niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 19


**Rozdział 19**

To dzisiaj. Piątek. Za kilka godzin bal. Cudownie. Bez żadnej chęci do życia zwlokłam swoje zwłoki z łóżka i podążyłam do łazienki.

***

Jest przynajmniej jeden plus. Z powodu balu skrócono nam lekcje. Kiedy tylko przekroczyłam próg domu z jęknięciem zdjęłam trampki i rzuciłam torbę w kąt.
-Nie tak szybko!- odparł Liam zatrzymując mnie kiedy chciałam usiąść na kanapie. Z męczeńską miną wyprostowałam się i podniosłam na niego wzrok. –Gaspachio i jego świta czekają na ciebie w twoim pokoju- odparł uśmiechając się. Super. Ciekawe kto puścił farbę. Nie, że nie lubię tego geja, ale po prostu chciałam sama się z tym uporać. Chociaż nie. Nie mam teraz siły. Nawet nie kupiłam sukienki. Westchnęłam i ciągnąc za sobą torbę wspięłam się po schodach. Gdy tylko przekroczyłam próg pokoju, jakiś tuzin stażystek i Gapsachio rzucili się na mnie ściągając ze mnie mundurek, robiąc coś z włosami i twarzą.
-No na reszcie kotku! Myślałem, że się ciebie nie doczekam!- odparł Gaspachio.
-Jednak jestem. Rozczarowałeś się co? Pewnie liczyłeś, że nie będziesz musiał się ze mną męczyć- mruknęłam.
-Wręcz przeciwnie!- zapewnił. –Już nie mogłem się doczekać!- odparł po czym posadził mnie na krześle przed toaletką. Od razu podeszło do mnie kilka dziewczyn i zajęły się moja twarzą. Łącznie z brwiami. Auć!  Miodzio. Jest dopiero 16. Dopiero, albo już. Za cztery godziny przyjedzie po mnie ten palant i będę musiała się z nim użerać. Wykrzywiłam się na samą myśl i co chwila piszcząc z bólu pozwoliłam depilować sobie nogi woskiem i malować paznokcie u stup. Podwójne Auć! Albo raczej „Ałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Jak boli, jak boli!”.

***

Właśnie przeglądałam się w lustrze nie mogąc się nadziwić. To na serio byłam ja? No dobra, rozumiem, że wydepilowano mnie w każdym widocznym miejscu, ułożono idealnie włosy, nałożono delikatny i dziewczęcy makijaż i dano mi super modne ciuchy, ale to było w standardzie. Jednak teraz wyglądałam jakoś tak... no ja wiem, ładniej? Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
-Charlie, to do ciebie!- krzyknął Zayn.
-Ja otworzę!- dodał Liam i popędził do drzwi. Hm, dziwne. Skoro Liam szedł otworzyć drzwi to dlaczego oprócz jego kroków słyszałam cztery inne? Ach, no tak. Dom wariatów. Wścibskich wariatów. Wzdrygnęłam ramionami i zarzucając rozpuszczonymi włosami zeszłam na dół. Jak dobrze, że Gaspachio w ostatniej chwili się rozmyślił i zamiast ogromnych szpilek dał mi czarne, napakowane ćwiekami buciory.
Muszę mu za to postawić dietetyczną latte z mlekiem i odrobiną cynamonu. Zatrzymałam się przed schodami poprawiając sukienkę. Układała się idealnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i podniosłam wzrok na siedmiu idiotów gapiących się na mnie z otwartymi ustami. Pewnie dziwicie się dlaczego siedmiu? Już wyjaśniam. Otóż, Liam, Lou, Niall, Zayn i Josh, który przyszedł do nas dzisiaj po południu, stali przed drzwiami, Tom stał w drzwiach trzymając bukiet czerwonych róż, tak nawiasem mówiąc wyglądał dziwnie bez swojej bejsbolówki i jeansów, a kochany Haroldzik siedział na kanapie zajadając banana. Znaczy się, zajadał, ale teraz gapił się na mnie z bananem przybliżonym do ust. Co oni tak skamienieli? Czyżby jakaś super seksowna laska stała za mną? Elka przyjechała?! Zdziwiona obejrzałam się za siebie, lecz… nikogo tam nie było. Zmarszczyłam brwi i ponownie spojrzałam na stado baranów.
-Eee… coś nie tak?- zapytałam. Dopiero po tych słowach cała pielgrzymka się otrząsnęła i automatycznie wbiła spojrzenie w Toma.
-Więc… mówiłeś, że jak się nazywasz?- zapytał Zayn marszcząc brwi.
-Tom McKinley- odparł chłopak bez mrugnięcia okiem.
-Ile masz lat?- bąknął Niall mierząc go złowrogim spojrzeniem.
-18
-Skąd jesteś?- dopytywał się Liam.
-Stąd
-Chcesz tym wozem odwozić Charlie?- zapytał Josh wskazując na czarne porsche Toma.
-Tak
-Po pijanemu? Bo coś mi się nie chce wierzyć żebyś nie pił- dodał Liam.
-Eee…- wybąkał chłopak drapiąc się po głowie.
-Ile masz kóz?- wypalił Tommo patrząc na chłopaka badawczym spojrzeniem.
-Osiem… Eee, co?- Tom spojrzał na Lou pytająco.
-Pytałem ile masz…
-Dlaczego Charlie?- przerwał mu Harry opierając się o drzwi ze skrzyżowanymi rękoma.
-Eee…- wybąkał chłopak czując się odrobinę niekomfortowo, gdy sześć par oczu wpatrywało się w niego złowieszczo. –Bo jest super laską- odparł szczerząc się, a ja pacnęłam się w czoło. Zniecierpliwiona ciągłymi pytaniami ze strony chłopaków spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że jeśli za chwilę nie pojedziemy spóźnimy się, czyli najlepsze miejsca zostaną zajęte, a nam zostanie marne miejsce przy stoliku w kącie sali, albo przy takim, który stoi jakieś pół metra od ogromnego głośnika.
-Fajnie było i tak dalej, ale my musimy już iść- odparłam zgrabnie wymijając chłopaków, biorąc od Toma kwiaty, podając je Louisowi i ciągnąc za sobą McKinleya. Nawiasem mówiąc, wolę białe róże. Czerwone są takie… oklepane i nudne.
-Ale Charlie…- zaczął Zayn.
-Na razie!- rzuciłam przez ramię i wsiadłam do czarnego porsche McKinleya. Po chwili chłopak również wsiadł do samochodu i spojrzał na mnie szczerząc się. –Czego?- fuknęłam z irytacją zapinając pas i krzyżując ręce pod biustem.
-A buzi na powitanie?- zapytał poruszając brwiami.
-Jedź- mruknęłam z wkurzoną miną wbijając wzrok przed siebie.
-Jak chcesz- odparł wzdrygając ramionami i przekręcił kluczyki. –Nawiasem mówiąc, pięknie wyglądasz- dodał i ruszył. Milczałam uparcie patrząc w mrok za szybą. Jeśli jest szansa, jakakolwiek, bym nie musiała męczyć się z tym półgłówkiem, walcie śmiało! Wszystko lepsze niż to!

***

-A może jednak zatańczymy?- zapytał Tom kiedy od jakiś trzydziestu minut siedzieliśmy przy naszym stoliku wpatrując się w wirujące pary.
-Nie- fuknęłam patrząc jak Amity obściskuje się z Jessym.
-Ale siedzimy tutaj odkąd przyszliśmy!- jęknął blondyn.
-Przydaj się na coś i przynieś mi coś do picia- mruknęłam chcąc się go pozbyć, chociaż na chwilę. Owszem, przyjechałam na bal, ale tylko dlatego, by uniknąć kary. Nie mam zamiaru tańczyć. Oj nie. A zwłaszcza z tym bezmózgiem.
-Proszę. Lemoniada- wystraszyłam się odrobinę słysząc Toma.
-Dzięki- wybąkałam biorąc od niego szklankę i bez namysłu wzięłam łyk. Od razu tego pożałowałam. Lemoniada. Fuj. Odstawiłam szklankę na stolik i powróciłam wzrokiem do tańczących par. Wszyscy bawili się świetnie, serio. Dziewczyny chichotały, chłopacy dawali z siebie wszystko na parkiecie, dj puszczał na serio fajne kawałki, nauczyciele podrygiwali w kątach sali mając na wszystko oko, a my? My jako chyba jedyni siedzieliśmy gapiąc się na resztę. Uniosłam brew i omiotłam salę spojrzeniem. Chociaż nie, oprócz nas siedziała jeszcze inna para. Dziewczyna miała nogę w gipsie i aparat na zębach, a chłopak astmę i miliony pryszczy na twarzy. Dobra, cofam to. Nawet oni poszli tańczyć. Po co komu taniec? Można się świetnie bawić i bez tego. Zawsze można coś zjeść, albo porozmawiać. Właśnie!
-Tooo…- zaczęłam przyciągając tym uwagę chłopaka. –Wybrałeś już jakąś szkołę?
-Nie do końca- odparł. –Wybrałem kilka szkół z naprawdę świetnymi warunkami dla sportowców, ale jeszcze nie podjąłem decyzji
-Mhm- mruknęłam. Kogo ja chcę oszukać? Umrę tu z nudów! –W zasadzie nic o tobie nie wiem- odparłam po chwili ciszy. –Opowiedz coś o sobie- poprosiłam.
-No cóż- westchnął. –Jestem sportowcem. Jestem w tym dobry i kocham to co robię. Od urodzenia mieszkam w Londynie. Mam normalną, angielską rodzinę. Ojciec pracuje w dużej firmie, mama zajmuje się domem, a młodsza siostra uprzykrza mi życie na wszelkie możliwe sposoby- odparł uśmiechając się, a ja się zaśmiałam. –Mimo wszystko i tak kocham tego małego stworka. Jestem jego starszym bratem, trochę nadopiekuńczym, ale tacy są już starsi bracia- dodał, a ja uśmiechnęłam się po nosem, walcząc ze wspomnieniami. Minęło tyle czasu, wszystko powinno być już okej. Tak mogłoby się wydawać. Mogłoby, ale nie jest.
-Teraz ty opowiedz coś o sobie- odparł wyrywając mnie z zamyślenia. Podniosłam na niego wzrok unosząc delikatnie kąciku ust ku górze.
-Na serio nie chcesz tego słuchać- zapewniłam go.
-Oj przestań! Na pewno nie jest tak źle!- machnął ręką. Westchnęłam i wbiłam wzrok w szklankę z lemoniadą.
-Urodziłam się i wychowywałam w Londynie. Gdy miałam pięć lat moi rodzice zmarli na AIDS. Niedługo po nich moi dziadkowie. Opiekę nade mną przejął bliski przyjaciel moich rodziców. Przez bardzo długi czas tak żyłam. Dopiero niedawno spotkałam chłopaków i zamieszkałam z nimi- odparłam specjalnie nie wspominając o Nim.
-Przeprasza ja…- wybąkał zmieszany chłopak.
-Nie przepraszaj. To nie twoja mina- odparłam uśmiechając się do niego delikatnie. Tom po chwili wahania odwzajemnił uśmiech. Ten chłopak wcale nie jest taki zły. Trochę głupkowaty i zapatrzony w siebie- owszem, ale jest naprawdę miły. Po chwili do chłopaka podeszła zgrabna blondynka i poprosiła go do tańca. Tom nie pewnie spojrzał na mnie. –Śmiało. Ja sama sobie poradzę- odparłam uśmiechając się. Tom posłał mi wdzięczny uśmiech i poszedł na parkiet z dziewczyną, która jak na moje oko, wywarła na nim niezłe wrażenie. Westchnęłam skubiąc rąbek sukienki. Przynajmniej Tom się dobrze bawi. Podniosłam głowę rozglądając się dookoła czując na siebie czyjś wzrok. Uniosłam brwi widząc wpatrującego się we mnie Bortona. Amity rzecz jasna kleiła się do niego szepcząc coś na ucho. Dziwne. Jessy patrzył na mnie jakby… chciał powiedzieć „przepraszam” i prosić o zrozumienie. Jego twarzy wyglądała normalnie, tak jak zawsze. Ale oczy były przepełnione bólem i smutkiem. Uniosłam brwi wyżej. Jednak po sekundzie Borton odwrócił wzrok. Naprawdę dziwne. Pokręciłam głową nie chcą się tym teraz zadręczać. Ciekawe co teraz robią chłopacy. Pewnie Niall coś je, Zayn go wkurza podkradając mu jedzenie, Lou wcina marchewki oglądając kreskówki, Liam pisze z Danielle tylko ciałem przebywając z chłopakami, Josh udaje, że gra na perkusji robiąc przy tym dziwne miny, a Harry… no właśnie. Co Harry teraz może robić? Pewnie, ogląda te swoje sprośne pisemka, siedzi z chłopakami lub w jakimś klubie i wyrywa teraz jakąś laskę stosując te swoje głupie sztuczki, albo… Uniosłam głowę słysząc jak drzwi od sali się otwierają i wszyscy zaczynają szeptać. Hmm, tłum ludzi zasłonił mi widok. Zmarszczyłam brwi i czekałam na… na olśnienie. Po chwili tłum się rozstąpił i wyszedł z niego pewien chłopak, rozglądając się na boki… Z wrażenia otwarłam usta. Albo właśnie przyszedł na mój bal. Wiedziałam, że oni wtedy coś knuli! Po prostu wiedziałam! Uniosłam wysoko brwi widząc jak Harry kroczy w moją stronę z idealnie ułożonymi włosami, w idealnie dopasowanym, czarnym garniturze i w czarnych, błyszczących butach. Ale jak…? Przecież on nie miał takiego garnituru. Co jak co, ale zawartość szafy Hazzy znam lepiej niż swoją. Może dlatego, że gdy zawsze wchodzę do jego pokoju, wszystkie ciuchy są porozrzucane po całej jego powierzchni. Tsa, prawdopodobnie dlatego. Wracając, dlaczego… nagle mnie olśniło. Gaspachio! To by wyjaśniało różową wstawkę w kieszeni
marynarki.
-Mogę panią prosić?- zapytał wyciągając w moją stronę rękę. Mojej uwadze nie umknęło, że wszyscy otoczyli nas kółkiem i patrzyli na nas z otwartymi ustami naśladując ryby.
-Co ty tu robisz?!- pisnęłam.
-No, proszę cię do tańca- odparł wzdrygając ramionami.
-Harry- mruknęłam wywracając oczami.
-No bo… doskonale wiedzieliśmy, że nie masz ochoty iść na ten bal, a tym bardziej iść na niego z Tomem. Dlatego postanowiliśmy umilić ci jakoś pobyt na owym balu. Niall poszperał w Internecie i dowiedział się, że na tym balu można mieć partnera starszego maksymalnie o dwa lata. A tak się składa, że ja jako jedyny mieszczę się w granicach- wyjaśnił mówiąc strasznie szybko, więc dopiero po chwili zorientowałam się co właśnie powiedział. W milczeniu przyglądałam się jemu zastanawiając się czy powinnam mu dziękować i rzucić się na szyję, czy raczej ochrzanić i już na dobre pozbawić ojcostwa. –No to zatańczysz, czy nie?- zapytał po chwili zniecierpliwiony.
-Harry!
-No co?
-Przychodzisz na mój szkolny bal i jak gdyby nigdy nic prosisz mnie do tańca?
-Yyy… no
-I oczekujesz, że się zgodzę?
-Tak- odparł pewny siebie, a ja zmroziłam go spojrzeniem. –Nie? Nie- poprawił się od razu kręcąc głową.
-Jesteś idiotą- skwitowałam.
-No wiesz!- napuszył się. –To ja się dla ciebie stroję i poświęcam się przychodząc tutaj, a ty mnie jeszcze obrażasz! Foch!- fuknął siadając na niedalekim krześle, oczywiście odwracając się do mnie dupą. Dopiero teraz tłum się rozszedł, a ja z rozbawieniem wywróciłam oczami.
-Oj no Harry!- westchnęłam podchodząc do chłopaka. On tylko prychnął i odwrócił ode mnie wzrok. –Przecież wiesz, że jestem wredna i mam niewyparzony język- odparłam, a chłopak nie zareagował. –I doskonale wiesz, że cię kocham- dodałam, a Harry spojrzał na mnie unosząc brew.
-Mów dalej- odparł z poważną miną, a ja się zaśmiałam.
-Dziękuję tobie i chłopakom. Cieszę się, że chcieliście mi pomóc. Jesteście najlepsi- odparłam. –A ty zwłaszcza- dodałam.
-Awwwwwww!- przeciągnął Harry i wstał przytulając mnie, a ja się zaśmiałam. Uf, nie musiałam wymawiać TEGO słowa. I chyba Harry tego nie zauważył. Jest, upiecze mi się! –No powiedz to! Wiem, że chcesz!- odparł, a ja westchnęłam nie mogąc powstrzymać uśmiechu. –No dalej! Ulżyj sobie- dodał. Wywróciłam oczami i spojrzałam w te jego zielone ślepia.
-Seksiaku- szepnęłam pod nosem.
-Co? Mów głośniej, nic nie słyszałem- odparł szczerząc się. Ponownie westchnęłam.
-Seksiaku- powiedziałam głośniej.
-Co? To przez tą muzykę- westchnął krzywiąc się.
-Seksiaku!- krzyknęłam mu do ucha.
-Tak lepiej!- odparł szczerząc się, a ja wywróciłam oczami. –A teraz chodź zatańczyć!- powiedział i zanim zdążyłam zaprotestować wyciągnął mnie na parkiet i przycisnął do siebie prowadząc w tańcu. 

***

-Nie rozumiem dlaczego tak unikasz tańca. Na serio świetnie się ruszasz- stwierdził Harry popijając sok.
-Po prostu go nie lubię. Poza tym, to długa historia- odparłam wzdrygając ramionami.
-Mamy dużo czasu, więc opowiadaj- odparł zerkając na zegarek na swoim nadgarstku.
-Harry, ja...- zaczęłam, ale urwałam widząc jak chłopak opiera łokcie na stole, a twarz na dłoniach przybierając ciekawską minę. –Na serio nie chcę o tym gadać- odparłam. Harry nawet nie drgnął. Nadal gapił się na mnie w tej samej pozycji. –Nie. Koniec tematu- mruknęłam odwracając od niego wzrok.
-Jak chcesz- odparł niezadowolony. –Ale prędzej czy później i tak będziesz musiała mi to wyjaśnić- dodał, a ja jęknęłam.
-Czas ogłosić kto został królem i królową balu!- usłyszałam głos dyrektora dochodzący ze sceny. Super. Pewnie wybiorą Amity i Jessy’ego, albo jakąś inną parkę idiotów, którzy dostaną tandetne korony i będą musieli zatańczyć wolnego. Nuuuuuuuuuda! Wywróciłam oczami i oparłam się na ręce stukając paznokciami w stół.
-Uuuu! Król i królowa!- pisnął Styles. –Chodź Charlie, zobaczymy kogo wybrali!- odparł i pociągnął mnie za rękę z taką siłą, że prawie upadłam. Coś mi mówi, że gdybym nawet była przywiązana łańcuchami do krzesła, ono do stołu, stół do kolejnego stołu i tak jeszcze kilka razy, to i tak Harry by się tym nie przejął i zaciągnąłby mnie pod scenę. Wzdychając męczeńsko stanęłam pod sceną obok chłopaka patrząc jak tłumy dziewczyn uśmiechają się podekscytowane, a dyrektor otwiera białą kopertę z wynikiem.
-Królem tegorocznego balu, znacznie wyprzedzając resztę ilością głosów zostaje… pierwszy raz w historii szkoły chłopak, który nie jest uczniem naszej szkoły- odparł zdziwiony mężczyzna. –Moi drodzy, Harry Styles!- krzyknął, a wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać. Natomiast dziewczyny zaczęły piszczeć i skakać podekscytowane. Podniosłam wzrok na Stylesa. Tan ciągle stał zbaraniały gapiąc się na scenę.
-No dalej, idź!- mruknęłam szturchając go, a ten w końcu się ocknął i poszedł na scenę z szerokim uśmiechem pozwalając założyć sobie koronę.
-Natomiast królową i zdobywczynią romantycznego tańca z naszym królem- zaczął mężczyzna, a dziewczyny dosłownie oszalały. Zaczęły jeszcze głośniej piszczeć i wykrzykiwać imię Stylesa. –Pierwszy raz w historii szkoły uczennica pierwszej klasy!- krzyknął uśmiechając się. Automatycznie spojrzałam na Amity Monrow. Uśmiechała się zwycięsko szykując się do wejścia na scenę. –Zapraszamy na scenę Charlotte Cole!- odparł i zaczął klaskać. Oczywiście reszta dołączyła do niego. Amity automatycznie przestała się uśmiechać i spojrzała na mnie zszokowana. Uniosłam brwi i rozejrzałam się dookoła. Gdzie jest ta cała Charlotte Cole? Przecież wygrała. Powinna iść na scenę i odebrać swoją nagro… Przecież to ja! Charlie ty idiotko! Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na Harrego, który machał do mnie szczerząc się. Przełknęłam głośno ślinę i weszłam na scenę pozwalając założyć sobie na głowę tandetny diadem. –Teraz odbędzie się wasz romantyczny taniec. Zapraszam na parkiet i proszę o brawa!- odparł dyrektor. Super, znowu taniec. Jęknęłam w duchu i pozwoliłam Stylesowi zaciągnąć się na sam środek parkietu. Westchnęłam, gdy pierwsze nuty piosenki rozbrzmiały wypełniając salę, a pary zaczęły tańczyć wolnego okrążając nas.
-Nie spodziewałaś się tego co?- szepnął do mnie Harry kiedy bujaliśmy się w rytm melodii.
-Nie- odparłam. –Nadal nie mogę w to uwierzyć- przyznałam, a Harry zaśmiał się melodyjnie. Przez całą piosenkę nie odzywaliśmy się do siebie, a wszyscy gapili się na nas. Najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Nie znoszę być w centrum uwagi. Kiedy uparcie patrzyłam na buty Harrego, usłyszałam charakterystyczny dźwięk i kątem oka dostrzegłam flesz. Automatycznie podniosłam głowę i rozejrzałam się po sali. Hm, może mi się wydawało. Pewnie ktoś robił zdjęcie do szkolnej gazetki albo coś. Pewnie tak. Przeniosłam wzrok na Harrego. Nie odrywał ode mnie oczy uśmiechając się pod nosem. –Co cię tak cieszy?- zapytałam unosząc brew i z ulgą stwierdzając, że piosenka dobiegła końca. 
-Bo jest jeszcze jeden punkt koronacji- odparł, a ja uniosłam brwi nie wiedząc o co mu chodzi.
-Teraz zapraszam do siebie naszego króla i królową- poprosił dyrektor. Spojrzałam pytająco na Harrego, ten jednak bez słowa zaciągnął mnie znowu na scenę. –A teraz nadszedł czas na ostatni punkt koronacji. Chyba wszyscy dobrze wiemy o co chodzi- odparł dyrektor, a wszyscy zaczęli gwizdać i robić „uuuu!”. Uniosłam brew spoglądając niepewnie na dyrektora. Nagle mnie olśniło. –Królowa będzie musiała pocałować w policzek króla. Jeśli pocałunek będzie trwał krócej niż trzy sekundy, para będzie miała pecha przez najbliższy rok- powiedział, a ja uniosłam brew i spojrzałam na Stylesa, który ciągle się szczerzył. Tylko ciekawa jestem skąd on wiedział. –Dodajmy im trochę odwagi!- zaoponował dyrektor, a wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać, a z głośników poleciało, cóż za niespodzianka. One Direction- Kiss you. Pokręciłam głową widząc jak Harry puka palcem po policzku szczerząc się. Przecież to tylko całus w policzek. Nie podniecaj się tak Styles. Wywróciłam oczami i przybliżyłam się do policzka chłopaka. Kiedy miałam go cmoknąć w policzek, ten w ostatniej chwili odwrócił głowę i pocałowałam go w usta. Czekaj, co?! Wszyscy zaczęli wiwatować, krzyczeć, klaskać i gwizdać. A ja? A ja miałam wrażenie, że słyszę fajerwerki i przez chwilę wydawało mi się, że widzę kolorowe błyski światła. Dziwne. Dopiero po kilku sekundach odskoczyłam od chłopaka patrząc na niego gniewnie.
-Zrobiłeś to specjalnie!- fuknęłam.
-Wcale nie!- odparł unosząc dłonie w obronnym geście.
-Jasne, a Lou nie lubi marchewek!- prychnęłam krzyżując ręce pod biustem.
-Mówię prawdę!- odparł. –Usłyszałem jak ktoś mnie woła i odwróciłem się w tamtym kierunku, a wtedy ty mnie… no wiesz- wybąkał drapiąc się w tył głowy. Już chciałam na dobre pozbawić go ojcostwa, gdy ponownie dzisiaj, kątem oka zauważyłam flesz. Automatycznie spojrzałam w tamtym kierunku i ujrzałam faceta z aparatem. Miał coś po trzydziestce i mogłabym przysiąc, że widzę go po raz pierwszy. Dziennikarz.
-Harry, dziennikarz!- krzyknęłam wskazując na faceta. Styles spojrzał na kolesia cykającego nam zdjęcia i pognał w jego kierunku. Hiena zrobiła nam jeszcze parę zdjęć i zwiała nim ktoś zdążył zareagować. O nie. Jutro te zdjęcia będą wszędzie! Wszyscy będą myśleli, że jestem z Harrym. Normalnej dziewczynie by to nie przeszkadzało, ale mi owszem. Harry to totalny idiota i zbok! Kocham go- owszem, ale nie w TEN sposób. Wbiłam wzrok w czubki swoich butów i usiadłam na scenie dyndając nogami w dół.
-Zwiał- odparł Harry siadając obok mnie.
-Cudownie- mruknęłam. –Jutro cały Londyn, jak nie cały świat, będzie oglądał te zdjęcia!- jęknęłam.
-Nie będzie tak źle- odparł Harry. –Wyjaśnimy wszystko przy najbliższej okazji- dodał otaczając mnie ramieniem. Westchnęłam mając wszystkiego po dziurki w nosie.
-Chcę do domu- mruknęłam.
-Ale jeszcze nie koniec. Bal się nie skończył- zauważył Harry.
-Mam już dosyć. Zawieź mnie do domu- poprosiłam patrząc na niego.
-No dobra- odparł i zarzucając mi swoją marynarkę na ramiona zaprowadził do samochodu. Wychodząc napotkałam spojrzenie Bortona. Patrzył na mnie tak jakoś dziwnie, tak smutno. Zapięłam pasy spoglądając za szybę. Mam dosyć. Jestem strasznie zła i sfrustrowana i jednocześnie zbyt zmęczona by móc się trochę powkurzać. Jedyne co teraz mogę robić to spać.

____________________________________________________________

Jeju, jejku, jejuńku. Nawet nie wiecie jak mi teraz głupie. Bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam, że nie dodałam wcześniej rozdziału. Serio. Mam nadzieję, że się nie gniewacie.
Dzięki wielkie za miłe słowa. I przepraszam z góry, ale nie mam siły ponownie męczyć się z tą zabawką, no, jak jej tam... mniejsza. Bardzo dziękuję za nominację, ale jestem zbyt leniwa i tak dalej żeby znowu się z tym męczyć.
Jeszcze raz przepraszam!
I jak myślicie? Co będzie się działo dalej?     ------>CLICK <------
Polecam się na przyszłość

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 18


**Rozdział 18**

Rano obudziłam się na podłodze. Coś mnie ominęło? Podniosłam się cała obolała i rozejrzałam po pokoju. Dobra, coś mnie na serio ominęło. Uniosłam zdziwiona brwi. Harry, Lou i Liam spali w moim łóżku przytulając się do siebie, Niall spał na dywanie, zwinięty w kłębek zawzięcie ściskając swoją gitarę. Z kolei Zayn, no cóż. Nie było go tu. Wzdrygnęłam ramionami, wzięłam mundurek z garderoby i poszłam do łazienki. Zatrzymałam się widząc Malika w wannie przytulonego do rolki papieru toaletowego. Co tu się wczoraj działo?
-Zayn- mruknęłam szturchając chłopaka. Nic. –Zayn- mruknęłam trochę głośniej ponownie go szturchając. Zero reakcji. Kurde człowieku obudź się! Zamarłam, gdy Malik zaczął się ruszać i mruczeć coś pod nosem.
-Willow, ja cię chyba…- urwał gwałtownie, a ja uniosłam ciekawa brwi. –Charlie? Co ty tu robisz? Nie, to moje ciasteczka, zostaw! Charlie!- mruczał, a ja uśmiechnęłam się po nosem. Ten chłopak ma serio jakieś dziwne sny. Ciekawe czy w nich też ciągle poprawia swoją idealną fry… No właśnie! Dlaczego od razu o tym nie pomyślałam? Wyszczerzyłam zęby i wyciągnęłam rękę w celu poczochrania włosów chłopaka. –Jeśli je tkniesz, ja tknę ciebie- mruknął z zamkniętymi oczami. Zamarłam w pół ruchu z przerażoną miną. Dobra, boję się go. Po chwili Malik otwarł oczy i z dziwną miną odłożył rolkę papieru toaletowego na swoje miejsce. –Co ja tutaj robię?- wychrypiał łapiąc się za głowę z krzywą miną. 
-Mnie się pytasz- mruknęłam, a chłopak spojrzał na mnie niewyraźnie. –Reszta śpi w pokoju- oznajmiłam wskazując na drzwi łazienki. –Co wy wczoraj robiliście?- zapytałam unosząc brew.
-Nie mam poję…- nagle chłopak urwał z miną jakby go olśniło. –Już wiem!- odparł klaszcząc w ręce. Wywróciłam oczami i czekałam na dalsze słowa chłopaka. –Ale to może ci się nie spodobać- ostrzegł, a ja ponagliłam go ruchem ręki. Ciekawe co oni takiego robili. Już zdążyłam przywyknąć do tych ich dziwnych akcji. Malik wziął długi wdech i zaczął opowiadać. –Harry zgubił telefon i wszędzie go szukał, a, że nie mieliśmy co robić to mu pomagaliśmy. Przeszukaliśmy cały dom oprócz twojego pokoju. Po szybkim głosowaniu, poszukaliśmy i tutaj. Telefon Hazzy się znalazł. Potem Lou znalazł jakąś książkę, Harry album, ktoś inny coś jeszcze i tak wyszło, że siedzieliśmy tu do… no do późna- odparł patrząc na mnie nie pewnie. Czyli grzebali w moich rzeczach. Oni na serio chyba nie mają co robić. Uprzykrzanie życia Charlie to ich ulubione hobby. –Jesteś zła?- zapytał szykując się do ucieczki. Tak szczerze?
-Hmm, daj pomyśleć- odparłam z zamyśloną miną pukając palcem po brodzie. –Bez pozwolenia weszliście do mojego pokoju i grzebaliście w moich rzeczach. A no i najważniejsze! Zostaliście tu na noc, udowadniając tylko tym swoją głupotę, a ja musiałam spać na podłodze- wyliczałam.
-No dobra! Tylko nie w twarz!- pisnął Zayn i skulił się w wannie. Rozbawiona uniosłam brwi czekając aż chłopak się trochę otrząśnie. Czemu wszyscy się tak mnie boją? Aż tak strasznie wyglądam, czy co? Hmmm, to by było bardzo prawdopodobne. Malik po chwili udawania żółwia, co na pewno spodobałoby się Liamowi, spojrzał na mnie niepewnie.
-Nie będę bić ciebie, ani nikogo. Nie jestem zła
-Uff, to dobrze
-A teraz wyjdź- mruknęłam wypychając chłopaka za drzwi. –I kiedy wyjdę, w pokoju ma być porządek!- dodałam.

***

-Ale jesteś pewna? Mógłbym pójść tam z tobą i pogadać z tym idiotą- zaoponował Liam kiedy zaparkował przed szkołą. Od pewnego czasu chłopacy podwożą mnie do szkoły. Może to dlatego, że już kilka razy, gdy wracałam autobusem do domu, tłum szalonych fanek mnie śledził, a potem prawie wyważył drzwi. Może.
-Przecież nie pójdziesz ze mną na lekcje- zauważyłam, a chłopak westchnął ze smętną miną. –Jestem już duża i dam sobie radę- zapewniłam go.
-Ale jakby co to weź może patelnie, co? Będę się czuł o wiele lepiej wiedząc, że przywaliłaś temu frajerowi- odparł Payne unosząc patelnie z lekkim uśmiechem. Że co? Skąd on to wziął?! Przecież siedzimy w samochodzie, a nie widziałam żeby wynosił cokolwiek z domu. A patelni takich rozmiarów raczej bym nie przeoczyła.
-Bardzo chętnie, ale…- już chciałam się wykręcić, gdy napotkałam spojrzenie Liama. Patrzył na mnie jak mały kotek bliski płaczu, ale jemu raczej spodobałyby się bardziej określenie mały żółwik. –No dobra- westchnęłam i wzięłam od niego przedmiot.
-Miłego dnia i na razie! Widzimy się później!- pożegnał się z szerokim uśmiechem. Nie odpowiedziałam nic tylko uniosłam delikatnie kąciki ust ku górze. Kiedy tylko zamknęłam drzwi, chłopak odjechał zastawiając mnie na parkingu ściskającą patelnie. Wzdrygnęłam ramionami. Dzień jak co dzień.

***

Właśnie wpychałam patelnie do szafki, gdy usłyszałam znajomą melodyjkę. Oho, ktoś do mnie napisał. Co tym razem? Mam kupić marchewki, żelki czy karmę dla żółwi? A może lakier do włosów? Naparłam z całych sił na drzwiczki do szafki, które po chwili zamknęły się z wielkim hukiem. Odetchnęłam i wyciągnęłam I’phona z torby  otwierając wiadomość.
„Nie widziałaś mojej patelni? No wiesz, tej dużej i czerwonej
Mężulek :*****”
Zaśmiałam się pod nosem czytając treść. Ale z tym dwukropkiem i gwiazdkami to już przesadził. Wywróciłam oczami i schowałam telefon z powrotem do torby, gdy ktoś do mnie zadzwonił. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i spojrzałam na ekran. „Mężulek :*****”. Super, ten cymbał grzebał w moim telefonie. Westchnęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Co jest Styles?- zapytałam przyglądając się z zamyśloną miną wypchanej szafce.
-Masz chwilę?
-Za chwile będzie dzwonek, ale mam historię, więc wal śmiało
-Na serio nie widziałaś mojej patelni? To moja ulubiona. Dostałem ją od mamy. Nigdzie nie mogę jej znaleźć- westchnął. Payne ty wredoto.
-Em… później zadzwonię. Musze lecieć na lekcje. Pa!- odparłam i zanim Harry zdążył zaprotestować, rozłączyłam się. –Chwila spokoju, czy to tak dużo?- mruknęłam pod nosem chowając telefon do plecaka.
-Charls?- zamarłam słysząc za plecami głos, którego nie chciałabym już nigdy więcej słyszeć. –Jesteś na mnie zła?- zapytał. Zmarszczyłam brwi i odwróciłam się do niego.
-A jak niby mam nie być zła?- zapytałam. –Najpierw zapraszasz mnie na bal, a chwilę potem całujesz się z inną laską, z którą rzekomo również idziesz na bal!- fuknęłam.
-To nie tak- westchnął patrząc na mnie smutno.
-A jak?- zapytałam. –Kiedy miałeś zamiar mi o tym powiedzieć? Na balu?!- prychnęłam.
-Nie, Charlie, ja ci to wszystko wytłumaczę…- jęknął, ale ja mu przerwałam.
-Tutaj nie ma co tłumaczyć- mruknęłam. –Spieprzyłeś sprawę i zachowałeś się jak totalny dupek- fuknęłam i wyminęłam go, jednak on złapał mnie za nadgarstek. –Puszczaj mnie!- warknęłam chcąc się mu wyrwać, jednak trzymał mocno.
-Pozwól mi to najpierw wytłumaczyć!- jęknął patrząc na mnie błagalnie. Przez chwilę mierzyłam go wkurzonym spojrzeniem, jednak po chwili westchnęłam wiedząc, że on i tak nie odpuści.
-Słucham- mruknęłam patrząc na niego ozięble.
-Bo widzisz ja… ja, po prostu… To wszystko jest do dupy- westchnął spuszczając głowę.
-Marnujesz tylko mój czas- mruknęłam. –Frajer- prychnęłam i ruszyłam do klasy zostawiając chłopaka samiusienkiego na korytarzu. Kiedy tylko weszłam do klasy zajęłam wolne miejsce, z dala od Jessy’ego. Miałam szczęście, że nie przyszedł dzisiaj ten kujonek i zwolniło się miejsce. Kiedy wyciągnęłam książkę od historii, do klasy wszedł Jessy ze smętną miną. Gdy zorientował się, że nie zajmuje miejsca obok niego, posłał mi smutne spojrzenie i usiadł na swoim miejscu bez słowa. Co za dupek. Najpierw odwala takie scenki, a potem myśli, że zrobi smutną minkę, a ja od razu rzucę się mu na szyję i o wszystkim zapomnę? Nie. Szkoda, że dowiedziałam się o tym tak późno. Jakbym wiedziała o tym wcześniej to może znalazłabym jakiegoś normalnego partnera. Westchnęłam czując wibracje w kieszeni. Ze smętną miną wyciągnęłam telefon i nie przejmując się nauczycielem stojącym parę metrów ode mnie, odczytałam wiadomość.
 „Zmieniłaś już zdanie co do balu? Mam nadzieję, że tak. Moja propozycja jest wciąż aktualna. Daj mi znać co o tym sądzisz.
Tom”
Boże, czy ten człowiek nigdy nie ma dość? Myślałam, że wczoraj dałam mu jasno do zrozumienia, że nie pójdę z nim na żaden bal. Ale nie, ten dureń przyczepił się do mnie jak jakiś rzep i nie chcę się odczepić. Wrrrrr!

***

Niby skąd miałam wiedzieć, że on na mnie patrzył, akurat w tym momencie kiedy grałam w gry na telefonie? Co ja, wróżka?! No i kolejna nagana. Super. Właśnie szłam korytarzem słuchając muzyki, i zaklęłam w myślach, gdy przed moją szafką ujrzałam, nikogo innego jak Toma McKinley’a we własnej osobie. Po prostu cudownie. Jeszcze tego tu brakowało. Zatrzymałam się gwałtownie i zawróciłam prawie biegnąc przez korytarz. Oby mnie nie zauważył, oby mnie nie zauważył, oby mnie nie zauważył.
-Charlie, Charlie zaczekaj!- krzyknął biegnąc w moim kierunku.
-Jasna dupa- przeklęłam pod nosem zatrzymując się z lekko zirytowaną miną.
-Dostałaś moją wiadomość?
-Taaaa- przeciągnęłam odwracając się w jego kierunku.
-I co? Przemyślałaś moją propozycję?- zapytał uśmiechając się. –Na pewno się zgodziłaś. Każda by się zgodziła- odparł przeczesując włosy z szelmowskim uśmiechem numer 10. Co za typek. Zraz mu powiem co o nim myślę. Wtedy nie będzie się już tak szczerzył. Jeżeli w pobliżu są jakieś dzieci, proszę zatkać im uszy. To co zaraz powiem będzie mocno… mocno nieprzyzwoite.
-Wiesz co myślę o twojej propozycji?- zaczęłam podwijając rękawy. Chłopak wyszczerzył się będąc pewnym swego. –Jesteś…- urwałam widząc kątem oka przyglądającego się nam Bortona. Eeee, co? Zmarszczyłam brwi i dyskretnie spojrzałam na niego. Rzeczywiście. Patrzył na całą scenkę ze smutną miną opierając się o swoją szafkę. Po chwili podeszła do niego Amity, pocałowała go i zaczęła nawijać o jakiś pierdołach. Wal się Borton.
-Więc?- zapytał Tom przyciągając tym moją uwagę. –Dowiem się w końcu?
-Jasne- odparłam patrząc na niego. Hmm, a gdyby tak…? Charlie, jesteś genialna! Dzięki Charlie, ty też! Oh, dziękuję! Nie to ja dziękuję! Nie to ja… dobra, za dużo przebywam z chłopakami. Ich towarzystwo zdecydowanie źle działa na moją psychikę. Potrząsnęłam głową chcąc pozbyć się niechcianych myśli i upewniając się, że Jessy nadal na nas patrzy, uśmiechnęłam się do dryblasa. –Z chęcią- odparłam w końcu. –Przyjedź po mnie o ósmej- dodałam jeszcze po czym wspięłam się na palce i cmoknęłam go w policzek. Fuuuuuuuj! To jest obrzydliwsze niż sprzątanie brudnych skarpet Stylesa! Krzywiąc się odeszłam od chłopaka zostawiając go szczerzącego się na środku korytarza. Fuj, fuj, fuj, fuj! Muszę czymś przepłukać usta, i to natychmiast! Bliska wymiotów pchnęłam drzwi od łazienki i taranując po drodze wszystkich dopadłam do zlewu i wypłukałam sobie usta. Jakieś trylion razy.

***

-Jak było dzisiaj w szkole?- zapytał Harry szczerząc się kiedy wsiadałam do jego samochodu z patelnią w ręce.
-To chyba twoje- odparłam i oddałam chłopakowi patelnię.
-Skąd ty ją…?- mruknął z dziwną miną biorąc ode mnie przedmiot. 
-Jestem idiotką- odparłam z przerażoną miną wpatrując się przed siebie.
-No co ty nie powiesz- mruknął Styles, ale zaraz się poprawił. –Eee, to znaczy, co się stało?
-Zgodziłam się iść na bal z najpopularniejszym facetem w szkole- wydukałam uparcie patrząc w jeden punkt.
-To chyba dobrze, no nie?- zapytał niepewnie.
-Nie- odparłam patrząc na niego przerażona. –On jest zapatrzony w siebie i nie ma mózgu!- jęknęłam.
-Uuuu, ale się wpakowałaś- skomentował kręcąc głową, natomiast ja posłałam mu wymowne spojrzenie. –A dlaczego się zgodziłaś?
-Sama nie wiem. Taki odruch- wzdrygnęłam ramionami. –Może dlatego, że Jessy stał niedaleko i się wszystkiemu przyglądał- dodałam.
-Oj Charlie, Charlie. Co my z tobą mamy- westchnął ze śmiechem zapalając silnik. On chyba nie pojmuje powagi sytuacji. Jak jest taki wesoły, to niech sam idzie z tym półgłówkiem na bal i rozmawia o piłce nożnej! Śmiało, droga wolna!

***

-Biedna Charlie!- odparł Zayn ze śmiechem po wysłuchaniu całej opowieści.
-Biedactwo- dodał Josh klepiąc mnie po ramieniu.
-No, jak ty z nim wytrzymasz?- westchnął Lou udając przerażenie.
-Tutaj nikt nie traktuje mnie poważnie!- jęknęłam wychodząc z kuchni. –Wszyscy faceci są tacy sami!- krzyknęłam przez ramię wchodząc po schodach. –Banda zboków i półgłówków!- wrzasnęłam trzaskając drzwiami. Mam ochotę coś… wrrrrrrrrrrrrrrr! Z wściekłością rzuciłam się na łóżko chowając twarz w poduszkach. Dzisiaj jest czwartek, natomiast bal jest w piątek. Czyli jutro. Za kilkanaście godzin będę musiałam wpakować się w jakąś kieckę, znosić towarzystwo tego debila i udawać, że nie widzę jak ta jędza mizia się z Bortonem! Cudownie, o niczym innym przez całe życie nie marzyłam!

***

Właśnie siedziałam na moim łóżku z wściekłością gryzmoląc po kartce. Nienawidzę szkoły, McKinleya, Bortona i siebie. Po co zgodziłam się na tą szopkę?! Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Charlie mogę? To ja, Josh- usłyszałam za drzwiami.
-Wejść!- mruknęłam. Po chwili chłopacy dosłownie wepchnęli do pokoju Josha po czym błyskawicznie zamknęli drzwi jakby bali się, że czymś w nich rzucę. No co za cwele. Płochliwa szynszyla ma więcej odwagi niż oni razem wzięci! Wbiłam przeszywające spojrzenie w perkusistę, który gdyby tylko mógł, uciekłby stąd jak najdalej z podwiniętym ogonem. Doskonale wiedziałam, że Devine nie znosi kiedy tak na niego patrzę i się mnie boi. 
-Przyszedłem przeprosić- odparł niepewnie rozglądając się po pomieszczeniu jakby za chwile coś mogło wyskoczyć z cienia i pożreć go w całości. Oj ludzie! Przecież nie jestem jakimś potworem! Jestem (prawie) zwyczajną nastolatką! Owszem, zdzieliłam paru kolesi patelnią, ale to nie oznacza, że zawarłam pakt z diabłem i potrafię zabić dotykiem. –Bardzo mi, to znaczy nam, głupio. Nie, że nie traktujemy cię poważnie czy coś, tylko… no wiesz jacy są faceci- westchnął patrząc na mnie z lekkim przerażeniem. Nie odpowiedziałam nic patrząc na niego w taki sposób, że Devine zwijał się w środku z przerażenia. –O jeju, jak późno!- odparł patrząc na niewidzialny zegarek na jego nadgarstku. –Musze lecieć. Pa!- pomachał mi i dosłownie rzucił się na drzwi chcąc jak najszybciej się stąd ewakuować. Jednak drzwi nie chciały się otworzyć. Słysząc przyciszone śmiechu po drugiej stronie wnioskuję, że to sprawka chłopaków. –Oj no popatrz. Zacięły się!- pisnął dziwnie cienkim głosikiem i spojrzał na mnie chichocząc nerwowo.
-Co za pech!- westchnęłam wywracając oczami. –Teraz będziesz musiał tu zostać- odparłam wstając z łóżka i wolno idąc w jego kierunku. –Ze mną- dodałam szeptem z diabolicznym uśmiechem. Josh wytrzeszczył oczy i rzucił się do drzwi waląc w nie z całej siły.
-Chłopacy, wypuście mnie! To nie jest śmieszne!!!- wrzeszczał nie przestając napierać na drzwi. Serio? Haha, co za cykor. Uniosłam rozbawiona brwi i patrzyłam jak przerażony chłopak uderza w drzwi krzycząc na całe gardło. Po chwili drzwi się otwarły, a Josh wybiegł z pokoju na zbicie karku. Oparłam się o framugę i krzyżując ręce pod biustem i przyglądałam się jak chłopacy zwijają się ze śmiechu. Tak was to śmieszy? Cwaniaczki. Odchrząknęłam znacząco chcąc im przypomnieć o swojej obecności. Chłopacy momentalnie umilkli patrząc na mnie z czystym przerażeniem.
-Bu- mruknęłam unosząc brwi i przeszywając ich spojrzeniem, a oni uciekli na dół wrzeszcząc i przepychając się. Pokręciłam głową patrząc jak Lou przeskakuje przez barierkę, Zayn i Harry po niej zjeżdża, Liam i Niall zbiegają co dwa schody i jak Josh biegnie za nimi  wrzeszcząc by zaczekali. Właśnie dlatego ja pozbywam się wszystkich pająków i myszy z domu. Ci „mężczyźni” boją się takiej małej, niegroźnej myszki. Ale ich największym strachem jestem ja. Tak, właśnie. Ta grupka dorosłych facetów boi się szesnastoletniej dziewczyny z kilkoma imionami. Mieszkanie z nimi jest naprawdę trudne. No, przynajmniej się nie nudzę.

***

-Heeej znalazłem stare albumy!!!- wrzasnął Harry z salonu. Jęknęłam i przewróciłam się na drugi bok chcąc zapomnieć o bożym świecie. –Ey tu są stare zdjęcia Charlie!!!- wrzasnął jeszcze głośniej, a ja wytrzeszczyłam oczy. Paul musiał je przywieźć z domu. A skoro przywiózł je z domu, to oznacza, że tam są zdjęcia z mojego dzieciństwa. Poderwałam się z łóżka i w błyskawicznym tempie zbiegłam na dół dosłownie rzucając się na lokersa trzymającego mój stary album. –Wiedziałem, że na mnie lecisz, ale nie, że aż tak- odparł Styles szczerząc się kiedy wyrwałam mu album. Posłałam mu wkurzone spojrzenie i wstałam z ziemi ściskając album w rękach.
-Pokarz, pokarz, pokarz, pokarz!- pisnął Lou wbiegając do salonu. Po chwili w salonie zjawiła się reszta z podekscytowanymi minami i spojrzała pytająco na Stylesa.
-Ona go ma- odparł Harry od razu wskazując na mnie. Automatycznie wszystkie spojrzenia zostały skierowane na moją skromną osobę ściskającą kurczowo stary album ze zdjęciami, którymi nie chciałam żeby ktokolwiek, kiedykolwiek zobaczył. Przełknęłam głośno ślinę przygotowując się do ucieczki.
-Mała, no pokarz- poprosił Lou uśmiechając się. Schowałam album za sobą i pokręciłam głową.
-No miśku, prosimy. Nie będziemy się śmiać- zapewnił Zayn. Ponownie pokręciłam głową.
-Jeśli dasz nam ten album będziesz mogła obejrzeć nasze stare zdjęcia, słońce- odparł Niall. Westchnęłam i spuściłam głowę powoli wyciągając rękę z albumem w ich kierunku. Kiedy już chłopacy mieli go przechwycić, przycisnęłam go do siebie i popędziłam ile sił w nogach przed siebie. Po chwili opierałam się o drzwi mojego pokoju dysząc i ściskając album w dłoniach. 
-CHARLIE!!!- krzyczeli chłopacy. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam na łóżku zamyślona. Ile czasu minęło? Dużo. To był cudowny czas… Mimowolnie się uśmiechnęłam i spojrzałam na album leżący przede mną. A może obejrzę zdjęcia? Co mi szkodzi? Powspominam trochę… Wyciągnęłam rękę w kierunku starego albumu. Ale nie powinnam. Co było to było i już nie wróci. Zatrzymałam rękę bijąc się z myślami. Przygryzłam wargę zastanawiając się co zrobić. Co mi tam, to tylko stare zdjęcia. Westchnęłam i otwarłam album przyglądając się starym zdjęciom. To właśnie w tym albumie, który teraz leżał przede mną, jest coś znacznie ważniejszego. Moje jedyne zdjęcie z rodzicami. Z czasów gdy byliśmy jeszcze szczęśliwą rodzinką. Westchnęłam przejeżdżając drżącymi palcami po zdjęciu. Nagle usłyszałam pukanie. Zamknęłam album, schowałam go pod poduszkę i starłam łzy.
-Misiu to my- odparł Zayn. –Nie chcieliśmy żebyś siedziała sama- dodał.
-Mamy zdjęcia!- odparł Liam.
-I kakao!- dodał Lou. Westchnęłam chcąc opanować drżenie całego ciała.
-Proszę- mruknęłam wymuszając uśmiech. Nie, że nie cieszę się z ich towarzystwa, ale teraz nie mam ochoty się uśmiechać, a nie chcę żeby chłopacy się martwili. A uwierzcie mi, oni pod tym względem są straszni. Chłopacy weszli do pokoju i rozsiedli się wygodnie na łóżku, podłodze i krzesłach.
-Specjalnie dla ciebie- odparł Horan podając mi kubek kakao. Uśmiechnęłam się do niego i upiłam łyk.
-Zobacz jaki nasz Hazzuś był słodziutki!- pisnął Zayn unosząc album. Uśmiechnęłam się pod nosem i wzięłam od chłopaka album. Uśmiechnęłam się szerzej widząc te wszystkie zdjęcia. 
-Rzeczywiście- odparłam podnosząc na nich wzrok. –Byłeś przesłodki!- przyznałam. –Zwłaszcza na tym zdjęciu, na którym nosisz stanik swojej mamy- zaśmiałam się, a chłopacy widząc minę Harrego dołączyli do mnie.
-A jaki uroczył był Zayn!- odparł Lou klepiąc przyjaciela po ramieniu.
-Nadal jest- mruknął Niall mrugając do mulata.
-Uuuuuu!- przeciągnęli chłopacy patrząc to na Horana, to na Malika.
-Niall, lubię cię i w ogóle, ale nie jesteś w moim typie- odparł Zayn śmiejąc się.
-Raaanisz mnie!- jęknął przeciągle Horan i pociągając nosem udał, że wyciera łzy.
-Nie przejmuj się nim, ja cię kocham Niall- odparł Liam otaczając przyjaciela ramieniem. 
-A Danielle?- zapytał blondynek pociągając nosem.
-Ona nie musi wiedzieć- Payne mrugnął do Horana, a wszyscy śmiali się  wniebogłosy. Uniosłam delikatnie kąciku ust ku górze. 

____________________________________________________

Następny. Przepraszam, że tak zwlekałam, ale jakoś nie mogłam się zebrać by dodać rozdział.
Co o nim myślicie? Mi się podoba :3
Polecam się na przyszłość

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 17


**Rozdział 17**

-Jesteśmy- odparł Zayn gasząc silnik. Uniosłam brwi widząc przytulną kawiarenkę, przy której zaparkował Malik.
-Zgłodniałem- wyjaśnił Niall. Wywróciłam oczami i nic nie mówiąc wysiadłam z auta i weszłam do kawiarni. W środku nie było dużo osób, w zasadzie byliśmy tylko my i stare małżeństwo, które ciągle się z czegoś śmiało. Tak na oko mieli coś koło 60. Wnętrze było bardzo przytulne. Wszystkie ściany były szklane, więc do środka wpadało dużo światła nadając specyficzny nastrój. Nastrój… do rozmów. Nadal nic nie mówiąc zajęłam miejsce przy jednym ze stolików i wbiłam spojrzenie za szybę. Chłopacy w tym czasie poszli coś zamówić. Co za tupet. Najpierw zaprasza mnie, bo rzekomo nie ma z kimś iść, a po chwili całuje się z Amity Monrow! On myślał, że się nie dowiem czy jak? Jeśli tak, to mógł to zrobić w bardziej dyskretnym miejscu, a nie na środku boiska. Z każdego zakątka szkoły doskonale widać to drzewo, pod którym stali oni. Mam ochotę coś mu zrobić. Co to za koleś w ogóle! Kiedy on zamierzał mi o tym powiedzieć?! Na balu?! Chciał mnie tak po prostu wystawić?! Mam już serdecznie dość tego typa.
-Zamówiliśmy ci gorącą czekoladę i muffinka- odparł Zayn siadając naprzeciw mnie. Niall szedł zaraz za nim i usiadł obok mnie zerkając co chwila na Malika.
-Słońce powiesz nam w końcu co się stało?- zapytał Horan nie odrywając ode mnie wzroku. Milczałam przez chwilę. W końcu podeszła do nas kelnerka i wręczyła każdemu jego zamówienie.
-Jessy zaprosił mnie na bal. To się stało- mruknęłam patrząc uparcie w parującą czekoladę.
-To chyba dobrze, co nie?- zapytał Zayn.
-No właśnie- przyznał Niall.
-Nie jeśli za chwilę całuje się z Amity Monrow- mruknęłam skubiąc swoje ciastko.
-Że niby co zrobił?!- wypalił Malik robiąc duże oczy. 
-Całował się z Amity- powtórzyłam nie odrywając oczu od babeczki.
-Co za koleś!- prychnął Niall.
-Dodajcie do tego fakt, że już wcześniej miał iść na bal razem z Amity. Wiedział o tym zanim mnie poprosił- odparłam podnosząc na nich wzrok.
-Niech ja go tylko dorwę- warknął Zayn marszcząc brwi.
-Nikogo nie dorwiesz- odparłam. –Nawet nie próbuj- dodałam.
-Niby dlaczego?!- zapytał.
-Bo nie. Przemoc niczego nie rozwiąże- mruknęłam.
-Charlie ma rację- przyznał Niall. –Też najchętniej spuściłbym łomot temu dzieciakowi, ale on nie jest tego wart- odparł. Zayn zerkał przez chwile to na mnie, to na Nialla. W końcu westchnął zrezygnowany.
-No dobra- mruknął wyraźnie niezadowolony. Przez chwilę milczeliśmy w zamyśleniu. Wiecie co? Chrzanić ten bal. Nie pójdę na niego. Mam gdzieś te wszystkie odsiadki w szkole. Wolę to niż patrzenie na Bortona miziającego się z Amity.
-Czyli nie masz iść z kim na bal- zauważył Niall.
-Mhm- przytaknęłam obserwując ludzi za oknem. Wszyscy spieszyli się niewiadomo gdzie. Kiedy oni w końcu zrozumieją, że nie warto? I tak zawsze znajdzie się jakaś jędza, która wszystko zniszczy. Wykrzywiłam się widząc grupę dziewczyn z mojej szkoły w sklepie z sukienkami po drugiej stronie ulicy. Przymierzały różnorodne sukienki ciesząc się jak głupie. Ciekawe po co. I tak to wszystko jest bez sensu. Szkoła jest bez sensu. Praca jest bez sensu. Ludzie są bez sensu. Życie jest bez sensu. Teraz żałuję, że zgodziłam się iść z Jessy’m. Mogłam mu odmówić. Może nie zachowałabym się jak przyjaciółka, ale chrzanić to. On nie jest lepszy. On już nawet nie jest moim przyjacielem. Jest człowiekiem, którego wolałabym unikać. Ciekawe w czym jeszcze mnie okłamywał? Kto wie, może on nawet nie nazywa się Jessy Borton. Może ja go wcale nie znam? Znałam go- fakt. Ale to było kiedyś. Kiedyś wydawało mi się, że go znam.
-A ten bal jest obowiązkowy, prawda misiek?- zapytał Zayn.
-No- mruknęłam.
-I jest w piątek?- dodał Niall.
-Dokładnie- odparłam biorąc łyk czekolady.
-Interesujące- chłopacy mruknęli w tym samym momencie patrząc na mnie z zamyśloną miną. I pewnie w tym momencie powinnam zacząć się bać.

***

-…a ten bal jest obowiązkowy- wyjaśnił Zayn chłopakom słuchającym go z uwagą.
-I jest w piątek. Ten piątek- dodał Niall. Chłopacy patrzyli jeszcze przez chwilę na Malika i Horana. Potem spojrzeli na mnie.
-Biedna mała- westchnął Lou otaczając mnie ramieniem.
-Głupi Jessy- dodał Liam obejmując mnie z drugiej strony.
-No, totalny z niego idiota- przyznał Harry siadając przede mną, na ziemi. –Ja na jego miejscu, nawet nie spojrzałbym na żadną inną laskę i skakałbym ze szczęścia pod sufit. Ale on jest idiotą i nie potrafi ciebie docenić- odparł uśmiechając się do mnie. Westchnęłam wbijając spojrzenie w wyłączony ekran telewizora.
-I co zrobisz z tym balem?- zapytał Lou.
-W końcu musisz na niego iść. Nie dopuścimy do tego byś przez miesiąc siedziała w kozie po lekcjach- odparł Liam.
-Możemy zmienić temat? Jakoś nie mam ochoty gadać o balu- mruknęłam.
-Jasne- odparł Zayn.
-Może zrobimy obiad?- zaoponował Harry.
-Jestem za!- odparł Horanek unosząc rękę. Uśmiechnęłam się i wywróciłam oczami.
-Kwiatuszku, na co masz ochotę?- zapytał Harry patrząc na mnie.
-Nie wiem- westchnęłam. Harry wstał z podłogi i podał mi rękę.
-Chodź, pomożesz mi i w końcu się na coś zdecydujesz- odparł. Uśmiechnęłam się do niego, podałam mu rękę i grzecznie poszłam za nim do kuchni. –Jakieś szczególne prośby?- zapytał kiedy siadałam na blacie. Złapałam jabłko i zaczęłam nim podrzucać. –Wiem, że masz dosyć specyficzny gust kulinarny, a chcę żeby ci smakowało- odparł Harry łapiąc jabłko, które trzymałam w dłoniach. Westchnęłam i wyrwała mu jabłko, które po chwili ugryzłam.
-No cóż. Od czego tu zacząć…- mruknęłam zamyślona. –Hmm, może od tego, że praktycznie nie jem mięsa. Czasem tylko zjem trochę kurczaka. Oprócz tego toleruję szynkę, ale tylko i wyłącznie z indyka. Kiedyś jadłam parówki, ale kiedy się dowiedziałam z czego są, ograniczyłam spożywanie ich do minimum. Nie jadam też gotowanych warzyw. Moim zdaniem po ugotowaniu tracą smak, są kleiste i w ogóle niedobre. Jeśli chodzi o gotowanie na parze- ok, rozumiem, że jest zdrowe i tak dalej, ale niesmaczne. Całe jedzenie traci swój aromat i jest kapciowate. Nie wiem jak ty, ale ja nie lubię kapciowatego jedzenia- odparłam krzywiąc się.
-No dobra- mruknął Harry patrząc na mnie dziwnie. –To może chińszczyzna?- zaoponował. 
-Gotowane warzywa, ryż i mięso- westchnęłam wgryzając się w jabłko.
-No to może bulion?- zapytał.
-Nie- mruknęłam. –Gdy nie było żony Paula, on ciągle gotował bulion bo nie potrafił nic innego. Jadłam go codziennie dopóki sama nie nauczyłam się gotować- odparłam.
-Umiesz gotować i nic nie powiedziałaś?!
-Umiem, ale nie za specjalnie. Mój największy sukces kulinarny to zupka w proszku- mruknęłam z obojętną miną wzdrygając ramionami.
-No dooobra- przeciągnął Styles. Stanęło na spaghetti. Co prawda jest tam mięso, ale zawsze można je odłożyć na bok. Spaghetti- zawsze spoko.

***

Siedzieliśmy akurat w salonie oglądając telewizję, gdy zadzwonił dzwonek.
-Młoda, to do ciebie- mruknął Liam nie odrywając oczu od ekranu.
-Niby skąd ta pewność?- zapytałam, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Mhm, fajnie. Westchnęłam i powlokłam się do drzwi po czym niechętnie je otworzyłam. Grupa dziewczyn. W piżamach. Ze śpiworami. Ej czekaj, zaraz, wróć. To przecież Amity Monrow i jej świta we własnej osobie. Mhm, fajnie.
-Heeej Charlie!- pisnęły sztucznie się uśmiechając. Uniosłam brwi i zanim grupka dziewczyn zdążyła coś jeszcze zrobić, zamknęłam drzwi. Hmmm, wydawało mi się czy właśnie widziałam największą jędze w szkole i jej świtę? Pod moimi drzwiami. W piżamach. Chyba mi się jednak przewidziało. Może jednak nie? Hmm, lepiej to sprawdzić. Po chwili patrzenia na zamknięte drzwi, ponownie je otwarłam. One nadal tam stały. Jednak nie oślepłam. Mhm, fajnie. –He…- zaczęły, ale ja nie dałam im skończyć, ponieważ zamknęłam drzwi i z kamienną miną wróciłam do salonu.
-Chłopacy- zagadnęłam ich.
-Hmmm?- zamruczał Lou nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
-Możecie mi wyjaśnić co Amity Monrow i jej świta robią pod drzwiami?- zapytałam jak gdyby nigdy nic.
-No, przyszły do ciebie na piżama-party- wyjaśnił Zayn ciągle patrząc na głupią telenowelę.
-Mhm, fajnie- mruknęłam. –A mogę wiedzieć dlaczego?- zapytałam po chwili.
-Niedawno mówiłaś mi, że brak ci kobiecej krytyki. Dlatego je tu zaprosiłem- wyjaśnił Liam w końcu na mnie patrząc.
-Chciałam kobiecej krytyki, a nie zmieszania z błotem! Amity Monrow i jej świta to najbardziej zagorzali krytycy jeśli chodzi o wygląd!- fuknęłam.
-To nawet lepiej- odparł Lou. Uniosłam brwi. –Przynajmniej będziesz miała na dłuuugi czas dosyć kobiecej krytyki i nie będziemy musieli robić takich akcji- wyjaśnił uśmiechając się.
-Mhm, fajnie- mruknęłam bez przekonania. –I co teraz?- zapytałam.
-Nic- mruknął Liam wzdrygając ramionami. –Wpuścisz dziewczyny do środka, pójdziecie do twojego pokoju i razem będziecie się świetnie bawić- odparł. Czego oni ode mnie oczekują? Że tak po prostu wpuszczę tu te jędze i jak gdyby nigdy nic będę z nimi plotkować i tak dalej? Nie. Dla niektórych nie ma rzeczy nie możliwych, najwyraźniej nie znają Amity i jej świty. Laski są totalnie puste i zapatrzone w siebie.
-I co mamy niby robić?- fuknęłam.
-No wiesz, bitwa na poduszki, konkurs mokrego podkoszulka i takie tam- wyliczał Harry szczerząc się. Zbok. Wywróciłam oczami i pacnęłam go w tył głowy. –Ała! Bolało!- fuknął łapiąc się za głowę.
-Miało boleć- mruknęłam siadając na swoim poprzednim miejscu. –Myślicie, że jeśli poczekamy to sobie pójdą?- zapytałam po chwili mając nadzieję, że tak się stanie. Chłopacy zamiast odpowiedzi posłali mi wymowne spojrzenia. –No dobra, już idę- mruknęłam niezadowolona i otwarłam drzwi trzem wiedźmą, z ogromną niechęcia wpuszczając je do środka. Przez chwilę stałyśmy w ciszy nie odzywając się. W końcu chłopacy podeszli do nas, a Liam odchrząknął znacząco. –Cześć- bąknęłam wymuszając uśmiech. –To Liam, Zayn, Niall, Louis i Harry- westchnęłam wskazując na każdego po kolei. Dziewczyny zapiszczały cicho nawet na chwilę nie przestając się szczerzyć. –Ale coś mi mówi, że to już wiecie- mruknęłam mając dosyć wykrzywiania ust w wymuszonym uśmiechu. Ponownie na chwilę zapanowała niezręczna cisza. Dziewczyny szczerzyły się do chłopaków, Lou rozmawiał z marchewką, Zayn pisał z kimś, sądząc po jego minie, dosyć sprośne sms-y, Niall jadł, a Styles szczerzył się do gromadki dziewczyn w piżamach. Romeo się znalazł. Natomiast Liam zerkał na mnie co chwila, chcąc mi coś powiedzieć. Jęknęłam łapiąc o co mu chodzi. –I sory za to, że od razu was nie wpuściłam- mruknęłam. Niezadowolony pan Payne, ponownie znacząco odchrząknął. Kurna, co go tak obchodzą te maniery? Amity jakoś nie martwiła się o to czy zachowuje się odpowiednio całując Bortona. Westchnęłam i ponownie wykrzywiłam usta w nieszczerym i wymuszonym uśmiechu. –Za mną- mruknęłam i wspięłam się po schodach. Dziewczyny po chwili wahania poszły za mną. Super. Ciekawe jak teraz im zwieje. Może przez okno w łazience? Co prawda mój pokój jest na drugim piętrze, ale jakby zrobić linę z wszystkich ręczników to zostałyby mi jakieś trzy metry. Hmmm, można coś sobie złamać skacząc z takiej wysokości? Pewnie tak. No ale już wolę nogi w gipsie niż wysłuchiwanie ich pisków. A tak w ogóle to co za pomysł z tym nocowaniem? Mamy środę, a jutro jest czwartek, czyli trzeba iść do szkoły. Nie ogarniam. Z krzywą miną otwarłam drzwi od pokoju i zatrzasnęłam je tuż przed nosem szczerzącego się Harolda.
-Ey! Wpuść mnie, chce tam wejść!- krzyczał waląc w drzwi.
-Tym razem muszą ci wystarczyć twoje gazety spod materaca!- mruknęłam. Zbok. Ten człowiek jest nienormalny. Najchętniej wydymałby wszystkie dziewczyny, jakie kiedykolwiek spotkał. Dziwne, że ja jeszcze jestem czysta. No właśnie, jeszcze. Wzdrygnęłam się i spojrzałam na dziewczyny rozkładające śpiwory na środku pokoju. –Tooo- przeciągnęłam siadając na łóżku, a dziewczyny spojrzały na mnie. –Jesteście fankami chłopaków?- zapytałam. Tak, na dobry początek. Może chociaż w ten sposób odciągnę ich uwagę od siebie.
-Jasne uwielbiamy ich!- pisnęła Laura- blondynka o brązowych oczach.
-Oni są naprawdę świetni- przyznała Jo. –Przystojni, utalentowani, zabawni i do tego na wyciągnięcie ręki!- zachichotała. Serio? One myślą, że chłopacy by je chcieli? No dobra, są w miarę ładne i tak dalej, ale strasznie głupie i puste. Taka Jo na przykład. Myśli, że pierwiastki to nazwa ciasteczek i ciągle poprawia swoje falowane, czarne włosy. Laura natomiast, uważa, że stolicą Niemiec jest Tokio i świruje kiedy jej włosy się źle układają.
-Tak, są nieźli- odparła Amity z dziwnym uśmieszkiem. –I to tego strasznie gorący- dodała, a dziewczyny zachichotały cicho. No i Amity. Niska, wredna, opryskliwa laska z ciałem modelki, na którą lecą wszyscy. Jedni myślą, że to przez jej brązowe, naturalnie proste włosy, inni, że przez piaskowe oczy, a jeszcze inni, że przez jej zachowanie. Amity jest typem laski, która stosuje zasadę „po trupach do celu”. Jest nieobliczalna i po niej można się spodziewać wszystkiego. A teraz siedzi sobie jak gdyby nigdy nic w moim pokoju, otoczona przygłupimi przyjaciółeczkami, i napala się na chłopaków, z którymi mieszkam. Super, co nie?
-Tsa- mruknęłam wbijając wzrok w swój telefon. Kiedy wyskoczę z okna powinnam zadzwonić po karetkę, policję czy straż pożarną? A może po wszystkich? Hmmm, taki komplecik. To nie byłby głupi po… nagle ktoś zapukał do drzwi. Przeniosłam tam wzrok unosząc brwi, podobnie dziewczyny. –Wejść- odparłam. Po chwili do pokoju weszli Liam i Zayn z parującymi kubkami gorącej czekolady.
-Pomyśleliśmy, że macie na nie ochotę- odparł Liam rozdając kubki.
-Oj mamy, ale na coś innego- zamruczała Amity przygryzając wargę, zerkając to na Liama, to na Zayna. Rzecz jasna, dwie idiotki musiały zachichotać. Chłopacy zrozumieli o czym mówi Amity i zarumienili się delikatnie unikając przeszywającego wzroku dziewczyn. Jeeezu, co za baba! Wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się delikatnie do Zayna wręczającego mi kubek. –A może przyłączycie się do nas? Miejsca jest dużo. Jakoś się zmieścimy- odparła Amity dosłownie rozbierając wzrokiem dwójkę MOICH chłopaków. Dobra, zaczyna mnie to już wkurzać.
-Dzięki, ale nie- odparł Liam.
-To my może już lepiej pójdziemy- dodał Zayn i oboje ruszyli w kierunku drzwi.
-Zaczekajcie!- pisnęła Amity wstając i podchodząc do chłopaków, wypinając piersi do przodu i niemożliwie kręcąc zadem. Zdziwiona dójka zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na dziewczynę. –Może zostaniecie jeszcze trochę? Byłoby nam bardzo miło- zamruczała nadymając usta i przejeżdżając palcem od biustu, przez brzuch, aż do uda. Zayn spojrzał na mnie błagalnie, a Liam wytrzeszczył oczy unosząc wysoko brwi. Dosyć tego. Nikt nie będzie się tak zachowywać! Nikt nie ma prawa podrywać chłopaków, MOICH chłopaków. No, z wyjątkiem ich wybranek i dziewczyn, które uznam za pasujące do nich. Wkurzona odstawiłam kubek na szafkę i marszcząc brwi podeszłam do Amity.
-Pogadałyśmy trochę, pośmiałyśmy się, a teraz nara- mruknęłam wskazując na drzwi. Amity spojrzała na mnie unosząc brwi. –Won. Narysować ci to?- zapytałam. Dziewczyna prychnęła i wzięła swoje rzeczy, podobnie jak reszta. –Pomóc wam czy same znajdziecie drogę do drzwi?- zapytałam opierając się o framugę.
-Same damy sobie radę!- fuknęła Amity mijając mnie w progu. Usatysfakcjonowana odprowadziłam je wzrokiem czekając na trzaśnięcie drzwiami. Kiedy tylko takowe usłyszałam, uśmiechnęłam się szeroko i opadłam zadowolona na łóżko. –Mam przerąbane w szkole- odparłam nawet na chwilę nie przestając się uśmiechać.
-Więc dlaczego się cieszysz?- zapytał Liam siadając na skraju łóżka.
-A dlaczego nie?- zapytałam. –Życie jest do dupy- fakt. Ale przynajmniej mogę nacieszyć się chwilą zwycięstwa. Takie chwile nie trafiają się często, dlatego mimo wszystko trzeba się nimi rozkoszować- odparłam wzdychając. Zayn zaśmiał się kręcąc głową.
-Uwielbiam te twoje podejście do życia- odparł Malik uśmiechając się.
-Dzięki Charlie- odparł nagle Liam. Usiadłam na łóżku i uniosłam brwi przypatrując się jego twarzy. Chłopie! Z taką twarzyczką możesz mieć każdą! A twoja opiekuńczość i wiele innych cudownych cech są w gratisie. Nadal nie mogę zrozumieć dlaczego jesteś z Danielle. Marnujesz się przy niej stary!
-Niby za co?- zapytałam.
-Za to, że jesteś- odparł uśmiechając się i przybliżył do mnie chyba chcąc cmoknąć w policzek, jednak w ostatniej chwili zawahał się. Westchnęłam i uśmiechnęłam się po nosem.
-Masz trzy sekundy, chwila dłużej, a zrobi się nie miło- mruknęłam, a on się zaśmiał i pocałował mnie w policzek.
-Ja już będę się zbierał. Umówiłem się z Danielle. Cześć!- pożegnał się wychodząc z pokoju. Odprowadziłam go w ciszy wzrokiem. Liam, ty naprawdę ją kochasz i uparcie wierzysz, że ona się zmieni, będzie taka jak dawniej. Dlatego ciągle z nią jesteś. Ale uwierz mi biedaku, ona się nie zmieni, ona taka jest naprawdę.
-Biedak- westchnął Zayn przypominając mi o swojej obecności. –Jest w niej strasznie zakochany i totalnie oślepiony. On w ogóle nie widzi jaka ona jest- dodał kręcąc głową.
-On doskonale o tym wie- odparłam, a Zayn spojrzał na mnie unosząc brew. –Ale nie chce w to wierzyć- dodałam. Malik przechylił głowę przyglądając się mi badawczo. –Co u Willow?- zapytałam nagle uśmiechając się. Zayn delikatnie się uśmiechnął po czym westchnął męczeńsko.
-Nie wiem- odparł.
-Jak to nie wiesz?- zapytałam marszcząc brwi. Chłopak ponownie westchnął i usiadł obok mnie na łóżku.
-Normalnie. Nie wziąłem od niej numeru- jęknął.
-Jak to nie wziąłeś?!
-Zapomniałem
-Zadałam sobie tyle trudu żebyś w końcu do niej podszedł i zagadał, a ty zapomniałeś wziąć od niej numer?!
-Tak. Wiem, spieprzyłem sprawę- mruknął spuszczając smętnie głowę. Westchnęłam siadając obok niego.
-Wcale nie- odparłam. –Na pewno jeszcze ją spotkasz
-Myślisz?- zapytał Zayn podnosząc głowę.
-Ja tak nie myślę, ja to wiem- odparłam, a Zayn patrzył na mnie przez chwilę uśmiechając się.

***

Właśnie schodziłam na dół, gdy do moich uszu dotarła rozmowa chłopaków.
-I co teraz zrobimy?- zapytał Louis.
-Jeden z nas będzie musiał z nią tam iść- odparł Niall.
-Ale który?- zapytał Zayn.
-Ten najmłodszy. W jej szkole są dosyć surowe zasady. Partner może być straszy najwyżej o dwa lata- odparł Niall. Nagle zapadła chwilowa cisza. –Czytałem na stronie- mruknął Horan.
-Czyli Styles- odparł Lou.
-Czyli JA mam TAM iść z NIĄ?- zapytał Styles.
-W sumie… to tak- mruknął Zayn.
-Mam iść tam, gdzie będą tłumy napalonych nastolatek? Jasne!- odparł Styles i dałabym sobie rękę uciąć, że w tej chwili wyszczerzył się debilnie. Nie mam pojęcia co oznacza ta rozmowa, ale alarm ostrzegawczy w mojej głowie nie dawał mi spokoju. Pokręciłam głową chcąc pozbyć się tego uciążliwego pikania z głowy i jak gdyby nigdy nic weszłam do salonu.
-Tylko bez numerów. Idziesz tam z nią i masz wrócić tylko z nią…- odparł Niall, ale urwał patrząc na mnie dużymi oczyma. Chłopacy,  zdziwieni lekko, podążyli za wzrokiem blondynka i przybrali identyczny wyraz twarzy. Bip, bip, bip, bip, bip, bip, bip! Alarm w mojej głowie dosłownie oszalał. Dlaczego miałam dziwne wrażenie, że oni rozmawiali o mnie? Coś tu jest nie tak. Przybrałam obojętny wyraz twarzy, mimo, że w środku cała wariowałam, i uniosłam pytająco brew.
-Coś nie teges?- zapytałam.
-Nie, wszystko w porządku- odparł Niall uśmiechając się nerwowo.
-W jak najlepszym- dodał Lou.
-Taaak- przeciągnął Harry i wszyscy trzej, jak na komendę, wyszczerzyli zęby w szerokim, niewinnym uśmiechu. Natomiast Malik, pacnął się w czoło. Bip, bip, bip, bip! Tak, oni rozmawiali o mnie… O MÓJ BOŻE! ONI ROZMAWIALI O MNIE! To mój koniec. Koniec, koniec, koniec, koniec! A gdyby tak spakować się po kryjomu i uciec, gdy wszyscy będą spali? Hmm, niezłe. Tylko u kogo bym się schowała? Nie mam pojęcia. Mam trochę oszczędności, więc może ucieknę do Meksyku? Meksyk, tak. To dobry pomysł. Tam chyba mnie nie znajdą… Bo nie znajdą, prawda? Prawda?!  

____________________________________________________________

No, więc mamy następny rozdział. Jak myślicie, co knują chłopaki? Pewnie nie trudno się domyślić. Ale wiecie, pozory mylą.
To tyle.
Polecam się na przyszłość