niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 28

**Rozdział 28**


Gdy tylko przekroczyłam próg szkoły od razu dopadły mnie te dwa natręty.
-NIGDZIE NIE IDĘ!- krzyknęłam nim oni zdążyli otworzyć usta i nie zważając na ich pytania i ciągłe paplanie o tej imprezie, ruszyłam do klasy na cudowne czterdzieści pięć minut, które spędzę słuchając opowiadań pana Saltmen’a na temat różnych, nie ciekawych i potwornie nudnych rzeczy.

***

Spać, spać, spać, spać, błagam, dajcie mi spać. Chcę po prostu się położyć i zasnąć. Miałam dzisiaj zastępstwo i trzy wf-y pod rząd. Na wszystkich trzech biegaliśmy wokół ogromnego boiska. W kółko. Bez przerwy. Poza tym jestem potwornie zmęczona ciągłym paplaniem Jessy’ego i Dylan. No i jeszcze pan Saltmen, który wykończył mnie testem z… czegoś tam.
-Witaj słoneczko, kochane moje! Jak było dzisiaj w szkole cukiereczku?- zapytał Niall gdy tylko weszłam do domu.
-Co?- zapytałam patrząc na niego nieobecnym wzrokiem.
-Właśnie pytałem jak moja dziewczyna bawiła się w szkole- powtórzył spokojnie uśmiechając się promiennie. Zmarszczyłam brwi myśląc intensywnie. Myślałam, że jestem dziewczyną Harrego. Chyba, że coś przeoczyłam… Wiecie, a może jednak jestem z Niallem? Bo pamiętam, że kiedyś mówiliśmy coś w stylu „kocham cię”.
-To moja dziewczyna stary i to ja powinienem ją o to pytać- odparł Harry podchodząc do Nialla i klepiąc go po ramieniu. Czyli jednak jestem dziewczyną Harrego! No przecież, że tak! Wczoraj byliśmy przecież na randce i w ogóle. Ey, właśnie sobie coś uświadomiłam. Mam chłopaka!
-Mam dosyć, jestem padnięta. Chyba się położę- mruknęłam przykładając dłoń do czoła. –A tak w ogóle to cześć kochanie- bąknęłam podchodząc do Harrego i cmokając go przelotnie w policzek, co właściwie było pocałunkiem w kącik ust bo źle wycelowałam. Oj tam. Harry zesztywniał i spojrzał na mnie zszokowany, a ja z przymkniętymi oczami wdrapałam się na schody mrucząc coś pod nosem. Gdy tylko wpełzłam do pokoju, rzuciłam torbę gdzieś w kąt i opadłam sztywno na łóżko mażąc bym już nigdy nie musiała się podnosić. Wiecie co? Fajnie, że mam chłopaka. I jeszcze fajniej, że jest nim Harry. Na prawdę go lubię. No i Harry jest na serio potwornie przystojny. W ogóle jest taki utalentowany, uroczy, słodki, zabawny i… Momencik… JASNA DUPA! Podniosłam się gwałtownie z łóżka wytrzeszczając oczy. Co ja właśnie zrobiłam?! Charlie, ty idiotko! Pacnęłam się w czoło i wyszłam z pokoju. Chyba Harry nie powinien być zły. Ładnie przeproszę i zapomnimy o sprawie. Oczywiście. To takie proste! Zeszłam wolno na dół gdzie zastałam Harrego i Nialla w takiej samej pozycji w jakiej ich zostawiłam. –Yyyy- wybąkałam podchodząc niepewnie do Harrego. –Głupio wyszło, bo widzisz, wymęczyłam się strasznie w szkole i byłam taka śpiąca, że pomyślałam, że my, w sensie ty i ja, na serio jesteśmy razem, co jest totalną bzdurą, bo przecież my tylko udajemy. No i… tak jakoś wyszło- mruknęłam czekając na jego reakcję. Charlotte Anablelle Blanka Cole- idiotka wszechczasów. Hm… może walnę sobie taki napis nad łóżkiem? Albo od razu na czole. Wtedy ludzie pomyśleliby kilka razy zanim podeszliby do mnie. Wiecie co? To wcale nie jest głupi pomysł. Tylko czym to napisać? Markerem? Najlepiej wodoodpornym.
-Nic się nie stało. Tylko zdziwiłaś mnie trochę- odparł Harry uśmiechając się i drapiąc w tył głowy.
-Serio? Myślałam, że będziesz zły albo coś takiego- mruknęłam wzdrygając ramionami.  
-Zły? Za co? Za to, że taka Charlie Cole, na którą lecą faceci z całego świata pocałowała mnie nieumyślnie w usta?- prychnął unosząc brwi, a ja zdziwiłam się troszeczkę. No bo jaka dziewczyna nie zdziwiła by się troszeczkę słysząc takie słowa od samego Harrego Stylesa? Chyba nie ma takiej na świecie.
-Wcale nie lecą na mnie faceci z całego świata- mruknęłam krzyżując ręce pod biustem.
-Doprawdy? A ci z transparentami, którzy stoją pod domem? Albo ci, którzy gonili cię ostatnio po szkole? Lub ci, którzy wypisują do ciebie na twitterze? Albo…- wymieniał Niall stojąc przy oknie.
-Dobra. Wystarczy- mruknęłam i podeszłam do niego. –Serio znowu stoją pod domem?- jęknęłam wyglądając zza okno. Hm, wiecie co? Jednak wysyłanie do wszystkich followersów chłopaków naszego adresu było marną zemstą. Może dlatego, że wcześniej nie pomyślałam o tym, że JA TEŻ Z NIMI MIESZKAM. Muszę napisać sobie na czole, że jestem idiotką wszechczasów. Serio. I zrobię to, gdy tylko pójdę na górę. Po chwili do salonu wparował Zayn, który trzymał w ręce swojego I’phona szczerząc się jak debil. Aha, już wiem co jest grane. –Zayn, to kiedy idziesz na randkę z Willow?- zapytałam łapiąc się pod boki.
-Nie mam pojęcia o czym ty mówisz- odparł patrząc na mnie, a ja uniosłam brew. –Jutro. Ale co ja założę? Jak się uczeszę? Nie mogę przecież ubrać się tak normalnie?! Cholera jasna, w co ja się ubiorę?! Charlie, w co ja się ubiorę?!- jęknął, a ja wywróciłam oczami.
-A gdzie idziecie na tę randkę?- zapytałam biorąc na ręce Małą Charlie, która łasiła się do mojej nogi. Jak na razie nie znalazł się jej właściciel i kotek został z nami. Może dlatego, że Harry zamiast zdjęcia Małej Charlie na ulotkach, własnoręcznie wykonał jej rysunek, co wyglądało raczej jak żyrafa, a nie kot. Teraz na całym osiedlu wiszą plakaty zgłaszające, że znaleźliśmy żyrafę i prosimy właściciela o skontaktowanie się z nami. Ale mniejsza o to.
-No do knajpki z chińszczyzną, a potem na spacer- wybąkał, a ja wzniosłam oczy do nieba.
-Ubierz się normalnie, tak jak zwykle- odparłam głaszcząc Małą Charlie po łebku.
-Ale jak to?! Przecież to randka z Willow! Nie mogę ubrać się tak jak zwykle!- jęknął.
-Masz rację, to randka z Willow. Dlatego ubierzesz się tak jak zwykle- mruknęłam uderzając w rękę Harrego, który chciał zabrać mi kotkę. Ten złapał się za rękę i z urażoną miną poszedł do kuchni skąd dochodziły dość dziwne dźwięki. Pewnie Louis znowu gotuje.
-Ale Charlie!- jęknął Zayn.
-Żadnego ale!- fuknęłam, a Malik westchnął niezadowolony. Nie po to męczyłam się spikając tą dwójkę by teraz Zayn wszystko zepsuł ubierając się jak jakiś lowelas. Namęczyłam się trochę i nie pozwolę na to. Zwłaszcza by to zepsuć w tak głupi sposób na jaki mógłby się zdobyć tylko Zayn. Zaraz… Louis w kuchni?! Wytrzeszczyłam oczy i podając Małą Charlie Zaynowi, popędziłam do kuchni, gdzie zastałam Lou robiącego naleśniki. Wszystko byłoby okay, gdy Lou nie smażył ich nad palnikiem! –LOUIS!- pisnęłam i w mgnieniu oka wyciągnęłam gaśnicę i zgasiłam palącego się naleśnika.
-Ey no! Ja gotowałem!- fuknął oburzony Lou.
-No właśnie. A z tego co wiem ty masz zakaz gotowania- przypomniałam odgarniając włosy z czoła i starając się jakoś uspokoić bicie serca.
-Zakazy- srazy. Kogo one w ogóle obchodzą?- zapytał z dziwną miną wrzucając spalonego, pokrytego pianą z gaśnicy naleśnika do zmywarki.
-E, no nie wiem. Na przykład ludzi, którzy chcąc jeszcze pożyć?- mruknęłam odkładając gaśnice na miejsce i siadając obok gwiżdżącego pod nosem Harrego, który zadowolony przeglądał jakieś pisemko dla nastolatek.
-O! Artykuł o Charlie! A myślałem, że wyrzuciłem pieniądze w błoto- odparł zadowolony Styles uśmiechając się szeroko. Uniosłam brwi i spojrzałam na okładkę pisemka. Oprócz gigantycznego zdjęcia Harrlie i nazw artykułów nie znalazłam nic ciekawego. Przysunęłam się do Harrego i zerknęłam mu przez ramię wprost do gazety.
„Szesnastoletnia Charlie Cole, członkini zespołu One Direction, od pewnego czasu jest najgorętszym tematem w całej Anglii i nie tylko. Dlatego my też postanowiliśmy dowiedzieć się czegoś na jej temat….”
Potem była jakaś tabela z podstawowymi informacjami o mnie, takimi jak pełne imię, wiek, data urodzenia, miejsce urodzenia, rodzina, historia „sławy”, a potem były ciekawostki na mój temat. Zmarszczyłam brwi widząc co tam jest napisane. Ciekawe skąd wiedzieli, że nie jem jak normalny człowiek i panicznie boję się klownów. Okay, to dziwne i przerażające za razem. Ale bardziej dziwi mnie to skąd oni wzięli ostatnią ciekawostkę. „Charlie pokochała Harrego, gdy pierwszy raz go ujrzała”. Przecież to totalna bzdura! Tak samo jak reszta bzdur dotyczących naszego „związku”. Przecież, gdy pierwszy raz ujrzałam Stylesa pomyślałam… Eee, pomyślałam, że ma fajne włosy, ładny uśmiech, cudowne oczy i urocze dołeczki w policzkach. A on wziął  mnie za dziesięciolatkę. Gdzie oni widzą miłość od pierwszego wejrzenia?! Dobra, zaczynam się siebie bać. Na serio tak pomyślałam, gdy pierwszy raz zobaczyłam Harrego? Ale przecież zaraz potem spojrzałam na resztę i też stwierdziłam, że są przystojni.
-Zakochałaś się we mnie od pierwszego wejrzenia- zamruczał Harry szczerząc się głupio i poruszając flirciarsko brwiami. 
-Nie- mruknęłam wywracając oczami.
-Mów co chcesz, ja  i tak wiem lepiej- odparł szczerząc się, a ja jęknęłam i położyłam głowę na stole słuchając jak Liam krzyczy, że znalazł obcego w zmywarce co w rzeczywistości było naleśnikiem Lou.

***

-Wiecie co?- zapytałam, gdy siedzieliśmy w sali kinowej oglądając jakiś idiotyczny film, którego w ogóle nie rozumiałam. Był bardziej pokręcony niż „Incepcja” i „Matrix” razem wzięte.
-Hmmm?- zamruczał Harry w skupieniu pochłaniając popcorn.
-Właśnie się zastanawiałam, co ja tu robię. No bo w końcu wy jesteście dorośli, dziwni, zboczeni, dziecinni i potrzebujecie opiekunki na pełen etat bo biedny Liaś sam nie daje rady, a ja jestem niepełnoletnia, więc praktycznie to wy jesteście za mnie odpowiedzialni, a zazwyczaj jest tak, że to ja musze się zajmować wami. A wiecie co jest najdziwniejsze? Że Paul sam zaproponował bym się do was przeprowadziła…- mruknęłam marszcząc brwi.
-Tak, tak. To naprawdę bardzo interesujące Charlie- odparł Zayn nawet na mnie nie patrząc. Westchnęłam niezadowolona. Po co ja się produkowałam skoro nikt mnie nie słuchał?
-Jestem zmęczona. Idę do siebie- odparłam wstając, a odpowiedziała mi cisza. Pokręciłam głową i wyszłam na ciemny korytarz. Hm, gdy jestem tu tak sama jest jakby trochę ciemniej, mroczniej i straszniej. Wzdrygnęłam ramionami i ruszyłam do swojego pokoju. Westchnęłam opadając na swoje łóżko. Jeju. Co tu się w ogóle dzieje? Jednego dnia jestem zwyczajną dziewczyną, której nikt nie zna, a następnego jestem już gwiazdą muzyki i najgorętszym tematem plotek w całej Anglii i nie tylko! Nawet nie wiem jak i kiedy to się stało. Możliwe, że wtedy, gdy przekroczyłam próg gabinetu Paula i ujrzałam pięć par wpatrujących się we mnie oczu. Westchnęłam i przytuliłam mruczącą Małą Charlie. A co by było gdyby chłopcy się jednak nie zgodzili? Pewnie teraz siedziałabym w pokoju patrząc w sufit i marząc o niestworzonych rzeczach. A chłopacy? Chłopacy pewnie robiliby to co zawsze z tą różnicą, że mieliby kilka tysięcy fanów mniej. Nie znaczy to, że się wychwalam czy coś. Ja po prostu stwierdzam fakty. Bo tak jest na serio. Gdy dołączyłam do chłopaków zainteresowanie nimi gwałtownie wzrosło czego ja kompletnie nie rozumiem, bo nie stało się nic ciekawego oprócz tego, że przyjęli nowego członka. Mówiąc ściślej- mnie. Tyle, że ja na serio nie jestem jakąś tam super ciekawą osobą, która jest super fajna, mądra, utalentowana, ładna i tak dalej. Ja jestem… zwyczajna. Po prostu. No dobra, czasem potrafię być na serio wredna i często doprowadzam ludzi do szału, ale to i tak nie zmienia faktu, że to po prostu ja- zwyczajna Charlie Cole. Przymknęłam oczy wysłuchując równomiernego mruczenia kotka.

***

„Usłyszałam delikatny szelest i zmarszczyłam brwi. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i przytuliłam mocniej poduszkę. Po chwili ktoś mnie zawołał.
-Charlie, Charlie, obudź się
Otwarłam wolno powieki i usiadłam na łóżku przeciągając się leniwie. Po chwili spojrzałam pytająco na chłopaków, którzy stali przede mną nagrywając wszystko telefonem.
-Co jest?- mruknęłam marszcząc brwi. Oni tylko zachichotali. Podrapałam się po głowie, ale coś mi nie pasowało. Chwila… gdzie moje włosy? Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam w bok, na toaletkę z lustrem. Gdy ujrzałam swoje odbicie otwarłam szeroko usta. Ktoś zgolił moje włosy! Krzyknęłam na całe gardło, a chłopacy nadal wszystko nagrywali chichocząc…”
Obudziłam się nagle i wytrzeszczyłam oczy siadając gwałtownie na łóżku. Od razu spojrzałam w lustro i odetchnęłam widząc, że mam wszystkie włosy. Pokręciłam głową i spojrzałam przed siebie. Kolejny zawał. Złapałam się za serce wyrównując oddech.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć- odparł od razu chłopak.
-Co ty tu w ogóle robisz?!- zapytałam podnosząc na niego wzrok.
-Chciałem pogadać, ale zobaczyłem, że śpisz... Wyglądałaś tak słodko, że usiadłem i po prostu patrzyłem na ciebie- wybąkał drapiąc się w tył głowy. Uniosłam brwi patrząc na niego pytająco. On tylko uśmiechnął się nieznacznie.
-Masz lody?- zapytałam.
-Mam
-To siadaj- odparłam uśmiechając się i klepiąc miejsce obok siebie. Chłopak wyszczerzył zęby i podając mi łyżkę usiadł obok mnie i otwarł pudełko lodów. –Więc, o czym chciałeś pogadać?- zapytałam wkładając kolejną łyżkę lodów do ust. Chłopak jednak nie odpowiedział patrząc uparcie w pudełko lodów. –Harry- mruknęłam szturchając go.
-Co?... Aaaa, emmm, chciałem z tobą pogadać tak po prostu. Bez jakiegoś szczególnego powodu- odparł wzdrygając ramionami. -Lubię z tobą rozmawiać- dodał, a ja spojrzałam na niego nie mogąc ukryć uśmiechu.
-Ja też lubię z tobą rozmawiać- przyznałam nadal się uśmiechając, a Harry uśmiechnął się szeroko ukazując równe, białe zęby i dołeczki w policzkach. –Lubię też twoje dołeczki w policzkach- odparłam wtykając mu palec wskazujący do dołeczka.
-Twoje też są całkiem, całkiem- odparł i zrobił mi to samo co ja jemu. Przez chwilę po prostu siedzieliśmy w ciszy gapiąc się na siebie z bananami na twarzach i nadal trzymając palce w swoich policzkach. –Charlie 
-Hmmm?
-Twarz mi drętwieje- odparł Harry nie przestając się uśmiechać, a ja się zaśmiałam. Podczas, gdy ja leżałam na łóżku jedząc lody, Harry wstał i podszedł do mojego biurka. –O aparat!- pisnął uradowany. –Zróbmy sobie zdjęcia!- poprosił skacząc w miejscu, a ja pokręciłam głową. –Ale dlaczego? Nie chcesz zdjęć z dziubkiem?- zapytał robiąc dziubek z ust, unosząc brwi i robiąc sobie zdjęcie. Po chwili aparat wywołał zdjęcie a Harry pokazał mi je uśmiechając się. Obejrzałam zdjęcie i uniosłam brew, a Harry zrobił mi zdjęcie.
-Głupek- skwitowałam uśmiechając się, a Harry robił mi kolejne zdjęcia.

***

-Co to?- zapytałam unosząc zdjęcie i pokazując Harremu. Ten zmarszczył brwi i wziął je ode mnie.
-To chyba łokieć… albo stopa?- mruknął zamyślony. Uniosłam brwi i wróciłam do oglądania zdjęć, które zajmowały większość mojego łóżka. Harry robił zdjęcia jak oszalały. Serio. Połowa z jego zdjęć to podłoga, albo moje łokcie lub włosy. Za to moje zdjęcia były ciut lepsze. W każdym bądź razie ja nie robiłam zdjęć podłodze.
-To mi się podoba- odparłam pokazując zdjęcie Haremu. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Może dlatego, że na tym zdjęciu był właśnie on. Założył na głowę cylinder, który z niewiadomych przyczyn leżał w mojej garderobie.
-A mi to- odparł szczerząc się i wskazując na zdjęcie, na którym, o dziwno, byłam ja. Uniosłam brwi i uśmiechnęłam się do niego. Dziwne. Normalnie Styles bez namysłu wskazałby jakieś zdjęcie, na którym jest on sam. Więc dlaczego powiedział, że podoba mu się zdjęcie ze mną? Hm… Na pewno zrobił to z grzeczności, zważając na to co ja zrobiłam chwilę wcześniej. Tak, tak pewnie pomyślał. No bo przecież nie powiedział tak, bo tak naprawdę myślał, prawda? Prawda?!

***

-Brzuch mnie boli- jęknęłam z krzywą miną masując się po brzuchu.
-Mnie też- mruknął Harry z podłogi.
-Chyba zjedliśmy za dużo lodów- odparłam wciąż leżąc na łóżku w tej samej pozycji.
-Mhm- mruknął. Westchnęłam wbijając wzrok w sufit. Już nigdy więcej nie tknę lodów. Nigdy przenigdy… Albo wiecie co? Nigdy to takie mocne słowo… Więc nie tknę lodów w najbliższym czasie. Czyli jakoś tak do… jutra. -Chyba wiem jak temu zaradzić- odparł Harry po chwili siadając i patrząc na mnie z dziwnym uśmiechem na ustach. Westchnęłam wiedząc, że nie skończy się to dobrze.

***

-Spacer o jedenastej wieczorem. Serio?- mruknęłam trzęsąc się z zimna i patrząc na Harrego, który szczerząc się szedł obok mnie trzymając mnie za rękę. Tak, wciąż trzeba było odwalać tę szopkę. Zresztą, mniejsza.
-A dlaczego nie?- zapytał Louis cały w skowronkach podśpiewując pod nosem. Gdy wychodziliśmy jakimś cudem przyłączyła się do nas reszta przekonując, że nie będą przeszkadzać. Jasne. A ja nazywam się Krzysztof Kolumb i odkryłam Amerykę. Bardzo mi miło.
-No nie wiem, może dlatego, że jest ciemno, zimno, ponuro, zimno, późno, ciemno i zimno- mruknęłam. –Wspominałam już, że jest ciemno i zimno?- zapytałam, a Zayn pokręcił głową uśmiechając się.
-Załóż moją bluzę- odparł Harry ściągając ją i podając mi. Spojrzałam na niego i uniosłam brew. –No co?
-Przecież teraz tobie będzie zimno- mruknęłam, a Harry wywracając oczami narzucił mi na ramiona swoją bluzę. –Ale Harry!- jęknęłam.
-Nie będzie mi zimno- zapewnił, a ja westchnęłam i założyłam jego bluzę nic więcej nie mówiąc. Przez chwilę szliśmy w ciszy patrząc w gwiazdy. Trochę dziwne uczucie. Przebywać z chłopakami, którzy milczą. Coś tu nie tak…
-Plac zabaw!- pisnął Lou, a ja uniosłam brwi patrząc jak DOROSŁY facet skacze i piszczy jak mała dziewczynka. 
-Ooo, ale super!- ucieszył się Niall jedząc batona.
-Wy chyba nie chcecie…- zaczęłam, ale nie dokończyłam, bo przerwał mi krzyk Malika.
-Kto ostatni ten burak!- krzyknął Zayn i cała czwórka popędziła w kierunku placu przepychając się i śmiejąc w najlepsze.
-Tam iść- dokończyłam kręcąc głową. –Co za dzieci- mruknęłam wzdychając. Po chwili zawiał lodowaty wiatr, a ja zaczęłam się trząść i szczękać zębami z zimna.
-Zimno ci?- zapytał Harry patrząc na mnie.
-N-n-n-nie, po pro-o-o-ostu t-t-trzęsę się, bo-o-o mam na t-o-o-o ochotę- mruknęłam zapinając bluzę Harrego pod samą szyję. Harry pokręcił głową i przytulił mnie pocierając rękoma moje ramiona, by trochę mnie rozgrzać. Bez słowa pozwoliłam mu naruszać moją przestrzeń osobistą i wtuliłam się w niego mocniej. W innych okolicznościach pewnie zdzieliłabym Stylesa w łeb, ale zważając na fakt, że zamarzałam, postanowiłam dać mu spokój. Na razie.
-Niall ty buraku!- krzyknął Zayn.
-Hej, to nie moja wina, że po drodze zgubiłem batona!- odparł blondyn.
-To nie trzeba było go zabierać- podsunął Liam śmiejąc się. –Buraku- dodał, a reszta wybuchnęła śmiechem. Zignorowałam krzyki chłopaków i spojrzałam na Harrego, który spoglądał teraz gdzieś w bok.
-Na pewno nie jest ci zimno?- zapytałam patrząc na jego białą koszulkę z krótkim rękawem.
-Nie- odparł patrząc na mnie. Uniosłam brew i wskazałam na gęsią skórkę na jego ramionach. –To dlatego, że… eeeeem, że coś sobie przypomniałem. Tak!- odparł kiwając głową, a ja wywróciłam oczami.
-I ja niby mam uwierzyć, że to coś wywołało u ciebie gęsią skórkę?- mruknęłam unosząc brwi.
-No tak, bo…- urwał spuszczając głowę. Jednak po chwili spojrzał na mnie, a ja miałam wrażenie jakby nurkował w moich oczach. Serio. Mam nadzieję, że się nie utopi. Chociaż… miałabym więcej spokoju i wolny pokój w domu. Hm, kuszące… Albo wiecie co? Jednak nie, niech on jednak nie tonie. Dziwnie byłoby bez tych jego zbereźnych żartów. –Bo przypomniałem sobie ten moment, gdy pierwszy raz cię zobaczyłem- dokończył wytrącając mi przy tym z głowy obraz topiącego się Harrego. Zamrugałam kilkakrotnie odzyskując trzeźwość myślenia. Emmm, no dobrze? Ja też to pamiętam. Gapił się wtedy na mnie jak sroka w gnat. Serio. Gapił się na mnie dopóki Paul nie zaczął czegoś tam z nimi omawiać. Ale przecież wszyscy się wtedy na mnie gapili. Z tą różnicą, że oni uśmiechali się i patrzyli na mnie normalnie, a Styles otwarł lekko usta i gapił się na mnie jakby był naćpany czy coś. Trochę dziwne uczucie, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. A potem stało się coś dziwnego. Chłopacy wzięli mnie za dziecko. Fajnie, co nie? Taki tam żarcik- kosmonaucik na początek współpracy. Tyle, że to nie był żaden żarcik- kosmonaucik, a oni na serio myśleli, że jestem dzieckiem. Tsa… Oni po prostu czasem nie myślą zupełnie racjonalnie. Oni czasem w ogóle nie myślą. A to „czasem” zdarza się coraz częściej… Wracając do Stylesa, który patrzył na mnie z dziwną miną.
-Hm, to fajnie- odparłam nie zmieniając wyrazu twarzy. –To chcesz tą bluzę czy nie?- zapytałam rozpinając bluzę chłopaka. A Styles zamiast odpowiedzieć mi jak normalny człowiek, złapał mnie za ręce. Podniosłam na niego wzrok unosząc brwi. –Czyli nie chcesz?
-Nie rozumiesz- odparł kręcąc głową.
-Czego?
-Wszystkiego- westchnął. Zmarszczyłam brwi, nie mając zielonego pojęcia o co mu chodzi. Nie rozumiałam również dlaczego wciąż trzymał moje nadgarstki. No i nie rozumiałam też jego dziwnego, nieokreślonego spojrzenia. I odrobinę tych jego rozszerzonych źrenic. Serio były ogromne. Jakby się naćpał.
-Naćpałeś się?- zapytałam ciągle marszcząc brwi.
-Co? Nie!- odparł kręcąc energicznie głową. –Ty nic nie rozumiesz. Nie rozumiesz co ja robię i dlaczego to robię. Nie odróżniasz żartu od powagi, fikcji od rzeczywistości. Nie rozumiesz mnie- mruknął przyciągając mnie bliżej siebie, oplatając w talii i patrząc głęboko w oczy jakby chciał z nich coś wyczytać. Zupełnie zaskoczona naciągnęłam rękawy bluzy na dłonie i oparłam ręce o jego tors odsuwając się minimalnie. Co on gada? Znowu naoglądał się jakiś durnych seriali? A może gdzieś wokół jest jakiś paparazzi? Dyskretnie rozejrzałam się wokół, ale nie ujrzałam nic podejrzanego. W takim razie o co mu chodzi? Zmarszczyłam brwi widząc jego ogromne źrenice prawie dorównujące wielkością jego zielonym tęczówką.
-Naćpałeś się- stwierdziłam, a Harry westchnął spuszczając głowę. Gdy spojrzał na mnie ponownie wyglądał jakby go coś bolało.
-Nic nie rozumiesz- szepnął kręcąc głową, puścił mnie i ruszył do domu zostawiając mnie zbaraniałą na środku chodnika. To było strasznie dziwne. Może zjadł coś nieświeżego i rozbolał go brzuch? Pewnie Lou coś mi ugotował. Biedaczek. Jutro powinien poczuć się lepiej. Westchnęłam i odprowadzałam go wzrokiem do momentu, gdy rozpłynął się w ciemności. Pokręciłam głową i spojrzałam na plac, na którym czwórka dorosłych na pozór facetów bawiła się w najlepsze. Ponownie westchnęłam i usiadłam na chodniku przymykając oczy. Wiele facetów, jak nie większość twierdzi, że nie rozumie kobiet. A wszystkie kobiety twierdzą, że faceci są prymitywni i prości. Wszystkie oprócz mnie. Ja zupełnie nie rozumiem facetów. Już teraz wiem jak czuje się znaczna większość populacja płci męskiej. I wiecie co? To nie jest fajne.

________________________________________________________________

Powtarzam: nie odpowiadam na nominacje do jakiś głupich zabaw, których nazw nie potrafię spamiętać. Koniec. Kropka.

8 komentarzy:

  1. omomomom :* cudowny jak zawsze zresztą:D Biedny Harry , domyślam się co chciał jej powiedzieć ! Czekam na next + kiedy można się spodziewać ?

    OdpowiedzUsuń
  2. [spam]

    Shae była zwykłą nastolatką. Chodziła do szkoły, imprezowała, raniła chłopięce serca. Do czasu...
    Dwa lata wcześniej jej ojciec, policjant, zamknął w więzieniu osiemnastoletniego Zayna Malika. Kiedy w końcu opuścił malutką celę, w jego głowie znajdował się plan doskonały. Plan zemsty. Zayn wiedział, że czułym punktem policjanta Richarda będzie jego osiemnastoletnia córka. Z pomocą swojego zaufanego przyjaciela, Liama Payne`a, porwał młodą Shaę, nie do końca wiedząc ile będzie ją więził. Na pannę Rosen czekać będzie wiele, niekoniecznie miłych, atrakcji ze strony Malika. Z początku czuła do niego nienawiść, jednak potem... Właśnie, co potem? Dowiesz się tego, czytając:
    http://dark-ignorance.blogspot.com/

    ~ C. M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znalazłam twojego bloga przez przypadek i od razu zaczęłam go czytać.Przeczytałam go od początku i coś ci powiem : TEN BLOG JEST GENIALNY !!!! Lepszy niż genialny !!! :)
    Czekam na next'a :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ekstra czekam na nexta;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Heyyyyy udostępniłam twojego bloga u mnie. http://diana-i-one-direction.blogspot.com/ jak ma ktoś czas to zapraszam. A co do rozdziału. CUDOWNYWSPANIAŁYWYJEBANY W KOSMOS. Wprost uwielbiam twój styl pisania i nie mogę się doczekać nextaa :***

    OdpowiedzUsuń