piątek, 22 marca 2013

Rozdział 18


**Rozdział 18**

Rano obudziłam się na podłodze. Coś mnie ominęło? Podniosłam się cała obolała i rozejrzałam po pokoju. Dobra, coś mnie na serio ominęło. Uniosłam zdziwiona brwi. Harry, Lou i Liam spali w moim łóżku przytulając się do siebie, Niall spał na dywanie, zwinięty w kłębek zawzięcie ściskając swoją gitarę. Z kolei Zayn, no cóż. Nie było go tu. Wzdrygnęłam ramionami, wzięłam mundurek z garderoby i poszłam do łazienki. Zatrzymałam się widząc Malika w wannie przytulonego do rolki papieru toaletowego. Co tu się wczoraj działo?
-Zayn- mruknęłam szturchając chłopaka. Nic. –Zayn- mruknęłam trochę głośniej ponownie go szturchając. Zero reakcji. Kurde człowieku obudź się! Zamarłam, gdy Malik zaczął się ruszać i mruczeć coś pod nosem.
-Willow, ja cię chyba…- urwał gwałtownie, a ja uniosłam ciekawa brwi. –Charlie? Co ty tu robisz? Nie, to moje ciasteczka, zostaw! Charlie!- mruczał, a ja uśmiechnęłam się po nosem. Ten chłopak ma serio jakieś dziwne sny. Ciekawe czy w nich też ciągle poprawia swoją idealną fry… No właśnie! Dlaczego od razu o tym nie pomyślałam? Wyszczerzyłam zęby i wyciągnęłam rękę w celu poczochrania włosów chłopaka. –Jeśli je tkniesz, ja tknę ciebie- mruknął z zamkniętymi oczami. Zamarłam w pół ruchu z przerażoną miną. Dobra, boję się go. Po chwili Malik otwarł oczy i z dziwną miną odłożył rolkę papieru toaletowego na swoje miejsce. –Co ja tutaj robię?- wychrypiał łapiąc się za głowę z krzywą miną. 
-Mnie się pytasz- mruknęłam, a chłopak spojrzał na mnie niewyraźnie. –Reszta śpi w pokoju- oznajmiłam wskazując na drzwi łazienki. –Co wy wczoraj robiliście?- zapytałam unosząc brew.
-Nie mam poję…- nagle chłopak urwał z miną jakby go olśniło. –Już wiem!- odparł klaszcząc w ręce. Wywróciłam oczami i czekałam na dalsze słowa chłopaka. –Ale to może ci się nie spodobać- ostrzegł, a ja ponagliłam go ruchem ręki. Ciekawe co oni takiego robili. Już zdążyłam przywyknąć do tych ich dziwnych akcji. Malik wziął długi wdech i zaczął opowiadać. –Harry zgubił telefon i wszędzie go szukał, a, że nie mieliśmy co robić to mu pomagaliśmy. Przeszukaliśmy cały dom oprócz twojego pokoju. Po szybkim głosowaniu, poszukaliśmy i tutaj. Telefon Hazzy się znalazł. Potem Lou znalazł jakąś książkę, Harry album, ktoś inny coś jeszcze i tak wyszło, że siedzieliśmy tu do… no do późna- odparł patrząc na mnie nie pewnie. Czyli grzebali w moich rzeczach. Oni na serio chyba nie mają co robić. Uprzykrzanie życia Charlie to ich ulubione hobby. –Jesteś zła?- zapytał szykując się do ucieczki. Tak szczerze?
-Hmm, daj pomyśleć- odparłam z zamyśloną miną pukając palcem po brodzie. –Bez pozwolenia weszliście do mojego pokoju i grzebaliście w moich rzeczach. A no i najważniejsze! Zostaliście tu na noc, udowadniając tylko tym swoją głupotę, a ja musiałam spać na podłodze- wyliczałam.
-No dobra! Tylko nie w twarz!- pisnął Zayn i skulił się w wannie. Rozbawiona uniosłam brwi czekając aż chłopak się trochę otrząśnie. Czemu wszyscy się tak mnie boją? Aż tak strasznie wyglądam, czy co? Hmmm, to by było bardzo prawdopodobne. Malik po chwili udawania żółwia, co na pewno spodobałoby się Liamowi, spojrzał na mnie niepewnie.
-Nie będę bić ciebie, ani nikogo. Nie jestem zła
-Uff, to dobrze
-A teraz wyjdź- mruknęłam wypychając chłopaka za drzwi. –I kiedy wyjdę, w pokoju ma być porządek!- dodałam.

***

-Ale jesteś pewna? Mógłbym pójść tam z tobą i pogadać z tym idiotą- zaoponował Liam kiedy zaparkował przed szkołą. Od pewnego czasu chłopacy podwożą mnie do szkoły. Może to dlatego, że już kilka razy, gdy wracałam autobusem do domu, tłum szalonych fanek mnie śledził, a potem prawie wyważył drzwi. Może.
-Przecież nie pójdziesz ze mną na lekcje- zauważyłam, a chłopak westchnął ze smętną miną. –Jestem już duża i dam sobie radę- zapewniłam go.
-Ale jakby co to weź może patelnie, co? Będę się czuł o wiele lepiej wiedząc, że przywaliłaś temu frajerowi- odparł Payne unosząc patelnie z lekkim uśmiechem. Że co? Skąd on to wziął?! Przecież siedzimy w samochodzie, a nie widziałam żeby wynosił cokolwiek z domu. A patelni takich rozmiarów raczej bym nie przeoczyła.
-Bardzo chętnie, ale…- już chciałam się wykręcić, gdy napotkałam spojrzenie Liama. Patrzył na mnie jak mały kotek bliski płaczu, ale jemu raczej spodobałyby się bardziej określenie mały żółwik. –No dobra- westchnęłam i wzięłam od niego przedmiot.
-Miłego dnia i na razie! Widzimy się później!- pożegnał się z szerokim uśmiechem. Nie odpowiedziałam nic tylko uniosłam delikatnie kąciki ust ku górze. Kiedy tylko zamknęłam drzwi, chłopak odjechał zastawiając mnie na parkingu ściskającą patelnie. Wzdrygnęłam ramionami. Dzień jak co dzień.

***

Właśnie wpychałam patelnie do szafki, gdy usłyszałam znajomą melodyjkę. Oho, ktoś do mnie napisał. Co tym razem? Mam kupić marchewki, żelki czy karmę dla żółwi? A może lakier do włosów? Naparłam z całych sił na drzwiczki do szafki, które po chwili zamknęły się z wielkim hukiem. Odetchnęłam i wyciągnęłam I’phona z torby  otwierając wiadomość.
„Nie widziałaś mojej patelni? No wiesz, tej dużej i czerwonej
Mężulek :*****”
Zaśmiałam się pod nosem czytając treść. Ale z tym dwukropkiem i gwiazdkami to już przesadził. Wywróciłam oczami i schowałam telefon z powrotem do torby, gdy ktoś do mnie zadzwonił. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i spojrzałam na ekran. „Mężulek :*****”. Super, ten cymbał grzebał w moim telefonie. Westchnęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Co jest Styles?- zapytałam przyglądając się z zamyśloną miną wypchanej szafce.
-Masz chwilę?
-Za chwile będzie dzwonek, ale mam historię, więc wal śmiało
-Na serio nie widziałaś mojej patelni? To moja ulubiona. Dostałem ją od mamy. Nigdzie nie mogę jej znaleźć- westchnął. Payne ty wredoto.
-Em… później zadzwonię. Musze lecieć na lekcje. Pa!- odparłam i zanim Harry zdążył zaprotestować, rozłączyłam się. –Chwila spokoju, czy to tak dużo?- mruknęłam pod nosem chowając telefon do plecaka.
-Charls?- zamarłam słysząc za plecami głos, którego nie chciałabym już nigdy więcej słyszeć. –Jesteś na mnie zła?- zapytał. Zmarszczyłam brwi i odwróciłam się do niego.
-A jak niby mam nie być zła?- zapytałam. –Najpierw zapraszasz mnie na bal, a chwilę potem całujesz się z inną laską, z którą rzekomo również idziesz na bal!- fuknęłam.
-To nie tak- westchnął patrząc na mnie smutno.
-A jak?- zapytałam. –Kiedy miałeś zamiar mi o tym powiedzieć? Na balu?!- prychnęłam.
-Nie, Charlie, ja ci to wszystko wytłumaczę…- jęknął, ale ja mu przerwałam.
-Tutaj nie ma co tłumaczyć- mruknęłam. –Spieprzyłeś sprawę i zachowałeś się jak totalny dupek- fuknęłam i wyminęłam go, jednak on złapał mnie za nadgarstek. –Puszczaj mnie!- warknęłam chcąc się mu wyrwać, jednak trzymał mocno.
-Pozwól mi to najpierw wytłumaczyć!- jęknął patrząc na mnie błagalnie. Przez chwilę mierzyłam go wkurzonym spojrzeniem, jednak po chwili westchnęłam wiedząc, że on i tak nie odpuści.
-Słucham- mruknęłam patrząc na niego ozięble.
-Bo widzisz ja… ja, po prostu… To wszystko jest do dupy- westchnął spuszczając głowę.
-Marnujesz tylko mój czas- mruknęłam. –Frajer- prychnęłam i ruszyłam do klasy zostawiając chłopaka samiusienkiego na korytarzu. Kiedy tylko weszłam do klasy zajęłam wolne miejsce, z dala od Jessy’ego. Miałam szczęście, że nie przyszedł dzisiaj ten kujonek i zwolniło się miejsce. Kiedy wyciągnęłam książkę od historii, do klasy wszedł Jessy ze smętną miną. Gdy zorientował się, że nie zajmuje miejsca obok niego, posłał mi smutne spojrzenie i usiadł na swoim miejscu bez słowa. Co za dupek. Najpierw odwala takie scenki, a potem myśli, że zrobi smutną minkę, a ja od razu rzucę się mu na szyję i o wszystkim zapomnę? Nie. Szkoda, że dowiedziałam się o tym tak późno. Jakbym wiedziała o tym wcześniej to może znalazłabym jakiegoś normalnego partnera. Westchnęłam czując wibracje w kieszeni. Ze smętną miną wyciągnęłam telefon i nie przejmując się nauczycielem stojącym parę metrów ode mnie, odczytałam wiadomość.
 „Zmieniłaś już zdanie co do balu? Mam nadzieję, że tak. Moja propozycja jest wciąż aktualna. Daj mi znać co o tym sądzisz.
Tom”
Boże, czy ten człowiek nigdy nie ma dość? Myślałam, że wczoraj dałam mu jasno do zrozumienia, że nie pójdę z nim na żaden bal. Ale nie, ten dureń przyczepił się do mnie jak jakiś rzep i nie chcę się odczepić. Wrrrrr!

***

Niby skąd miałam wiedzieć, że on na mnie patrzył, akurat w tym momencie kiedy grałam w gry na telefonie? Co ja, wróżka?! No i kolejna nagana. Super. Właśnie szłam korytarzem słuchając muzyki, i zaklęłam w myślach, gdy przed moją szafką ujrzałam, nikogo innego jak Toma McKinley’a we własnej osobie. Po prostu cudownie. Jeszcze tego tu brakowało. Zatrzymałam się gwałtownie i zawróciłam prawie biegnąc przez korytarz. Oby mnie nie zauważył, oby mnie nie zauważył, oby mnie nie zauważył.
-Charlie, Charlie zaczekaj!- krzyknął biegnąc w moim kierunku.
-Jasna dupa- przeklęłam pod nosem zatrzymując się z lekko zirytowaną miną.
-Dostałaś moją wiadomość?
-Taaaa- przeciągnęłam odwracając się w jego kierunku.
-I co? Przemyślałaś moją propozycję?- zapytał uśmiechając się. –Na pewno się zgodziłaś. Każda by się zgodziła- odparł przeczesując włosy z szelmowskim uśmiechem numer 10. Co za typek. Zraz mu powiem co o nim myślę. Wtedy nie będzie się już tak szczerzył. Jeżeli w pobliżu są jakieś dzieci, proszę zatkać im uszy. To co zaraz powiem będzie mocno… mocno nieprzyzwoite.
-Wiesz co myślę o twojej propozycji?- zaczęłam podwijając rękawy. Chłopak wyszczerzył się będąc pewnym swego. –Jesteś…- urwałam widząc kątem oka przyglądającego się nam Bortona. Eeee, co? Zmarszczyłam brwi i dyskretnie spojrzałam na niego. Rzeczywiście. Patrzył na całą scenkę ze smutną miną opierając się o swoją szafkę. Po chwili podeszła do niego Amity, pocałowała go i zaczęła nawijać o jakiś pierdołach. Wal się Borton.
-Więc?- zapytał Tom przyciągając tym moją uwagę. –Dowiem się w końcu?
-Jasne- odparłam patrząc na niego. Hmm, a gdyby tak…? Charlie, jesteś genialna! Dzięki Charlie, ty też! Oh, dziękuję! Nie to ja dziękuję! Nie to ja… dobra, za dużo przebywam z chłopakami. Ich towarzystwo zdecydowanie źle działa na moją psychikę. Potrząsnęłam głową chcąc pozbyć się niechcianych myśli i upewniając się, że Jessy nadal na nas patrzy, uśmiechnęłam się do dryblasa. –Z chęcią- odparłam w końcu. –Przyjedź po mnie o ósmej- dodałam jeszcze po czym wspięłam się na palce i cmoknęłam go w policzek. Fuuuuuuuj! To jest obrzydliwsze niż sprzątanie brudnych skarpet Stylesa! Krzywiąc się odeszłam od chłopaka zostawiając go szczerzącego się na środku korytarza. Fuj, fuj, fuj, fuj! Muszę czymś przepłukać usta, i to natychmiast! Bliska wymiotów pchnęłam drzwi od łazienki i taranując po drodze wszystkich dopadłam do zlewu i wypłukałam sobie usta. Jakieś trylion razy.

***

-Jak było dzisiaj w szkole?- zapytał Harry szczerząc się kiedy wsiadałam do jego samochodu z patelnią w ręce.
-To chyba twoje- odparłam i oddałam chłopakowi patelnię.
-Skąd ty ją…?- mruknął z dziwną miną biorąc ode mnie przedmiot. 
-Jestem idiotką- odparłam z przerażoną miną wpatrując się przed siebie.
-No co ty nie powiesz- mruknął Styles, ale zaraz się poprawił. –Eee, to znaczy, co się stało?
-Zgodziłam się iść na bal z najpopularniejszym facetem w szkole- wydukałam uparcie patrząc w jeden punkt.
-To chyba dobrze, no nie?- zapytał niepewnie.
-Nie- odparłam patrząc na niego przerażona. –On jest zapatrzony w siebie i nie ma mózgu!- jęknęłam.
-Uuuu, ale się wpakowałaś- skomentował kręcąc głową, natomiast ja posłałam mu wymowne spojrzenie. –A dlaczego się zgodziłaś?
-Sama nie wiem. Taki odruch- wzdrygnęłam ramionami. –Może dlatego, że Jessy stał niedaleko i się wszystkiemu przyglądał- dodałam.
-Oj Charlie, Charlie. Co my z tobą mamy- westchnął ze śmiechem zapalając silnik. On chyba nie pojmuje powagi sytuacji. Jak jest taki wesoły, to niech sam idzie z tym półgłówkiem na bal i rozmawia o piłce nożnej! Śmiało, droga wolna!

***

-Biedna Charlie!- odparł Zayn ze śmiechem po wysłuchaniu całej opowieści.
-Biedactwo- dodał Josh klepiąc mnie po ramieniu.
-No, jak ty z nim wytrzymasz?- westchnął Lou udając przerażenie.
-Tutaj nikt nie traktuje mnie poważnie!- jęknęłam wychodząc z kuchni. –Wszyscy faceci są tacy sami!- krzyknęłam przez ramię wchodząc po schodach. –Banda zboków i półgłówków!- wrzasnęłam trzaskając drzwiami. Mam ochotę coś… wrrrrrrrrrrrrrrr! Z wściekłością rzuciłam się na łóżko chowając twarz w poduszkach. Dzisiaj jest czwartek, natomiast bal jest w piątek. Czyli jutro. Za kilkanaście godzin będę musiałam wpakować się w jakąś kieckę, znosić towarzystwo tego debila i udawać, że nie widzę jak ta jędza mizia się z Bortonem! Cudownie, o niczym innym przez całe życie nie marzyłam!

***

Właśnie siedziałam na moim łóżku z wściekłością gryzmoląc po kartce. Nienawidzę szkoły, McKinleya, Bortona i siebie. Po co zgodziłam się na tą szopkę?! Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Charlie mogę? To ja, Josh- usłyszałam za drzwiami.
-Wejść!- mruknęłam. Po chwili chłopacy dosłownie wepchnęli do pokoju Josha po czym błyskawicznie zamknęli drzwi jakby bali się, że czymś w nich rzucę. No co za cwele. Płochliwa szynszyla ma więcej odwagi niż oni razem wzięci! Wbiłam przeszywające spojrzenie w perkusistę, który gdyby tylko mógł, uciekłby stąd jak najdalej z podwiniętym ogonem. Doskonale wiedziałam, że Devine nie znosi kiedy tak na niego patrzę i się mnie boi. 
-Przyszedłem przeprosić- odparł niepewnie rozglądając się po pomieszczeniu jakby za chwile coś mogło wyskoczyć z cienia i pożreć go w całości. Oj ludzie! Przecież nie jestem jakimś potworem! Jestem (prawie) zwyczajną nastolatką! Owszem, zdzieliłam paru kolesi patelnią, ale to nie oznacza, że zawarłam pakt z diabłem i potrafię zabić dotykiem. –Bardzo mi, to znaczy nam, głupio. Nie, że nie traktujemy cię poważnie czy coś, tylko… no wiesz jacy są faceci- westchnął patrząc na mnie z lekkim przerażeniem. Nie odpowiedziałam nic patrząc na niego w taki sposób, że Devine zwijał się w środku z przerażenia. –O jeju, jak późno!- odparł patrząc na niewidzialny zegarek na jego nadgarstku. –Musze lecieć. Pa!- pomachał mi i dosłownie rzucił się na drzwi chcąc jak najszybciej się stąd ewakuować. Jednak drzwi nie chciały się otworzyć. Słysząc przyciszone śmiechu po drugiej stronie wnioskuję, że to sprawka chłopaków. –Oj no popatrz. Zacięły się!- pisnął dziwnie cienkim głosikiem i spojrzał na mnie chichocząc nerwowo.
-Co za pech!- westchnęłam wywracając oczami. –Teraz będziesz musiał tu zostać- odparłam wstając z łóżka i wolno idąc w jego kierunku. –Ze mną- dodałam szeptem z diabolicznym uśmiechem. Josh wytrzeszczył oczy i rzucił się do drzwi waląc w nie z całej siły.
-Chłopacy, wypuście mnie! To nie jest śmieszne!!!- wrzeszczał nie przestając napierać na drzwi. Serio? Haha, co za cykor. Uniosłam rozbawiona brwi i patrzyłam jak przerażony chłopak uderza w drzwi krzycząc na całe gardło. Po chwili drzwi się otwarły, a Josh wybiegł z pokoju na zbicie karku. Oparłam się o framugę i krzyżując ręce pod biustem i przyglądałam się jak chłopacy zwijają się ze śmiechu. Tak was to śmieszy? Cwaniaczki. Odchrząknęłam znacząco chcąc im przypomnieć o swojej obecności. Chłopacy momentalnie umilkli patrząc na mnie z czystym przerażeniem.
-Bu- mruknęłam unosząc brwi i przeszywając ich spojrzeniem, a oni uciekli na dół wrzeszcząc i przepychając się. Pokręciłam głową patrząc jak Lou przeskakuje przez barierkę, Zayn i Harry po niej zjeżdża, Liam i Niall zbiegają co dwa schody i jak Josh biegnie za nimi  wrzeszcząc by zaczekali. Właśnie dlatego ja pozbywam się wszystkich pająków i myszy z domu. Ci „mężczyźni” boją się takiej małej, niegroźnej myszki. Ale ich największym strachem jestem ja. Tak, właśnie. Ta grupka dorosłych facetów boi się szesnastoletniej dziewczyny z kilkoma imionami. Mieszkanie z nimi jest naprawdę trudne. No, przynajmniej się nie nudzę.

***

-Heeej znalazłem stare albumy!!!- wrzasnął Harry z salonu. Jęknęłam i przewróciłam się na drugi bok chcąc zapomnieć o bożym świecie. –Ey tu są stare zdjęcia Charlie!!!- wrzasnął jeszcze głośniej, a ja wytrzeszczyłam oczy. Paul musiał je przywieźć z domu. A skoro przywiózł je z domu, to oznacza, że tam są zdjęcia z mojego dzieciństwa. Poderwałam się z łóżka i w błyskawicznym tempie zbiegłam na dół dosłownie rzucając się na lokersa trzymającego mój stary album. –Wiedziałem, że na mnie lecisz, ale nie, że aż tak- odparł Styles szczerząc się kiedy wyrwałam mu album. Posłałam mu wkurzone spojrzenie i wstałam z ziemi ściskając album w rękach.
-Pokarz, pokarz, pokarz, pokarz!- pisnął Lou wbiegając do salonu. Po chwili w salonie zjawiła się reszta z podekscytowanymi minami i spojrzała pytająco na Stylesa.
-Ona go ma- odparł Harry od razu wskazując na mnie. Automatycznie wszystkie spojrzenia zostały skierowane na moją skromną osobę ściskającą kurczowo stary album ze zdjęciami, którymi nie chciałam żeby ktokolwiek, kiedykolwiek zobaczył. Przełknęłam głośno ślinę przygotowując się do ucieczki.
-Mała, no pokarz- poprosił Lou uśmiechając się. Schowałam album za sobą i pokręciłam głową.
-No miśku, prosimy. Nie będziemy się śmiać- zapewnił Zayn. Ponownie pokręciłam głową.
-Jeśli dasz nam ten album będziesz mogła obejrzeć nasze stare zdjęcia, słońce- odparł Niall. Westchnęłam i spuściłam głowę powoli wyciągając rękę z albumem w ich kierunku. Kiedy już chłopacy mieli go przechwycić, przycisnęłam go do siebie i popędziłam ile sił w nogach przed siebie. Po chwili opierałam się o drzwi mojego pokoju dysząc i ściskając album w dłoniach. 
-CHARLIE!!!- krzyczeli chłopacy. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam na łóżku zamyślona. Ile czasu minęło? Dużo. To był cudowny czas… Mimowolnie się uśmiechnęłam i spojrzałam na album leżący przede mną. A może obejrzę zdjęcia? Co mi szkodzi? Powspominam trochę… Wyciągnęłam rękę w kierunku starego albumu. Ale nie powinnam. Co było to było i już nie wróci. Zatrzymałam rękę bijąc się z myślami. Przygryzłam wargę zastanawiając się co zrobić. Co mi tam, to tylko stare zdjęcia. Westchnęłam i otwarłam album przyglądając się starym zdjęciom. To właśnie w tym albumie, który teraz leżał przede mną, jest coś znacznie ważniejszego. Moje jedyne zdjęcie z rodzicami. Z czasów gdy byliśmy jeszcze szczęśliwą rodzinką. Westchnęłam przejeżdżając drżącymi palcami po zdjęciu. Nagle usłyszałam pukanie. Zamknęłam album, schowałam go pod poduszkę i starłam łzy.
-Misiu to my- odparł Zayn. –Nie chcieliśmy żebyś siedziała sama- dodał.
-Mamy zdjęcia!- odparł Liam.
-I kakao!- dodał Lou. Westchnęłam chcąc opanować drżenie całego ciała.
-Proszę- mruknęłam wymuszając uśmiech. Nie, że nie cieszę się z ich towarzystwa, ale teraz nie mam ochoty się uśmiechać, a nie chcę żeby chłopacy się martwili. A uwierzcie mi, oni pod tym względem są straszni. Chłopacy weszli do pokoju i rozsiedli się wygodnie na łóżku, podłodze i krzesłach.
-Specjalnie dla ciebie- odparł Horan podając mi kubek kakao. Uśmiechnęłam się do niego i upiłam łyk.
-Zobacz jaki nasz Hazzuś był słodziutki!- pisnął Zayn unosząc album. Uśmiechnęłam się pod nosem i wzięłam od chłopaka album. Uśmiechnęłam się szerzej widząc te wszystkie zdjęcia. 
-Rzeczywiście- odparłam podnosząc na nich wzrok. –Byłeś przesłodki!- przyznałam. –Zwłaszcza na tym zdjęciu, na którym nosisz stanik swojej mamy- zaśmiałam się, a chłopacy widząc minę Harrego dołączyli do mnie.
-A jaki uroczył był Zayn!- odparł Lou klepiąc przyjaciela po ramieniu.
-Nadal jest- mruknął Niall mrugając do mulata.
-Uuuuuu!- przeciągnęli chłopacy patrząc to na Horana, to na Malika.
-Niall, lubię cię i w ogóle, ale nie jesteś w moim typie- odparł Zayn śmiejąc się.
-Raaanisz mnie!- jęknął przeciągle Horan i pociągając nosem udał, że wyciera łzy.
-Nie przejmuj się nim, ja cię kocham Niall- odparł Liam otaczając przyjaciela ramieniem. 
-A Danielle?- zapytał blondynek pociągając nosem.
-Ona nie musi wiedzieć- Payne mrugnął do Horana, a wszyscy śmiali się  wniebogłosy. Uniosłam delikatnie kąciku ust ku górze. 

____________________________________________________

Następny. Przepraszam, że tak zwlekałam, ale jakoś nie mogłam się zebrać by dodać rozdział.
Co o nim myślicie? Mi się podoba :3
Polecam się na przyszłość

10 komentarzy:

  1. bndeosh *_*
    Jesden z najlepszych rozdziałów ever! Jeszcze akcja z patelnią i Josh'em no po prostu jedna wielka komedia! Z żadnego bloga się tak nie uśmiałam! Dziękuję Ci, że założyłaś tego bloga, bo odczuwałabym ppustkę po twpiom poprzednim blogu :<. Ten blog jest jednym z najlepszych jakie czytałam! Rozdział po prostu bomba! Jak wcześniej wspomniałam najciekawszy moment był gdy Josh przyszedł przeprosić Charlie! Kocham, w jaki sposób to opisujesz. On jest naprawdę zabawny, a to jest to co lubię w blogach.
    Do następnego ;)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudoo ;* :3 czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdzial jest bardzo fajny smialam sie jak glupia przy tej akcji z patelnia i Josehem az mama popatrzyla sie na mnie jak na idiotke ale nie wazne :D Twoj rozdzial jest zajebisty zakochalam sie *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej chcialabym ci cos wyjasnic mianowicie NIEMORZESZ NIE DODAWAC TYLE CZASU BO TO JEST NAJLEPSZY BLOG JAKI CZYTAM KOCHAM TO :*:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Poryczałam się. Kiedy next?:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy dodasz juz czwartek krzycze w poduszke bo nie wiem co dalej blagam dodaj dzis blagam dodaj dzis blagam dodaj dzis:):)

    OdpowiedzUsuń
  7. ojojjooojojooo *.* jestę fanę ^^ kocham ten rozdział :3 daj następny ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Zostałaś nominowana do The Versitale Blogger więcej informacji u mnie <3

    http://i-would-go-with-you-everywhere.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. To najlepszy blog jaki do tej pory czytałam ( a czytam ich 7). Mam nadzieje że nadal będziesz pisała tak świetnie. Masz wielki talent!!!! Twój blog jest nieziemski. Kocham <3<3

    OdpowiedzUsuń