środa, 24 lipca 2013

Rozdział 24

**Rozdział 24**


Bladym świtem usłyszałam pikanie budzika. Jęknęłam, wyciągnęłam rękę i po omacku wyłączyłam to dziadostwo. Czyli dzisiaj będę łgać jak wieludny kłamca na oczach całej Anglii. A może wszyscy zapomnieli, nikt nie będzie zawracał mi gitary, nikogo nie będziemy musieli okłamywać i mogę sobie pospać do południa?
-Misiek, wstawaj! Dzisiaj zobaczy cię cała Anglia!- krzyknął Zayn zza drzwi, a ja jęknęłam zakrywając się poduszką.

***

Właśnie jedliśmy śniadanie w kuchni, gdy Niall zadał tak ważne pytanie.
-A gdzie Liam?- zapytał unosząc brwi. Fakt. Kiedy tylko trochę się uspokoił pomogłam mu zaturlać się do jego pokoju. Chłopacy jeszcze nic nie wiedzą. Chyba trzeba im powiedzieć. Zresztą, i tak prędzej czy później sami na to by wpadli. Ale w tym przypadku byłoby to zdecydowanie później…
-Pewnie jest u siebie- odparłam popijając herbatę.
-Niby czemu? Przecież zawsze wstaje pierwszy- zauważył Lou.
-No, jakby to delikatnie ująć…- urwałam chcąc dobrać odpowiednie słowa. Jak by to…? A może by zacząć od… nie. Albo… też nie. Chyba, że… dobra poddaje się. –Danielle z nim zerwała- dokończyłam uznając, że nie idzie w tej sytuacji dobrać „odpowiednich” słów.
-Co?! Jak to?!- zapytał Zayn robiąc duże oczy.
-No normalnie- mruknęłam wzdrygając ramionami. –Obudziłam się w nocy i gdy zeszłam na dół się napić, znalazłam go płaczącego przed lodówką. Jak nic wypił trzy litry mleka- odparłam.
-Biedny Liaś- westchnął Lou.
-Miałaś jakieś koszmary?- zapytał Harry z dziwną miną. Uniosłam zdziwiona brwi. Czyżby on wiedział? Nie, nie możliwe. Bo niby jak miałby się dowiedzieć? No właśnie, nijak… A co jeśli przez sen krzyczałam coś w stylu „kocham cię!” albo „pocałuj mnie!”? Wolę o tym nie myśleć.
-Coś w tym stylu- mruknęłam.
-I co robimy z Liamem?- zapytał Niall.
-Pójdę do niego- zaoponowałam chowając naczynia do zmywarki. –Zaraz wracam!- rzuciłam i zanim ktoś zdążył otworzyć usta, już byłam na schodach. Po chwili zatrzymałam się przed drzwiami i niepewnie zapukałam.
-Proszę- usłyszałam ze środka. Przełknęłam ślinę i weszłam do pokoju. Liam leżał na łóżku z nieokreśloną miną patrząc w sufit.
-Nie zszedłeś na śniadanie. Martwiliśmy się- odparłam zatrzymując się przed łóżkiem. Nigdy nie byłam dobra w pocieszaniu, zwłaszcza jeśli chodzi o pocieszanie po zakończeniu związku. Dlatego zupełnie nie rozumiem co mnie napadło, że sama, bez niczyjego rozkazu, tu przyszłam. Dziwne nie? Ale może to trochę dlatego, że to właśnie Liam zawsze mnie pociesza i w ogóle. Nie żeby inni tego nie robili, ale on jest jak taki Wujek Dobra Rada. Nadopiekuńczy i strasznie pomocny.
-Nie jestem głodny- mruknął. –Jakoś straciłem apetyt- dodał.
-Oh, Liam…- zaczęłam, ale umilkłam nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów.
-Jakoś nie czuję się najlepiej patrząc jacy ty i Harry jesteście szczęśliwi- odparł, co mnie troszeczkę zbiło z tropu. –Zawsze chciałem mieć tak jak Harry. Ma wspaniałą, kochająca dziewczynę. Niczego mu do  szczęścia nie brakuje…- westchnął.
-Ale my nie jesteśmy na serio razem
-Po prostu zazdroszczę mu tego szczęścia!- krzyknął, a ja zamknęłam usta zdziwiona. Po chwili Liam wstał i podszedł do mnie z przepraszającą miną. –Przepraszam, nie chciałem się unosić- westchnął przytulając mnie. –Wybaczysz mi?
-J-jasne- wydukałam nie za bardzo wiedząc co się dzieje. Zaraz, co?! –Zaraz, czekaj, wróć- odarłam odsuwając się od niego. –Pierwsze primo: nie musisz mnie przepraszać. Drugie primo: Harry i ja nie jesteśmy na serio razem. To tylko tak dla reklamy- wyliczałam. -Trzecie primo: zapomniałeś o dzisiejszym wywiadzie dla całej Anglii, gdzie mamy okłamywać cały naród?- zapytałam patrząc na niego, a on wytrzeszczył oczy.
-Zupełnie o tym zapomniałem!- krzyknął i popędził do szafy. –Dzięki Charlie, że mi przypomniałaś!- dodał.
-Eee, do usług- wybąkałam zupełnie nie rozumiejąc tego chłopaka. –Jesteś pewien, że nic ci nie jest i dobrze się czujesz?- zapytałam chcąc się upewnić. No wiecie, nigdy nic nie wiadomo.
-Tak, jestem pewien. Wszystko w porządku- zapewnił mnie kładąc ręce na ramionach. –Idź powiedzieć reszcie, że zaraz zejdę- rzucił jeszcze i zniknął za drzwiami łazienki. Stałam tak jeszcze przez chwilę zgłupiała.
-Yyyyyyyyyyyy- wybąkałam. –Łatwo poszło- dodałam wzdrygając ramionami i zbiegłam na dół.

***

-Na pewno pamiętasz wszystko co wczoraj ustaliliśmy?- zapytałam po raz kolejny Harrego, który znudzony kiwał głową.
-Tak, na pewno- mruknął wzdychając. 
-Ale na pewno?
-Charlie…- zaczął, ale przerwał mu Paul, który do nas podszedł. Zaciekawieni spojrzeliśmy na niego.
-Mała zmiana planów- odparł. –Dostałem wszystkie pytania i…- urwał patrząc na nas nie pewnie.
-I?
-I będzie pytanie, cytuję: „za co się kochacie?”- przeczytał i po chwili uniósł na nas niepewnie wzrok.
-Że co?- zapytałam marszcząc brwi.
-Nie martwcie się. Zająłem się wszystkim!- odparł szczerząc się. –Tutaj macie kartki. Nie zgubcie ich. Macie na nich napisane już odpowiedzi- powiedział wręczając nam dwie, małe karteczki. –James, co ty wyprawiasz?!- krzyknął jeszcze i zniknął nam z oczu. Przez chwilę staliśmy w ciszy czytając co jest napisane na karteczkach.
-Kocham cię za twój uroczy uśmiech, za kroki pełnie wdźwięku i śmiech najsłodszy na świecie- przeczytał Hazz. –Serio? I że niby mam to powiedzieć?- mruknął.
-No to wygląda- odparłam wzdrygając ramionami.
-A ty co masz?- zapytał wskazując brodą na moją kartkę. Patrzyłam jeszcze przez chwilę w jego oczy, a potem zaczęłam czytać.
-Kocham cię za twoje oczy pełne uczucia, za twoje usta tak całuśne, za wszystko co robisz i jak to robisz…- urwałam krzywiąc się. Jakie to tandetne, przesłodzone i w ogóle fu. Oboje, jak na komendę, spojrzeliśmy na siebie z krzywymi minami.
-Wchodzicie za trzydzieści sekund! Wszyscy na miejsca!- krzyknął jakiś koleś z megafonem, a ja spojrzałam na niego czując, że zaraz zemdleje. Co jeśli się pomylę i powiem coś zupełnie innego niż Harry? Co jak coś przekręcę i wszyscy się dowiedzą, że to ustawka? Wtedy znienawidzą mnie. O nie. Muszę stąd jak najszybciej uciec. I to już. – Wchodzicie za trzy!...- wyliczał koleś, a ja zesztywniałam. Już miałam wziąć nogi w zapas i uciec gdzie pieprz rośnie, gdy poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Spojrzałam w bok i ujrzałam Harrego uśmiechającego się do mnie pokrzepiająco. 
-Spokojnie, damy radę- szepnął do mnie ciągle się uśmiechając. Nagle jakoś w magiczny sposób uspokoiłam się i wiedziałam, że wszystko będzie okej. Nie wiem czy już do końca oszalałam, czy to za sprawą tych zielonych oczu, ale byłam jednego pewna. Damy sobie radę.
-Dwa, jeden…- zakończył koleś, a prowadząca przywitała się i zapowiedziała nas. Kiedy usłyszałam krzyki fanów i fragment „Kiss You”, wiedziałam że już czas. Pierwsi weszli chłopacy machając i uśmiechając się, a fanki obowiązkowo kwiczały, wykrzykiwały ich imiona i inne takie. Po chwili prowadząca wykrzyknęła też nasze imiona i fanki dosłownie oszalały. Krzyczały znacznie głośniej i miałam wrażenie, że za chwilę rozniosą widownie. Harry ścisnął mnie mocniej za rękę, ostatni raz się do mnie uśmiechnął i ruszył razem ze mną na scenę. Kiwając fanom i uśmiechając się zajęliśmy miejsca na ogromnej kanapie przy okazji witając się z prowadzącą.
-Charlie, Harry, może opowiecie nam coś więcej o swoim związku?- zapytała Lauren, bo tak miała na imię prowadząca, kiedy fanki się trochę uspokoiły.
-Eeeem, zależy co ma pani na myśli- odparł Harry.
-Oj no wiecie. Takie szczególiki jak pierwsza randka, pierwszy pocałunek, data od kiedy formalnie jesteście parą. I oczywiście pikantne szczególiki też są miło widziane. Pikanterii nigdy za wiele!- odparła chichocząc.
-Nie było żadnej pikanterii, mam jeszcze szesnaście lat- przypomniałam.
-No właśnie, jeszcze!- wtrącił Harry, a ja wywróciłam oczami. –A jeśli chodzi o te inne szczególiki to… eeeerm… bo my tak w zasadzie… właściwie to…- zaczął się jąkać, a ja westchnęłam. Na serio nie rozumiem tego człowieka. Normalnie to nadaje jak jakaś katarynka, a w telewizji wszystkie odpowiedzi przeciąga do granic możliwości. Ciągle się jąka, zacina, odpowiada wymijająco. Aż człowiek zapomina jakie było pytanie. Straszne. Ale bardzo sprytne. No bo popatrzcie, jakieś osobiste pytanie, a Harry przeciągnie to, albo odpowie wymijająco, a prowadzący dadzą mu spokój, bo uznają, że nie ma sensu, albo czasu by ponownie pytać go o to samo. –I właśnie tak to było- zakończył. –Prawda Charlie?- zapytał, a ja skinęłam głową nie mając zielonego pojęcia jak brzmiało pytanie. Muszę przyznać, że Harry jest w tym świetny.
-No dobrze- odparła uśmiechając się Lauren, a potem zadała kilka pytań chłopakom. Jakoś nie miałam ochoty tego wszystkiego wysłuchiwać. Znam ich na wylot, a oni mnie, więc trochę nudzi mnie to „wyznawanie osobistych sekretów z ich życia”. Ciekawe co będzie z tym pytaniem, o którym Paul nam powiedział przed programem. Prawie nie pamiętam odpowiedzi, a raczej nie mogę czytać z kartki bo dziwnie by to wyglądało. Nigdy nie byłam dobra w ściąganiu. Hm, wygląda na to, że będę musiała improwizować i totalnie wszystko wymyślić. Spojrzałam na Harrego. Udawał zainteresowanego kolejnymi pytaniami. Coś mi się wydaje, że on też będzie improwizował.

***

-I wreszcie nadszedł czas na to kluczowe pytanie, na które czekają chyba wszyscy- odparła Lauren uśmiechając się do kamery. Po chwili spojrzała na nas. –Charlie, Harry, za co się kochacie?- zapytała, a ja czując jak tętno mi przyspiesza, wymusiłam uśmiech i posłałam dyskretne, ale znaczące spojrzenie Stylesowi. Harry skinął głową i co chwila zerkając na swoją dłoń, w której ukrył ściągę odwrócił się do mnie.
-Kocham Charlie za, … eeeem- urwał wpatrując się w kartkę i marszcząc brwi. Po chwili jednak dyskretnie wsunął ją z powrotem do rękawa i podniósł na mnie wzrok z poważną miną. Zaraz, co on wyrabia? Co on chce zrobić? STYLES, CO TY WYRABIASZ?! –Kocham cię za to, że jesteś taka uparta i ciągle się kłócisz, za to, że wciąż każesz mi sprzątnąć w pokoju, za to jak uroczo wyglądasz w wygniecionej piżamie i potarganych włosach z samego rana, za to jak sarkastycznie podchodzisz do życia, za twój śmiech, wtedy, gdy nie możesz się opanować, za twoje oczy zawsze tak radosne, za twoją skromność i talent do pakowania się w kłopoty, za to, że panicznie boisz się klownów, za to jak często robisz z siebie pośmiewisko, za twoje lenistwo, które się czasem objawia, za sposób w jaki jesz ciasteczka z galaretką, za to, że jesteś i jesteś perfekcyjna w każdym calu. Kocham cię Charlie- odparł, wszyscy zrobili zbiorowe „awwwwww”, a ja wytrzeszczyłam oczy dopiero po chwili łapiąc sens jego słów. Jasna dupa. Czy to możliwe? Czy on może na serio mnie…, nie, no ależ oczywiście, że nie! Paplał co mu ślina na język przyniosła. Przecież to Harry Styles, on może mieć każdą. Taka zwykła dziewczyna jak ja, nie robi na nim większego wrażenia. To chyba logiczne. Przełknęłam ślinę czując się delikatnie rozczarowana i spojrzałam na chłopaków, którzy uśmiechając się pod nosem, zerkali na nas ukradkiem popijając wodę i „rozmawiając” na jakieś tematy. Potem spojrzałam na Harrego. Patrzył na mnie tymi jego ogromnymi, zielonymi oczami. Co ja mam teraz zrobić?! Przecież nie mogę powiedzieć tego co jest na tej kartce! To by było bardzo nie na miejscu. Dobra, Charlie, czas na totalną improwizację. Wdech, wydech, wdech, wydech, pełen luzik. Gotowa Charlie? Pełna improwizacja za trzy, dwa…
-Harry- zaczęłam uśmiechając się pod nosem, robiąc krótką pauzę. Przymknęłam na chwilę oczy by po chwili otworzyć je i ponownie ujrzeć tą zieleń. –Kocham cię za twoje wieczne humorki, za zboczone żarty i gierki, za to, że czytasz komiksy o Super Kocie, za twój nieład na głowie z samego rana, za twój wieczny entuzjazm, za to, że jesz jabłko nożem i widelcem, za to, że często chodzisz nago, za twoją miłość do kotów, za to, że nie jesteś normalny i nigdy się z tobą nie nudzę, za to z jakim skupieniem oglądasz najdurniejsze, argentyńskie telenowele, za twoje dołeczki w policzkach i twoje niesamowite przywiązanie do mamy. Jesteś cudowny. Kocham cię Harry- odparłam, a lekko zdziwiony Styles uśmiechnął się delikatnie pod nosem całą swoją uwagę skupiając na mnie. Nagle cała widownia, łącznie z chłopakami i prowadzącą zaczęli krzyczeć „całus, całus, całus!”. Zaśmiałam się i spojrzałam na nich. Kiedy wróciłam wzrokiem do Harrego on nadal patrzył na mnie. Nagle poczułam napływającą falę gorąca. A po chwili zbliżył się do mnie i najdelikatniej jak to tylko możliwe, musnął swoimi wargami moje. To było jak dotknięcie piórkiem. Przez całe ciało przeszedł dreszcz, przyjemny dreszcz, a w głowie znowu słyszałam coś jak fajerwerki. I to już zaczyna mnie niepokoić. No cóż, jutro pójdę do lekarza, albo psychologa. Ewentualnie psychiatry.

***

Po programie dopadł mnie Harry, gdy w garderobie siłowałam się z butem.
-Na serio tak myślisz?- zapytał, a ja uniosłam brew.
-Ale co?- wybąkałam nie mając zielonego pojęcia o czym on mówił.
-No, to co mówiłaś w programie… Naprawdę tak uważasz?- zapytał patrząc na mnie z poważną miną. Zmarszczyłam brwi i wyprostowałam się zastanawiając o co chodzi temu chłopakowi.
-Oczywiście, że nie. Mówiłam co mi ślina na język przyniosła- odparłam wywracając oczami. Harry westchnął i zawiedzenie i delikatny smutek prawie od razu zakrył uśmiechem. –A czemu pytasz?
-Hm, ja też. I tak tylko pytałem- odparł i poszedł gdzieś. Przez chwilę stałam jak słup soli patrząc w ślad za nim. Dlaczego czułam jakby mnie ktoś uderzył pięścią w brzuch? Dlaczego chcę żeby to co powiedział w programie było prawdą? I najważniejsze: dlaczego czuję się jakbym skłamała?

***

-Jest niedzielne południe, a my siedzimy w domu- jęknął Zayn.
-Wyjdźmy gdzieś!- zaoponował Lou.
-Gdzie niby?- zapytałam marszcząc brwi.
-No nie wiem, na spacer na przykład- odparł Tommo.
-Nie chce mi się- jęknęłam.
-To masz problem, idziesz z nami- odparł Zayn wzdrygając ramionami.
-Mhm- przytaknął Niall przeżuwając resztki kurczaka z wczoraj.
-Nie chce mi sięęęęęęę!- przeciągnęłam.
-Trochę ruchu ci nie zaszkodzi- zauważył Liam.
-Ruch to zdrowie!- wypalił Harry, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. –No co? Przecież to prawda- mruknął już z mniejszym entuzjazmem.
-Tak czy siak, nigdzie nie idę- odparłam bez wyrazu sięgając po pilota.
-Wybacz mała, ale idziesz z nami i koniec tematu- zarządził Lou wstając z kanapy.
-Taaak!- przeciągnął Harry idąc w jego ślady.
-Wybacz Mr. Karotka, ale nigdzie nie idę i koniec tematu- mruknęłam nie zaszczycając ich spojrzeniem.
-Jak chcesz!- fuknął Tommo krzyżując ręce na piersi.
-Pójdziemy bez ciebie- dodał Harry.
-O jeju, jak mi smutno z tego powodu- westchnęłam wywracając oczami.
-Liam, idziesz?- zapytał Niall zawiązując buty.
-Nie
-Nie?
-Nie
-„Trochę ruchu ci nie zaszkodzi”, hę?- zapytałam unosząc brew.
-No wiesz…- odparł chłopak drapiąc się po głowie. –Mówiłem o tobie, a ja to już inna sprawa- dokończył wzdrygając ramionami.
-Czyli kto w końcu z nami idzie?- zapytał skołowany Lou.
-Nikt!- krzyknęliśmy chórem.
-Jesteście dziwni- skwitował Zayn i zniknął razem z resztą za drzwiami.
-I kto to mówi- mruknęłam pod nosem przełączając na wiadomości gdzie akurat mówili o naszym dzisiejszym wywiadzie. Wywróciłam tylko oczami i spojrzałam na Liama. –Gadaj- odparłam, a on spojrzał na mnie trochę zdziwiony. –Od kiedy to nie chce ci się wychodzić na spacery? Przecież to ty preferujesz zasadę „sport to zdrowie”- zauważyłam.
-Niby tak, ale jakoś nie mam teraz ochoty na spacer- odparł wzdrygając ramionami.
-No dobrze…?- mruknęłam wracając wzrokiem do telewizora.

***

-Jesteśmy!- krzyknął Niall i po chwili słychać było czyjeś kroki i trzaśnięcie drzwiami. Wzdrygnęłam ramionami i wróciłam do sprawdzania swojego tt. Nie wiedziałam, że w tak szybkim tempie można zdobyć tylu followersów. No, ale zważając na wszystkie ostatnie wydarzenia… dobra, nie ważne. Ale trochę dziwniejsze jest to, że większość moich followersów to faceci… hm, no cóż, wiedziałam, że wśród fanów chłopaków są też chłopacy, ale nie wiedziałam, że aż tylu.
-CO TO JEST?!- krzyknął z dołu Liam. Zmarszczyłam brwi i wzdrygnęłam ramionami. Już miałam odpisać pewnemu chłopakowi na pewne pytanie, gdy Liaś ponownie zaczął się drzeć. –CZY WY JUŻ DO KOŃCA ZWARIOWALIŚCIE?!
-Ciekawe co tym razem zrobili- mruknęłam i zwabiona krzykami zeszłam na dół. –Co jest gran…- urwałam widząc faceta przebranego za gigantyczną marchewkę, który stał za szczęśliwym Lou. –Eeee...?- wybąkałam unosząc brwi, gdy nagle ujrzałam małego białego kotka, z ogromnymi, niebieskimi oczami, którego trzymał Harry. –Jaki słodki!- pisnęłam i podeszłam do Harrego by pogłaskać kotka. Jaki słodziutki! 
-Wiem- odparł Lou wypinając dumnie pierś, myśląc chyba, że mówię o jego gigantycznej marchewce.
-Nie żebym się chwalił… ale wiem- powiedział Harry poruszając flirciarko brwiami i poprawiając włosy.
-Mówiłam o kocie przygłupie- mruknęłam, a Styles’owi uśmiech zszedł z twarzy.
-Możemy go przygarnąć? Możemy? Proszę! Będę się nim opiekować i wychodzić z nim na spacery!- odparł Lou cały w skowronkach.
-Nie- mruknął twardo Liam.
-No ale…- zaczął Lou.
-Nie i koniec tematu!- warknął Payne. Niezadowolony Tommo westchnął i spuścił smutno głowę. –A pana bardzo przepraszamy. Nasz kolega jest chory i czasem nie panuje nad swoimi odruchami- wyjaśnił Liam prowadząc faceta-marchew do drzwi.
-Nie szkodzi- wybąkał.
-Jeszcze raz przepraszam!- krzyknął Liaś i zamknął drzwi spoglądając karcąco na smutnego Louisa.
-Jesteście niesprawiedliwi!- fuknął i z obrażoną miną poszedł na górę. Odprowadziłam go wzrokiem i nie za bardzo wiedząc co właśnie się stało, spojrzałam pytająco na Nialla.
-Lou przyprowadził go z parku. Koleś właśnie wracał z pracy w warzywniaku, a, że był przebrany za gigantyczną marchewkę to Lou oszalał- wyjaśnił blondyn wzdrygając ramionami.
-Mhm- mruknęłam. Że niby co?
-A co z Charlie?- zapytał Harry patrząc pytająco na Liama. –Możemy ją zatrzymać?- dodał. Eeeee?
-Od zawsze wiedziałam, że nie jesteś normalny, ale teraz przeszedłeś sam siebie- odparłam. –O czym ty gadasz? Po kiego chcesz mnie zatrzymać?- zapytałam, ale po chwili zdałam sobie sprawę jak to głupio zabrzmiało. –O co ci w ogóle chodzi?!- fuknęłam.
-Nie o ciebie- mruknął Styles wywracając oczami. –O nią- odparł wskazując na kotka. Że niby co?
-Nazwałeś kota moim imieniem?- zapytałam marszcząc brwi, a Styles kiwnął głową. –Co ty sobie wyob…- urwałam uświadamiając sobie coś. On nazwał kotka moim imieniem! A ten kotek jest taki malutki, słodziutki, piękniutki i w ogóle. –Nazwałeś kota moim imieniem!- pisnęłam szczerząc się, a Styles tylko wywrócił oczami.
-Co z nią?- zapytał.
-Gdzie ją znalazłeś?- zapytał Liam.
-No w parku- odparł Styles. –Siedziała skulona w krzakach
-Jesteś pewien, że nie ma właściciela?- mruknął Liam marszcząc brwi.
-Tak, jestem- odparł pewnie Styles.
-Hm, nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł- mruknął w końcu Payne.
-Oj no przestań już!- odparłam wywracając oczami i wzięłam Charlie w ręce. –Spójrz w te oczka i powiedz, że jej nie chcesz- powiedziałam przysuwając kotka pod nos Liama. Ten przez chwilę stał nie pewnie nie wiedząc jak się zachować. Po chwili kotka polizała go w nos i zamruczała tuląc się do jego policzka. Awwww!
-No dobra, może zostać- odparł w końcu Liam, a ja i Harry przybiliśmy sobie piątkę. –Ale jeśli coś zrobi, poszukamy jej innego domu- zagroził, ale uśmiechnął się patrząc na nasze tańce zwycięstwa.
-Wariaci- skwitował Zayn kręcąc głową i poszedł do kuchni. Niall przez chwilę patrzył na nas uśmiechając się, jednak po chwili złapał się za brzuch, co mogło oznaczać, że jest głodny, i poszedł w ślady Zayna.

***

-Charlie jest strasznie podobna do Molly- odparł Harry patrząc zafascynowany jak kotek pije mleko z miseczki.
-Wcale nie- mruknął Zayn. –Molly jest ruda i ma zielone oczy
-Ale ma pyszczek, łapki, uszka, ogon i malutki nosek- odparł od razu Styles. –Jak kropla wody normalnie!- dodał, a ja wywróciłam oczami.
-Chodź Charlie- odparłam biorąc kotkę na ręce. –Zostawmy tych przygłupich samców i chodźmy pogadać na dziewczyńskie tematy- dodałam i wstałam z kanapy kierując się na schody. 
-Tylko nie przygłupich, dobrze?- fuknął Zayn.

-Wypraszam sobie!- dodał Lou, a ja wywróciłam oczami zamykając za sobą drzwi. Wreszcie jakaś inna dziewczyna w domu!

___________________________________________________________________

.

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 23

**Rozdział 23**

-Wywiad dla całej Anglii- wybąkałam patrząc na bliżej nieokreślony punkt na ścianie.
-Super co nie Charlie?- zapytał ciesząc się Zayn.
-Jasne- odparłam kiwając głową. –Zwłaszcza, że głównie będą zadawać pytania dotyczące związku, który nawet nie istnieje- mruknęłam patrząc na niego.
-No cóż, musicie coś wymyślić- odparł Lou opadając na kanapę.
-I wszystko uzgodnić- dodał Liam.
-Pierwsza randka, kiedy się w sobie zakochaliście, od jak dawna jesteście razem i takie tam pierdoły- odparł Niall wzdrygając ramionami. Pierwsza randka? Serio? Nigdy czegoś takiego nie było! Jak mam mówić o czym co nawet się nie wydarzyło?!... Zaraz, chwila. Przecież cały ten związek się nie wydarzył. Super. I pomyśleć, że to wszystko przez jakiegoś głupiego fotografa, który nie wiadomym sposobem dostał się na mój bal. -Czyli sobie nie pośpimy- westchnął Niall.
-No, trzeba się zerwać najpóźniej o 10- jęknął Harry. –Przecież się nie wyśpię i na tym wywiadzie będę wyglądał jak jakiś bezdomny!- dodał.
-A ty znowu o tym!- mruknęłam. –Jutro mamy gadać o niestworzonych rzeczach na oczach całej Anglii, a ty przejmujesz się swoim wyglądem!- fuknęłam pukając go w czoło.
-Ale przecież wygląd jest ważny! Zwłaszcza na oczach całej Anglii!- odparł, a ja uniosłam brwi. –Miliony nastolatek kochają się we mnie i oczekują, że zawszę będę wyglądał idealnie, więc nie mogę ich zawieść!- wyjaśnił. Uniosłam brwi wyżej.
-Ale przecież ty zawsze wyglądasz jak bezdomny- skwitowałam, chłopacy się zaśmiali, a Harry zrobił cię cały czerwony i zaczął mnie gonić. –Hej, przecież jestem twoją dziewczyną!- przypomniałam wbiegając po schodach.
-Nie prawda!- krzyknął nie zatrzymując się. Fakt. Punkt dla niego.

***

-Co robisz mała?- zapytał Lou stając nad moim biurkiem, pochrapując marchewkę.
-Zadanie z matematyki- odparłam głowiąc się nad nim. Ale tak na serio. Po co mi to?! Czy kiedykolwiek w życiu przyda mi się rysowanie dwusiecznej, wpisywanie okręgu w koło i tak dalej? Nie. Więc o co tyle zachodu?
-I jak ci idzie?
-Słabo
-Pokaż mi to. W szkole miałem całkiem niezłe oceny z matmy!- odparł biorąc mój zeszyt.
-Trója wcale nie jest dobrą oceną- mruknął Liam wchodząc do pokoju. –Daj mi to. Ja znam się na tym lepiej- odparł wyrywając zeszyt oburzonemu Louisowi.
-Coooo robicie?- zapytał Horan wpadając do pokoju z kanapką w ręce.
-Zadanie z matematyki- odparł Lou zaglądając przez ramie Li do książki.
-O fajnie. Dawno tego nie robiłem. Mogę wam pomóc- zaoponował i dołączył do chłopaków.
-Dziesięć, przez siedem, przesunąć przecinek, razy osiemdziesiąt osiem…- mruczał pod nosem Li zapisując coś na kartce.
-Usłyszałem „ma”, potem „tema” i „tyka”?- zapytał Zayn zaglądając do pokoju. –Chętnie pośmieje się z waszych wyczynów matematyczni geniusze- odparł uśmiechając się i podszedł do skupionej trójki. Wzdrygnęłam ramionami i patrzyłam na skupionych chłopaków ciesząc się, że nie musze tego robić. Swoją drogą, pierwszy raz widzę ich tak skupionych. Rzadki widok. Uśmiechnęłam się pod nosem i zrobiłam im zdjęcie telefonem. Hm, oni chyba nawet tego nie zauważyli.
-Co jest grane?- zapytał Styles patrząc z dziwną miną na chłopaków.
-Chłopacy właśnie próbują rozwiązać moje zadanie z matematyki- wyjaśniłam wzdrygając ramionami.
-Serio? I jak idzie?- zapytał patrząc na chłopaków.
-To zadanie jest z błędem. Nie można go wyliczyć!- odparł Liam.
-Jasne, jasne. Pokażcie mi to- powiedział Harry.
-Nie wydaje mi się żebyś potrafił je rozwiązać- odparł Lou kręcąc głową.
-Niby dlaczego?- fuknął Hazz.
-Może dlatego, że co roku miałeś dwóje z matmy- mruknął Zayn.
-Oh, dajcie mi to- fuknął Styles i wyrwał chłopakom książkę robiąc skupioną minę. Uśmiechnęłam się pod nosem i jemu też zrobiłam zdjęcie, czego on oczywiście nie zauważył. –Wyjdzie 69- odparł w końcu.
-Na pewno nie- odparł Niall kręcąc głową.
-Bo?- zapytał Styles unosząc brwi.
-Bo jesteś zboczony- mruknął Li i chłopacy podeszli do niego jeszcze raz robiąc zadanie.
-Osiem, dwadzieścia, przez sto, minus dziesięć…- wyliczał Zayn.
-69- odparł Harry opierając się biurko.
-Nie- mruknął Liam.
-Pierwiastek trzeciego stopnia z osiemdziesięciu trzech do kwadratu, minus, minus dwieście pięćdziesiąt dziewięć…- mruczał Niall.
-69- odparł znudzony Harry.
-Nie- mruknął Lou.
-Kwadrat drugiej potęgi sumy iloczynu minus dwa dodać dziewięć…- teraz z kolei wyliczał Lou.
-69- powtórzył znudzony Harry bawiąc się piłeczką.
-Nie!- krzyknęli chłopacy chórem. Styles pokręcił głową i wrócił do zabawy piłką.
-Mam!- odparł uradowany Liam. –Wyszło 69!- dodał, a potem stracił trochę pewności i razem z chłopakami ponownie zanurkował w książce.
-A nie mówiłem?- zapytał uśmiechając się Styles. 
-Ale jak to wyliczyłeś?- zapytał zdziwiony Zayn.
-Ma się swoje sposoby- odparł i szczerząc się opuścił pokój. Chłopacy patrzeli w ślad za nim z otwartymi ustami. Pokręciłam głową, wzięłam książkę od Liama i wróciłam do zadania. I wiecie co? Na serio wyszło 69.

***

Właśnie schodziłam po schodach, gdy potknęłam się o bokserki Hazzy i robiąc kilka fikołków wylądowałam na pupie. Jęknęłam wstając i masując swój obolały zad.
-Kurwa- przeklęłam pod nosem, co po chwili okazało się błędem. Od razu pięć par oczu spojrzało na mnie zszokowane. –Oh, już przestańcie. Mam w końcu szesnaście lat i nie powinno was dziwić to, że od czasu do czasu powiem coś niecenzuralnego. Zresztą robię to dosyć często, jak każdy normalny człowiek w moim wieku- mruknęłam z markotną miną podchodząc do kanapy w salonie.
-Chcesz powiedzieć, że ciągle tak przeklinasz?- zapytał Liam. Super. Czyli jak zawsze muszę wszystko zepsuć swoim niewyparzonym językiem. Wytrzeszczyłam oczy i zachichotałam nerwowo.
-To Niall przeklął!- odparłam automatycznie wskazując na blondasa. Chłopacy spojrzeli na mnie, potem na Nialla, i znowu na mnie, po czym wszyscy, oprócz blondasa i mnie, zanieśli się śmiechem.
-Tak, bo przecież Niall klnie jak szewc!- odparł Lou szczerząc się.
-Ma tak niewyparzony język, że większość jego wypowiedzi trzeba wypikać- dodał Zayn śmiejąc się. Niall cały czerwony ze złości wstał z kanapy mierząc ich złowrogim spojrzeniem.
-Że niby ja nie umiem przeklinać?! Doprawdy?!- fuknął. –Wy…- zaczął, ale dalszej części jego wypowiedzi nie słyszałam, bo Lou stanął za mną, zakrył mi uszy swoimi dłońmi i kiedy tylko Horan otwierał usta, on zaczynał pikać. Widziałam tylko jak chłopacy przestali się śmiać i patrzyli przerażeni na wściekłego blondyna. Wyłapałam tylko tyle: „Myślicie, że kim niby jesteście? BIB, BIB, BIB?! A może jeszcze BIB, BIB, BIB?! Tak jasne BIB, BIB, BIB! I żeby było jasne BIB, BIB, BIB to, że nie przeklinam często nie znaczy, że nie znam takich słów jak BIB, BIB, BIB, BIB, BIB, BIB i BIB. A wy jesteście tylko BIB, BIB, BIB, BIB!”. Ua, nieźle się wkurzył. Horanek ponownie otworzył usta, a Lou zaczął pikać. –Stary, przecież teraz już nie przeklinam!- krzyknął blondas. 
-Przepraszam. Tylko mnie nie bij!- pisnął Lou kuląc się za mną. Uniosłam brwi i przez chwilę patrzyłam jak reszta kuli się na kanapie.
-Nie wiem co im powiedziałeś, i coś mi mówi, że nie chcę wiedzieć, ale nie rób tak więcej- poprosiłam klepiąc blondasa po ramieniu. Ale jest przynajmniej jeden plus. Chłopacy zapomnieli o…
-Niall powiedział nam parę niecenzuralnych rzeczy, ale to nie znaczy, że zapomniałem o tobie- odparł Liam, a ja znieruchomiałam. –Później z tobą porozmawiam młoda damo- dodał. Młoda damo? Serio? Czyli jest źle. Jest bardzo, bardzo źle. Cudownie. –Przecież jesteś ładną i dobrze wychowaną dziewczyną. Nie możesz tak przeklinać- stwierdził. Dobra, teraz to on zaciąga moim dziadkiem. I takim właśnie sposobem Niall dostał zakaz zbyt częstego odzywania się podczas wywiadów, ponieważ za często przeklinał.

***

-Już jestem!- krzyknął Zayn zdejmując buty i kładąc zakupy na szafce. –Nie było mleka w butelce, więc kupiłem w kartonie- odparł wchodząc do kuchni. Liam z impetem odłożył kubek kawy przez co jego zawartość wylała się na kanapki Nialla. Blondynek pokręcił głową i wrócił do jedzenia, a Hazz zerkał na niego co jakiś czas znad swojego komiksu.
-Co? Ale jak to? Przecież wiesz, że czasem lubię poudawać, że to alkohol- westchnął Liam. 
-Tak, wiem, ale co miałem zrobić? Innego nie było
-No nie wiem, na przykład przejść na drugą stronę ulicy do drugiego sklepu i tam to kupić?- odparł Harry wzdrygając ramionami.
-Stul dziób- powiedział bezgłośnie Zayn patrząc na Stylesa. Ten tylko uniósł ręce w obronnym geście i wrócił do komiku o Super Kocie, który ratuje świat. No bo w końcu co innego mógłby czytać taki Harry?
-Ty to masz przerąbane stary- stwierdził Lou zerkając na niego spod stołu. Tsa, nic nowego. Tommo często lubi sobie posiedzieć pod stołem pochrapując marchewki i na przykład związując sznurówki butów chłopaków. –Nie możesz się czasem schlać w cztery dupy i zapomnieć o całym świecie- dodał pochrupując marchew, a Liam westchnął i smutny spojrzał w swój pusty kubek. –To strasznie smutne- stwierdził, a ja widząc, że Liam jest strasznie przygnębiony i bez głupich komentarzy Tomma, schyliłam się, naciągnęłam jego szelkę i puściłam ją, a ta z dużą siłą uderzyła w klatę chłopaka wydając charakterystyczne plaśnięcie. –Ała! To bolało!- mruknął Lou masując bolące miejsce. Wywróciłam oczami i wróciłam do czytania książki. Po chwili coś zapikało, a Liam zdziwiony przeczytał wiadomość.
-Idę się spotkać z Danielle. Pewnie wrócę późno. Na razie!- rzucił tylko i cały w skowronkach wyparował z kuchni. Coś mi tu śmierdzi. Danielle nigdy ot tak nie zaprasza gdzieś Liama. To raczej on musi ją błagać żeby się w końcu zgodziła na kolejne wspólne wyjście.
-Wam też wydaje się to podejrzane?- zapytał Zayn wyciągając z lodówki sok pomarańczowy.
-I to bardzo- przytaknął Lou.
-Mhm, sfrasznie- dodał Niall z pełnymi ustami. Uśmiechnęłam się pod nosem, a Zayn spojrzał na mnie pytająco.
-Coś mi mówi, że kiedy Liam wróci już nie będzie taki szczęśliwy- odparłam.
-Super Kot tu, Super Kot tam, Super kot jest lepszy od latających lam!- zaczął śpiewać Hazza. –To Super Koooooooot!- dodał piskliwym głosikiem. Malik wywrócił oczami i zajął dawne miejsce Liama popijając sok.
-Harry- zagadnęłam chłopaka.
-Hmmm?- zapytał zafascynowany przygodami Super Kota.
-Ale ty wiesz, że ten komiks jest dla siedmiolatków?
-Mhm- mruknął nie odrywając oczu od komiksu.
-Tak myślałam

***

„-Kocham cię Charlie- szepnął chłopak przytulając mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie z zamkniętymi oczami, tuląc jego cudowny tors.
-Ja ciebie też…- usłyszałam swój głos i mimowolnie podniosłam głowę w górę mając nadal zamknięte oczy, a nasze usta złączyły się w cudownym pocałunku. Jego usta były miękkie, słodkie, cudowne i znajome. A on całował spokojnie, wolno, bez pośpiechu, a przy tym pocałunek był pełen uczucia. Po prostu bajka. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk, coś jak fajerwerki i choć miałam zamknięte oczy, zobaczyłam jakieś błyski. W końcu odsunęliśmy się od siebie, a ja wreszcie otwarłam oczy i już miałam ujrzeć jego twarz gdy wszystko się rozmazało…”
Usiadłam gwałtownie na łóżku ciężko dysząc. Co to do cholery było?! To tylko sen. Spokojnie Charlie, to tylko sen… Musze zejść na dół i się czegoś napić. Tak, to dobrze mi zrobi. Wyszłam z łóżka i człapiąc bosymi stopami zeszłam na dół. Zamarłam słysząc w kuchni jakieś hałasy. Liam już wrócił, a wszyscy śpią. Oh, spokojnie Charlie, to pewnie tylko jakiś włamywacz. Jakiś włamywacz, który cię zgwałci i zabije, a zwłoki zakopie w lesie. Trzęsącymi się rękoma chwyciłam parasol i najciszej jak tylko mogłam, podeszłam do drzwi, które oczywiście nie miały klamki co tylko ułatwiło mi zadanie, i pchając je delikatnie weszłam do środka. Wzięłam zamach i już miałam zdzielić złodzieja parasolem, gdy przy świetle otwartej lodówki zobaczyłam opartego o nią Liama, z kartonikiem mleka w ręce. Zdziwiona odłożyłam parasol na bok i przez chwilę po prostu się na niego gapiłam. Liam płakał cicho pociągając nosem i pijąc mleko prosto z kartonika. Był po prostu zrozpaczony. Zmarszczyłam brwi i podeszłam do niego wolno.
-Co ty tu robisz Charlie?- zapytał pociągając nosem. 
-Liam, daj mi ten karton- poprosiłam siląc się na najspokojniejszy ton.
-Po co? Przecież i tak nikt mnie nie kocha- mruknął i pociągnął kolejny łyk.
-Liam proszę cię, daj mi karton. Podzielimy się- zaoponowałam i zanim chłopak pociągnął kolejny łyk, wyrwałam mu karton odkładając go na bok. –A teraz powiedz, co się stało?- zapytałam siadając obok niego.
-Moje życie straciło sens- mruknął sięgając po ser w sprayu. Złapałam jego obie ręce zanim go dosięgły. Ten chłopak odżywia się strasznie zdrowo i nigdy, przenigdy nie tknąłby takiego sera w sprayu, jakiego w ogromnych ilościach pochłania Niall.
-Dlaczego straciło?
-Bo, bo, bo…- jąkał się. –Bo Danielle ze mną zerwała!- jęknął i zaczął płakać jak malutkie dziecko. Wiedziałam, że ta wiedźma coś knuje, po prostu wiedziałam. Zmarszczyłam brwi i przytuliłam do siebie chłopaka klepiąc go po plecach. Co za baba! Niech no ją tylko znajdę, to wszystkie kłaki powyrywam!

___________________________________________________________

Hej. To znowu ja. Niestety.
Czekajcie na następny.