czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 17


**Rozdział 17**

-Jesteśmy- odparł Zayn gasząc silnik. Uniosłam brwi widząc przytulną kawiarenkę, przy której zaparkował Malik.
-Zgłodniałem- wyjaśnił Niall. Wywróciłam oczami i nic nie mówiąc wysiadłam z auta i weszłam do kawiarni. W środku nie było dużo osób, w zasadzie byliśmy tylko my i stare małżeństwo, które ciągle się z czegoś śmiało. Tak na oko mieli coś koło 60. Wnętrze było bardzo przytulne. Wszystkie ściany były szklane, więc do środka wpadało dużo światła nadając specyficzny nastrój. Nastrój… do rozmów. Nadal nic nie mówiąc zajęłam miejsce przy jednym ze stolików i wbiłam spojrzenie za szybę. Chłopacy w tym czasie poszli coś zamówić. Co za tupet. Najpierw zaprasza mnie, bo rzekomo nie ma z kimś iść, a po chwili całuje się z Amity Monrow! On myślał, że się nie dowiem czy jak? Jeśli tak, to mógł to zrobić w bardziej dyskretnym miejscu, a nie na środku boiska. Z każdego zakątka szkoły doskonale widać to drzewo, pod którym stali oni. Mam ochotę coś mu zrobić. Co to za koleś w ogóle! Kiedy on zamierzał mi o tym powiedzieć?! Na balu?! Chciał mnie tak po prostu wystawić?! Mam już serdecznie dość tego typa.
-Zamówiliśmy ci gorącą czekoladę i muffinka- odparł Zayn siadając naprzeciw mnie. Niall szedł zaraz za nim i usiadł obok mnie zerkając co chwila na Malika.
-Słońce powiesz nam w końcu co się stało?- zapytał Horan nie odrywając ode mnie wzroku. Milczałam przez chwilę. W końcu podeszła do nas kelnerka i wręczyła każdemu jego zamówienie.
-Jessy zaprosił mnie na bal. To się stało- mruknęłam patrząc uparcie w parującą czekoladę.
-To chyba dobrze, co nie?- zapytał Zayn.
-No właśnie- przyznał Niall.
-Nie jeśli za chwilę całuje się z Amity Monrow- mruknęłam skubiąc swoje ciastko.
-Że niby co zrobił?!- wypalił Malik robiąc duże oczy. 
-Całował się z Amity- powtórzyłam nie odrywając oczu od babeczki.
-Co za koleś!- prychnął Niall.
-Dodajcie do tego fakt, że już wcześniej miał iść na bal razem z Amity. Wiedział o tym zanim mnie poprosił- odparłam podnosząc na nich wzrok.
-Niech ja go tylko dorwę- warknął Zayn marszcząc brwi.
-Nikogo nie dorwiesz- odparłam. –Nawet nie próbuj- dodałam.
-Niby dlaczego?!- zapytał.
-Bo nie. Przemoc niczego nie rozwiąże- mruknęłam.
-Charlie ma rację- przyznał Niall. –Też najchętniej spuściłbym łomot temu dzieciakowi, ale on nie jest tego wart- odparł. Zayn zerkał przez chwile to na mnie, to na Nialla. W końcu westchnął zrezygnowany.
-No dobra- mruknął wyraźnie niezadowolony. Przez chwilę milczeliśmy w zamyśleniu. Wiecie co? Chrzanić ten bal. Nie pójdę na niego. Mam gdzieś te wszystkie odsiadki w szkole. Wolę to niż patrzenie na Bortona miziającego się z Amity.
-Czyli nie masz iść z kim na bal- zauważył Niall.
-Mhm- przytaknęłam obserwując ludzi za oknem. Wszyscy spieszyli się niewiadomo gdzie. Kiedy oni w końcu zrozumieją, że nie warto? I tak zawsze znajdzie się jakaś jędza, która wszystko zniszczy. Wykrzywiłam się widząc grupę dziewczyn z mojej szkoły w sklepie z sukienkami po drugiej stronie ulicy. Przymierzały różnorodne sukienki ciesząc się jak głupie. Ciekawe po co. I tak to wszystko jest bez sensu. Szkoła jest bez sensu. Praca jest bez sensu. Ludzie są bez sensu. Życie jest bez sensu. Teraz żałuję, że zgodziłam się iść z Jessy’m. Mogłam mu odmówić. Może nie zachowałabym się jak przyjaciółka, ale chrzanić to. On nie jest lepszy. On już nawet nie jest moim przyjacielem. Jest człowiekiem, którego wolałabym unikać. Ciekawe w czym jeszcze mnie okłamywał? Kto wie, może on nawet nie nazywa się Jessy Borton. Może ja go wcale nie znam? Znałam go- fakt. Ale to było kiedyś. Kiedyś wydawało mi się, że go znam.
-A ten bal jest obowiązkowy, prawda misiek?- zapytał Zayn.
-No- mruknęłam.
-I jest w piątek?- dodał Niall.
-Dokładnie- odparłam biorąc łyk czekolady.
-Interesujące- chłopacy mruknęli w tym samym momencie patrząc na mnie z zamyśloną miną. I pewnie w tym momencie powinnam zacząć się bać.

***

-…a ten bal jest obowiązkowy- wyjaśnił Zayn chłopakom słuchającym go z uwagą.
-I jest w piątek. Ten piątek- dodał Niall. Chłopacy patrzyli jeszcze przez chwilę na Malika i Horana. Potem spojrzeli na mnie.
-Biedna mała- westchnął Lou otaczając mnie ramieniem.
-Głupi Jessy- dodał Liam obejmując mnie z drugiej strony.
-No, totalny z niego idiota- przyznał Harry siadając przede mną, na ziemi. –Ja na jego miejscu, nawet nie spojrzałbym na żadną inną laskę i skakałbym ze szczęścia pod sufit. Ale on jest idiotą i nie potrafi ciebie docenić- odparł uśmiechając się do mnie. Westchnęłam wbijając spojrzenie w wyłączony ekran telewizora.
-I co zrobisz z tym balem?- zapytał Lou.
-W końcu musisz na niego iść. Nie dopuścimy do tego byś przez miesiąc siedziała w kozie po lekcjach- odparł Liam.
-Możemy zmienić temat? Jakoś nie mam ochoty gadać o balu- mruknęłam.
-Jasne- odparł Zayn.
-Może zrobimy obiad?- zaoponował Harry.
-Jestem za!- odparł Horanek unosząc rękę. Uśmiechnęłam się i wywróciłam oczami.
-Kwiatuszku, na co masz ochotę?- zapytał Harry patrząc na mnie.
-Nie wiem- westchnęłam. Harry wstał z podłogi i podał mi rękę.
-Chodź, pomożesz mi i w końcu się na coś zdecydujesz- odparł. Uśmiechnęłam się do niego, podałam mu rękę i grzecznie poszłam za nim do kuchni. –Jakieś szczególne prośby?- zapytał kiedy siadałam na blacie. Złapałam jabłko i zaczęłam nim podrzucać. –Wiem, że masz dosyć specyficzny gust kulinarny, a chcę żeby ci smakowało- odparł Harry łapiąc jabłko, które trzymałam w dłoniach. Westchnęłam i wyrwała mu jabłko, które po chwili ugryzłam.
-No cóż. Od czego tu zacząć…- mruknęłam zamyślona. –Hmm, może od tego, że praktycznie nie jem mięsa. Czasem tylko zjem trochę kurczaka. Oprócz tego toleruję szynkę, ale tylko i wyłącznie z indyka. Kiedyś jadłam parówki, ale kiedy się dowiedziałam z czego są, ograniczyłam spożywanie ich do minimum. Nie jadam też gotowanych warzyw. Moim zdaniem po ugotowaniu tracą smak, są kleiste i w ogóle niedobre. Jeśli chodzi o gotowanie na parze- ok, rozumiem, że jest zdrowe i tak dalej, ale niesmaczne. Całe jedzenie traci swój aromat i jest kapciowate. Nie wiem jak ty, ale ja nie lubię kapciowatego jedzenia- odparłam krzywiąc się.
-No dobra- mruknął Harry patrząc na mnie dziwnie. –To może chińszczyzna?- zaoponował. 
-Gotowane warzywa, ryż i mięso- westchnęłam wgryzając się w jabłko.
-No to może bulion?- zapytał.
-Nie- mruknęłam. –Gdy nie było żony Paula, on ciągle gotował bulion bo nie potrafił nic innego. Jadłam go codziennie dopóki sama nie nauczyłam się gotować- odparłam.
-Umiesz gotować i nic nie powiedziałaś?!
-Umiem, ale nie za specjalnie. Mój największy sukces kulinarny to zupka w proszku- mruknęłam z obojętną miną wzdrygając ramionami.
-No dooobra- przeciągnął Styles. Stanęło na spaghetti. Co prawda jest tam mięso, ale zawsze można je odłożyć na bok. Spaghetti- zawsze spoko.

***

Siedzieliśmy akurat w salonie oglądając telewizję, gdy zadzwonił dzwonek.
-Młoda, to do ciebie- mruknął Liam nie odrywając oczu od ekranu.
-Niby skąd ta pewność?- zapytałam, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Mhm, fajnie. Westchnęłam i powlokłam się do drzwi po czym niechętnie je otworzyłam. Grupa dziewczyn. W piżamach. Ze śpiworami. Ej czekaj, zaraz, wróć. To przecież Amity Monrow i jej świta we własnej osobie. Mhm, fajnie.
-Heeej Charlie!- pisnęły sztucznie się uśmiechając. Uniosłam brwi i zanim grupka dziewczyn zdążyła coś jeszcze zrobić, zamknęłam drzwi. Hmmm, wydawało mi się czy właśnie widziałam największą jędze w szkole i jej świtę? Pod moimi drzwiami. W piżamach. Chyba mi się jednak przewidziało. Może jednak nie? Hmm, lepiej to sprawdzić. Po chwili patrzenia na zamknięte drzwi, ponownie je otwarłam. One nadal tam stały. Jednak nie oślepłam. Mhm, fajnie. –He…- zaczęły, ale ja nie dałam im skończyć, ponieważ zamknęłam drzwi i z kamienną miną wróciłam do salonu.
-Chłopacy- zagadnęłam ich.
-Hmmm?- zamruczał Lou nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
-Możecie mi wyjaśnić co Amity Monrow i jej świta robią pod drzwiami?- zapytałam jak gdyby nigdy nic.
-No, przyszły do ciebie na piżama-party- wyjaśnił Zayn ciągle patrząc na głupią telenowelę.
-Mhm, fajnie- mruknęłam. –A mogę wiedzieć dlaczego?- zapytałam po chwili.
-Niedawno mówiłaś mi, że brak ci kobiecej krytyki. Dlatego je tu zaprosiłem- wyjaśnił Liam w końcu na mnie patrząc.
-Chciałam kobiecej krytyki, a nie zmieszania z błotem! Amity Monrow i jej świta to najbardziej zagorzali krytycy jeśli chodzi o wygląd!- fuknęłam.
-To nawet lepiej- odparł Lou. Uniosłam brwi. –Przynajmniej będziesz miała na dłuuugi czas dosyć kobiecej krytyki i nie będziemy musieli robić takich akcji- wyjaśnił uśmiechając się.
-Mhm, fajnie- mruknęłam bez przekonania. –I co teraz?- zapytałam.
-Nic- mruknął Liam wzdrygając ramionami. –Wpuścisz dziewczyny do środka, pójdziecie do twojego pokoju i razem będziecie się świetnie bawić- odparł. Czego oni ode mnie oczekują? Że tak po prostu wpuszczę tu te jędze i jak gdyby nigdy nic będę z nimi plotkować i tak dalej? Nie. Dla niektórych nie ma rzeczy nie możliwych, najwyraźniej nie znają Amity i jej świty. Laski są totalnie puste i zapatrzone w siebie.
-I co mamy niby robić?- fuknęłam.
-No wiesz, bitwa na poduszki, konkurs mokrego podkoszulka i takie tam- wyliczał Harry szczerząc się. Zbok. Wywróciłam oczami i pacnęłam go w tył głowy. –Ała! Bolało!- fuknął łapiąc się za głowę.
-Miało boleć- mruknęłam siadając na swoim poprzednim miejscu. –Myślicie, że jeśli poczekamy to sobie pójdą?- zapytałam po chwili mając nadzieję, że tak się stanie. Chłopacy zamiast odpowiedzi posłali mi wymowne spojrzenia. –No dobra, już idę- mruknęłam niezadowolona i otwarłam drzwi trzem wiedźmą, z ogromną niechęcia wpuszczając je do środka. Przez chwilę stałyśmy w ciszy nie odzywając się. W końcu chłopacy podeszli do nas, a Liam odchrząknął znacząco. –Cześć- bąknęłam wymuszając uśmiech. –To Liam, Zayn, Niall, Louis i Harry- westchnęłam wskazując na każdego po kolei. Dziewczyny zapiszczały cicho nawet na chwilę nie przestając się szczerzyć. –Ale coś mi mówi, że to już wiecie- mruknęłam mając dosyć wykrzywiania ust w wymuszonym uśmiechu. Ponownie na chwilę zapanowała niezręczna cisza. Dziewczyny szczerzyły się do chłopaków, Lou rozmawiał z marchewką, Zayn pisał z kimś, sądząc po jego minie, dosyć sprośne sms-y, Niall jadł, a Styles szczerzył się do gromadki dziewczyn w piżamach. Romeo się znalazł. Natomiast Liam zerkał na mnie co chwila, chcąc mi coś powiedzieć. Jęknęłam łapiąc o co mu chodzi. –I sory za to, że od razu was nie wpuściłam- mruknęłam. Niezadowolony pan Payne, ponownie znacząco odchrząknął. Kurna, co go tak obchodzą te maniery? Amity jakoś nie martwiła się o to czy zachowuje się odpowiednio całując Bortona. Westchnęłam i ponownie wykrzywiłam usta w nieszczerym i wymuszonym uśmiechu. –Za mną- mruknęłam i wspięłam się po schodach. Dziewczyny po chwili wahania poszły za mną. Super. Ciekawe jak teraz im zwieje. Może przez okno w łazience? Co prawda mój pokój jest na drugim piętrze, ale jakby zrobić linę z wszystkich ręczników to zostałyby mi jakieś trzy metry. Hmmm, można coś sobie złamać skacząc z takiej wysokości? Pewnie tak. No ale już wolę nogi w gipsie niż wysłuchiwanie ich pisków. A tak w ogóle to co za pomysł z tym nocowaniem? Mamy środę, a jutro jest czwartek, czyli trzeba iść do szkoły. Nie ogarniam. Z krzywą miną otwarłam drzwi od pokoju i zatrzasnęłam je tuż przed nosem szczerzącego się Harolda.
-Ey! Wpuść mnie, chce tam wejść!- krzyczał waląc w drzwi.
-Tym razem muszą ci wystarczyć twoje gazety spod materaca!- mruknęłam. Zbok. Ten człowiek jest nienormalny. Najchętniej wydymałby wszystkie dziewczyny, jakie kiedykolwiek spotkał. Dziwne, że ja jeszcze jestem czysta. No właśnie, jeszcze. Wzdrygnęłam się i spojrzałam na dziewczyny rozkładające śpiwory na środku pokoju. –Tooo- przeciągnęłam siadając na łóżku, a dziewczyny spojrzały na mnie. –Jesteście fankami chłopaków?- zapytałam. Tak, na dobry początek. Może chociaż w ten sposób odciągnę ich uwagę od siebie.
-Jasne uwielbiamy ich!- pisnęła Laura- blondynka o brązowych oczach.
-Oni są naprawdę świetni- przyznała Jo. –Przystojni, utalentowani, zabawni i do tego na wyciągnięcie ręki!- zachichotała. Serio? One myślą, że chłopacy by je chcieli? No dobra, są w miarę ładne i tak dalej, ale strasznie głupie i puste. Taka Jo na przykład. Myśli, że pierwiastki to nazwa ciasteczek i ciągle poprawia swoje falowane, czarne włosy. Laura natomiast, uważa, że stolicą Niemiec jest Tokio i świruje kiedy jej włosy się źle układają.
-Tak, są nieźli- odparła Amity z dziwnym uśmieszkiem. –I to tego strasznie gorący- dodała, a dziewczyny zachichotały cicho. No i Amity. Niska, wredna, opryskliwa laska z ciałem modelki, na którą lecą wszyscy. Jedni myślą, że to przez jej brązowe, naturalnie proste włosy, inni, że przez piaskowe oczy, a jeszcze inni, że przez jej zachowanie. Amity jest typem laski, która stosuje zasadę „po trupach do celu”. Jest nieobliczalna i po niej można się spodziewać wszystkiego. A teraz siedzi sobie jak gdyby nigdy nic w moim pokoju, otoczona przygłupimi przyjaciółeczkami, i napala się na chłopaków, z którymi mieszkam. Super, co nie?
-Tsa- mruknęłam wbijając wzrok w swój telefon. Kiedy wyskoczę z okna powinnam zadzwonić po karetkę, policję czy straż pożarną? A może po wszystkich? Hmmm, taki komplecik. To nie byłby głupi po… nagle ktoś zapukał do drzwi. Przeniosłam tam wzrok unosząc brwi, podobnie dziewczyny. –Wejść- odparłam. Po chwili do pokoju weszli Liam i Zayn z parującymi kubkami gorącej czekolady.
-Pomyśleliśmy, że macie na nie ochotę- odparł Liam rozdając kubki.
-Oj mamy, ale na coś innego- zamruczała Amity przygryzając wargę, zerkając to na Liama, to na Zayna. Rzecz jasna, dwie idiotki musiały zachichotać. Chłopacy zrozumieli o czym mówi Amity i zarumienili się delikatnie unikając przeszywającego wzroku dziewczyn. Jeeezu, co za baba! Wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się delikatnie do Zayna wręczającego mi kubek. –A może przyłączycie się do nas? Miejsca jest dużo. Jakoś się zmieścimy- odparła Amity dosłownie rozbierając wzrokiem dwójkę MOICH chłopaków. Dobra, zaczyna mnie to już wkurzać.
-Dzięki, ale nie- odparł Liam.
-To my może już lepiej pójdziemy- dodał Zayn i oboje ruszyli w kierunku drzwi.
-Zaczekajcie!- pisnęła Amity wstając i podchodząc do chłopaków, wypinając piersi do przodu i niemożliwie kręcąc zadem. Zdziwiona dójka zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na dziewczynę. –Może zostaniecie jeszcze trochę? Byłoby nam bardzo miło- zamruczała nadymając usta i przejeżdżając palcem od biustu, przez brzuch, aż do uda. Zayn spojrzał na mnie błagalnie, a Liam wytrzeszczył oczy unosząc wysoko brwi. Dosyć tego. Nikt nie będzie się tak zachowywać! Nikt nie ma prawa podrywać chłopaków, MOICH chłopaków. No, z wyjątkiem ich wybranek i dziewczyn, które uznam za pasujące do nich. Wkurzona odstawiłam kubek na szafkę i marszcząc brwi podeszłam do Amity.
-Pogadałyśmy trochę, pośmiałyśmy się, a teraz nara- mruknęłam wskazując na drzwi. Amity spojrzała na mnie unosząc brwi. –Won. Narysować ci to?- zapytałam. Dziewczyna prychnęła i wzięła swoje rzeczy, podobnie jak reszta. –Pomóc wam czy same znajdziecie drogę do drzwi?- zapytałam opierając się o framugę.
-Same damy sobie radę!- fuknęła Amity mijając mnie w progu. Usatysfakcjonowana odprowadziłam je wzrokiem czekając na trzaśnięcie drzwiami. Kiedy tylko takowe usłyszałam, uśmiechnęłam się szeroko i opadłam zadowolona na łóżko. –Mam przerąbane w szkole- odparłam nawet na chwilę nie przestając się uśmiechać.
-Więc dlaczego się cieszysz?- zapytał Liam siadając na skraju łóżka.
-A dlaczego nie?- zapytałam. –Życie jest do dupy- fakt. Ale przynajmniej mogę nacieszyć się chwilą zwycięstwa. Takie chwile nie trafiają się często, dlatego mimo wszystko trzeba się nimi rozkoszować- odparłam wzdychając. Zayn zaśmiał się kręcąc głową.
-Uwielbiam te twoje podejście do życia- odparł Malik uśmiechając się.
-Dzięki Charlie- odparł nagle Liam. Usiadłam na łóżku i uniosłam brwi przypatrując się jego twarzy. Chłopie! Z taką twarzyczką możesz mieć każdą! A twoja opiekuńczość i wiele innych cudownych cech są w gratisie. Nadal nie mogę zrozumieć dlaczego jesteś z Danielle. Marnujesz się przy niej stary!
-Niby za co?- zapytałam.
-Za to, że jesteś- odparł uśmiechając się i przybliżył do mnie chyba chcąc cmoknąć w policzek, jednak w ostatniej chwili zawahał się. Westchnęłam i uśmiechnęłam się po nosem.
-Masz trzy sekundy, chwila dłużej, a zrobi się nie miło- mruknęłam, a on się zaśmiał i pocałował mnie w policzek.
-Ja już będę się zbierał. Umówiłem się z Danielle. Cześć!- pożegnał się wychodząc z pokoju. Odprowadziłam go w ciszy wzrokiem. Liam, ty naprawdę ją kochasz i uparcie wierzysz, że ona się zmieni, będzie taka jak dawniej. Dlatego ciągle z nią jesteś. Ale uwierz mi biedaku, ona się nie zmieni, ona taka jest naprawdę.
-Biedak- westchnął Zayn przypominając mi o swojej obecności. –Jest w niej strasznie zakochany i totalnie oślepiony. On w ogóle nie widzi jaka ona jest- dodał kręcąc głową.
-On doskonale o tym wie- odparłam, a Zayn spojrzał na mnie unosząc brew. –Ale nie chce w to wierzyć- dodałam. Malik przechylił głowę przyglądając się mi badawczo. –Co u Willow?- zapytałam nagle uśmiechając się. Zayn delikatnie się uśmiechnął po czym westchnął męczeńsko.
-Nie wiem- odparł.
-Jak to nie wiesz?- zapytałam marszcząc brwi. Chłopak ponownie westchnął i usiadł obok mnie na łóżku.
-Normalnie. Nie wziąłem od niej numeru- jęknął.
-Jak to nie wziąłeś?!
-Zapomniałem
-Zadałam sobie tyle trudu żebyś w końcu do niej podszedł i zagadał, a ty zapomniałeś wziąć od niej numer?!
-Tak. Wiem, spieprzyłem sprawę- mruknął spuszczając smętnie głowę. Westchnęłam siadając obok niego.
-Wcale nie- odparłam. –Na pewno jeszcze ją spotkasz
-Myślisz?- zapytał Zayn podnosząc głowę.
-Ja tak nie myślę, ja to wiem- odparłam, a Zayn patrzył na mnie przez chwilę uśmiechając się.

***

Właśnie schodziłam na dół, gdy do moich uszu dotarła rozmowa chłopaków.
-I co teraz zrobimy?- zapytał Louis.
-Jeden z nas będzie musiał z nią tam iść- odparł Niall.
-Ale który?- zapytał Zayn.
-Ten najmłodszy. W jej szkole są dosyć surowe zasady. Partner może być straszy najwyżej o dwa lata- odparł Niall. Nagle zapadła chwilowa cisza. –Czytałem na stronie- mruknął Horan.
-Czyli Styles- odparł Lou.
-Czyli JA mam TAM iść z NIĄ?- zapytał Styles.
-W sumie… to tak- mruknął Zayn.
-Mam iść tam, gdzie będą tłumy napalonych nastolatek? Jasne!- odparł Styles i dałabym sobie rękę uciąć, że w tej chwili wyszczerzył się debilnie. Nie mam pojęcia co oznacza ta rozmowa, ale alarm ostrzegawczy w mojej głowie nie dawał mi spokoju. Pokręciłam głową chcąc pozbyć się tego uciążliwego pikania z głowy i jak gdyby nigdy nic weszłam do salonu.
-Tylko bez numerów. Idziesz tam z nią i masz wrócić tylko z nią…- odparł Niall, ale urwał patrząc na mnie dużymi oczyma. Chłopacy,  zdziwieni lekko, podążyli za wzrokiem blondynka i przybrali identyczny wyraz twarzy. Bip, bip, bip, bip, bip, bip, bip! Alarm w mojej głowie dosłownie oszalał. Dlaczego miałam dziwne wrażenie, że oni rozmawiali o mnie? Coś tu jest nie tak. Przybrałam obojętny wyraz twarzy, mimo, że w środku cała wariowałam, i uniosłam pytająco brew.
-Coś nie teges?- zapytałam.
-Nie, wszystko w porządku- odparł Niall uśmiechając się nerwowo.
-W jak najlepszym- dodał Lou.
-Taaak- przeciągnął Harry i wszyscy trzej, jak na komendę, wyszczerzyli zęby w szerokim, niewinnym uśmiechu. Natomiast Malik, pacnął się w czoło. Bip, bip, bip, bip! Tak, oni rozmawiali o mnie… O MÓJ BOŻE! ONI ROZMAWIALI O MNIE! To mój koniec. Koniec, koniec, koniec, koniec! A gdyby tak spakować się po kryjomu i uciec, gdy wszyscy będą spali? Hmm, niezłe. Tylko u kogo bym się schowała? Nie mam pojęcia. Mam trochę oszczędności, więc może ucieknę do Meksyku? Meksyk, tak. To dobry pomysł. Tam chyba mnie nie znajdą… Bo nie znajdą, prawda? Prawda?!  

____________________________________________________________

No, więc mamy następny rozdział. Jak myślicie, co knują chłopaki? Pewnie nie trudno się domyślić. Ale wiecie, pozory mylą.
To tyle.
Polecam się na przyszłość

8 komentarzy:

  1. Swietne ! Swietne ! Booskie ! :3
    Nie moge sie doczekac nastepnego !

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahahahahahahahahahaha
    bip bip bip
    boeee hahaha jeblam i leże sobie na ziemi hahahahahha
    czekam nn LD
    Charlie ty buraku - żartujeee MIstrzuuu :D
    Całujeee Lolaa ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest cudo obys jutro dodala:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaaaaaaaa 17 aaaaaaaaaaaaa koooooooooochaaaaaaaaaaaaaammmmmmmmmm toooooooooooo dodajjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj plisssssssssssssss

    OdpowiedzUsuń
  5. No to ten ...
    Nie rozumiem, czemu Charlie nie pogadała z Jessym i nie "wygarnęła mu" wszystkiego co o nim myśli. A on wtedy jej wyjaśni o co chodzi. Że nie wiedział, czy ona się zgodzi z nim iść, więc najpierw zaprosił Ami, a potem by ją rzucił, gdyby Charls się nie zgodziła. No a ten pocałunek ... przecież to było widać, że to ona się na niego rzuciła, a nie na odwrót ! Eh ... wszystko się wymknęło z pod kontroli !!!! O.o
    Co do Zayna i jego pięknej wybranki - ZAYN, TY OSZOŁOMIE !!! - Jak to nie wziął od niej numeru ? Ale dobra, w końcu Charlie powiedziała, że się jeszcze spotkają ... a ja jej ufam *.*
    No to teraz z tym alarmem ... ona ma wyczulony szósty zmysł xD Bip bip bip bip ! xD Znając życie, gdy Hazza tam z nią pójdzie, zostawi ją na środku sali, bo wzrokiem napotka jakąś dziunię. I w tedy Borton do niej podejdzie, a ona go zdzieli kijem hokejowym *____* (Nie wiem skąd ona weźmie ten kij ... może wyciągnie z torebki ?) No, a on jej wszystko wyjaśni, a ona zrobi się cała czerwona ze wstydu ... Buahaha xD
    No i to nocowanie było piękne ! Jak ona je wygoniła z chaty za to, że Monrow próbowała flirtować z Zaynem i Liamem ... swoją drogą, biedny Li ... ta Danielle tutaj jest na serio okropna ... niech ona się zmieni ... albo niech "Swatka Charlotte" weźmie sprawy w swoje ręce i znajdzie mu dziewczynę *^*
    No to tyle ... Bay <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham tooo dlaczego ?? Bo jestes najlepsza .PISZESZ O CZYMS innym a inni caly czas o tym samym a ty o owiele lepszej histori tylko prosze dodaj :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdzial genialny bardzo mi sie podoba i ta akcja z Anity genialna, szkoda mi tylko Jessiego. Nie moge sie doczekac kolejnego rozdzialu, piszesz tak fajnie! *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Pliss to jest najlepszy blog jaki czytam a juz jest 22 marca plosssseeee

    OdpowiedzUsuń