sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 31

**Rozdział 31**



Uśmiechnęłam się pod nosem mocniej przytulając poduszkę.
„Mmm lody czekoladowe… Takie pyszne, czekoladowe, zimne i bezkaloryczne. Całe morze lodów. Jestem w niebie…”
-Wstawaj bo się spóźnimy!- krzyknął Liam pukając w drzwi. Jęknęłam niezadowolona i zakryłam twarz poduszką. Cudownie. Zakończenie roku szkolnego. Czyli histeryzowanie chłopaków i paplanie jak to dzieci szybko rosną. Jeju. Czy oni na serio muszą tam ze mną iść? Nie mogą zostać w domu? Przecież jestem już duża i sama dam sobie radę. Przynajmniej obyłoby się od tej porannej lataniny i histerii, bo znowu coś poszło nie tak. Ale serio. Przecież oni spokojnie mogliby zostać w domu.
-Dzień dobry Charlie- odparł niewyraźnie Harry leżący obok mnie. 

-Dzień dobry Harry- mruknęłam z poduszką na twarzy. Czasem serio nie rozumiem zachowania chłopaków. Przecież jestem już duża! Mam szesnaście lat! Sama mogłabym odebrać swoje świadectwo. Momencik… Podniosłam poduszkę z twarzy i spojrzałam w bok. Harry. W samych slipach. W moim pokoju… Co jest grane? –Co robisz w moim pokoju?- zapytałam marszcząc brwi.
-Raczej co ty robisz w MOIM pokoju- odparł, a ja uniosłam brew i rozejrzałam się. Hm, chyba nie muszę mówić, że leżałam w JEGO łóżku, w JEGO pokoju. Dyskretnie spojrzałam pod kołdrę. Miałam na sobie piżamę, więc się nic nie wydarzyło.
-Co ja tu robię?- zapytałam marszcząc brwi i patrząc pytająco na Harrego. Ten tylko wzdrygnął ramionami opierając się na ręce.
-Kiedy wyszedłem z łazienki ty już spałaś jak zabita- odparł uśmiechając się. Zaraz… Aha! Przymknęłam oczy robiąc wkurzoną minę.
-Dolałeś pasty do zębów do mojego szamponu!- fuknęłam rzucając w niego poduszką.
-Wcale nie!- zaprzeczył. Spojrzałam na niego unosząc brew. –No dobra, to ja- odparł. –Ale przynajmniej było śmiesznie!- powiedział przez co ponownie dostał z poduszki. Super co nie? Ale teraz serio. Czy oni chociaż raz nie mogliby zostać w domu?

***

Nie, nie mogliby zostać w domu. Westchnęłam patrząc jak Louis paraduje po domu w koszuli i slipach szukając swoich spodni, Zayn czołga się po podłodze starając się znaleźć prawego buta, Harry krzyczy na Małą Charlie, która nasiusiała na środku korytarza, w co on oczywiście wdepnął idąc po buty, jak Niall pije sok porzeczkowy i oblewa swoją białą koszulę, jak El szuka swojej torebki, która gdzieś jej zniknęła i jak Liam z dziwną miną szuka swojego żółwia, który schował się w jego marynarce.
-Kurna!- krzyknął Niall patrząc na swoją fioletową koszulę, która chwilę wcześniej była biała. Wywróciłam oczami i poprawiłam czarną sukienkę. Gaspachio na serio uparł się przy tych głupich sukienkach i teraz ciągle mnie nimi katuje. Zdążyłam już przywyknąć, co wcale nie znaczy, że je polubiłam.
-Dobra, mamy wszystko. Możemy jechać- odparł Liam patrząc na zegarek, na nadgarstku. Westchnęłam wnioskując po jego minie, że już jesteśmy spóźnieni. Pokręciłam głową i wsiadłam do vana patrząc jak Lou spogląda na mnie kątem oka i stara się nie uronić łzy. No wiecie. „Dzieci tak szybko dorastają!”. Niall przekręcił kluczyk. Nic. Drugi raz. Też nic. Trzeci. Bez zmian.
-Niedobrze- wydukał patrząc na nas z wystraszoną miną. Pokręciłam głową. Wiedziałam, że tak będzie, po prostu wiedziałam.
-Co jest?- zapytał Liam.
-Nie chce odpalić. Paliwo się skończyło- odparł Horan.
-Kto ostatnio miał zatankować?- zapytał Liam, a po chwili wszystkie oczy zostały skierowane na Malika. On przełknął głośno ślinę i zjechał na siedzeniu w dół chcąc schować się przed wkurzonymi spojrzeniami chłopaków. –Zayn!- warknął Liam.
-No dobra! Przyznaje się! Zapomniałem!- odparł Malik spuszczając głowę.
-Pięknie! I co teraz?- zapytał Harry. Przez chwilę milczeliśmy dumając, a w aucie zrobiło się tak cicho, że było słuchać jak mózgi chłopaków pracują. Wcale nie kłamię. Serio.
-Mam pomysł!- krzyknął nagle Lou zrywając się, a my spojrzeliśmy na niego. Uśmiechał się dosyć dziwnie. Hm, coś czuję, że to mi się nie spodoba.

***

Wytrzeszczyłam oczy ściskając mocniej kierownicę roweru. Dzięki Lou. Na serio cudowny pomysł. Nasz kochany pan Tomlinson wpadł na jakże cudowny pomysł, by zamiast samochodem jechać rowerami, bo, jak się później okazało, samochody chłopaków były niesprawne. A to jeden nie miał paliwa, a to drugi był u mechanika, a to inny by nas nie pomieścił… Zwariować można. Wracając do rowerów. Wcale nie ucieszył mnie fakt, że mieliśmy jechać rowerami. Zwłaszcza, że nie mieliśmy aż tyle rowerów. Mieliśmy tylko pięć, w tym tylko jeden z bagażnikiem. Po krótkiej kłótni skończyło się na tym, że Niall, Liam i Zayn jechali na rowerach bez bagażników, Louis i El wzięli ten z bagażnikiem, a mi i Harremu został stary rower, który wyglądał jakby za chwilę miał się rozpaść. Harry oczywiście usiadł na siodełku kierując tym starym, pokrytym rdzą i toną pajęczyn i kurzu gratem. Zgadnijcie gdzie ja musiałam siedzieć. Taaa. Na kierownicy. Co wcale nie było fajne zważając choćby na to, że żeby dojechać do szkoły musieliśmy przejechać przez kilka naprawdę ruchliwych ulic.
-Uważaj!- pisnęłam widząc jadącą prosto na nas ciężarówkę.
-Przez ciebie nic nie widzę!- jęknął Harry zakręcając gwałtownie przez co ja o mało nie spadłam. Z westchnięciem stwierdziłam, że reszta mocno nas wyprzedziła i nawet nie było ich widać. To pewnie dziwny widok widzieć całe One Direction w garniakach i na rowerach mknących przez ruchliwe ulice Londynu.
-To nie moja wina, że nie mamy normalnych rowerów!- warknęłam z przerażeniem stwierdzając, że prawie przejechaliśmy staruszkę, która potem skrzyczała nas i zaczęła gonić. –Szybciej! Ona nas dogania!- pisnęłam patrząc dużymi oczami w tył gdzie pewna staruszka biegła klnąc jak szewc.
-Nie mogę szybciej! Jesteś za ciężka!- jęknął Harry pedałując ile sił. Wiedziałam, że tak będzie, po prostu wiedziałam!

***

Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się przed szkołą. Już chciałam zeskakiwać z roweru, gdy powstrzymał mnie Harry.
-Zaczekaj, mam lepszy pomysł- odparł i zaczął pedałować. Złapałam się mocniej kierownicy widząc jak zjeżdżamy ze stromego pagórka.
-Hamuuuuuuj!- krzyknęłam patrząc z przerażeniem na zbliżające się z dużą prędkością drzwi szkoły.
-Nie mogę! Tutaj nie ma hamulców!- wrzasnął przerażony Harry. Spojrzeliśmy na siebie przerażeni i po chwili krzyknęliśmy wspólnie, a Harry manewrując kierownicą starał się jakoś zatrzymać rower. Po chwili wpadliśmy do auli, gdzie rozdawane były świadectwa. Rzecz jasna, od razu zapanowała dziwna cisza zagłuszana jedynie naszymi wrzaskami. Pisnęłam głośniej widząc, że zbliżamy się do sceny. Po chwili oboje polecieliśmy w górę i wylądowaliśmy na niej.
-Ałaaaa- jęknęliśmy leżąc na sobie. Jeszcze przez chwilę w auli panowała grobowa cisza. Westchnęłam i wstałam z Harrego poprawiając sukienkę i łapiąc się za bolącą głowę. Po chwili odezwał się dyrektor.
-Panie i panowie, Charlie Cole i Harry Styles! Cóż za efektowne wejście!- oparł dyrektor, a wszyscy zaczęli klaskać. Wyprostowałam się patrząc na Stylesa, który poprawiał muchę. Po chwili uśmiechnął się do mnie i łapiąc się za ręce ruszyliśmy na swoje miejsca. Ja po stronie uczniów, a on po stronie gości.

***

-Dzieci tak szybko dorastaaaaaaaaaaaaaaaaaaają!- zawył Lou w chusteczkę, a El przytuliła go do siebie uciszając. Wywróciłam oczami popijając swój sok.
-Czwórka z wf-u?! Ty?!- zapytał zaskoczony Niall przeglądając moje świadectwo.
-A widzisz. Ma się s… Zaraz, co?- mruknęłam przysuwając się do niego i patrząc na świadectwo. Ty, rzeczywiście. –Mam cztery z wf-u!- odparłam zadowolona. 
-Gratuluję. I tróje z matmy, fizyki i chemii- zauważył Zayn unosząc brwi.
-Ty lepiej skup się na swojej kawie bo ci ucieknie- fuknęłam wyrywając Niallowi z rąk moje świadectwo.
-Ważne, że z reszty przedmiotów masz same czwórki i piątki- odparł Liam uśmiechając się. Odwzajemniłam gest i spojrzałam na Malika pokazując mu język.
-To taaaaaaakie smuuuuuuuuuuuuuuuuuutne!- ponownie zawył Lou zapłakany, a ja westchnęłam popijając sok.
-Lou, przecież nigdzie się nie wyprowadzam. Dopiero skończyłam pierwszą liceum- przypomniałam patrzą na chłopaka.
-Ale i tak niedługo się wyprowadzisz, a ja zostanę saaaaaaaam!- wychlipał.
-Nie będziesz sam, bo się nigdzie nie wyprowadzę- odparłam uśmiechając się.
-Obiecujesz?- zapytał pociągając nosem.
-Obiecuję- odparłam kiwając głową i uśmiechając się promiennie. Lou odwzajemnił gest ścierając chusteczką łzy.
-Serio nie zamierzasz się nigdzie wyprowadzać?- zapytał Harry, a ja spojrzałam na niego zaskoczona.
-Um, tak. Dziwnie bym się czuła mieszkając w pustym, spokojnym i cichym domu- wymamrotałam wzdrygając ramionami.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę!- odparł Lou rzucając się mi na szyję i pociągając nosem. Uśmiechnęłam się delikatnie klepiąc go po ramieniu. I pomyśleć, że mogłoby się bez tego obyć… Nagle do kawiarni weszła znajoma dziewczyna, a ja spojrzałam znacząco na Harrego.
-Liam, zamówiłbyś mi te ciasteczka, które ostatnio ci tak zasmakowały?- zapytałam patrząc na chłopaka i uśmiechając się szeroko.
-Jasne- odparł i podszedł do kasy, gdzie stała już Danielle. Przybiłam żółwika pod stołem z Harrym i oboje udawaliśmy, że nie widzimy i nie słyszymy Danielle i jej rozmowy z Li.

***

-Nie rób tego, nie rób tego, nie rób tego. No oszalałeś?! Przecież mówię, nie rób tego!- krzyknął Zayn rzucając popcornem w ekran. Westchnęłam wywracając oczami.
-Zayn, ile razy mam ci powtarzać, że on cię nie słyszy?- zapytałam, a Malik machnął na mnie ręką w skupieniu patrząc jak jakiś koleś otwiera drzwi garażu skąd dochodziły dziwne dźwięki. Jak myślicie, co to? Bingo! Kolejny, tandetny horror.
-A mówiłem: nie rób tego!- fuknął Zayn patrząc jak jakiś dziwaczny stwór pożera kolesia. Skąd oni biorą te filmy? Z Biura Rzeczy Znalezionych? Przecież jakbym ja w domu miała takie tandetne filmy to bez namysłu bym je wyrzuciła. Chwila… przecież ja mam te filmy w domu. Uśmiechnęłam się pod nosem, wstałam z kanapy i podeszłam do półki z filmami zabierając wszystkie tandetne. Po chwili namysłu wzięłam jakiś karton i wrzuciłam do niego wszystkie filmy jakie tylko znajdowały się w szafce.
-Po co ci te filmy?- zapytał Harry patrząc dziwnie na karton po brzegi wypełniony tandetą klasy B.
-Potrzebne- odparłam i nie mówiąc nic więcej, poszłam do garażu. Po chwili wyszłam z niego i wrzuciłam karton do kubła stojącego niedaleko. Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie i przez chwilę patrzyłam na kubeł, który rozwiązał problem moich dziwnych snów. No prawie. Pewnie nadal będą mi się śnić dziwne rzeczy, ale tym razem bez żadnych dziwacznych stworów z tych głupich filmów.
-Cześć Charls- usłyszałam za plecami znajomy głos. Westchnęłam i odwróciłam się w stronę chłopaka unosząc brew. –Masz już gotową sukienkę na dzisiejszą imprezę?- zapytał Borton szczerząc się głupio.
-Nie, nie idę na żadną imprezę- mruknęłam marszcząc brwi.
-Doprawdy?- zapytał Borton unosząc wyzywająco jedną brew.
-Tu jesteś Charlie. Właśnie cię szukałem. Nie wiesz może co się stało ze wszystkimi filmami? Chciałem coś obejrzeć, a półka jest pusta- odparł Niall dumając.
-Eeee, nie- odparłam dyskretnie zasłaniając kosz, z którego wystawały pudełka z tymi głupimi filmami.
-Hm, szkoda. O, cześć Jessy- odparł blondas patrząc na chłopaka, który ciągle się szczerzył siedząc na tym swoim rowerku. Myślisz, że jak masz BMX’a to jesteś fajny? W sumie… to Borton ma w pewnym stopniu rację. Ale nie musi o tym wiedzieć.
-Cześć Niall- przywitał się Borton, a potem spojrzał na mnie z dziwnym błyskiem w oku. –Szykuje się niezła imprezka na osiedlu, słyszałeś?- zapytał, a ja wytrzeszczyłam oczy i zaczęłam gestykulować chcąc mu w ten sposób przekazać by się zamknął. Co ten pajac wyrabia?! On chce mnie chyba wykończyć!
-Hmm…- wybąkał Niall, a potem spojrzał na mnie. Zamarłam chowając ręce za plecami i uśmiechając się niewinnie. Po chwili blondynek ponownie spojrzał na Bortona. –Nic nie słyszałem 
-Serio?- zapytał Jessy udając zdziwienie. Ponownie zaczęłam ostro gestykulować chcąc zamknąć usta chłopakowi. –Charlie ci nie mówiła?- dodał, a ja pacnęłam się w czoło. Co za pajac. Niall spojrzał na mnie pytająco, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Charlie, nic nie mówiłaś- odparł Horan, a ja zachichotałam nerwowo. Może dlatego, że nie miałam zamiaru tam iść?
 -Wybieramy się na nią z Charlie i grupą kumpli- odparł Borton, a Niall po chwili patrzenia na mnie, spojrzał ponownie na chłopaka.
-To super- stwierdził Niall uśmiechając się. –Bawcie się dobrze- dodał i wrócił do domu. Stałam przez chwilę w zupełnej ciszy odprowadzając blondyna wzrokiem. Pomińmy fakt, że miał dość dziwną minę, co nic dobrego znaczyć nie może.
-I co żeś zrobił?!- fuknęłam patrząc wkurzona na Bortona.
-Upewniłem się, że przyjdziesz na imprezę- odparł uśmiechając się szeroko. –To na razie!- dodał jeszcze i odjechał na tym swoim BMX’ie.
-Frajer!- krzyknęłam za nim, a on się tylko zaśmiał. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i kopnęłam wkurzona kamyk.

***

-Wiecie, że Charlie wychodzi wieczorem na imprezę z przyjaciółmi?- zapytał Niall posyłając reszcie znaczące spojrzenia, których wolałabym nie widzieć, gdy siedzieliśmy wszyscy w salonie oglądając jakiś durny teleturniej.
-Serio? Nic nie mówiłaś- odparł Lou patrząc na mnie.
-Bo w ostatniej chwili się zdecydowałam- mruknęłam w myślach obmyślając tryliony sposobów jak sprać Bortona. Wystarczyłoby go wrzucić do domu pani Smith, a ona już zrobi za mnie resztę. Ja będę miała go z głowy, a chłopak będzie miał uraz do końca życia.
-Cudownie. Wreszcie zachowasz się jak normalna nastolatka- odparł Zayn otaczając mnie ramieniem.
-Przepraszam, nie podoba ci się coś w moim stylu życia?- fuknęłam patrząc na niego z wyrzutem, a ten się uśmiechnął.
-Niczego takiego nie powiedziałem- zauważył, a ja wywróciłam oczami.
-A wiesz już w czym pójdziesz?- zapytała El cała podekscytowana.
-Eeee, nie- mruknęłam dobrze wiedząc czym to się skończy. No wiecie, godzinne nurkowanie w szafie, czesanie, malowanie, szukanie idealnej pary butów i tak dalej. Jeju, jak ja tego nie lubię!
-A mogłabym ci pomóc?- zapytała uśmiechając się szeroko. Westchnęłam i skinęłam głową. –Cudownie!- pisnęła brunetka wstając gwałtownie z kanapy. –Chodź, coś wybierzemy!- zapiszczała, a ja wstałam męczeńsko z kanapy. Już chyba wolałabym oglądając te durne filmy klasy B, albo nawet C lub D. W każdym bądź razie ja dałabym im Z. Nagle do domu wparował Liam z dziwną miną. Dopiero wrócił ze  Starbucks’a gdzie rozmawiał z Danielle. Wszyscy spojrzeli na niego pytająco, a on spojrzał na mnie. Doskonale wiedziałam o co mu chodziło. Jeśli za chwilę się nie ewakuuję to będzie po mnie. Złapałam El za rękę uśmiechając się szeroko.
-Chodźmy!- odparłam i pociągnęłam ją na górę pędząc jak oszalała przez co dziewczyna prawie się przewróciła.

____________________________________________________________________

No to sru.
Czekajcie na nexta.

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 30

**Rozdział 30**


-O co chodzi?- zapytałam zamykając za sobą drzwi i marszcząc brwi.
-Musisz mi pomóc. Ja już tak nie mogę wytrzymać. Popełniłam straszy błąd. Zachowywałam się jak jędza i straciłam go, czego teraz cholernie żałuję. Charlie, błagam, pomóż mi!- załkała niewyraźnie wyrzucając z siebie słowa.
-Danielle, spokojnie. Najpierw się uspokój- odparłam przechodząc parę metrów i siadając na krawężniku. Po chwili usłyszałam w słuchawce jak dziewczyna bierze kilka drżących oddechów. –Dobrze, teraz powiedz o co chodzi
-O Liama- odparła drżącym głosem dziewczyna. Zmarszczyłam brwi. –Popełniłam błąd. Zachowywałam się strasznie. Ale teraz kiedy go przy mnie nie ma zrozumiałam, że popełniłam największy błąd w moim życiu, że zachowywałam się jak idiotka. Liam jest dla mnie naprawdę ważny. Ja… ja go kocham- odparła, a ja zaskoczona stwierdziłam, że mówiła zupełnie serio. To na pewno ta Danielle, którą ja znałam? Ta wredna i jędzowata Danielle, która wykorzystywała biednego Liasia?
-No dobrze, ale co ja mam z tym wspólnego?- zapytałam nie za bardzo wiedząc o co chodzi.
-Chcę żebyś pomogła mi odzyskać Liama- odparła, a ja zmarszczyłam brwi milcząc przez chwilę. –Charlie, proszę! Ja się naprawdę zmieniłam! Przysięgam, że już nigdy więcej go nie zranię! Charlie, błagam, pomóż mi, ja nie mogę bez niego żyć!- załkała, a ja zbaraniała słuchałam jak szlocha. Mam jej uwierzyć? Uwierzyć, że się zmieniła? Skąd mogę mieć pewność, że nie kłamię? Skąd mogę mieć pewność, że znowu nie wykorzysta Liama? Nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. W tamtej chwili miałam w rękach serca Liama i Danielle. I tylko ode mnie zależało co z nimi zrobię. Przygryzłam wargę, wahając się. A może Danielle mówi prawdę? Co jeśli naprawdę się zmieniła i tęskni za Liamem? Co jeśli odmawiając jej, zaprzepaszczę jedyną szansę by oboje byli szczęśliwi?
-Eh, no dobra, zgadzam się- westchnęłam patrząc na czubki swoich butów.
-Charlie, nawet nie wiesz jak ja się cieszę! Będę twoją dłużniczką do końca życia! Obiecuję ci, że już nigdy nie skrzywdzę Liama!- odparła szczęśliwa.
-Lepiej powiedz jak mogę ci pomóc- mruknęłam.
-Dobrze, zatem spotkajmy się za godzinę w kawiarni niedaleko waszego domu. Wiesz o jakiej mówię?
-Tak
-Ale pamiętaj, nikt nie może się o tym dowiedzieć
-Jasne, rozumiem
-Dobrze. Więc do zobaczenia
-Cześć- mruknęłam i rozłączyłam się. Westchnęłam nie widząc czy robię dobrze. –Jeśli Liam się dowie, będzie wściekły- westchnęłam kręcąc głową.
-A o czym miałby się dowiedzieć?- zapytał Harry, który pojawił się znikąd, a ja podskoczyłam w miejscu wystraszona.
-Długo już tu stoisz?- zapytałam.
-Wystarczająco by stwierdzić, że knujesz coś z Danielle- odparł wkładając ręce w kieszenie. Westchnęłam bezradnie.
-Dobra, powiem ci. Ale obiecaj, że nikt się o tym nie dowie- mruknęłam, a on skinął głową. –Danielle chce bym pomogła jej wrócić do Liama- odparłam, a Harry uniósł brwi.
-Chyba się nie zgodziłaś?- zapytał, a ja spuściłam głowę, przygryzając wargę. Harry pokręcił głową.
-Ale Harry, ona strasznie płakała, mówiła, że się zmieniła i strasznie tęskni na Liamem. Mówiła, że go kocha i obiecała, że go już nigdy nie skrzywdzi- jęknęłam, a Harry westchnął. –Chce się spotkać za godzinę w kawiarni niedaleką stąd
-Idę z tobą- odparł Harry i ruszył w kierunku domu.
-Ale Harry!
-No co? Ja też już nie mogę patrzeć na smutnego Liama- odparł wchodząc do środka.
-Super- mruknęłam patrząc na zamknięte, czerwone drzwi.

***

-Kama Sutra- odparłam mierząc się wzrokiem z Harrym.
-Nie- zaprzeczył kręcąc głową.
-Kama Sutra- powtórzyłam nie spuszczając z niego spojrzenia.
-Nie
-Kama Sutra
-Nie
-Tak
-Nie
-Tak
-Nie
-To jak brzmi to słowo?- mruknęłam unosząc brwi. Harry wyszczerzył zęby i spojrzał na swoje literki.
-Kama Sutry- przeczytał układając słowo na planszy od scrabbli. –Zdobywam podwójną premię i dodatkowy bonus za długie słowo. Razem jakieś 69 punktów- odparł szczerząc się, a my jęknęliśmy wspólnie.
-Charlie, twoja kolej- przypomniał Liam zapisując punkty na kartce. Spojrzałam na Harrego mrużąc oczy.
-Zboczeniec- przeczytałam układając literki. –Potrójna premia i bonus za długie słowo. Razem, jakieś 80 punktów- odparłam ze zwycięskim uśmiechem patrząc na oburzonego Stylesa.
-Ona kantuje!- krzyknął Harry wskazując na mnie palcem.
-Mama cię nie uczyła, że palcem się nie wytyka?- mruknęłam ze znudzeniem odsuwając palec chłopaka sprzed mojej twarzy.
-Najwyraźniej jego gorąca mama go tego nie uczyła- odparł Horan wzdrygając ramionami i jedząc skrzydełka. Wszyscy automatycznie na niego spojrzeliśmy, a Styles uniósł brwi. –No co?
-Harry, pogódź się z tym, że jest ktoś lepszy od ciebie w scrabble- westchnął Lou przytulając El.
-Nikt nie jest lepszy od Harrego Edwarda Stylesa!- krzyknął, robiąc minę jak z okładki komiksu. Wywróciłam oczami i chrupnęłam marchewkę, szturchając w ramię Malika.
-Frajer- odparł Zayn układając literki. Wszyscy na niego spojrzeli, a on pociągnął nosem. –Beznadziejne 6 punktów dla beznadziejnego Zayna Javadda Malika- chlipnął.
-Dooooooooobra- przeciągnął Liam z dziwną miną zapisując punkty. –Elenuor- odparł patrząc na parę.
-Miłość- odparli wspólnie układając literki.
-40 punktów- zamruczał Lou całując swoją dziewczynę w szyję. Wykrzywiłam się kręcąc głową. Jednak za chwilę wybuchnęłam śmiechem widząc jak Harry udaje, że wymiotuje i jak Niall udaje, że krztusi się kawałkiem mięsa.
-Singiel- odparł Liam zamykając mi usta. Zdziwiona patrzyłam jak z wielkim uśmiechem na ustach układa literki w rządku. –Podwójna premia i 60 punktów. Jak ja lubię to słowo- westchnął, zapisując punkty, a ja spojrzałam z lekkim przerażeniem na Harrego, któremu również zrzedła mina.
-Co masz na myśli mówiąc, że je lubisz?- zapytał Niall znad swojego kurczaka.
-Po prostu je lubię. Singiel jest niezależny i może robić co mu się żywnie podoba. Totalny luz i zero wyrzutów i pretensji- odparł wzdychając zadowolony i skrzyżował ręce za głową. Przełknęłam głośno ślinę. Nagle wszyscy zamilkli gapiąc się na Liama. W pokoju zapanowała głucha cisza przerywana jedynie zegarem, który wybijał kolejną godzinę. Liam singiel? Jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić To dla mnie totalna abstrakcja. Taka abstrakcja jak to, że Louis mógłby zerwać ze swoją Eleanor. Totalna bzdura! Przecież oni są ze sobą od… od zawsze i po prostu nie mogę sobie wyobrazić jakby to było gdyby się rozstali. To by była jakaś masakra normalnie. Zwłaszcza, że założyłam się o pięć dych z Malikiem, że się pobiorą. Co jak co, ale nie zamierzam stracić pięćdziesięciu funtów przez durny zakład, które normalnie wydałabym na bardzo przydatne rzeczy takie jak nowa bluzka albo buty. Ciuchów nigdy za wiele. Zaraz. Czyżbym o czymś zapomniała? Hm… Spojrzałam na zegar wybijający godzinę piątą zastanawiając się intensywnie. Chyba ni… Osz w mordę. Spotkanie z Danielle! Wstałam gwałtownie prawie przewracając planszę, a wszyscy spojrzeli na mnie pytająco.
-Eeee, muszę iść. Umówiłam się z… Eeee- wybąkałam plącząc się.
-Ze mną!- odparł nagle Harry wstając.
-Serio?!- zapytali wszyscy chórem.
-Serio?- szepnęłam patrząc na Stylesa, a on uniósł brew. –Om, tak. Serio- odparłam. –To na razie!- krzyknęłam jeszcze i po chwili zniknęliśmy za drzwiami. –Serio?- zapytałam patrząc na Harrego, gdy przeszliśmy parę metrów. Harry wzdrygnął ramionami, patrząc przed siebie. –Będą teraz myśleć, że poszliśmy na randkę! Brawo geniuszu!- fuknęłam krzyżując ręce pod biustem.
-A to źle? Przecież na jednej już byliśmy- zauważył.
-Byliśmy, ale nikt o niej nie wiedział- mruknęłam kopiąc wkurzona kamyk, który odbił się od chodnika i poleciał parę metrów w przód. –Bo nie wiedział, prawda?- zapytałam patrząc na chłopaka, który szedł smętnie obok patrząc w ziemię. –Harry- mruknęłam nie słysząc odpowiedzi.
-Powiedziałem Louisowi- westchnął cicho.
-Harry!
-Mówimy sobie wszystko!- odparł patrząc wreszcie na mnie. Spojrzałam w te jego zielone tęczówki i ochłonęłam trochę. Przecież to nic takiego. Wie tylko Louis. Spokojnie Charlie.
-Ktoś jeszcze o tym wie?- zapytałam marszcząc brwi.
-Mówiłem tylko Louisowi- mruknął ponuro Harry szurając butami. Pokręciłam głową i ponownie kopnęłam kamyk, który wpadł pod nogi Stylesa. Ten nie zwrócił na niego uwagi i przeszedł obok niego obojętnie. Westchnęłam patrząc w bok. Strasznie spokojna ta dzielnica. No, jest spokojna, gdy fani nie stoją pod naszym domem krzycząc. Mhm… Wracając. Ale co się dziwić. Wszystkie domy wyglądają tak samo. Są ogromne, mają duży, ładny ogród i basen. W tej dzielnicy mieszkają tylko ci nadziani. Jednym z wielu minusów mieszkania w jednej dzielnicy z bogatymi ludźmi, jest oglądanie co rano napalonej córki sąsiadów stojącej w samych slipach na balkonie z napisem, że jest chętna i gotowa. Pech tak chciał, że jej balkon jest naprzeciwko mojego okna. Tsa… Dodajcie do tego fakt, że to okno jest ogromne i ukazuje napaloną Cassidy w całej okazałości. Kiedyś nawet nie założyła majtek. Pamiętam, że wtedy zaczęłam się drzeć jak nienormalna, bo strasznie mnie wystraszyła. Serio. Spałam sobie smacznie śniąc o różnych dziwnych rzeczach, a tu nagle naga Cassidy. Koszmar normalnie. Mimowolnie się wzdrygnęłam. –Zimno ci?- zapytał Harry patrząc na mnie.
-Nie tylko… coś sobie przypomniałam- odparłam.
-I niby ja mam uwierzyć, że to wspomnienie wywołało u ciebie ciarki?- zapytał wskazując na moje ręce, a ja uśmiechnęłam się pod nosem zdając sobie sprawę jak ta rozmowa przypomina naszą rozmowę z wczorajszej nocy.
-Tak, bo to wspomnienie nie należało do najmilszych- mruknęłam. –I najnormalniejszych- dodałam, a Harry
uniósł brwi. –Nie pytaj- odparłam kręcąc głową. –Pewnie byś się napalił i byłby problem- westchnęłam wzdrygając ramionami, a Harry przystanął robiąc dziwną minę.
-Charlie, powiedz, co ci się przypomniało- poprosił dorównując mi kroku. –Obiecuję, że się nie napalę- odparł. –Aż tak- dodał pod nosem, a ja zaśmiałam się kręcąc głową.

***

Spojrzałam w swój sok pomarańczowy milcząc. Ten lód wyglądał teraz tak ciekawie…
-Ale jak to „przypadkiem usłyszałeś naszą rozmowę”?!- zapytała Danielle lekko wystraszona i zdenerwowana zarazem.
-No normalnie. Wracałem do domu, gdy Charlie siedziała na chodniku rozmawiając z tobą. Chcąc nie chcąc, usłyszałem co nieco- odparł Harry popijając swoją cole.
-Co nieco?! Żarty sobie robisz?!
-Spokojnie nikomu nie powiem. Zwłaszcza Liamowi. Możesz mi zaufać- zapewnił, a Danielle spojrzała na mnie pytająco. Westchnęłam i skinęłam głową.
-Dobrze więc- odparła po chwili obserwowania Harrego. –Przejdźmy do rzeczy
-No właśnie. Bo ja nie za bardzo wiem co mam robić by ci pomóc- wtrąciłam opierając się na ręce i bawiąc się zieloną słomką, którą podwędziłam Harremu, co mu się oczywiście nie spodobało, bo wolał zieloną od brązowej, ponieważ „brązowy jest nudny”.
-Możecie go umówić ze mną na spotkanie?- zapytała, a ja zakrztusiłam się sokiem. Harry poklepał mnie po plecach, a ja spojrzałam na Danielle dużymi oczami. –Nie musicie mówić mu wprost, że to spotkanie ze mną. Po prostu przyprowadźcie go jutro do Starbucks’a w centrum o 15. Możecie to dla mnie zrobić?
-Eeee- wybąkałam patrząc niepewnie na Harrego, a ten skinął głową. –Hmm, chyba tak- mruknęłam.
-Dziękuję!- pisnęła rzucając się nam na szyję. Wow. Na serio się zmieniła. –Teraz wybaczcie, ale na prawdą muszę już lecieć. Jeszcze raz dzięki i cześć!- odparła i już jej nie było.
-Dziwne- odparłam patrząc w ślad za dziewczyną. Harry natomiast pił swoją colę przez słomkę. Po chwili opróżnił całą szklankę, ale nie przestawał zasysać powietrza przez słomkę co wydawało wkurzający dźwięk. –Przestań- mruknęłam zabierając mu szklankę i czując się jak jego matka.
-Ey, ja to piłem!- fuknął oburzony. Wywróciłam tylko oczami. –Co jest takie dziwne?- zapytał po chwili z obrażoną miną.
-To, że ludzie się jednak zmieniają- odparłam patrząc w stronę wejścia do kawiarni. Po chwili Harry przysunął się do mnie otaczając mnie ramieniem. –Co robisz?- westchnęłam patrząc na niego.
-Dziewczyna przy ladzie robi nam zdjęcia- odparł, a ja uniosłam brwi z uśmiechem na ustach patrząc jak Harry robi dziubek do zdjęcia.
-Głupek- skwitowałam, a Harry rzucił się na mnie udając, że całuje mnie namiętnie w usta. Wybuchnęłam śmiechem uświadamiając sobie jak to musiało wyglądać. Śmiałam się również dlatego, że loki chłopaka łaskotały mnie po twarzy. Po chwili odsunął się ode mnie udając, że wyciera usta w rękaw, którego nie miał zważając na to, że miał na sobie koszulkę z krótkim rękawem, i udając, że dyszy zmęczony po „namiętnym” pocałunku. Uśmiechnęłam się kręcąc głową i przytuliłam Harrego wdychając jego cudowny zapach.

***

-A może te?- zapytał wskazując na kolejne pudełko super drogich perfum. Wzięłam ich próbkę i powąchałam. Czując ich przesadnie słodki zapach, wykrzywiłam się. –A te?- zapytał podając mi następne. Powąchałam je i stwierdziłam, że pachniały całkiem, całkiem. Obejrzałam kartonik i już miałam powiedzieć, że tak, gdy zobaczyłam pewien mały, ale bardzo istotny znaczek.
-Nie- odparłam.
-Dlaczego? Myślałem, że ci się spodobały
-Bo są testowane na zwierzętach- mruknęłam pokazując na znaczek na pudełku. Harry westchnął męczeńsko i podał mi kolejny kartonik jego ulubionych perfum dla dziewczyn. Powąchałam je i uśmiechnęłam się pod nosem czując ich zapach. Był taki lekki i wiosenny. Idealnie. Obejrzałam jeszcze dokładnie pudełko i z szerokim uśmiechem na ustach stwierdziłam, że nie znalazłam żadnego haczyka. –Te są idealne- odparłam uśmiechając się.
-Świetnie- odparł Harry biorąc ode mnie pudełko z dziwnym uśmiechem na ustach.
-Co ty chcesz z…- urwałam nagle widząc jak Harry biegnie sprintem w stronę kasy. Wytrzeszczyłam oczy i pobiegłam za nim. Niestety, spóźniłam się. Gdy dobiegłam wpisywał już pin do karty. Westchnęłam kręcąc głową i olewając flirtującą z nim kasjerkę patrzyłam jak chłopak płaci za moje perfumy, które tanie nie były. –Przecież sama mogłam zapłacić- mruknęłam, gdy wyszliśmy ze sklepu.
-Mogłaś, ale chciałem zrobić ci prezent- odparł uśmiechając się i otaczając mnie ramieniem. Nie zwracając uwagi na jego słowa, zanurkowałam w swoich kieszeniach i wyciągnęłam wszystkie pieniądze jakie tam znalazłam.
-Szesnaście… osiemnaście… dzieścia dwa… dzieści… dziesiąt… osiemdziesiąt- mruczałam przeliczając. –Teraz mam tylko dwadzieścia dwa funty osiemdziesiąt. Potem oddam ci resztę- odparłam chcąc wsypać drobniaki Harremu do kieszeni.
-Nawet nie próbuj. To prezent, a za prezenty pieniędzy się nie oddaje- odparł łapiąc mnie za rękę.
-Ale…
-Żadnego ale- przerwał mi wsypując drobne z powrotem do mojej kieszeni. Oczywiście tylnej kieszeni spodni, ale wolałam przemilczeć ten fakt. Westchnęłam niezadowolona krzyżując ręce pod biustem, podczas, gdy Harry ponownie otoczył mnie ramieniem szeroko się uśmiechając.
-Jesteś straszny- mruknęłam.
-Tak, tak. Ja ciebie też- odparł wywracając oczami i cmokając mnie w policzek.

***

-Moi ulubieni kochankowie wrócili!- krzyknął Josh, gdy tylko przekroczyliśmy próg. Wywróciłam oczami i poszłam na górę odłożyć perfum. Po chwili wróciłam na dół i usiadłam na kanapie wpychając się bezczelnie między Nialla i Josha.
-Devine- zagadnęłam chłopaka.
-Tak Charlie?- zapytał skupiając się na meczu.
-Wiesz, że masz przesrane za tych kochanków, prawda?
-Oczywiście Charlie- odparł nawet na chwilę nie odrywając oczu od telewizora. 
-To dobrze- westchnęłam opierając się wygodnie. –Chciałam ci tylko przypomnieć, że wiem gdzie trzymasz klucze i radziłabym ci się zacząć bać- mruknęłam z uśmiechem na ustach.
-Nie ma sprawy Char…- urwał nagle łapiąc sens moich słów i spojrzał na mnie przerażony.
-Nie znasz dnia i godziny- szepnęłam do niego uśmiechając się i puściłam mu oczko widząc jego skołowaną i przerażoną zarazem minę. Westchnęłam zadowolona opierając się wygodnie o ramię Horana i przymykając oczy.

***

Nagle obudziłam się gwałtownie przez krzyki chłopaków.
-GOOOOOOOOOOOOL!!!!- wrzasnęli, a ja usiadłam prosto wytrzeszczając oczy. Nikomu nie życzę by został obudzony w tak drastyczny sposób. 
-Wiecie co? Chyba się położę- mruknęłam pod nosem i nie uzyskując żadnej odpowiedzi wspięłam się na schody. Hm, z przymkniętymi oczami raczej trudno się chodzi. Może to dlatego, że praktycznie nic się nie widzi. Może. Ale za to jak jest wtedy przyjemnie! Weszłam do mojego pokoju i zgarnęłam piżamkę, po czym udałam się do łazienki. Hm, dziwne. Była zamknięta. Zmarszczyłam brwi i zapukałam.
-Zajęte!- krzyknął Lou. Westchnęłam i usiadłam na łóżku czekając. Po chwili z łazienki wyszedł Lou owinięty w ręcznik trzymając w ręce moją różową maszynkę do golenia. Westchnęłam.
-Dlaczego golisz się moją maszynką?- zapytałam.
-Bo jest taka delikatna i różowa!- odparł uśmiechnięty.
-Mógłbyś odłożyć ją na miejsce?- zapytałam, a Louis skinął głową i spełnił moją prośbę. –A teraz ważniejsze pytanie. Co robiłeś w mojej łazience?
-No jak to co? Brałem prysznic!- odparł Lou jakby to było najbardziej oczywiste na świecie. Wywróciłam oczami i posłałam mu wymowne spojrzenie. –El zajęła moją łazienkę, więc postanowiłem skorzystać z twojej- odparł wzdrygając ramionami. Westchnęłam woląc nie pytać dlaczego nie skorzystał z łazienki dla gości albo przynajmniej z łazienki któregoś z chłopaków. Po chwili Lou uśmiechnął się do mnie szeroko i wyszedł.
-Wreszcie- mruknęłam pod nosem i powlokłam się do łazienki.

***


-Skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów, skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów, skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów, skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów- powtarzałam wychodząc z łazienki by nie zapomnieć. Przeszłam przez korytarz i wparowałam do pokoju Stylesa. Tego oczywiście nie było, bo brał prysznic śpiewając, co ja doskonale słyszałam. -Skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów, skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów, skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów- mruknęłam siadając na łóżku i czując jak powieki stają się coraz cięższe i cięższe. -Skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów, skrzyczeć Harrego za dodanie do szamponu pasty do zębów- odparłam kładąc się na łóżku. Po chwili oczy same mi się zamknęły i zasnęłam.

___________________________________________________________________

Ta - dam!
Kolejny rozdział. 
A teraz sory, ale muszę lecieć posprzątać.
Życzcie mi powodzenia.

czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 29

**Rozdział 29**


Budzik.

***

Wkurzający Jessy i Dylan.

***

Strasznie straszne godziny spędzone w szkole.

***

No i wreszcie dom.
-Wróciłam!- krzyknęłam zamykając drzwi i ściągając buty. Dzisiaj wyjątkowo wracałam do domu pieszo, ponieważ chłopacy byli czymś zajęci, a autobus był wypchany fanami i jakbym jakimś cudem znalazła miejsce, nie miałabym spokoju przez całą drogę. –Aha, fajnie- mruknęłam pod nosem wspinając się na schody. Gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju, rzuciłam torbę w kąt, weszłam do garderoby, wzięłam jakieś ciuchy i poszłam do łazienki odświeżyć się i przebrać. Gdy tylko wyszłam z łazienki wiążąc włosy w luźnego koka, mój wzrok padł na ścianę nad łóżkiem. Może to trochę dziwnie brzmi, ale spokojnie, już wyjaśniam. Otusz ściana ta nie wyglądała normalnie, tak jak zazwyczaj. Ściana ta była poobklejana zdjęciami, które wczoraj robiłam z Harrym. Oprócz nich były również tam, inne zdjęcia z resztą chłopaków. Uniosłam brwi i podeszłam do ściany przyglądając się zdjęciom. Ale kto to zrobił? Przecież Zayn jest na randce z Willow, Lou wyszedł gdzież z El, która dzisiaj przyjechała, Liam poszedł na siłownie, a Niall miał spotkać się z Joshem. Został jeszcze Harry, ale on pewnie też miał jakieś plany i wybył na miasto. Westchnęłam patrząc jeszcze chwilę na zdjęcia po czym wzdrygnęłam ramionami i zeszłam na dół. Wzięłam na ręce łaszącą się do mojej nogi Małą Charlie i weszłam do kuchni, która, co wcale nie było dziwne, była pusta. Nucąc coś pod nosem wyciągnęłam butelkę wody z lodówki i upiłam kilka łyków. Wiecie co? Strasznie dziwnie w tym domu bez ciągłych krzyków, gonitw, przepychanek i śmiechów. Zupełnie jakbym była w innym domu. Wzdrygnęłam ramionami, włożyłam butelkę do lodówki, wzięłam jabłko i wyszłam z kuchni. Hm, może obejrzę sobie jakiś film. Włączyłam telewizor i położyłam kotka na ziemi rozglądając się
za pilotem. Po chwili mój wzrok powędrował na kanapę. Uśmiechnęłam się pod nosem widząc zwiniętego w kłębek Harrego śpiącego słodko.Złapałam się pod boki widząc jak przytula się do pilota, a we włosach ma kawałki taśmy klejącej. Czyli zagadka poobklejanej ściany się wyjaśniła. Tylko nadal zostało jedno pytanie. W sumie, to dlaczego Harry to zrobił? Przecież jakby się nudził to mógłby wyjść na miasto, obejrzeć jakiś film, albo te swoje pisemka spod materaca. Westchnęłam kręcąc głową i przykryłam go kocem po czym powyciągałam kawałki taśmy klejącej z jego włosów. Gdy się z tym uporałam kucnęłam przed kanapą przyglądając się mu. Trzeba przyznać, że Harry wyglądał na prawdę uroczo, gdy tak spał. Hm, więc oglądanie filmu odpada jeśli nie chcę go obudzić. Dlatego musze znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. Tylko co można robić samemu w domu z Harrym śpiącym na kanapie? Dobra. Chyba już wiem. Ale to może nie spodobać się Harremu… Dziwne. Jedna część mnie chce wywinąć psikusa Stylesowi, a druga każe mi tu zostać i gapić się na niego jak tak śpi. Chociaż wiecie co? Zostanie tutaj i patrzenie jak Harry słodko śpi wcale nie jest takim głupim pomysłem. Czyli jednak niepotrzebnie odwołałam tę wizytę u psychiatry.

***

Cóż za genialny pomysł! Wiedziałam, że jestem genialna, ale nie, że aż tak. No po prostu geniusz nad geniuszami. I nie chodzi mi tutaj tylko o żart, który zrobiłam Harremu. Swoją drogą kiedy się obudzi, nie będzie za bardzo zadowolony. Westchnęłam uśmiechając się do kamerki i pokiwałam fanom. Twitcamry są serio świetne. Już wiem dlaczego Liam tak często je robi.
-Pytanie od harry’s_wife: Co najbardziej lubię w Harrym?- przeczytałam. –Hm, pomyślmy. Jest wiele rzeczy, które w nim lubię, ale najbardziej uwielbiam to, że tak głęboko śpi- odparłam uśmiechając się. –Pewnie teraz nie wiecie o co mi chodzi. Spokojnie, za jakąś chwilę się dowiecie- zapewniłam spoglądając na zegarek. Trzy, dwa, jeden…
-CHARLIE!!!- wydarł się wściekły Styles z dołu, a ja wybuchnęłam śmiechem. Jaki punktualny! –Charlotte Anabelle Blanko Cole, co to ma znaczyć?!- zapytał wkurzony wchodząc do pokoju. Spojrzałam na niego i ponownie zaniosłam się śmiechem widząc okulary narysowane na jego twarzy, wąsy i brodę zrobione ze śmietany i włosy artystycznie ułożone żelem w figurę przypominającą… w zasadzie nie wiem co przypominała, ale wyglądała strasznie śmiesznie. –Tak cię to śmieszy? A jak wyjaśnisz to?!- fuknął podnosząc koszulkę i ukazując prawdziwy majstersztyk. Własnoręcznie rysowane markerem wodoodpornym włosy na klacie. Odpowiedziałam mu kolejną salwą śmiechu. Śmiałam się tak mocno, że spadłam z krzesła, wciąż się śmiejąc. –A co powiesz na to?!- krzyknął z dziwną miną wyciągając nożyczki z kieszeni. Momentalnie przestałam się śmiać i wstałam z podłogi patrząc na niego dużymi oczyma.
-Harry, nie rób niczego czego później będziesz żałował- odparłam unosząc ręce w obronnym geście. Harry nie odpowiedział nic, tylko podszedł do mnie z diabolicznym uśmiechem. –Harry?- pisnęłam patrząc jak jego nożyczki niebezpiecznie zbliżają się do moich włosów. –Nie!- pisnęłam i popędziłam przed siebie ile sił w nogach krzycząc coś o sądzie i wysokim odszkodowaniu.

***

-Idiota z ciebie- stwierdziłam siedząc wyczerpana obok Harrego na kanapie. Harry tylko westchnął. Pokręciłam głową patrząc na pocięte firanki, poduszki, dywan, koc i moje ubrania. –A lubiłam tą bluzkę- mruknęłam patrząc na porozcinany materiał, który jakieś dziesięć minut temu był bluzką.
-A ja lubiłem swoją klatę bez włosów dorysowanych markerem- fuknął Harry pokazując mi język.
-Jesteś świrnięty!- skomentowałam kręcąc głową.
-A ty niby nie?- bąknął chłopak z dziwną miną wyciągając z włosów kawałek taśmy klejącej. Westchnęłam krzyżując ręce pod biustem. Czasem po prostu mam dosyć tego człowieka i jedyne o czym mażę to możliwość zdzielenia go w łeb patelnią. Ale czasem aż mam ochotę rzucić się mu na szyję i powiedzieć jak bardzo się cieszę, że jest. A ta chwila jest na granicy. Jeden zły krok, a mogę się na niego rzucić z patelnią lub z uśmiechem. To zależy wyłącznie od niego. Spojrzałam na niego dyskretnie i uśmiechnęłam się pod nosem widząc jak ze skupioną miną stara się odkleić kawałek taśmy od palca co kończy się tym, że taśma przykleja się do drugiego palca.
-Dlaczego poobklejałeś ścianę zdjęciami?- zapytałam patrząc na niego z uśmiechem i przekrzywiając głowę. Harry spojrzał na mnie kątem oka, a po chwili ponownie skupił się na wcześniejszej czynności.
-Nie wiem o czym mówisz- mruknął nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
-Jasne- odparłam wywracając oczami.
-Na serio. Nie mam zielonego pojęcia o co ci chodzi- zapewnił unosząc ręce w obronnym geście. Zmarszczyłam brwi przez chwilę mierząc się z nim spojrzeniem.
-I tak wiem, że to ty- mruknęłam mrużąc oczy, a Harry westchnął bezradnie. –Dzięki- dodałam uśmiechając się i go przytulając.
-Nie ma za co- odparł Harry odwzajemniając gest. 
-Czyli się przyznajesz?- zapytałam unosząc brew.
-Nie
-Oj Harry, Harry- westchnęłam kręcąc głową. –Wiesz- podjęłam siadając prosto, a Harry spojrzał na mnie zaciekawiony. –Naprawdę, dobry z ciebie przyjaciel- odparłam uśmiechając się delikatnie. Dziwne. Dlaczego, gdy wymówiłam ostatnie słowo poczułam się jakbym kłamała? Ale przecież nie kłamałam. Bo Harry na prawdę jest wspaniałym przyjacielem. Zagryzłam wewnętrzną część policzka i spojrzałam na Stylesa. Uśmiechnął się do mnie z dość dziwną miną. Jakby go coś bolało. Ten brzuch jeszcze mu nie dał spokoju? A potem stało się coś dziwnego. Harry zmarkotniał, wstał i powiedział:
-Wiesz, ja muszę… muszę coś załatwić
-O, em… jasne. Idź- wybąkałam zaskoczona jego dziwnym zachowaniem. Harry uśmiechnął się do mnie blado i bez słowa wyszedł. Westchnęłam i opadałam na kanapę przytulając do siebie Małą Charlie. –Strasznie to wszystko porąbane- stwierdziłam patrząc na ekran telewizora, gdzie akurat mówiono o Harrym. Ponownie westchnęłam patrząc na zdjęcie chłopaka. Harry jest wspaniałym przyjacielem… Harry i przyjaciel w jednym zdaniu, jak to dziwnie brzmi. Zupełnie jakby słowo „przyjaciel” nie pasowało do jego imienia. –Faceci to zło. Uwierz mi- odparłam patrząc na kotkę. Ta miauknęła i przekrzywiła łepek patrząc na mnie ogromnymi oczyma.
***
Nagle drzwi otwarły się gwałtownie, a ja spojrzałam w tamtym kierunku. Wykrzywiłam się widząc całujących się namiętnie Lou i El. Wyglądali na nieźle napalonych, zważając choćby na fakt, że El odpinała koszulę Lou, a Lou macał El po tyłku. Pokręciłam głową i odchrząknęłam znacząco. Nie zareagowali. Lou nawet zabrał się za ściąganie koszulki El.
-Ej!- krzyknęłam. Nic. Pokręciłam głową i rzuciłam w nich poduszką widząc, że El ściągnęła już koszulę Lou, a Lou zaczął rozpinać jej spódniczkę. Oni oderwali się od siebie, spojrzeli na poduszkę, a potem powędrowali wzrokiem w stronę kanapy. Kiedy mnie zobaczyli pisnęli i gapili się na mnie zbaraniali. Wywróciłam oczami czekając aż ich małe móżdżki w końcu się obudzą.
-Charlie?! Co ty tu robisz?! Harry miał cię gdzieś zabrać!- pisnął Lou zakładając koszulkę i zapinając spodnie.
-Siedzę. Nie widać?- mruknęłam znudzona sięgając po popcorn.
-Cześć Charlie- odparła nieśmiało El chowając się za swoim chłopakiem.
-Cześć El- mruknęłam. Po moich słowach zapadła głucha cisza przerywana jedynie wybuchami w kreskówce.
-To my może pójdziemy na górę- odparł w końcu Lou wskazując na schody.
-Świetny pomysł- odparłam kiwając głową i skupiając się ponownie na kreskówce, gdzie świrnięty kojot wysadzał wszystko w powietrze. Westchnęłam słysząc przytłumione jęki i stęki tamtej dwójki. Wywróciłam oczami i podkręciłam głośność. Chwila. Harry miał mnie gdzieś zabrać?! Nie myśląc wiele, zdjęłam Małą Charlie z kolan i wspięłam się na schody. Po chwili zatrzymałam się przed pokojem Lou. Chyba nie muszę wspominać, że było tam głośno? I chyba wszyscy wiedzą dlaczego. Westchnęłam i zapukałam kilkakrotnie, jednak nikt nie usłyszał. Nic dziwnego. Wywróciłam oczami, zakryłam oczy ręką i weszłam do środka. –Przepraszam, że przeszkadzam- odparłam kurczowo zasłaniając sobie oczy dłonią.
-O co chodzi Charlie?- mruknął Louis.
-Mógłbyś mi wyjaśnić co miałeś na myśli mówiąc, że Harry miał mnie gdzieś zabrać?
-Mówił coś, że chcę cię gdzieś zabrać i, że dom będzie pusty- odparł niecierpliwie podkreślając ostatnie słowo. Hm, dziwne.
-Mówił coś jeszcze?- zapytałam.
-Nie- fuknął Lou.
-Hm, w takim razie nie przeszkadzam- odparłam i czym prędzej wyszłam z pokoju. Nie czułam się fajnie wiedząc, że przerwałam im w… w dogadzaniu sobie, ale po prostu musiałam o to zapytać. Wracając do Harrego. Najpierw te jego dziwne zachowanie wczoraj wieczorem, rano te zdjęcia, jego nagłe wyjście i teraz to informacja od Louisa. Czy tylko mi się wydaje, że od pewnego czasu szanowny pan Styles zachowuje się nieco dziwnie? Tylko co on knuje? Westchnęłam siadając na kanapie. Nagle ktoś wszedł do domu. Usłyszałam przeciągłe westchnięcie. Nie zwracając na to uwagi głaskałam Małą Charlie po łebku. Po chwili ktoś usiadł obok mnie i ponownie przeciągle westchnął. Wywróciłam oczami sięgając po popcorn. Chłopak ponownie westchnął nalegając bym zapytała o co chodzi. –Jak udała się randka?- mruknęłam patrząc znudzona na Malika, który szczerzył się jak ostatni idiota. Dziwne, że go twarz nie bolała. Normalnie pierwszy raz widzę żeby się tak szeroko uśmiechał. 

-Było cudownie. Ona była cudowna- westchnął rozmarzony opierając się na moim ramieniu. Uniosłam znudzona brew patrząc na ekran telewizora. –Najpierw poszliśmy na długi spacer rozmawiając, a potem do knajpki. Wspaniale nam się rozmawiało i tematy się nie kończyły. Willow jest taka cudowna- odparł patrząc rozmarzonym wzrokiem w nieokreślonym kierunku.
-To jesteście już parą?- zapytałam wrzucając do ust kolejne ziarenko popcornu.
-Nie- mruknął smutno Malik. –Nawet jej nie pocałowałem!- jęknął. Po chwili ponownie ktoś wszedł do domu.
-Nie ma to jak dobry trening- odparł zadowolony Liam gwiżdżąc pod nosem. –Cześć wam!- przywitał się radośnie, a ja mu pomachałam nawet nie odwracając się w jego kierunku. –Idę wziąć prysznic. Strasznie się spociłem- stwierdził i gwiżdżąc pod nosem wspiął się na schody.
-Jestem totalnym idiotą! Dlaczego jej nie pocałowałem? Przecież ona jest taka idealna! Jestem totalnym tchórzem!- jęknął Zayn, a ja nieobecnym wzrokiem patrzyłam na ekran telewizora, gdzie akurat jakaś laska opowiadała o wspaniałym proszku do prania. Aż 20% wydajniejszy niż zwyczajne proszki? Wow. Chyba go kupię.
-Jest coś do jedzenia? Głodny jestem- mruknął do progu Niall. –O, hej Charlie, hej Zayn!- przywitał nas radośnie.
-Bry- mruknęłam sięgając po kolejną garść popcornu.
-No, ale dlaczego jej nie pocałowałem?! Charlie, powiedz dlaczego! Miałem tyle okazji, a żadnej nie wykorzystałem!- odparł płaczliwym tonem Zayn.
-Hey, I just met you and this is crazy, but this’s my kitchen, so sandwich maybe?- podśpiewywał pod nosem Niall, a potem wszedł do kuchni.
-Jestem totalnym frajerem I dupkiem! Co ona teraz o mnie pomyśli?! Jestem skończonym idiotą!- jęczał Zayn. Wywróciłam oczami i po chwili zadzwonił mój telefon. Zepchnęłam z ramienia głowę Malika, przez co ten opadł na kanapę nawet na chwilę nie przerywając swoich jęków, a ja zdziwiona odebrałam widząc na ekranie nieznajomy numer.
-Halo?
-Charlie, wiem, że ci się to nie spodoba, ale błagam, pomóż mi- załkała jakaś dziewczyna. Uniosłam brwi zdziwiona.

-Kto dzwo…- urwałam nagle poznając głos dziewczyny. Uniosłam brwi wyżej i wyszłam przed dom nadal nie mogąc uwierzyć w to, że właśnie ona do mnie zadzwoniła.

___________________________________________________________

Sory. Może i bardzo (bardzo) zwlekałam z dodaniem tego rozdziału, ale jeśli kotś czasem wchodzi na mojego aska to wie dlaczego. 
Chciałabym tylko podkreślić, że te opowiadanie pisałam bardzo dawno temu (bo teraz już nawet nie interesują mnie 1D. Straszne, ale prawdziwe).
I wielkie dzięki za wszyteki miło słowa i w ogóle. Jesteście kochani ! ♥
No cóż. Tyle.
Nie wiem kiedy kolejny.
Trzymajcie się mebli