niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 19


**Rozdział 19**

To dzisiaj. Piątek. Za kilka godzin bal. Cudownie. Bez żadnej chęci do życia zwlokłam swoje zwłoki z łóżka i podążyłam do łazienki.

***

Jest przynajmniej jeden plus. Z powodu balu skrócono nam lekcje. Kiedy tylko przekroczyłam próg domu z jęknięciem zdjęłam trampki i rzuciłam torbę w kąt.
-Nie tak szybko!- odparł Liam zatrzymując mnie kiedy chciałam usiąść na kanapie. Z męczeńską miną wyprostowałam się i podniosłam na niego wzrok. –Gaspachio i jego świta czekają na ciebie w twoim pokoju- odparł uśmiechając się. Super. Ciekawe kto puścił farbę. Nie, że nie lubię tego geja, ale po prostu chciałam sama się z tym uporać. Chociaż nie. Nie mam teraz siły. Nawet nie kupiłam sukienki. Westchnęłam i ciągnąc za sobą torbę wspięłam się po schodach. Gdy tylko przekroczyłam próg pokoju, jakiś tuzin stażystek i Gapsachio rzucili się na mnie ściągając ze mnie mundurek, robiąc coś z włosami i twarzą.
-No na reszcie kotku! Myślałem, że się ciebie nie doczekam!- odparł Gaspachio.
-Jednak jestem. Rozczarowałeś się co? Pewnie liczyłeś, że nie będziesz musiał się ze mną męczyć- mruknęłam.
-Wręcz przeciwnie!- zapewnił. –Już nie mogłem się doczekać!- odparł po czym posadził mnie na krześle przed toaletką. Od razu podeszło do mnie kilka dziewczyn i zajęły się moja twarzą. Łącznie z brwiami. Auć!  Miodzio. Jest dopiero 16. Dopiero, albo już. Za cztery godziny przyjedzie po mnie ten palant i będę musiała się z nim użerać. Wykrzywiłam się na samą myśl i co chwila piszcząc z bólu pozwoliłam depilować sobie nogi woskiem i malować paznokcie u stup. Podwójne Auć! Albo raczej „Ałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Jak boli, jak boli!”.

***

Właśnie przeglądałam się w lustrze nie mogąc się nadziwić. To na serio byłam ja? No dobra, rozumiem, że wydepilowano mnie w każdym widocznym miejscu, ułożono idealnie włosy, nałożono delikatny i dziewczęcy makijaż i dano mi super modne ciuchy, ale to było w standardzie. Jednak teraz wyglądałam jakoś tak... no ja wiem, ładniej? Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
-Charlie, to do ciebie!- krzyknął Zayn.
-Ja otworzę!- dodał Liam i popędził do drzwi. Hm, dziwne. Skoro Liam szedł otworzyć drzwi to dlaczego oprócz jego kroków słyszałam cztery inne? Ach, no tak. Dom wariatów. Wścibskich wariatów. Wzdrygnęłam ramionami i zarzucając rozpuszczonymi włosami zeszłam na dół. Jak dobrze, że Gaspachio w ostatniej chwili się rozmyślił i zamiast ogromnych szpilek dał mi czarne, napakowane ćwiekami buciory.
Muszę mu za to postawić dietetyczną latte z mlekiem i odrobiną cynamonu. Zatrzymałam się przed schodami poprawiając sukienkę. Układała się idealnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i podniosłam wzrok na siedmiu idiotów gapiących się na mnie z otwartymi ustami. Pewnie dziwicie się dlaczego siedmiu? Już wyjaśniam. Otóż, Liam, Lou, Niall, Zayn i Josh, który przyszedł do nas dzisiaj po południu, stali przed drzwiami, Tom stał w drzwiach trzymając bukiet czerwonych róż, tak nawiasem mówiąc wyglądał dziwnie bez swojej bejsbolówki i jeansów, a kochany Haroldzik siedział na kanapie zajadając banana. Znaczy się, zajadał, ale teraz gapił się na mnie z bananem przybliżonym do ust. Co oni tak skamienieli? Czyżby jakaś super seksowna laska stała za mną? Elka przyjechała?! Zdziwiona obejrzałam się za siebie, lecz… nikogo tam nie było. Zmarszczyłam brwi i ponownie spojrzałam na stado baranów.
-Eee… coś nie tak?- zapytałam. Dopiero po tych słowach cała pielgrzymka się otrząsnęła i automatycznie wbiła spojrzenie w Toma.
-Więc… mówiłeś, że jak się nazywasz?- zapytał Zayn marszcząc brwi.
-Tom McKinley- odparł chłopak bez mrugnięcia okiem.
-Ile masz lat?- bąknął Niall mierząc go złowrogim spojrzeniem.
-18
-Skąd jesteś?- dopytywał się Liam.
-Stąd
-Chcesz tym wozem odwozić Charlie?- zapytał Josh wskazując na czarne porsche Toma.
-Tak
-Po pijanemu? Bo coś mi się nie chce wierzyć żebyś nie pił- dodał Liam.
-Eee…- wybąkał chłopak drapiąc się po głowie.
-Ile masz kóz?- wypalił Tommo patrząc na chłopaka badawczym spojrzeniem.
-Osiem… Eee, co?- Tom spojrzał na Lou pytająco.
-Pytałem ile masz…
-Dlaczego Charlie?- przerwał mu Harry opierając się o drzwi ze skrzyżowanymi rękoma.
-Eee…- wybąkał chłopak czując się odrobinę niekomfortowo, gdy sześć par oczu wpatrywało się w niego złowieszczo. –Bo jest super laską- odparł szczerząc się, a ja pacnęłam się w czoło. Zniecierpliwiona ciągłymi pytaniami ze strony chłopaków spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że jeśli za chwilę nie pojedziemy spóźnimy się, czyli najlepsze miejsca zostaną zajęte, a nam zostanie marne miejsce przy stoliku w kącie sali, albo przy takim, który stoi jakieś pół metra od ogromnego głośnika.
-Fajnie było i tak dalej, ale my musimy już iść- odparłam zgrabnie wymijając chłopaków, biorąc od Toma kwiaty, podając je Louisowi i ciągnąc za sobą McKinleya. Nawiasem mówiąc, wolę białe róże. Czerwone są takie… oklepane i nudne.
-Ale Charlie…- zaczął Zayn.
-Na razie!- rzuciłam przez ramię i wsiadłam do czarnego porsche McKinleya. Po chwili chłopak również wsiadł do samochodu i spojrzał na mnie szczerząc się. –Czego?- fuknęłam z irytacją zapinając pas i krzyżując ręce pod biustem.
-A buzi na powitanie?- zapytał poruszając brwiami.
-Jedź- mruknęłam z wkurzoną miną wbijając wzrok przed siebie.
-Jak chcesz- odparł wzdrygając ramionami i przekręcił kluczyki. –Nawiasem mówiąc, pięknie wyglądasz- dodał i ruszył. Milczałam uparcie patrząc w mrok za szybą. Jeśli jest szansa, jakakolwiek, bym nie musiała męczyć się z tym półgłówkiem, walcie śmiało! Wszystko lepsze niż to!

***

-A może jednak zatańczymy?- zapytał Tom kiedy od jakiś trzydziestu minut siedzieliśmy przy naszym stoliku wpatrując się w wirujące pary.
-Nie- fuknęłam patrząc jak Amity obściskuje się z Jessym.
-Ale siedzimy tutaj odkąd przyszliśmy!- jęknął blondyn.
-Przydaj się na coś i przynieś mi coś do picia- mruknęłam chcąc się go pozbyć, chociaż na chwilę. Owszem, przyjechałam na bal, ale tylko dlatego, by uniknąć kary. Nie mam zamiaru tańczyć. Oj nie. A zwłaszcza z tym bezmózgiem.
-Proszę. Lemoniada- wystraszyłam się odrobinę słysząc Toma.
-Dzięki- wybąkałam biorąc od niego szklankę i bez namysłu wzięłam łyk. Od razu tego pożałowałam. Lemoniada. Fuj. Odstawiłam szklankę na stolik i powróciłam wzrokiem do tańczących par. Wszyscy bawili się świetnie, serio. Dziewczyny chichotały, chłopacy dawali z siebie wszystko na parkiecie, dj puszczał na serio fajne kawałki, nauczyciele podrygiwali w kątach sali mając na wszystko oko, a my? My jako chyba jedyni siedzieliśmy gapiąc się na resztę. Uniosłam brew i omiotłam salę spojrzeniem. Chociaż nie, oprócz nas siedziała jeszcze inna para. Dziewczyna miała nogę w gipsie i aparat na zębach, a chłopak astmę i miliony pryszczy na twarzy. Dobra, cofam to. Nawet oni poszli tańczyć. Po co komu taniec? Można się świetnie bawić i bez tego. Zawsze można coś zjeść, albo porozmawiać. Właśnie!
-Tooo…- zaczęłam przyciągając tym uwagę chłopaka. –Wybrałeś już jakąś szkołę?
-Nie do końca- odparł. –Wybrałem kilka szkół z naprawdę świetnymi warunkami dla sportowców, ale jeszcze nie podjąłem decyzji
-Mhm- mruknęłam. Kogo ja chcę oszukać? Umrę tu z nudów! –W zasadzie nic o tobie nie wiem- odparłam po chwili ciszy. –Opowiedz coś o sobie- poprosiłam.
-No cóż- westchnął. –Jestem sportowcem. Jestem w tym dobry i kocham to co robię. Od urodzenia mieszkam w Londynie. Mam normalną, angielską rodzinę. Ojciec pracuje w dużej firmie, mama zajmuje się domem, a młodsza siostra uprzykrza mi życie na wszelkie możliwe sposoby- odparł uśmiechając się, a ja się zaśmiałam. –Mimo wszystko i tak kocham tego małego stworka. Jestem jego starszym bratem, trochę nadopiekuńczym, ale tacy są już starsi bracia- dodał, a ja uśmiechnęłam się po nosem, walcząc ze wspomnieniami. Minęło tyle czasu, wszystko powinno być już okej. Tak mogłoby się wydawać. Mogłoby, ale nie jest.
-Teraz ty opowiedz coś o sobie- odparł wyrywając mnie z zamyślenia. Podniosłam na niego wzrok unosząc delikatnie kąciku ust ku górze.
-Na serio nie chcesz tego słuchać- zapewniłam go.
-Oj przestań! Na pewno nie jest tak źle!- machnął ręką. Westchnęłam i wbiłam wzrok w szklankę z lemoniadą.
-Urodziłam się i wychowywałam w Londynie. Gdy miałam pięć lat moi rodzice zmarli na AIDS. Niedługo po nich moi dziadkowie. Opiekę nade mną przejął bliski przyjaciel moich rodziców. Przez bardzo długi czas tak żyłam. Dopiero niedawno spotkałam chłopaków i zamieszkałam z nimi- odparłam specjalnie nie wspominając o Nim.
-Przeprasza ja…- wybąkał zmieszany chłopak.
-Nie przepraszaj. To nie twoja mina- odparłam uśmiechając się do niego delikatnie. Tom po chwili wahania odwzajemnił uśmiech. Ten chłopak wcale nie jest taki zły. Trochę głupkowaty i zapatrzony w siebie- owszem, ale jest naprawdę miły. Po chwili do chłopaka podeszła zgrabna blondynka i poprosiła go do tańca. Tom nie pewnie spojrzał na mnie. –Śmiało. Ja sama sobie poradzę- odparłam uśmiechając się. Tom posłał mi wdzięczny uśmiech i poszedł na parkiet z dziewczyną, która jak na moje oko, wywarła na nim niezłe wrażenie. Westchnęłam skubiąc rąbek sukienki. Przynajmniej Tom się dobrze bawi. Podniosłam głowę rozglądając się dookoła czując na siebie czyjś wzrok. Uniosłam brwi widząc wpatrującego się we mnie Bortona. Amity rzecz jasna kleiła się do niego szepcząc coś na ucho. Dziwne. Jessy patrzył na mnie jakby… chciał powiedzieć „przepraszam” i prosić o zrozumienie. Jego twarzy wyglądała normalnie, tak jak zawsze. Ale oczy były przepełnione bólem i smutkiem. Uniosłam brwi wyżej. Jednak po sekundzie Borton odwrócił wzrok. Naprawdę dziwne. Pokręciłam głową nie chcą się tym teraz zadręczać. Ciekawe co teraz robią chłopacy. Pewnie Niall coś je, Zayn go wkurza podkradając mu jedzenie, Lou wcina marchewki oglądając kreskówki, Liam pisze z Danielle tylko ciałem przebywając z chłopakami, Josh udaje, że gra na perkusji robiąc przy tym dziwne miny, a Harry… no właśnie. Co Harry teraz może robić? Pewnie, ogląda te swoje sprośne pisemka, siedzi z chłopakami lub w jakimś klubie i wyrywa teraz jakąś laskę stosując te swoje głupie sztuczki, albo… Uniosłam głowę słysząc jak drzwi od sali się otwierają i wszyscy zaczynają szeptać. Hmm, tłum ludzi zasłonił mi widok. Zmarszczyłam brwi i czekałam na… na olśnienie. Po chwili tłum się rozstąpił i wyszedł z niego pewien chłopak, rozglądając się na boki… Z wrażenia otwarłam usta. Albo właśnie przyszedł na mój bal. Wiedziałam, że oni wtedy coś knuli! Po prostu wiedziałam! Uniosłam wysoko brwi widząc jak Harry kroczy w moją stronę z idealnie ułożonymi włosami, w idealnie dopasowanym, czarnym garniturze i w czarnych, błyszczących butach. Ale jak…? Przecież on nie miał takiego garnituru. Co jak co, ale zawartość szafy Hazzy znam lepiej niż swoją. Może dlatego, że gdy zawsze wchodzę do jego pokoju, wszystkie ciuchy są porozrzucane po całej jego powierzchni. Tsa, prawdopodobnie dlatego. Wracając, dlaczego… nagle mnie olśniło. Gaspachio! To by wyjaśniało różową wstawkę w kieszeni
marynarki.
-Mogę panią prosić?- zapytał wyciągając w moją stronę rękę. Mojej uwadze nie umknęło, że wszyscy otoczyli nas kółkiem i patrzyli na nas z otwartymi ustami naśladując ryby.
-Co ty tu robisz?!- pisnęłam.
-No, proszę cię do tańca- odparł wzdrygając ramionami.
-Harry- mruknęłam wywracając oczami.
-No bo… doskonale wiedzieliśmy, że nie masz ochoty iść na ten bal, a tym bardziej iść na niego z Tomem. Dlatego postanowiliśmy umilić ci jakoś pobyt na owym balu. Niall poszperał w Internecie i dowiedział się, że na tym balu można mieć partnera starszego maksymalnie o dwa lata. A tak się składa, że ja jako jedyny mieszczę się w granicach- wyjaśnił mówiąc strasznie szybko, więc dopiero po chwili zorientowałam się co właśnie powiedział. W milczeniu przyglądałam się jemu zastanawiając się czy powinnam mu dziękować i rzucić się na szyję, czy raczej ochrzanić i już na dobre pozbawić ojcostwa. –No to zatańczysz, czy nie?- zapytał po chwili zniecierpliwiony.
-Harry!
-No co?
-Przychodzisz na mój szkolny bal i jak gdyby nigdy nic prosisz mnie do tańca?
-Yyy… no
-I oczekujesz, że się zgodzę?
-Tak- odparł pewny siebie, a ja zmroziłam go spojrzeniem. –Nie? Nie- poprawił się od razu kręcąc głową.
-Jesteś idiotą- skwitowałam.
-No wiesz!- napuszył się. –To ja się dla ciebie stroję i poświęcam się przychodząc tutaj, a ty mnie jeszcze obrażasz! Foch!- fuknął siadając na niedalekim krześle, oczywiście odwracając się do mnie dupą. Dopiero teraz tłum się rozszedł, a ja z rozbawieniem wywróciłam oczami.
-Oj no Harry!- westchnęłam podchodząc do chłopaka. On tylko prychnął i odwrócił ode mnie wzrok. –Przecież wiesz, że jestem wredna i mam niewyparzony język- odparłam, a chłopak nie zareagował. –I doskonale wiesz, że cię kocham- dodałam, a Harry spojrzał na mnie unosząc brew.
-Mów dalej- odparł z poważną miną, a ja się zaśmiałam.
-Dziękuję tobie i chłopakom. Cieszę się, że chcieliście mi pomóc. Jesteście najlepsi- odparłam. –A ty zwłaszcza- dodałam.
-Awwwwwww!- przeciągnął Harry i wstał przytulając mnie, a ja się zaśmiałam. Uf, nie musiałam wymawiać TEGO słowa. I chyba Harry tego nie zauważył. Jest, upiecze mi się! –No powiedz to! Wiem, że chcesz!- odparł, a ja westchnęłam nie mogąc powstrzymać uśmiechu. –No dalej! Ulżyj sobie- dodał. Wywróciłam oczami i spojrzałam w te jego zielone ślepia.
-Seksiaku- szepnęłam pod nosem.
-Co? Mów głośniej, nic nie słyszałem- odparł szczerząc się. Ponownie westchnęłam.
-Seksiaku- powiedziałam głośniej.
-Co? To przez tą muzykę- westchnął krzywiąc się.
-Seksiaku!- krzyknęłam mu do ucha.
-Tak lepiej!- odparł szczerząc się, a ja wywróciłam oczami. –A teraz chodź zatańczyć!- powiedział i zanim zdążyłam zaprotestować wyciągnął mnie na parkiet i przycisnął do siebie prowadząc w tańcu. 

***

-Nie rozumiem dlaczego tak unikasz tańca. Na serio świetnie się ruszasz- stwierdził Harry popijając sok.
-Po prostu go nie lubię. Poza tym, to długa historia- odparłam wzdrygając ramionami.
-Mamy dużo czasu, więc opowiadaj- odparł zerkając na zegarek na swoim nadgarstku.
-Harry, ja...- zaczęłam, ale urwałam widząc jak chłopak opiera łokcie na stole, a twarz na dłoniach przybierając ciekawską minę. –Na serio nie chcę o tym gadać- odparłam. Harry nawet nie drgnął. Nadal gapił się na mnie w tej samej pozycji. –Nie. Koniec tematu- mruknęłam odwracając od niego wzrok.
-Jak chcesz- odparł niezadowolony. –Ale prędzej czy później i tak będziesz musiała mi to wyjaśnić- dodał, a ja jęknęłam.
-Czas ogłosić kto został królem i królową balu!- usłyszałam głos dyrektora dochodzący ze sceny. Super. Pewnie wybiorą Amity i Jessy’ego, albo jakąś inną parkę idiotów, którzy dostaną tandetne korony i będą musieli zatańczyć wolnego. Nuuuuuuuuuda! Wywróciłam oczami i oparłam się na ręce stukając paznokciami w stół.
-Uuuu! Król i królowa!- pisnął Styles. –Chodź Charlie, zobaczymy kogo wybrali!- odparł i pociągnął mnie za rękę z taką siłą, że prawie upadłam. Coś mi mówi, że gdybym nawet była przywiązana łańcuchami do krzesła, ono do stołu, stół do kolejnego stołu i tak jeszcze kilka razy, to i tak Harry by się tym nie przejął i zaciągnąłby mnie pod scenę. Wzdychając męczeńsko stanęłam pod sceną obok chłopaka patrząc jak tłumy dziewczyn uśmiechają się podekscytowane, a dyrektor otwiera białą kopertę z wynikiem.
-Królem tegorocznego balu, znacznie wyprzedzając resztę ilością głosów zostaje… pierwszy raz w historii szkoły chłopak, który nie jest uczniem naszej szkoły- odparł zdziwiony mężczyzna. –Moi drodzy, Harry Styles!- krzyknął, a wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać. Natomiast dziewczyny zaczęły piszczeć i skakać podekscytowane. Podniosłam wzrok na Stylesa. Tan ciągle stał zbaraniały gapiąc się na scenę.
-No dalej, idź!- mruknęłam szturchając go, a ten w końcu się ocknął i poszedł na scenę z szerokim uśmiechem pozwalając założyć sobie koronę.
-Natomiast królową i zdobywczynią romantycznego tańca z naszym królem- zaczął mężczyzna, a dziewczyny dosłownie oszalały. Zaczęły jeszcze głośniej piszczeć i wykrzykiwać imię Stylesa. –Pierwszy raz w historii szkoły uczennica pierwszej klasy!- krzyknął uśmiechając się. Automatycznie spojrzałam na Amity Monrow. Uśmiechała się zwycięsko szykując się do wejścia na scenę. –Zapraszamy na scenę Charlotte Cole!- odparł i zaczął klaskać. Oczywiście reszta dołączyła do niego. Amity automatycznie przestała się uśmiechać i spojrzała na mnie zszokowana. Uniosłam brwi i rozejrzałam się dookoła. Gdzie jest ta cała Charlotte Cole? Przecież wygrała. Powinna iść na scenę i odebrać swoją nagro… Przecież to ja! Charlie ty idiotko! Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na Harrego, który machał do mnie szczerząc się. Przełknęłam głośno ślinę i weszłam na scenę pozwalając założyć sobie na głowę tandetny diadem. –Teraz odbędzie się wasz romantyczny taniec. Zapraszam na parkiet i proszę o brawa!- odparł dyrektor. Super, znowu taniec. Jęknęłam w duchu i pozwoliłam Stylesowi zaciągnąć się na sam środek parkietu. Westchnęłam, gdy pierwsze nuty piosenki rozbrzmiały wypełniając salę, a pary zaczęły tańczyć wolnego okrążając nas.
-Nie spodziewałaś się tego co?- szepnął do mnie Harry kiedy bujaliśmy się w rytm melodii.
-Nie- odparłam. –Nadal nie mogę w to uwierzyć- przyznałam, a Harry zaśmiał się melodyjnie. Przez całą piosenkę nie odzywaliśmy się do siebie, a wszyscy gapili się na nas. Najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Nie znoszę być w centrum uwagi. Kiedy uparcie patrzyłam na buty Harrego, usłyszałam charakterystyczny dźwięk i kątem oka dostrzegłam flesz. Automatycznie podniosłam głowę i rozejrzałam się po sali. Hm, może mi się wydawało. Pewnie ktoś robił zdjęcie do szkolnej gazetki albo coś. Pewnie tak. Przeniosłam wzrok na Harrego. Nie odrywał ode mnie oczy uśmiechając się pod nosem. –Co cię tak cieszy?- zapytałam unosząc brew i z ulgą stwierdzając, że piosenka dobiegła końca. 
-Bo jest jeszcze jeden punkt koronacji- odparł, a ja uniosłam brwi nie wiedząc o co mu chodzi.
-Teraz zapraszam do siebie naszego króla i królową- poprosił dyrektor. Spojrzałam pytająco na Harrego, ten jednak bez słowa zaciągnął mnie znowu na scenę. –A teraz nadszedł czas na ostatni punkt koronacji. Chyba wszyscy dobrze wiemy o co chodzi- odparł dyrektor, a wszyscy zaczęli gwizdać i robić „uuuu!”. Uniosłam brew spoglądając niepewnie na dyrektora. Nagle mnie olśniło. –Królowa będzie musiała pocałować w policzek króla. Jeśli pocałunek będzie trwał krócej niż trzy sekundy, para będzie miała pecha przez najbliższy rok- powiedział, a ja uniosłam brew i spojrzałam na Stylesa, który ciągle się szczerzył. Tylko ciekawa jestem skąd on wiedział. –Dodajmy im trochę odwagi!- zaoponował dyrektor, a wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać, a z głośników poleciało, cóż za niespodzianka. One Direction- Kiss you. Pokręciłam głową widząc jak Harry puka palcem po policzku szczerząc się. Przecież to tylko całus w policzek. Nie podniecaj się tak Styles. Wywróciłam oczami i przybliżyłam się do policzka chłopaka. Kiedy miałam go cmoknąć w policzek, ten w ostatniej chwili odwrócił głowę i pocałowałam go w usta. Czekaj, co?! Wszyscy zaczęli wiwatować, krzyczeć, klaskać i gwizdać. A ja? A ja miałam wrażenie, że słyszę fajerwerki i przez chwilę wydawało mi się, że widzę kolorowe błyski światła. Dziwne. Dopiero po kilku sekundach odskoczyłam od chłopaka patrząc na niego gniewnie.
-Zrobiłeś to specjalnie!- fuknęłam.
-Wcale nie!- odparł unosząc dłonie w obronnym geście.
-Jasne, a Lou nie lubi marchewek!- prychnęłam krzyżując ręce pod biustem.
-Mówię prawdę!- odparł. –Usłyszałem jak ktoś mnie woła i odwróciłem się w tamtym kierunku, a wtedy ty mnie… no wiesz- wybąkał drapiąc się w tył głowy. Już chciałam na dobre pozbawić go ojcostwa, gdy ponownie dzisiaj, kątem oka zauważyłam flesz. Automatycznie spojrzałam w tamtym kierunku i ujrzałam faceta z aparatem. Miał coś po trzydziestce i mogłabym przysiąc, że widzę go po raz pierwszy. Dziennikarz.
-Harry, dziennikarz!- krzyknęłam wskazując na faceta. Styles spojrzał na kolesia cykającego nam zdjęcia i pognał w jego kierunku. Hiena zrobiła nam jeszcze parę zdjęć i zwiała nim ktoś zdążył zareagować. O nie. Jutro te zdjęcia będą wszędzie! Wszyscy będą myśleli, że jestem z Harrym. Normalnej dziewczynie by to nie przeszkadzało, ale mi owszem. Harry to totalny idiota i zbok! Kocham go- owszem, ale nie w TEN sposób. Wbiłam wzrok w czubki swoich butów i usiadłam na scenie dyndając nogami w dół.
-Zwiał- odparł Harry siadając obok mnie.
-Cudownie- mruknęłam. –Jutro cały Londyn, jak nie cały świat, będzie oglądał te zdjęcia!- jęknęłam.
-Nie będzie tak źle- odparł Harry. –Wyjaśnimy wszystko przy najbliższej okazji- dodał otaczając mnie ramieniem. Westchnęłam mając wszystkiego po dziurki w nosie.
-Chcę do domu- mruknęłam.
-Ale jeszcze nie koniec. Bal się nie skończył- zauważył Harry.
-Mam już dosyć. Zawieź mnie do domu- poprosiłam patrząc na niego.
-No dobra- odparł i zarzucając mi swoją marynarkę na ramiona zaprowadził do samochodu. Wychodząc napotkałam spojrzenie Bortona. Patrzył na mnie tak jakoś dziwnie, tak smutno. Zapięłam pasy spoglądając za szybę. Mam dosyć. Jestem strasznie zła i sfrustrowana i jednocześnie zbyt zmęczona by móc się trochę powkurzać. Jedyne co teraz mogę robić to spać.

____________________________________________________________

Jeju, jejku, jejuńku. Nawet nie wiecie jak mi teraz głupie. Bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam, że nie dodałam wcześniej rozdziału. Serio. Mam nadzieję, że się nie gniewacie.
Dzięki wielkie za miłe słowa. I przepraszam z góry, ale nie mam siły ponownie męczyć się z tą zabawką, no, jak jej tam... mniejsza. Bardzo dziękuję za nominację, ale jestem zbyt leniwa i tak dalej żeby znowu się z tym męczyć.
Jeszcze raz przepraszam!
I jak myślicie? Co będzie się działo dalej?     ------>CLICK <------
Polecam się na przyszłość

8 komentarzy:

  1. Boski:) doczekałam się:* kiedy next? Zapraszam do siebie, do obserwowania i komentowania..:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czemu nie Niall? Niall i Charlie! Przecież to idealna parka. Kocham Harrego, ale Niall... ;__;
    Mam nadzieję że Niall będzie chłopcem bohaterki :3 tak jak w poprzednim opowiadaniu... ^^ niech się coś między nimi wydarzy :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny !
    extra *_*
    czekam nn <3
    Całujee Lolaa ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, jestem leniem i nie skomentuję ...
    Nie no, wiadomo, że to był "żart". Niby nie zbyt udany, a jednak i tak szczerzę się do monitora ! Ha !
    Rozdział genialny, ot co ! Ta cała akcja ze Stylesem była powalająca ... tak, tak. Zaczynam od końca ... No i to, jak Charlie pocałowała naszego Seksiaka - Po prostu to było piękne *.* Ale ona musi się pogodzić z Jessy'm, czy jak to tam idzie i ma z nim chodzić ! I potem będzie ślub, siódemka dzieci i kupią sobie małego kangura, który będzie okładał pięściami wszystkich dziennikarzy, bo co jak co, ale Charls jest w końcu sławna ! xD No to teraz to o tym, jak to nasza ślicznotka zapomniała jak się nazywa podczas, gdy Amity mordowała ją wzrokiem, gdyż przegrała z nią w konkursie na królową. I wiesz co ? Dobrze jej tak !!! Albo to pytanie Louisa na temat kóz ... ja mam dziesięć ! Ha ! Pobije ktoś ?!
    Czekam na kolejny z niecierpliwością. Szkoda, że nie dodałaś wcześniej, ale dobrze, że się doczekałam ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie nadrobiłam rozdziały :D Są wspaniałe, już nie mogę doczekać się kolejnego.
    Pozdrawiam,
    N.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział ! Ogólnie całe opowiadanie ! Wczoraj znalazłam tego bloga i przeczytałam całego.Nie mogę się nadziwić jak ktoś może tak wspaniale pisać!? :D Nie mogę się doczekać następnego rozdziału,mam nadzieję że między Charlie a Niall'em coś będzie :3
    Pozdrawiam,
    C.

    OdpowiedzUsuń
  7. jakim nialem ONA MA BYC Z JESSYM BO TYM TO OPOWIADANIE SIE WYRUZNIA KOCHAM I CZEKAM<3

    OdpowiedzUsuń
  8. "Placówka Concord College to szkoła z internatem, do której są z chęcią zapisywani uczniowie. To w niej każdy młody człowiek poznaje najważniejsze wartości międzyludzkie, odkrywa swoją przyszłość oraz wzbogaca swój poziom inteligencji. Czy Jamie Holat, zbuntowana nastolatka znajdzie siebie na tej uczelni? Czy Allie Collins, Harry Styles, Zayn Malik, Niall Horan, Louis Tomlinson, Liam Payne, Eleanor Calder, Danielle Peazer, przyjaciele, którzy znają się od lat pomogą zrozumieć nowej uczennicy, że rodzice wysyłając ją tu chcieli tylko jej dobra? Czy miłość oraz przyjaźń się pojawiająca przetrwa już na zawsze? Czy nastolatkowie będą woleli wybrać dobro, czy może jednak zło? I czy na pewno wszystko się ułoży?"
    Tego dowiesz się czytając http://life-are-moments.blogspot.com/
    Z góry chciałam przeprosić cię za spam, jednak dopiero zaczynamy prowadzić naszego bloga i chciałybyśmy się jakoś wybić. Mam nadzieję, że zrozumiesz, w końcu sama kiedyś zaczynałaś :)
    Serdecznie pozdrawiam, Allie ♥

    OdpowiedzUsuń