środa, 2 października 2013

Rozdział 27

**Rozdział 27**


Rano obudziły mnie przyciszone głosy.
-Wstawiaj na twittera, na pewno fani ucieszą się widząc kolejne zdjęcie Harrlie- szepnął Zayn.
-Jak oni razem słodko wyglądają!- pisnął Niall.
-Ciszej bo ich obudzicie!- fuknął Liam. Mruknęłam coś pod nosem i wtuliłam się mocniej w moją poduszkę. Hm, dziwne. Taka jakaś gładka i twarda ta poduszka. Zawędrowałam rękami wyżej i napotkałam… wełnę? Od kiedy mam wełnianą poduszkę w pokoju? Zmarszczyłam brwi i leniwie otwarłam oczy. Ach, to tylko Harry, do którego się przytulałam jak do jakiegoś misia. Po chwili ponownie zamknęłam oczy uśmiechając się i tuląc bardziej do Stylesa. Moment… Nagle otwarłam gwałtownie oczy. 
-STYLES!- pisnęłam odsuwając się od niego, i to było do przewidzenia, spadłam na podłogę. Dlaczego spałam z Stylesem?... W sensie w jednym łóżku, a nie… Mniejsza. Rozejrzałam się zdezorientowana po pokoju, nie zwracając uwagi na śmiejącą się grupę idiotów i ich babcie wpatrujące się w nas jak zahipnotyzowane. I wiecie co? Styles się obudził! Toż to cud! Spojrzałam w te jego zielone, zmrużone oczy i nagle wszystko sobie przypomniałam.
-Dzień dobry Charlie- wymamrotał przecierając oczy.
-Bry- mruknęłam. Nagle mnie olśniło. –Która godzina?- zapytałam patrząc na chichrających się chłopaków.
-Siódma trzydzieści, bo co?- zapytał Lou uśmiechając się. Wytrzeszczyłam oczy i piszcząc, że pewnie spóźnię się na historię, przez co znowu wyląduje na dywaniku u dyrektora, pobiegłam na górę.

***

Harry zgasił silnik, zatrzymując się przed szkołą. Westchnęłam, patrząc na swoje dłonie. Zrobiło się trochę niezręcznie. Nie znoszę, gdy jest niezręcznie.
-Toooo, miłego dnia w szkole- odparł w końcu Harry, a ja uniosłam na niego wzrok.
-Ta, dzięki- wymamrotałam uśmiechając się. Harry przybliżył się do mnie chcąc chyba cmoknąć mnie w policzek, gdy ja w tym samym momencie wyciągnęłam w jego stronę rękę. Ta, kolejna niezręczna sytuacja. Harry odsunął się kawałek drapiąc w tył głowy. Wywróciłam oczami i szybkim ruchem cmoknęłam Harrego w policzek. –Na razie!- rzuciłam wysiadając. Po chwili samochód odjechał, a ja odetchnęłam. Co to było?! Ja rozumiem, że jakaś dziwna siła poruszająca moimi ustami zgodziła się na wyjście na randkę z Harrym, ale nadal nie rozumiem o co chodzi z tymi niezręcznymi sytuacjami. O co chodzi? No ja się pytam! Mruknęłam coś pod nosem i ruszyłam do swojej szafki.
-Cześć Blandi!- pisnęła Dylan ni stąd ni z owąd pojawiając się przy mojej szafce. Pisnęłam łapiąc się za serce.
-Hej Dylan- odparłam uśmiechając się.
-Idziesz w piątek na tą imprezę, prawda?- zapytała łapiąc mnie pod ramię i prowadząc przez korytarz.
-Idzie, idzie- zapewnił Jessy łapiąc mnie za drugie ramię. Co to, Dzień Pojawiania Się Znikąd i Przyprawiania Charlie o Zawał? Zmarszczyłam brwi i posłałam wkurzone spojrzenie Bortonowi.
-Nigdzie nie idę. Przecież ja nawet nie lubię chodzić na takie imprezy!- fuknęłam.   
-Ale tym razem pójdziesz- odparł Jessy szczerząc się, a ja jęknęłam.
-Nie- mruknęłam marszcząc brwi.
-Booooo?- przeciągnął Borton unosząc brew.
-Bo znowu będę musiała wciskać się w jakąś kieckę, czego nie lubię i udawać, że świetnie się bawię patrząc na zataczające się, piane nastolatki- mruknęłam.
-I tak pójdziesz- skwitował Jessy, a ja jęknęłam słuchając Dylan i Bortona, którzy wymieniali się sugestiami co do mojego stroju czy fryzury. Za jakie grzechy?

***

 Zmęczona otwarłam drzwi wozu Stylesa i wsiadłam do środka wrzucając torbę na tyle siedzenie.
-He...
-Obudź mnie jak będziemy na miejscu- mruknęłam przerywając mu i układając się wygodnie w fotelu. Harry nie mówiąc nic, zapalił silnik i ruszył na naszą „randkę”, a ja zamknęłam oczy rozkoszując się chwilą spokoju. Tak nawiasem mówiąc to mam dosyć. Przez cały dzień Dylan i Jessy truli mi głowę tą całą piątkową imprezą. Do nich po prostu nie dociera, że NIE MAM OCHOTY TAM IŚĆ. Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc jak Harry przycisza radio i starałam się zasnąć.

***

-Charlie, obudź się. Jesteśmy na miejscu- zamruczał mi nad uchem Harry. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem. Jednak po chwili przypomniałam sobie gdzie jestem. A mianowicie: w samochodzie Harrego, gdyż zgodziłam się wybrać z wcześniej wymienionym na randkę i aktualnie jesteśmy na miejscu naszej „randki”. Wyprostowałam się i przeciągnęłam leniwie otwierając oczy. Zdziwiłam się zauważając, że jesteśmy gdzieś w centrum Londynu. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam pytająco na Harrego. Ten tylko się uśmiechnął i wysiadł z auta. Oczywiście okrążył samochód otwierając mi drzwi i pomógł wysiąść. Cóż za gentelman. Czyżby rozmawiał ostatnio z Niallem? A wiecie kto nie jest gentelmanem? Przynajmniej w stosunku do mnie. Zayn. Ostatnio gdy wysiadałam za nim z samochodu prawie złamałby mi nos zamykając gwałtownie drzwi. I oczywiście zamiast przeprosić jak normalny człowiek on zaczął się śmiać jak nienormalny. Bez słowa pozwoliłam sobie pomóc wysiąść i stanęłam obok Harrego z pytającą miną. –Musisz zakryć oczy- odparł nie przestając się uśmiechać, a ja uniosłam brew jednak spełniłam jego polecenie. Po chwili poczułam jego perfumy i ciepło, przyjemne ciepło. Harry stanął tuz za mną i zakrył moje dłonie swoimi by mieć pewność, że nie podglądam. Co ten idiota znowu wymyślił? Bez słowa pozwoliłam się prowadzić temu zboczeńcowi. Z tego co zdążyłam wyłapać weszliśmy do jakiegoś budynku, a potem wchodziliśmy po schodach. Dużo ich było. Na serio. Myślałam, że nigdy się nie skończą. Aż w końcu zatrzymaliśmy się na chwilę, a Harry otworzył jakieś drzwi znowu mnie gdzieś prowadząc. Praktycznie od razu poczułam przyjemny wiatr na twarzy i moje włosy zaczęły powiewać delikatnie. Gdzie my jesteśmy? Wnioskując z dźwięków ruchliwych ulic Londynu jesteśmy gdzieś na zewnątrz. Ale dziwne było to, że te dźwięki pochodziły z… dołu? Tak, z dołu. Po chwili Harry zatrzymał się i odkrył moje ręce. –Już możesz patrzeć- odparł wciąż stojąc za mną. Bez słowa odsłoniłam oczy i wolno podniosłam powieki.
-Jeju- westchnęłam nie wiedząc co powiedzieć. Harry zaprowadził mnie na dach jednego z najwyższych budynków w Londynie, skąd doskonale było widać całe miasto. Westchnęłam podchodząc do betonowego murka i zerkając w dół. –Jak myślisz, jakbyśmy zrzucili coś na dół to ile by leciało?- zapytałam zafascynowana widokiem.
-Nie wiem, chcesz sprawdzić?- zapytał Harry, a ja spojrzałam na niego unosząc brew. Ten uśmiechnął się i spojrzał w bok. Podążyłam za jego wzrokiem i uśmiechnęłam się pod nosem. Niedaleko leżał rozłożony koc, a na nim poduszki i jedzenie. No wiecie, jakieś owoce, ciastka i tak dalej. Uśmiechnęłam się szerzej i podeszłam do koca biorąc z niego jabłko po czym podeszłam z powrotem do murka. Wyciągnęłam rękę przez murek, spojrzałam ostatni raz na Harrego i puściłam owoc, który leciał przez chwilę, a potem rozbił się na garniturze jakiegoś typa. Ten wkurzony zaczął krzyczeć i rozglądać się, aż w końcu spojrzał w górę.
-Na ziemię!- krzyknął Harry i oboje opadliśmy na ziemię chowając się. Oparłam się plecami o zimny murek  patrząc przed siebie dużymi oczyma. Nie wiem jak ten facet to zrobił, ale słyszeliśmy jego krzyki aż na dachu. Spojrzałam w bok na Harrego, który wychylał się lekko i zerkał niepewnie w dół, by sprawdzić czy wkurzony facet sobie już poszedł. –Chyba sobie poszedł- szepnął jakby ten koleś mógłby go usłyszeć. Po chwili wrócił do dawnej pozycji i oparł się o murek patrząc przed siebie. Po chwili jednak spojrzał na mnie. Od razu na jego ustach pojawił się mały uśmiech, który z każdą chwilą przeradzał się w coraz szerszy wyszczerz. Po chwili, sama nie wiem czemu, oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

***

-Ale ten koleś się wkurzył- odparł Harry śmiejąc się, gdy siedzieliśmy na kocu zajadając smakołyki.
-No, myślałam, że zaraz tu wbiegnie i nam coś zrobi!- pisnęłam udając przedrażnienie, by po chwili dołączyć do śmiejącego się Stylesa. Hm, ta randka wcale nie jest taka zła. Rozmawiamy, śmiejemy się, jemy owoce. Myślałam, że będzie gorzej. No wiecie, jakaś romantyczna kolacja albo coś. Chociaż nie. To przecież Harry. Ja mu się nie podobam i nie zaprosiłby mnie na kolację w jakiejś restauracji… To by zaprzeczało temu, że zaprosił mnie na tę dzisiejszą randkę. Na pewno miał ku temu jakiś powód. Może… nie, albo… też nie. Chyba, że… eh, nie wiem jaki miał ku temu powód, ale jakiś miał. I na pewno mu się nie podobam. Koniec kropka. Westchnęłam zamykając oczy i rozkoszując się chwilą odpoczynku, a wiatr rozwiewał delikatnie moje włosy. Uśmiechnęłam się czując jak pojedyncze kosmyki łaskoczą mnie po twarzy. Wreszcie. Cisza, spokój. Odkąd chłopacy zgodzili się przyjąć mnie do siebie ciągle się coś dzieje. To nagrywamy piosenkę, to jakiś teledysk, to jakiś bal albo impreza, szkoła, nauka, zajmowanie się i niańczenie tych przerośniętych bachorów i spotykania z przyjaciółmi. Cięgle mam coś na głowie i muszę coś zrobić. Serio. Już nie pamiętam kiedy ostatnio mogłam się obudzić rano ze świadomością, że nie muszę wstawać z łóżka, niczym się martwić, nigdzie iść i mając pewność, że dom nie spłonie zostawiony pod opieką chłopaków. Po chwili otwarłam oczy, a pierwsze co ujrzałam to Harry. Gapił się na mnie z dziwną miną. –Coś nie tak?- zapytałam unosząc brwi.
-Nie, wszystko w porządku- zapewnił od razu. –Tylko tak sobie myślałem, że…- nie dokończył bo rozdzwonił się mój telefon.
-Wybacz- mruknęłam odbierając. Zmarszczyłam brwi widząc znajomą twarz na ekranie. –Co jest?
-Misiu, mieliśmy mały wypadek- odparł lekko zdenerwowany Zayn, a w tle usłyszałam krzyki Lou.
-Co się stało?- zapytałam zaniepokojona, a Harry spojrzał na mnie unosząc brew.
-Lou żonglował piłeczkami, potknął się i wybił szybę raniąc sobie rękę- wymamrotał.
-Co?!- pisnęłam. –Jedźcie z nim do szpitala!- odparłam, a Harry zmarszczył brwi.
-Właśnie jesteśmy w drodze- odparł, a gdzieś w tle usłyszałam przekleństwa Nialla, krzyki Louisa i nawijanie wystraszonego Liama. –Bierz Harrego i jedźcie do szpitala St. Rose- polecił i się rozłączył.
-Co się stało?- zapytał zaniepokojony Harry.
-Louis miał wypadek

***

Gdy tylko podjechaliśmy pod szpital, wysiadłam z samochodu i wbiegłam do szpitala pytając recepcjonistkę o Louisa Tomlinsona. Gdy ta wskazała mi drogę, popędziłam w wyznaczonym kierunku. Pod salą zobaczyłam zaniepokojonych chłopaków, którzy siedzieli na plastikowych krzesełkach lub chodzili w kółko nie mogąc się uspokoić.
-Co z nim?- wysapałam patrząc to na Zayna krążącego po korytarzu, to na Nialla, który zwalczał stres jedzeniem, to na Liama, który siedział spokojnie na krzesełku stukając palcami w kolano. Zza ściany słychać było krzyki i skomlenie Tomlinsona. O nie.
-Założą mu szwy, ale nic mu nie będzie. Nie ma złamania. Na szczęście- odparł Liam w momencie, gdy dobiegł do mnie Harry. Odetchnęłam ciesząc się, że to nic poważnego. Po chwili z sali wyszedł lekarz. Od razu wszyscy na niego spojrzeli, a Liam wstał gwałtownie z miejsca.

-Już po wszystkim, mogą go państwo zobaczyć- odparł, a my weszliśmy do sali dopadając siedzącego grzecznie na łóżku Tomma.
-Co ty sobie wyobrażasz w ogóle?! Przecież mogło ci się coś stać! Coś o wiele gorszego niż parę szwów!- fuknął na wejściu Harry.
-Przepraszam no. Po prostu strasznie się nudziłem i wpadłem na ten głupi pomysł. Nie gniewajcie się- odparł uśmiechając się Lou. Stałam przez chwilę ze skrzyżowanymi rękoma gromiąc spojrzeniem tego dużego dzieciaka. Lou uniósł brwi uśmiechając się niewinnie. 
-Debilu ty, nawet nie wiesz jak się martwiłam!- pisnęłam rzucając się mu na szyję.

***

-Zayn, chodź na spacer!- odparłam ciągnąc Malika za ramię, który zafascynowany oglądał jakiś filmik na swoim laptopie.
-Nie teraz- mruknął nie odrywając oczu od ekranu.
-No Zayn! Chooooooodź!- jęknęłam wciąż ciągnąc go za ramię.
-Misiu, teraz jestem zajęty- odparł nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Zmarszczyłam brwi nie mając zamiaru mu odpuszczać. Co to, to nie.
-Zayn!- krzyknęłam mu do ucha, a ten wreszcie na mnie spojrzał. –Zbieraj tyłek i idziemy na spacer. Już!- fuknęłam, a ten westchnął męczeńsko, zamknął laptopa i wstał unosząc brwi. –Malik- wycedziłam przez zęby gromiąc go spojrzeniem, a ten uniósł ręce w obronnym geście i ruszył na dół. –Idziemy na spacer, ktoś chętny?- zapytałam zakładając buty. Odpowiedziała nam cisza. Wzdrygnęłam ramionami i już mieliśmy wychodzić, gdy ktoś zbiegł po schodach krzycząc.
-Ja idę, ja idę, ja idę, ja idę!- powtarzał Horan unosząc rękę i pędząc w naszym kierunku. Pokręciłam głową i cierpliwie poczekaliśmy aż Horan zawiąże buty, znajdzie swoje czarne Ray bany i zdecyduje się w końcu jakie ciasteczka wziąć ze sobą. –Gotowy!- odparł w końcu Horan i wreszcie wyszliśmy.
-Nadal nie rozumiem po co mnie tu zaciągnęłaś- mruknął Malik, gdy szliśmy przez park. Spojrzałam na niego znacząco unosząc brwi. Odkąd spotkaliśmy Willow w parku i Zayn zapomniał zapytać ją o numer telefonu, chodził jakiś taki przygaszony. I najgorsze jest to, że nie robił zupełnie nic by znaleźć Willow! Ten łapiąc o co mi chodzi westchnął i wbił spojrzenie przed siebie. Pokręciłam głową łapiąc pod ramię radosnego Nialla, który nucił coś pod nosem i rozejrzałam się po parku. Dzieci biegały, bawiły się, jeździły na rowerach, dorośli spacerowali, pary emerytów odpoczywały w cieniu, nastolatkowie spotykali się i jedli lody, radosne psy szczekały i goniły kaczki, Willow siedziała na niedalekiej ławce, sprzedawca lodów mile się uśmiechał… Zaraz, co?! Od razu spojrzałam na niedaleką ławkę. To Willow!
-Zayn- mruknęłam szturchając chłopaka w ramię.
-Co znowu?- jęknął nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
-Tam siedzi Willow- odparłam dyskretnie wskazując na pobliską ławkę. Malik zatrzymał się robiąc duże oczy, a Niall uśmiechnął się nie przestając nucić. –No idź do niej!- odparłam śmiejąc się pod nosem i popchnęłam chłopaka w kierunku dziewczyny.
-To jest ta słynna Willow?- szepnął do mnie Niall.
-Mhm- przytaknęłam patrząc jak Zayn wita się z zaskoczoną dziewczyną.
-Całkiem ładna- stwierdził blondyn kiwając głową z uznaniem. Spojrzałam na niego unosząc brew, a ten tylko się uśmiechnął. Pokręciłam ze śmiechem głową i pociągnęłam za sobą blondyna, który zaczął się śmiać jak nienormalny widząc jak jakiś pies biegnąc za piłką uderzył w drzewo. 

***

-Niall- zagadnęłam chłopaka, gdy siedzieliśmy w parku obserwując z ukrycia Zayna i Willow.
-Hmmm?- zamruczał chłopak starając się złapać latającego nad nim motyla.
-Dlaczego ty nie masz dziewczyny?- zapytałam, a Niall zamarł w bezruchu z wyciągniętą ręką patrząc na mnie zaskoczony.
-Bo jeszcze nie spotkałem Tej Jedynej- odparł wracając do wcześniejszej czynności.
-Mhm- mruknęłam. –A jak myślisz, kiedy ją spotkasz?- zapytałam dalej drążąc temat.
-Kiedy nadejdzie na to czas- stwierdził biegając w kółko za kolorowym motylem.
-A nie sądzisz, że powinieneś trochę jej poszukać? No wiesz, mógłbyś pomóc trochę przeznaczeniu- podsunęłam kładąc się na trawie i patrząc w chmury, które leniwie płynęły po niebie.
-Ale po co?
-No nie wiem. Żeby wcześniej ją znaleźć na przykład- mruknęłam wzdrygając ramionami i zastanawiając się co pewna chmurka przypomina. Wygląda trochę jak Zayn gadający z mydłem. Albo Harry jedzący banana? Hm, trudno stwierdzić.
-Ale przecież…- zaczął blondynek, ale nie skończył bo potknął się o moje nogi i wyłożył się jak długi na ziemi.
-Widzisz? Żadnego ale- odparłam śmiejąc się.
-Bardzo śmieszne- mruknął Niall kładąc się obok mnie.

***

Kurde, ale fajnie. Ptaszki śpiewają, motylki latają, kwiatki pachną, słonko grzeje, chmurki płyną leniwie po niebie, Zayn już od jakiejś godziny gada z Willow, Niall leży obok mnie w krzakach patrząc w niebo, a ja? Ja żuję w ustach jakąś trawę leżąc beztrosko na trawie i patrząc w niebo. No wiecie, spokój, cisza, pełen luz. Relaks. Dlaczego nie może tak być zawsze? No ja się pytam, dlaczego? Nie zasłużyłam spędzając trylionów godzin na moich obowiązkach, w które wchodzą nauka, praca i pełnoetatowa opieka nad piątką bachorów zwaną również One Direction? To za mało?
-Charlie, zostaniesz moją dziewczyną?- zapytał Niall.
-Jasne- mruknęłam zamyślona. Serio. Przecież staram się być grzeczna i robię co mogę by było jak najlepiej. Chyba zasłużyłam, prawda? Eee… momencik. Co?! –Czekaj… co?- zapytałam marszcząc brwi i patrząc na niego. Ten tylko wzdrygnął ramionami wzdychając.
-No wiesz. Lou od dawna jest z El, Liam pewnie niedługo pogodzi się z Danielle, a nawet jeśli nie, to z jego urokiem osobistym zaraz znajdzie kogoś innego, Zayn niedługo będzie z Willow, a Harry? Harry też zaraz będzie miał dziewczynę. Dla niego to żaden problem. Tylko ja jestem jedynym wyrzutkiem i nikt mnie nie chce- westchnął markotniejąc odrobinę.

-Nie mów tak. Oczywiście, że cię chcą. Miliony nastolatek na całym świecie. Jesteś przeuroczym i zabójczo przystojnym facetem. Laska, która cię poznała i nadal uważa, że taki nie jesteś, jest po prostu chora psychicznie. Innego wytłumaczenie nie ma- odparłam wzdrygając ramionami, a Niall ponownie westchnął. Biedaczek. Jest po prostu cudowny. Inni jednak tego nie widzą i z niewiadomych powodów go nienawidzą i poniżają na każdym kroku. Tak bardzo mi smutno z tego powodu. Po prostu gdy Niall się śmieję- śmiejemy się wszyscy, a gdy Niall płacze- płaczemy wszyscy. Tak to działało i działać zawsze będzie. Tak jest z każdym członkiem, ale z Niallem chyba najbardziej. Po prostu nie mogę na niego patrzeć, gdy on jest smutny i chcę mi się płakać, a jego śmiech jest tak zaraźliwy, że nic nie poradzę na to, że też się śmieje. Spojrzałam na Nialla. Był jakiś taki przygnębiony i patrzył tempo w nieokreślonym kierunku. Westchnęłam. Co zrobić żeby go rozweselić? Żeby znowu się uśmiechał? Mam! Hm, tyle, że ten pomysł tak średnio mi się podoba. Ale w końcu czego nie robi się dla przyjaciół… Dobra. Tylko jak to zrobić? Tak po prostu? Normalnie? Czy w jakiś wymyślny sposób? Hm, nie. Proste sposoby są zawsze najlepsze. Przynajmniej prawie zawsze. Zresztą, nie ważne. Przygryzłam wargę starając się jakoś ogarnąć swoje myśli. Nigdy nie byłam w tym za dobra i nigdy nie lubiłam tego robić. Po prostu sądzę, że to głupie i nikomu do
szczęście niepotrzebne. No, przynajmniej mi. –Kocham cię Niall- wymamrotałam pod nosem tak cicho, że w pierwszej chwili myślałam, że niedosłyszał. Jednak niepotrzebnie. Już po chwili Niall spojrzał na mnie trochę zaskoczony, uśmiechnął się promiennie i powiedział:
-Ja ciebie też słońce

___________________________________________________________

.