środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 25

**Rozdział 25**


-Słońce, jesteś tam?- usłyszałam pytanie Zayna dochodzące zza drzwi. Pociągnęłam nosem i usiadłam na łóżku głaszcząc kotka.
-Tak- mruknęłam. Po chwili chłopak pchnął drzwi i wszedł do środka.
-Siedzisz tu strasznie długo. Martwiliśmy się i chłopacy kazali mi tu przyjść i sprawdzić czy wszystko w…- urwał patrząc to na mnie, to na laptopa leżącego na moim łóżku. –Znowu oglądałaś te głupie seriale?- jęknął. –Przecież mówiliśmy ci, że one są totalnie głupie i nie mają sensu- westchnął. Nie odpowiedziałam nic tylko sięgnęłam po kolejną chusteczkę i wytarłam łzy, po czym rzuciłam ją gdzieś. Zayn ponownie westchnął i podszedł do mnie przytulając mnie. Po chwili jednak mnie puścił. –Co tym razem?- zapytał. Westchnęłam patrząc jak Mała Charlie smacznie śpi na mojej poduszce.
-Nic- mruknęłam wbijając wzrok w swoje dłonie.
-Przecież widzę- odparł, a ja westchnęłam.
-Po prostu mam już szesnaście lat, nie mam chłopaka, nie byłam na chociaż jednej randce ani normalnej imprezie, jestem brzydka i jestem totalnym zerem- odparłam tak szybko, że Zayn ledwo mnie zrozumiał.
-Wcale nie- odparł od razu. –Przecież doskonale wiesz, że te seriale są nie prawdziwe. Naprawdę nie rozumiem jak możesz oglądać takie bezsensowne rzeczy- odparł, a ja uniosłam brew chcąc mu przypomnieć o argentyńskich telenowelach, które on i chłopacy tak namiętnie oglądają w piątkowe wieczory. –My nie jesteśmy lepsi, ale nie ważne- mruknął machając ręką.
-Mhm
-Poza tym, nie jesteś zerem. Masz talent i właśnie dlatego jesteś tutaj, a nie gdzieś indziej- odparł, a ja westchnęłam bawiąc się poduszką. –Jesteś jeszcze młoda i zdążysz zaliczyć sporo imprez i randek, uwierz mi- dodał kładąc mi rękę na ramieniu. Podniosłam na niego wzrok i skinęłam głową uśmiechając się delikatnie. –I chyba nie muszę ci mówić, że jesteś piękna i wiele chłopaków szaleje za tobą- odparł
podchodząc do okna i wyglądając za nie. Wnioskując po jego uśmieszku, zobaczył coś ciekawego. Może znowu córka sąsiadów urządzą striptiz? Odkąd chłopacy się tu wprowadzili, to zdarza się coraz częściej…
-Wcale nie. Nikt za mną nie „szaleje”- mruknęłam kreśląc w powietrzu cudzysłów.
-A wyglądałaś ostatnio za okno?- zapytał patrząc na mnie z tym swoim uśmieszkiem. Zmarszczyłam brwi i pokręciłam głową. –No właśnie- odparł, a ja zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do niego z pytającą miną wyglądając za okno. Okay, TO jest dopiero dziwne. Uniosłam brwi widząc grupę chłopaków stojących pod moim oknem z transparentami z ich numerami telefonów i pytaniem czy gdzieś z nimi wyjdę. Widząc, że na nich patrzę, zaczęli głośniej krzyczeć i wymachiwać transparentami. Okay, dziwne. –A chłopaka przecież masz- odparł Malik przyciągając tym moją uwagę. O czym on… aaa, no tak.
-Przecież doskonale wiesz, że my na serio nie jesteśmy razem
-Do czasu- odparł i z uśmiechem na ustach opuścił mój pokój. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na drzwi, gdy usłyszałam pikanie i podeszłam do łóżka sprawdzając swój telefon. Zmarszczyłam brwi widząc nieznajomy numer i otwarłam wiadomość. Okay, dziwne. Jakiś koleś ze szkoły zaprasza mnie na imprezę w piątek z okazji zakończenia szkoły i rozpoczęcia wakacji. Czy tylko mi wydaje się, że to dosyć dziwne skoro przed chwilą użalałam się Zaynowi, że nie byłam na żadnej imprezie? Ale on przecież wie, że jak tak na serio nie lubię chodzenia na takie imprezy i w ogóle imprezowania. Gadałam tak przez te głupie seriale dla nastolatek, które robią mi wodę z mózgu. Muszę przestać je oglądać, bo robię i mówię dziwne rzeczy. Serio.
-Hej, chciałem się upewnić czy wszystko w porządku i powiedzieć ci, że kolacja czeka. Swoją drogą ci chłoptasie pod domem strasznie głośno krzyczą- odparł Harry opierając się o framugę.
-Eeeem…- wybąkałam podnosząc na niego wzrok. –U mnie wszystko w porządku- odparłam, a Harry uniósł brwi, patrząc na stertę chusteczek. –Znowu naoglądałam się tych głupich seriali- odparłam wzdrygając ramionami, a Styles kiwnął głową. –Zaraz zejdę, tylko to sprzątnę- odparłam i zabrałam się do sprzątania chusteczek. Hmm, o co chodziło Zaynowi? To też jest trochę dziwne, zresztą jak większość rzeczy. Czasem naprawdę nie rozumiem tych pięciu idiotów. Ale ta jedna myśl nie daje mi spokoju. O co chodziło Malikowi?! Zamarłam czując na sobie czyjś wzrok. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam w tył, gdzie ciągle stał Harry przypatrując się mi uważnie. Hm, no dobrze?
-Coś jeszcze?- zapytałam wrzucając chusteczki do kosza.
-Nie- odparł lekko zmieszany chłopak. –Chociaż tak, jest jedna sprawa- odparł, a ja kończąc sprzątać, spojrzałam na niego pytająco. –Czy chciałabyś może czasem, eee…, kiedyś… to znaczy, no wiesz, kiedy ci będzie pasować i w ogóle, no bo to w końcu różnie bywa i takie tam…- paplał coś zupełnie od czapy uśmiechając się niepewnie. Zmarszczyłam brwi nie mając zielonego pojęcia o co mu chodzi.
-Co tak długo? Kolacja stygnie!- krzyknął z dołu Liam, a Harry zamilkł wzdychając.
-Nie ważne- mruknął i zrezygnowany zszedł na dół. Eeee, no dobrze? Zmarszczyłam brwi i zeszłam na dół rozkoszując się cudownymi zapachami.

***

-O nie!- krzyknął Lou z kuchni.
-Co znowu?- mruknął pod nosem Liam.
-Marchewki się skończyły!- pisnął Tomlinson stając przerażony w progu. –Trzeba je kupić! I to zaraz!- odparł.
-Ja nie idę- mruknął Liam.
-Ja też- odparł Niall.
-Mhm- poparł ich Harry z zamyśloną miną wykonując kolejny ruch, przez co postać Liama straciła głowę i Styles wygrał bitwę. Lou spojrzał na mnie błagalnie, a ja wzdrygnęłam ramionami.
-Mogę iść- odparłam, a szczęśliwy Tommo podskoczył w miejscu. –Zayn idziesz z nami?- zapytałam spoglądając znacząco na mulata. No wiecie, może byśmy przypadkowo spotkali pewną zupełnie przypadkową dziewczynę siedzącą zupełnie przypadkowo samotnie w parku. Nigdy nic nie wiadomo.
-Nie mogę- odparł łapiąc o co mi chodzi.
-Dlaczego?- zapytałam zawiązując trampka.
-Bo nie mam ułożonych włosów, i w ogóle wyglądam jak jakiś lump- mruknął, a wszyscy wywrócili oczami. Pokręciłam głową uśmiechając się i ciągnąc za sobą Lou, wyszłam z domu czego po chwili pożałowałam. Grupka chłopaków z transparentami nadal stała przed domem wyczekując… mnie? Ta, mnie. Czy ci ludzie na serio nie mając co robić w domu? Mamy niedzielny wieczór, a ci stoją tutaj ciągle. Nie powinni się uczyć? Jutro szkoła! Kurde, zaczynam gadać jak Liam. Gdy tylko drzwi się zamknęły, cała grupa podbiegła do nas krzycząc, że mnie kochają, prosząc o autograf czy zdjęcie. Niektórzy nawet pytali czy się z nimi umówię. Spojrzałam przerażona na Lou, a ten tylko stał uśmiechając się, pozując do zdjęć i podpisując autografy. Po jakiejś chwili stwierdził, że wystarczy i ruszył do sklepu nie zwracając na krzyki fanów uwagi. Przełknęłam ślinę i podeszłam bliżej Lou na wypadek gdyby dopadli nas jeszcze jacyś fani. Ostrożności nigdy za wiele.

***

Wpadłam do domu jak burza starając się zamknąć drzwi, przez które chciała wejść grupa fanów. Zrobiłam przy tym sporo hałasu, przez co Malik i Niall siedzący na sofie spojrzeli na mnie pytająco. Lou oczywiście zmył się do swojego pokoju mając dużą radochę z tego, że nasi fani mnie przerażają.
-A może byście mi pomogli, co?- fuknęłam siłując się z drzwiami. Oni po chwili się ocknęli i pomogli mi zamknąć drzwi. Zmęczeni opadliśmy na kanapę. Nagle coś mi się przypomniało. –Zayn- zagadnęłam chłopaka.
-Hmmmm?
-Co miałeś na myśli mówiąc „do czasu”? No wiesz, wtedy w moim pokoju- zapytałam patrząc na niego pytająco. Niall uniósł brwi, a Malik wziął długi wdech jakby miał wygłosić jakieś kazanie, lecz po chwili dostał wiadomość.
-Co znowu- mruknął pod nosem wyciągając telefon i sprawdzając wiadomość.
-Więc?- zapytałam po chwili zniecierpliwiona.
-Yyyy- wybąkał chłopak podnosząc na mnie wzrok z niepewną miną. –Wiesz, jestem strasznie zmęczony- stwierdził udając ziewnięcie. –Branoc!- rzucił jeszcze i nim zdążyłam otworzyć usta, jego już nie było.
-Dom wariatów- mruknęłam pod nosem.
-Powinnaś wziąć z niego przykład- odparł Niall, a ja spojrzałam na niego nie za bardzo wiedząc o co chodzi.  –Już późno. Idź spać, jutro szkoła- przypomniał, a ja wywróciłam oczami i zrzędząc pod nosem udałam się do swojego pokoju. Ciekawe co sprawiło, że Malik tak nagle się zmieszał. Hmmm… Już wiem! To ten sms. Tylko od kogo go dostał? Od jakiejś wróżki czy co? O, albo od jakiegoś gwałciciela- zabójcy grożąc mu, że jeśli odpowie na moje pytanie, to znajdzie go, zgwałci i zabije! Taaa… nie, to głupie. Hm, a może po prostu Harry do niego napisał, bo z niewiadomych powodów znał jego zamiary?... Nieeee. Już bardziej prawdopodobne jest to, że napisał do niego gwałciciel- zabójca. Przecież Harremu nie zależy na mnie. Po prostu się przyjaźnimy! Chwila… Przecież on wtedy, w garderobie, gdy się pokłóciliśmy, powiedział, że nie chcę się więcej kłócić, bo za bardzo mu na mnie zależy… W sumie to mi na nim też zależy… bardzo… Zresztą, o czym ja w ogóle myślę. Harry kocha mnie- fakt, ale jako przyjaciółkę i nic więcej. A powiedział, że mu na mnie zależy, no bo… no bo w końcu przyjaciołom zależy na przyjaciołach. To logiczne! Każdy głupek doskonale wie, że nie podobam się Hazzie i on nie oczekuje czegoś więcej niż przyjaźni. To logiczne! Prawda? Prawda?!

***

Rano obudził mnie dzwonek. Poniedziałek. Cudownie. Ale jest jeden plus! To ostatni tydzień szkoły! Za tydzień będę wakacje i wyjedziemy na letni obóz pana Monrowa! Dobra, ale to nie zmienia faktu, że muszę wstać, wcisnąć się w ten durny mundurek i iść do szkoły tłamsząc w sobie chęć ucieczki jak najdalej przed tymi wścibskimi spojrzeniami i dosyć dziwnymi pytaniami dotyczącymi mojego związku z Harrym… „Mój związek z Harrym”, jak to dziwnie brzmi… Dobra Charlie, ogarnij się! Mruknęłam coś pod nosem i zwlekłam się z łóżka podążając do łazienki.

***

-Miłego dnia w szkole!- odparł Lou.
-Ta- mruknęłam i wysiadłam z samochodu, chcąc już wrócić do domu. Westchnęłam i zrobiłam krok, gdy dopadła mnie grupka ludzi pytając o Harrego i innych członków zespołu. Ale głównie o Harrego. Oh, no ludzie, nie znacie go? To prosty, zboczony chłopak, który jest na swój sposób słodki i strasznie zabawny. Mruknęłam coś pod nosem ignorując natarczywe stadko i podążyłam do swojej szafki po książki, a potem prosto do klasy.
-Ciężkie jest życie gwiazdy, co?- zapytał Jessy siadając obok.
-Nawet nie wiesz jak- mruknęłam.
-I te wszystkie napady fanów, paparazzich i w ogóle- odparł, mając niezłą radochę.
-Ta- mruknęłam kładąc głowę na stoliku.
-No i jeszcze te liczne wywiady, imprezy okolicznościowe i tak dalej- wyliczał.
-Borton zamknij się. Już wystarczająco mnie zdołowałeś- mruknęłam, a ten się tylko zaśmiał.
-Oj, no wiesz jak ja cię lubię czasem powkurzać- odparł podnosząc mnie z ławki.
-Czasem?- prychnęłam. –Ty to robisz ciągle!- mruknęłam.
-Ale i tak wiesz, że cię kocham- odparł szczerząc się i otoczył mnie ramieniem.
-Tja- mruknęłam strzepując jego rękę. –Mam chłopaka, pamiętasz?- zapytałam.
-Pamiętam- odparł. –Ale wyznanie miłości jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło- dodał śmiejąc się.
-Mów za siebie- mruknęłam patrząc za okno.
-A co ty dzisiaj taka żywa?
-Zmęczona jestem- mruknęłam opierając twarz na dłoni co wyszło raczej jak: „zemczoa yeztem”. Jessy ponownie się zaśmiał.
-Ale nie wydaje mi się żeby to było wszystko- odparł unosząc brew, a ja westchnęłam.
-Dostałam zaproszenie na tą imprezę w piątek- mruknęłam.
-Ja też, i co?
-Idziesz tam?
-Chyba tak- odparł wzdrygając ramionami.
-Aha, to opowiesz mi później jak było- mruknęłam dla odmiany spoglądając na pana Saltmen’a, który coś gorączkowo tłumaczył. Ciekawe co. Hm, może jakby skupiła się na lekcji i zaczęła go słuchać… Nie, to zbyt trudne.
-Nie będę ci nic opowiadał- odparł, a ja spojrzałam na niego. –Pójdziesz tam ze mną i nie chcę słyszeć słowa sprzeciwu.
-Ale…
-Nie obchodzi mnie to.
-No, ale…
-Nie.
-Przecież ja…
-Idziesz tam
-Jessy!- jęknęłam.
-Ja ciebie też- odparł uśmiechając się. –A teraz udawaj, że jesteś pochłonięta lekcją, jeśli za chwilę nie chcesz iść do dyrektora- dodał szeptem i mrugnął do mnie.
-Jesteś okropny- szepnęłam.
-Cicho bądź- odparł posyłając mi rozbawiony uśmiech. Zrezygnowana mruknęłam coś pod nosem i ze znudzeniem udawałam, że interesują mnie dzieje, eee… kogoś tam.

***

Gdy tylko przestąpiłam próg domu, rzuciłam torbę gdzieś w kąt i z jęknięciem opadłam na kanapę nie zwracając uwagi na dziwnie patrzącą na mnie Małą Charlie. Czasem zdarzają się takie dni, że chłopacy mają jakieś sprawy do załatwienia i nie mogą odebrać mnie ze szkoły, więc musze jechać autobusem lub iść z buta. I właśnie dzisiaj był taki dzień. Miałam zamiar jechać autobusem, ale zgubiłam się w bibliotece (nie pytajcie) i się spóźniłam. Autobus mi uciekł, a ja musiałam iść z buta. Samotnie przeszłam te półtora mili porzucona na pastwę fanów. Ale na szczęście zdążyłam im zwiać. Tyle, że potem jakiś gigantyczny pies, który wyglądał jakby miał wściekliznę zerwał się z łańcucha i gonił mnie przez jakieś dziesięć minut w kółko, a ja jak idiotka uciekałam przed nim krążąc po osiedlu i wrzeszcząc. Ale oczywiście nikt mnie nie słyszał. Bo to spokojna dzielnica. Mieszkają tutaj przeważnie emeryci lub bogate i zadufane rodzinki, które nie utrzymują kontaktów z sąsiadami. Zresztą, kto by zwracał uwagę na wrzeszcząca nastolatkę w mundurku, która biegała w kółko po osiedlu goniona przez ogromnego psa, który ciągnął za sobą budę?
-Harry, mógłbyś zrobić coś do jedzenia? Głodna jestem- mruknęłam z twarzą w poduszce. Odpowiedziała mi cisza. Westchnęłam. –Lou, jesteś tam?- zapytałam. Cisza. –Zayn?- znowu nic. –Niall?- ahahaha, nic. –Liaś?- prawie, ale nic. Hm, dziwne. Mruknęłam coś pod nosem i rozejrzałam się dookoła. Pusto i jakoś dziwnie cicho. Zmarszczyłam brwi czekając aż chłopacy wyskoczą z szafy, kuchni, sofy, czy z czegoś innego krzycząc i zachowując się jak dzicz. Ale wiecie co? Nic takiego się nie stało. I wiecie co jeszcze zauważyłam? Wszędzie było czysto. I to jeszcze jak! Wszystkie meble, okna, podłoga, a nawet poduszki, które ostatnio Niall poplamił sokiem z buraków dosłownie błyszczały! Co tu się stało? Czyżbym pomyliła domy? A może to tylko sen? Jeśli tak, to bardzo fajny sen. Uśmiechnęłam się pod nosem i oparłam nogi na ławie rozkoszując się chwilą ciszy.
-Młoda damo, weź te nogi! Kto widział żeby brudne buciory kłaść na ławie!- podskoczyłam w miejscu i wykonałam polecenie starszej pani, która nagle znalazła się za sofą. –Nie garb się! Ładne dziewczyny się nie garbią!- poleciła, a ja usiadłam sztywno prostując plecy jak w jakimś transie. Uniosłam brwi i przyjrzałam się starszej pani. Była drobna, miała siwe, kręcone włosy sięgające jej do brody i radosne, zielone oczy. Z pozoru wyglądała na bardzo miłą i przyjazną staruszkę. Chwila, chwila… Aha! Czyli to sen! Po chwili obok starszej pani pojawiły się cztery kolejne. Jedna miała ciemną cerę, długie, czarne włosy związane w kucyk i kakaowe oczy, następna była najniższa i chyba najdrobniejsza, miała dziwnie znajome niebieskie oczy i przefarbowane na blond, krótkie włosy. Kolejna uśmiechała się szeroko trzymając w ręce marchewkę, miała niebiesko-szare oczy i już siwe włosy. Mojej uwadze nie umknęło, że była ubrana w białą sukienkę w czarne pasy. A ta ostatnia staruszka wyglądała na najpoważniejszą. Miała brązowe, długie i trochę kręcone włosy i brązowe oczy. Wszystkie wyglądały na bardzo sympatyczne i z pozoru normalne staruszki. Hmm, dlaczego każda z nich mi kogoś przypominała? A chyba najbardziej denerwujące jest to, że nie mam pojęcia kogo.
-To ty jesteś to sławną Charlie?- zapytała staruszka z blond włosami.
-Eeee, chyba tak- wybąkałam.
-Jakaś ty urocza!- pisnęła ta w sukience w paski. Uniosła brwi, a ona podbiegła do mnie ściskając i szczypiąc w policzki. Po chwili dołączyła do niej reszta staruszek mówiąc, ze jestem bardzo ładna, mam piękne włosy, że jestem za chuda i powinnam coś zjeść (to akurat mówiła staruszka w blond włosach) lub po prostu, że jestem urocza. Eeee, co tu się dzieje? Po chwili chłopacy zeszli ze schodów rozmawiając, a  kiedy zobaczyli, że jestem otoczona przez uzbrojone w długie paznokcie staruszki podbiegli do nas z przerażonymi minami.
-Babcie Direction, proszę zostawić Charlie!- zakomendował Liam, a wszystkie staruszki zostawiły mnie w spokoju i wstały z kanapy stając w dawnych miejscach. Wiecie co wam powiem? Policzki mnie pieką! Mam poplątane i powyrywane włosy i zostałam wyszczypana w każdym możliwym miejscu! Te staruszki są psychiczne! Przez chwilę patrzyłam w ciszy to na chłopców to na uśmiechające się staruszki masując bolące policzki.
-Ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje?- zapytałam.
-Jak to co? Dzień Babci Direction!- pisnął uradowany Lou i podbiegł do kobiety w sukience w paski, a ta uszczypnęła go w policzek wręczając marchewkę. Aha! Już wiem do kogo są podobne te staruszki! Do… dobra nie wiem.
-Co?- wybąkałam nadal nie wiedząc o co chodzi. Zayn wywrócił oczami i podszedł do kobiety z ciemną karnacją.
-Raz na miesiąc przywozimy tu nasze babcie i spędzamy z nimi cały dzień. To taki jakby zwyczaj One Direction- odparł, a każdy chłopak podszedł do swojej babci. Ahaaaaaaaa! Czyli te kobiety tak bardzo przypominały mi chłopaków bo są ich babciami! Charlie, czemu wcześniej na to nie wpadłaś?
-Babcie Direction, to Charlie- oznajmił Niall wskazując na mnie. –Ale ją chyba zdążyłyście już poznać- dodał po chwili zerkając jak ciągle trzymam się za bolące policzki.
-Zostawić was na chwilę- westchnął Liam kręcąc głową.
-I kto to mówi- mruknęłam pod nosem.
-Mówiłaś coś Charlie?- zapytał Harry. 
-Ja? Nie, pewnie ci się wydawało!- zapewniłam go przesłodzonym tonem.
-Jaka słodka z was para!- odparła babcia w lokach łapiąc się za serce.
-Babciu, przecież przez całą drogę ci tłumaczyłem. Charlie nie jest moją dziewczyną, to tylko tak dla reklamy- jęknął Harry.
-Oczywiście wnusiu. Ale ja i tak wiem swoje- odparła uśmiechając się i klepiąc wnuczka po policzku, a Harry westchnął.
-Charlie, poznaj nasze babcie- odparł Liam i każda mi się przedstawiła prosząc bym nazywała ją „babciu”.
-Wiecie co? Może lepiej będę do was mówić troszkę inaczej- zaoponowałam, a kobiety spojrzały na mnie zainteresowane. -Na panią, Babcia Malik- odparłam wskazując na babcię Malika. –Babcia Horan, Babcia Payne, Babcia Styles i Babcia Tomlinson-  zaoponowałam, a babcie kiwnęły zgodnie głowami.
-Teraz mamy, jak wy to mówicie… ksywki!- odparła uradowana Babcia Malik.
-Tak, teraz jesteśmy modnymi babciami!- dodała Babcia Tomlinson i wszystkie babcie wybuchnęły śmiechem. Uśmiechnęłam się pod nosem widząc jak chłopacy starają się ukryć zażenowanie. Ale mi podoba się to, że przyjechały babcie chłopaków. Przynajmniej przypomnę sobie jak to jest mieć babcię. Hm, ostatnio coś często używam słowo „babcia”.

_________________________________________________________________________

Konczaszima.
Tak, to brzydkie słowo...