego ukradkiem. Zayn uśmiechnął się pod nosem i wzdrygnął ramionami.
-Chyba dobrze- odparł, drapiąc się po głowie. –Skąd mam to wiedzieć? Przecież nie spotykamy się, ani nic
-Aha- posłałam mu kpiący uśmieszek i złapałam pod ramię. Zayn spojrzał na mnie i zmrużył oczy.
-Naprawdę Misiek. Nie spotykam się z Willow
-Aha
-Misiek, mówię prawdę
-Aha
-Po co miałbym kłamać? Mówię prawdę!
-Aha
-Charlie!
-No co? Przecież nie powiedziałam, że kłamiesz- zauważyłam, wzdrygając ramionami.
-Ale powiedziałaś „aha”. Wychodzi na to samo- odparł, a ja wywróciłam teatralnie oczami i spojrzałam na niego znacząco. –Całowaliśmy się- wybąkał w końcu, spuszczając głowę, a ja wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu. Na usta cisnęło mi się jedno wielkie „aha!”. –Ale tylko raz!- dodał od razu, a ja się zaśmiałam, widząc wyraz jego twarzy. –To było w piątek. Przed imprezą. Wyszedłem na miasto, by zrobić małe zakupy i ją spotkałem. Rozmawialiśmy chwilę i… i jakoś tak wyszło- westchnął, a ja objęłam go ramieniem.
-Gratuluję nowej dziewczyny- odparłam, poruszając zabawnie brwiami. Zayn zaśmiał się i uśmiechnął odrobinę, ale tylko odrobinę, nieśmiało. Potem znowu przybrał tą minę Bad boya. Podciągnął rękawy bluzy, ukazując tatuaże i wskazał na domek trochę większy od naszego, który służył nam za łazienkę. –Ja tu poczekam. Tylko się streszczaj- mruknął wyciągając z kieszeni zapalniczkę i to paskudztwo. Mimowolnie się wykrzywiłam.
-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że boisz się tego szopa?- zapytałam, unosząc brew. Zayn zaciągnął się mocno papierosem, wypuścił dym i posłał mi kpiący uśmieszek w odpowiedzi. -Jasne- odparłam, wchodząc do łazienki, zabierając co swoje i wychodząc do Zayna. A on dalej palił. Szkoda, że papierosa nie można wypalić w kilka sekund. Chociaż nie, poprawka. Szkoda, że papierosy w ogóle istnieją. Takie świństwo. A on wciąż to pali! Cymbał jeden.
-A ty się boisz?- zapytał Zayn, uśmiechając się pod nosem. Odeszłam od niego na kilka metrów, a on wywrócił tylko oczami. Jak ja nie znoszę tego smrodu!
-Skądże- odparłam, uśmiechając się szeroko. Hahaha! Kłamczucha! Nagle coś poruszyło się w krzakach i warknęło. Automatycznie doskoczyłam do Zayna, a ten się zaśmiał. Przywarłam mocniej do jego ramienia, gdy coś przebiegło nam przed nosem. Pisnęłam, a Zayn wypuścił papierosa i zesztywniał odrobinę.
-To pewnie jakiś kot- mruknął, przydeptując papierosa i ruszając dalej. Jasne. To kot. Milusi, słodziusi kot. Jak ja bym chciała żeby to był kot! Prawie wlazłam na Zayna z tego strachu, a on zachowywał zimną krew i nadal zgrywał Bad boya. Do czasu. Do czasu aż jakiś ciemny kształt zagrodził nam drogę i zaczął groźna warczeć, świecąc ostrymi ząbkami i czerwonymi oczami. Krzyknęliśmy i puściliśmy się pędem przez obóz, prawie potykając się o własne nogi. Zgubiłam po drodze klapki, ale i tak pewnie rano nie będzie po nich śladu, bo ta Bestia je zje. Zatrzasnęliśmy za sobą drzwi i oparliśmy się o nie dysząc. Chłopacy spojrzeli na nas pytająco znad kart.

-A wam co?- zapytał Liam, a my nie odpowiedzieliśmy, tylko sapiąc, opadliśmy na podłogę.

_____________________________________________________________________

Wybaczcie, że długo niedodawałam, ale miałam ku temu dobry powód. Mianowicie: pendruś mi się wyczyścił. Tak, dokładnie. Ten sam pendruś, na którym miała calutkie to opowiadanie i wiele, wiele innych. Tja. Niestety nie udało się odzyskać nic co nadawałoby się do użytku, więc musiałam wszytsko napisać od nowa. 
Małe zmiany w BOHATERACH.                                           KILK!
No i napisałam. Co myślicie? Spisałam się?
Mam nadzieję, że tak.
Bajó.

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 33

**Rozdział 33**


Nagle ze snu wyrwało mnie straszne pragnienie. Masakra, jakbym nie piła od tryliona lat. Normalnie Sahara w ustach. Otwarłam wolno oczy, ale od razu je zmrużyłam oślepiona ostrym światłem.
-Światło, to pali- wychrypiałam zakrywając oczy dłonią. Normalnie jak wampir. Ale co ja mogłam poradzić, że światło strasznie mnie raziło? Nawet takie najmniejsze. Dziwne, ale prawdziwe.
-Wstawaj Charlie- usłyszałam Harrego. Dziwne. Co on robił rano w moim pokoju? Kurde, znowu. Tylko tym razem to on był w moim pokoju. Ja nie mogę. Trochę to podejrzane. Co nie?
-Co ty tu robisz?- mruknęłam chcąc podnieść się z łóżka, ale opadłam na nie ponownie czując straszy ból głowy. O co chodzi? Właściwie to co się wczoraj działo? Pamiętam tylko tyle, że gdy wróciłam do domu to zastałam tam niezłą imprezę, potem podszedł do mnie Lou i dał mi mega pikantną babeczkę i poszłam się napić. A potem nic. Ciemność. Zupełna pustka.
-Nie mogłem zostawić cię samej w takim stanie, więc zostałem tu i czuwałem przez całą noc- odparł, a ja odsłoniłam oczy i spojrzałam na niego. Miał podkrążone oczy i wyglądał na nieźle zmęczonego. Ue, chłopie, musiało się stać coś poważnego, że serio czuwałeś tu przez całą noc. Ale co?
-A co się ze mną stało?- zapytałam siadając na łóżku i z krzywą miną łapiąc się za głowę. Czułam jakby ktoś stał nade mną i robił mi dziurę w czaszce młotem pneumatycznym. Nikomu nie życzę takiego uczucia.
-Upiłaś się- odparł Harry wzdrygając ramionami. Kurna, boli. Zaraz rozwalę ten młot pneumatyczny patelnią.
-Aha- mruknęłam. Chociaż nie wiem czy patelnia mogłaby tu wiele zadziałać. No bo to w końcu młot pneumatyczny… Chwila. –Że co?!- krzyknęłam, ale zaraz tego pożałowałam, bo młot ponownie dał o sobie znać. Ze zdwojoną siłą.
-Upiłaś się. Przez przypadek wypiłaś dwie szklanki wódki- mruknął Harry jak gdyby nigdy nic. –A teraz idź się umyć- dodał pomagając mi wstać i prowadząc mnie do łazienki.
-Chcesz mi powiedzieć, że przez przypadek się upiłam, a potem film mi się urwał?- zapytałam marszcząc brwi, a Harry westchnął i skinął głową.
-Idę do siebie jak coś. Muszę wziąć zimny prysznic. Może jakoś mnie to pobudzi- mruknął drapiąc się po brzuchu i poszedł do siebie. Serio? Upiłam się?! No bomba. Czyli teraz mam kaca. Ekstra! Zawsze marzyłam o tym by schlać się w cztery dupy by potem mieć kaca w wieku szesnastu lat! No po prostu cudownie!

***

Otwarłam lodówkę i oślepiona światłem poprawiłam czarne, przeciwsłoneczne ray-bany na nosie. Po chwili wyciągnęłam z niej butelkę wody i usiadłam do stołu pijąc i pijąc i pijąc i pijąc. I tak w kółko dopóki nie opróżniłam dwulitrowej butelki. Po chwili wyrzuciłam pustą już butelkę i położyłam głowę na blacie stołu, jęcząc.
-Pierwszy raz jest zawsze najgorszy- odparł Zayn klepiąc mnie po plecach. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem nie podnosząc głowy. Po chwili do kuchni wszedł Niall i zrobił sobie płatki z mlekiem. Poznałam po krokach i specyficznych odgłosach. Nagle wykrzywiłam się słysząc jak chłopak przeżuwa płatki chrupiąc strasznie głośno. Znowu ten młot.
-Nie krzycz tak- jęknęłam łapiąc się za głowę.
-Masz, to ci pomoże- odparł Liam stawiając przede mną szklankę. On nie pił. No wiecie, ta jego jedna nerka i w ogóle. W każdym bądź razie Louis wczoraj był pijany, to jeszcze pamiętam, Zayn też miał kaca. Poznałam to po podkrążonych oczach i okularach przeciwsłonecznych na nosie. Dowiedziałam się również, że Horanek i Elka pili, ale nie za dużo, przez co nie byli potem wstawieni i nie mieli kaca. A teraz suprajsik. Gotowi? To zaczynam. Uwaga. Harry wczoraj nie wypił ani kropli żadnego alkoholu. Serio. Też się zdziwiłam jak to usłyszałam. Nie pił, bo mówił, że nie ma ochoty czy coś. To też mega dziwne. Podniosłam głowę i spojrzałam dziwnie na szklankę z musującą cieczą. Podniosłam brew i spojrzałam na Liasia. –Głowa cię już tak nie będzie boleć i będziesz mogła normalnie funkcjonować- mruknął Liaś wzdrygając ramionami. Westchnęłam i przeniosłam wzrok na szklankę. Po chwili z niechęcią sięgnęłam po nią i wypiłam całą jej zawartość. Fuj! To gorsze niż picie wywaru z brudnych skarpetek Stylesa! Wykrzywiłam się odstawiając szklankę na bok, gdy nagle coś mi się przypomniało. Podniosłam wzrok patrząc na Liama czytającego gazetę, Nialla przeżuwającego płatki, Zayna pijącego chyba trzecią kawę, El malującą sobie paznokcie i na Lou, który ledwo żywy siedział opierając się na ręce i patrząc gdzieś nieobecnym wzrokiem. –Co wam odbiło żeby urządzać imprezę?!- fuknęłam czego szybko pożałowały trzy osoby. Mianowicie: Zayn, Louis i ja. No wiecie, ten walony młot pneumatyczny.
-To był pomysł Nialla- odparł Harry wchodząc do kuchni i przeczesując palcami mokre włosy. Spojrzałam na Horana marszcząc brwi, a on jak gdyby nigdy nic, uśmiechnął się szeroko nie przestając jeść.
-To wszystko twoja wina!- fuknęłam wskazując na farbowanego blondyna. Ten zmarszczył brwi nie rozumiejąc mnie.
-Niby co?
-To, że mam kaca- mruknęłam krzyżując ręce pod biustem.
-Ja nie dałem ci do ręki tych dwóch szklanek wódki- odparł unosząc ręce w obronnym geście. –Swoją drogą, jak można pomylić wódkę z wodą?
-Wyglądają tak samo!- fuknęłam.
-Przestańcie tak krzyczeć- jęknął Zayn pochylając się nad swoją kawą.
-No- przytaknął niemrawo Lou. Harry uśmiechnął się pod nosem siadając obok mnie z talerzem kanapek.
-Ale musicie przyznać, całkiem udała się nam tam imprezka- odparł Malik uśmiechając się, a chłopacy przytaknęli mu podobnymi uśmiechami. Tylko Harry siedział tak jak wcześniej patrząc na mnie znacząco i podsuwając mi talerz z kanapkami pod nos.
-No- ponownie przytaknął Lou sprawiając wrażenie totalnie nieobecnego. Pokręciłam głową patrząc na kanapki.
-Musisz coś jeść- odparł Harry nie dając za wygraną. Wykrzywiłam się patrząc niechętnie na talerz.
-Ostatnie o czym teraz marzę to jedzenie- mruknęłam odsuwając od siebie talerz. Harry pokręcił głową i sam zajął się jedzeniem kanapek. O co mu chodzi? Przecież dobrze powinien wiedzieć o co mi chodzi. Dziwny człowiek z tego Stylesa.

***

-Na pewno macie wszystko?- zapytał Liam patrząc na każdego z nas. W odpowiedzi jęknęliśmy wspólnie. –Dobra, musimy jechać. Lot mamy na 15- odparł Liaś patrząc na zegarek. Ponownie jęknęliśmy i zapakowaliśmy się do busa-taksówki. Z Paulem mieliśmy spotkać się na lotnisku. Pewnie zastanawiacie się gdzie lecimy, hmm? Otusz, lecimy do Ontario w Kanadzie na obóz muzyczna pana Monrowa. Oj tak. Jeszcze nie wyzbieraliśmy się z kaca, a już musimy lecieć. Oj tam, spędzimy tylko jakieś osiem godzin w samolocie strasznie wysoko nad ziemią. Nie żebym się bała lotu samolotem, czy coś. No cóż. Takie życie. Super, co nie? Kurde, głowa mnie zaczyna mocniej boleć, gdy przypomnę sobie jak żegnałam się z Jessy’m i Dylan. Ciągle ściskali mnie, mówili coś, pytali o wczorajszą imprezę, o obóz i płakali w przypadku Dylan. Nie żeby coś, ale to tylko niecałe dwa miesiące. Nie wyjeżdżam na zawsze. Ale nie, jej nie szło tego wytłumaczyć. Ale z kolei trudno było mi się rozstać z Małą Charlie, którą miał się zajmować Paul. Mam nadzieję, że to jego żona będzie się nią zajmować. Podobnie wyglądało pożegnanie Lou i El. Z tą różnicą, że oni ciągle całowali się namiętnie jak jakieś zwierzęta czy coś. Jedno słowo: fu.

***

-Głowa mnie boli, niedobrze mi, chcę spać, nudno tu, a ten dzieciak z tyłu strasznie mnie wkurza- mruknęłam. –Harry, zrób coś!- jęknęłam opadając bezsilnie na fotel, który w kółko kopał jakiś dzieciak. Co on ma, ADHD?! Harry westchnął i odwrócił się w tył.
-Przepraszam, mogłaby pani powiedzieć synowi, by nie kopał fotela mojej dziewczyny?- zapytał grzecznie kobiety, która chowała się za gigantyczną gazetą. Wywróciłam oczami słysząc ostatnie dwa słowa Harrego. Po chwili gazeta opadła w dół, a nam ukazał się napakowany facet z wytatuowanymi rękami, łysiną i wkurzonym wyrazem twarzy, a Harry wytrzeszczył oczy starając się nie pisnąć.
-Jak go energia rozpiera to niech jakoś ją wyładuje!- fuknął facet kręcąc głową i sztyletując spojrzeniem Harrego.
-Oczywiście, ma pan rację- pisnął nienaturalnie cienkim głosem Harry i po chwili odwrócił się patrząc przed siebie wielkimi oczyma. Skrzyżowałam ręce pod biustem czując jak dzieciak z tyłu nie przestaje kopać, a jego kopniaki stają się coraz silniejsze. 
-Bohater się znalazł- fuknęłam z wkurzoną miną patrząc na Harrego, który zajął się przeglądaniem swojego komiksu o Super Kocie. Styles posłał mi krótkie spojrzenie, po czym wrócił do wcześniejszego zajęcia. Spojrzałam wkurzona przed siebie przez chwilę nie odzywając się, podczas, gdy wkurzający dzieciak wciąż kopał mój fotel. Zmarszczyłam brwi patrząc na chłopaków, którzy siedzieli dookoła. Obok nas siedział Liam i Zayn słuchający muzyki i czytający książki w przypadku Liasia. Przed nami siedzieli Niall i Louis, którzy co chwilę podśmiewali się z czegoś. Pewnie znowu wrzucili kilka żelków na perukę zrzędliwej staruszki, która siedziała przed nimi. Mruknęłam coś pod nosem i usiadłam prosto starając się nie zwracać uwagi na kopany fotel. Po chwili odwróciłam się do Harrego. –Zamień się- mruknęłam patrząc znacząco na chłopaka. Ten tylko spojrzał na mnie unosząc brew.
-Nie ma mowy- odparł wracając wzrokiem do komiksu.
-Ale Harry!
-Nie- mruknął. –Chciałaś siedzieć przy oknie to teraz masz- dodał, a ja westchnęłam niezadowolona i spojrzałam przed siebie z naburmuszoną miną krzyżując ręce pod biustem. Pewnie wyglądałam jak  mała dziewczynka, która nie dostała lalki, którą chciała, ale w tamtym momencie mało mnie to obchodziło. Po chwili ponownie odwróciłam się do Stylesa.
-Pogadaj jeszcze raz z tym facetem- szepnęłam, a chłopak pokręcił energicznie głową, przez co jego loczki podskoczyły zabawnie.
-Nie ma mowy. On jest przerażający!- jęknął nie mówiąc głośniej niż ja, a ja widząc strach w jego oczach wywróciłam oczami siadając prosto. Po chwili wyciągnęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. 15:55. Cudownie. Czyli spędzę jeszcze jakieś siedem godzin pięć minut podskakując na fotelu kopanym przez tego durnego bachora. No po prostu kurna bomba. Zagryzłam mocniej szczęki, zacisnęłam pięści i zmarszczyłam brwi starając się nie wybuchnąć. Spokojnie Charlie, tylko się nie denerwuj. Nie krzycz na tego chłopca i jego ojca. Wszystko będzie dobrze. Nic nie będzie dobrze! Wkurzona do granic możliwości, zdjęłam okulary przeciwsłoneczne z nosa i odwróciłam się patrząc morderczym wzrokiem na dzieciaka, który widząc mój wyraz twarzy przestał nagle kopać fotel.
-Mógłby pan z łaski swojej uspokoić swoje dziecko?!?!- warknęłam, a facet, jego dzieciak, Harry i chłopacy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Koleś zmarszczył brwi i otworzył usta najwyraźniej chcąc coś powiedzieć. –Chwila spokoju, to tak dużo?! Jestem wykończona! Miałam ciężki wieczór, noc i poranek! Jakiś facet prawie mnie zgwałcił w krzakach, potem musiałam iść jakieś trzy mile pieszo do domu, gdzie zastałam dziką imprezę, przez przypadek się upiłam i mam potwornego kaca! Przez te kilka godzin lotu chcę mieć spokój i móc odpocząć, ale nie mogę bo pański bachor wciąż kopie mój fotel!!!- krzyknęłam, a facet rozszerzył zdziwiony oczy. Pewnie patrzył na nas cały samolot, ale miałam to głęboko w dupie.
-Ale…- wybąkał facet, lecz nie dałam mu dokończyć.
-Nie moja wina, że nie potrafi poradzić sobie pan z tym bękartem i gówno mnie to obchodzi! Niech się pan nim zajmie bo inaczej ja to zrobię! A wtedy nie będzie już tak wesoło!!!- warknęłam starając się nie rzucić na dryblasa, który patrzył na mnie jak ciele. –Co się pan tak patrzysz?! Ucisz pan lepiej swoje dziecko!- syknęłam wciskając w tą wypowiedź tyle jadu, że aż facet przywarł mocniej do fotela przestraszony. Po chwili spojrzał na swojego syna i uderzył go zwiniętą gazetą w głowę marszcząc brwi. 
-Nie przeszkadzaj pani! Nie widzisz, że jest zmęczona i potrzebuje odpoczynku?!- krzyknął, a chłopczyk usiadł prosto z nadętą miną. Uśmiechnęłam się usatysfakcjonowana i usiadłam prosto jak gdyby nigdy nic sięgając po ciastko. Dopiero po chwili zorientowałam się, że cały samolot patrzy na mnie zszokowany w zupełnej ciszy. Aż w całym samolocie było słychać jak przeżuwam ciastko.
-Czego?!- warknęłam, a wszyscy wrócili do swoich zajęć. Po chwili wyciągnęłam telefon i słuchawki z kieszeni włączając play listę. Rzecz jasna, po niedługim czasie oczy same mi się zamknęły. Nic dziwnego. Strasznie męczące jest to całe krzyczenie, wiecie? Uśmiechnęłam się czując jak Harry przyciąga mnie do siebie za biodra. Położyłam głowę na jego ramieniu i odpłynęłam rozkoszując się zapachem jego perfum.

***

Nagle poczułam lekkie szarpnięcie, a potem jakiś spokojny, kobiecy głos.
-Jesteśmy na miejscu. Proszę powoli opuścić samolot
-Proszę tak nie krzyczeć! Nie widzi pani, że niektórzy są zmęczeni?!- fuknął koleś siedzący za nami, a ja uśmiechnęłam się szeroko otwierając oczy i rozciągając się leniwie. Uśmiechnęłam się do Harrego, który patrzył na mnie podśmiewając się pod nosem, a potem spojrzała za okno. Hm, dziwnie. Czemu tak tam ciemno? W Kanadzie nie mają prądu czy co?
-Co tak ciemno?- zapytałam unosząc brew, a Harry westchnął.
-Lecieliśmy osiem godzin. W Kandzie jest teraz wieczór- odparł Styles uśmiechając się dziwnie.
-Hm, faktycznie- mruknęłam pod nosem i pobudzona, ciekawa i wyspana, podążyłam za chłopakami.
-Jeju, ale jestem zmęczony. Jedyne o czym teraz marzę to łóżko- mruknął Zayn z krzywą miną. Uniosłam brwi. Serio chce im się spać? Mi ani trochę.
-Witaj Ontario w Kanadzie!- mruknął Niall. -Fajnie, ze jesteśmy w kraju Justina i w ogóle, ale teraz chcę po prostu spać. I coś zjeść- westchnął Niall poprawiając czapkę na głowię.
-Dobrze, że gdy dojedziemy na miejsce, łóżka będą już na nas czekać- mruknął Lou niewyraźnie z przymkniętymi oczami. Zaraz, że my niby mamy teraz spać?! Przecież dopiero przespałam jakieś osiem godzin. Mam teraz przespać kolejne osiem?! 
-A ty Charlie, nie jesteś śpiąca?- zapytał Liam unosząc brew.
-Jak mam być śpiąca skoro przespałam cały lot?!- fuknęłam wymachując rękoma. Chłopacy tylko wzdrygnęli ramionami snując się prawie nieprzytomnie w stronę taksówki. Posłałam wkurzone spojrzenie Stylesowi, a ten zrobił niewinną minkę. Palant.

***

-ŁÓŻKO!- pisnął Zayn i rzucił się na nie i, nie kłamię, od razu zasnął. Podobnie miał Niall, Lou i Harry. Tyle, że Niall najpierw coś zjadł. A potem dopiero chłopacy poszli wziąć prysznic. Mieliśmy mieszkać w jednym, dużym drewnianym domku. No wiecie. Typowo takim, jakie zawszę są w tych dziwnych, amerykańskich filmach, gdzie nastolatki jadą na obóz, a potem dzieją się tam różne, dziwne rzeczy. Chłopacy mieszkali w jednej części, a ja w drugiej. Oddzielała nas tylko drewniana ściana i drzwi. I miałam własną łazienkę. A oni musieli się jakoś podzielić własną. Westchnęłam i zaczęłam rozpakowywać torby. Jutro od rana mają zacząć zjeżdżać się obozowicze. Ciekawe kto to będzie. Mam nadzieję, że to nie będą jakieś bezmózgie pustaki myślące tylko o tym jak zdobyć sławę. Mam nadzieję, że spotkam tu kilku naprawdę spoko ludzi, którzy przyjechali tu bo kochają muzykę. Ale zobaczymy jak to będzie. Ten cały James Monrow, no wiecie, ojciec Amity Monrow i właściciel tego obozu, to trochę dziwny facet. Ogólnie to cały obóz znajduje się w lesie i wygląda jak… no jak obóz w lesie. No wiecie. Drewniane chatki, ogromna stołówka z zewnątrz przypominająca stajnię, kilka sal do zajęć, w centrum obozu rozłożona scena, niedaleko miejsce na zrobienie ogniska, niewielkich rozmiarów jezioro, po którym można pływać  no i biuro pracowników obozu. Wracając do szanownego pana Monrow. Obóz jest w lesie, tak? A on przyszedł w garniaku i strasznie błyszczących butach wyglądających na piekielnie drogie. Serio. Od Matta, zarządcy obozu, dowiedziałam się, że on przyjeżdża tu tylko przywitać gości, a potem wraca do Anglii swoim ekskluzywnym helikopterem załatwiać interesy i zostawia cały obóz na głowie Matta. Ale to jego praca. W ogóle Matt, to miły facet. Mimo, że ma jakieś czterdzieści lat, w ogóle nie przypomina tych wszystkich kolesi w garniakach w jego wieku. On chodzi w zwykłych dżinsach i luźnych koszulkach. Od razu go polubiłam. Sama nie wiem, czy to przez tę jego podsiwiałą brodę, czy przez jego wesołe, brązowe oczy. Westchnęłam siadając na łóżku i stwierdzając, że już wszystko rozpakowałam. Wyszłam cicho z mojego pokoju i spojrzałam na chłopaków. Każdy spał na swoim łóżku. Uśmiechnęłam się pod nosem i najciszej jak tylko mogłam, wyszłam przed chatkę siadając na tarasie i wdychając rześkie powietrze. Kurde, ale tu spokojnie. Cisza, spokój. Tylko las i ja. I nikt więcej. Przymknęłam oczy napawając się chwilą spokoju.
-Wracaj do środka. Zimno tu- podskoczyłam słysząc nad sobą głos Liama. Uśmiechnęłam się do niego, a on opatulił mnie swoim kocem.
-Czemu nie śpisz?- zapytałam przysuwając się do niego by i on mógł się owinąć kocem. W końcu siedział tylko w spodniach od piżamy.
-Jakoś nie mogłem zasnąć- odparł wzdrygając ramionami. Kiwnęłam głową i spojrzałam przed siebie. Jedynym źródłem światła był księżyc i gwiazdy, więc było trochę ciemno. Mimo gęsiej skórki na ciele, jakoś nie mogłam oderwać oczu od lasu. Dobra, wyglądał trochę strasznie w tej ciemności i tak dalej, ale po prostu na niego patrzyłam. Po chwili jednak spojrzałam w niebo. Nie było na nim żadnej chmurki i doskonale było widać każdą gwiazdę. Westchnęłam i przymknęłam oczy opierając się o ramię Liama. –Dzięki- odparł nagle Liam, a ja otwarłam oczy i odsunęłam się od niego unosząc brwi. –No wiesz, za to spotkanie z Danielle- mruknął, a ja uśmiechnęłam się szeroko. 
-Czyli pogodziliście się i wszystko jest dobrze?
-Prawie- westchnął Liam. –Na razie nie wróciliśmy do siebie. Przyjaźnimy się. Jeszcze nie ufam jej tak bardzo- odparł, a ja uśmiechnęłam się szerzej i przytuliłam go.
-Wszystko będzie OK, zobaczysz- zapewniłam, a Liaś uśmiechnął się szeroko i cmoknął mnie w czoło opatulając szczelniej kocem. Ach ten Liaś. Nawet nie zwrócił uwagi, że on sam siedzi bez koszulki. Tylko ciągle dba o to żeby było mi ciepło. Ale taki on już jest. Troskliwy i bardzo opiekuńczy.

___________________________________________________________________

Cholipka. 
OBÓZ CZAS ZACZĄĆ!
Czekajcie na następny.
Bez odbioru.