środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 12


**Rozdział 12**

-Tylko zachowujcie się kulturalnie i nie przynieście mi wstydu- odparł Paul po raz kolejny mierząc nas wzrokiem. Znudzeni kiwnęliśmy głowami. –Louis, to tyczy się zwłaszcza ciebie. Wiem, że na co dzień zachowujesz się inaczej, ale teraz masz się zachowywać jak typowy dwudziestodwulatek. Zrozumiano?- zapytał, a Tommo niepewnie skinął głową. –Dobra, teraz was zostawiam, nie przynieście mi wstydu!- rzucił na odchodne i poszedł w głąb sali. Odprowadziłam go wzrokiem z zamyśloną miną. Tommo zachowujący się jak normalny człowiek w jego wieku. Powodzenia.
-Niby jak zachowuje się normalny dwudziestodwulatek?- Lou zapytał z dziwną miną.
-Nie wiem, nie mam dwudziestu dwóch lat- wzdrygnęłam ramionami patrząc na Lou. Boo Bear uniósł brwi i spojrzał pytająco na chłopaków. Ci tylko wzdrygnęli ramionami. Lou westchnął spuszczając bezradnie ramiona i głowę. Po chwili jednak ją podniósł i rozejrzał się po sali wypełnionej ludźmi, których pierwszy raz w życiu widziałam.
-Uuu, krewetki!- uśmiechnął się i popędził do stolika, na którym postawiono ogromną ilość jedzenia, taką jaką chyba najadłby się Niall. Przez chwilę patrzyliśmy jak Tommo zastanawia się jaką krewetkę wybrać. W końcu wzdrygnęliśmy ramionami i podeszliśmy do niego. –Ey, spójrzcie!- Tommo uśmiechnął się przyciągając tym naszą uwagę. –Jestem Harry- powiedział zmienionym głosem ruszając jedną krewetką. –A ja Zayn- dodał ruszając drugą. –Jesteśmy strasznie fajni i seksowni i oczywiście mega przystojni- powiedział przez co Liam i Niall się zaśmiali, Zayn i Harry zmierzyli go oburzonym spojrzeniem, a ja wywróciłam oczami.
-Miałeś zachowywać się jak normalny człowiek- mruknęłam krzyżując ręce pod biustem. Lou uniósł brwi wciąż ściskając krewetki. –Z naciskiem na normalny- odparłam widząc jego zdezorientowaną minę. Chłopak wzdrygnął ramionami i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, włożył krewetki z powrotem do miski.
-Tooo, co teraz?- zapytał Lou patrząc na mnie pytająco.
-Teraz każdy pójdzie w swoją stronę, a ja zostanę z tobą- odparłam.
-Niby po co?- zapytał Harry.
-By przypilnować Lou, by zachowywał się jak normalny człowiek- powiedziałam dając nacisk na przedostatnie słowo.
-No dobra- Zayn wzdrygnął ramionami i szczerząc się razem z Harrym podeszli do grupy dziewczyn stojącej niedaleko. Niall wypatrzył w tłumie Josha i poszedł z nim porozmawiać, natomiast Liam wdał się w pogawędkę z jakimś facetem na temat znaczenia żółwi w naszym środowisku. Lou uśmiechając się, złapał mnie pod ramię i spojrzał pytająco. 
-Idziemy tam- wskazałam na drugi koniec sali. –Tam jest sok, a ja usycham z pragnienia- dodałam, a Lou uśmiechnął się szerzej i ruszył w wyznaczonym kierunku z uniesioną głową. Przyglądałam mu się z niedowierzaniem. Z wyglądu przypominał zwykłego człowieka w jego wieku. No właśnie z wyglądu. Wszyscy nadal by tak myśleli gdyby niepodeszła do nas para jakiś sławnych ludzi. Jeśli się nie mylę to Jensonowie, właściciele kilku wytwórni muzycznych.
-Piękna uroczystość- odparła kobieta uśmiechając się do nas.
-Dziękujemy pani- odparłam wyobrażając sobie co Tommo za chwilę odwali.
-Już nie możemy się doczekać wyświetlenia nowego teledysku- powiedział facet. Zanim zdążyłam otworzyć usta, Lou zrobił to za mnie.
-Bardzo mnie to cieszy- uśmiechnął się, a ja zamarłam czekając na jego dalsze słowa. –Dziękuję, że państwo przyszli- dodał, a ja odetchnęłam. Pani Jensen chciała coś powiedzieć, ale szanowny pan Tomlinson ją wyprzedził. –Mogę dotknąć brzuszka? Który to miesiąc, ósmy?- zapytał Tommo wskazując na dosyć spory brzuszek pani Jensen. Ona się napuszyła i uniosła brwi. Pacnęłam się w czoło doskonale wiedząc co za chwilę się wydarzy.
-Nie jestem w ciąży!- fuknęła. Lou zdziwiony uniósł brwi.
-To w takim razie pani jest strasznie gruba- stwierdził. –Znam dobrego trenera. Dzięki niemu pani szybko zrzuci parę kilogramów- odparł uśmiechając się. –Zaraz zapiszą pani numer- mruknął szukając jakiejś kartki i długopisu.
-Alfredzie, idziemy stąd!- fuknęła oburzona pani Jensen i pociągnęła za sobą parskającego śmiechem męża.
-Czyli nie chce pani numeru?!- zapytał Tommo krzycząc. Kobieta nic nie odpowiedziała. –To nie!- krzyknął wzdrygając ramionami. Patrzyłam na niego przez chwilę. –Coś nie tak?- zapytał uśmiechając się. Uniosłam brwi i roześmiałam się. I to tak, że brzuch mnie rozbolał. Lou ponownie wzdrygnął ramionami i pociągnął mnie w stronę stołu z jedzeniem gdzie znajdowała się reszta boy bandu i Josh.
-Jak one mogły nas tak spławić?- zapytał zdziwiony Zayn.
-No właśnie! Przecież wszystkie na nas lecą!- odparł Harold.
-One nie są „wszystkie”- zauważył Niall klepiąc Zayna po ramieniu co chwila parskając śmiechem.
-Dokładnie- przyznał Josh z szerokim uśmiechem.
-A żółwie są naprawdę ważne w naszym ekosystemie. Ale nie. Tamten koleś nie potrafił tego zrozumieć- fuknął Liam krzyżując ręce na piersi.
-Czyli wy też zaliczyliście wpadki?- zapytałam unosząc brew.
-Tsaaa- odparł Harry popijając szampana.
-Pocieszy was fakt, że Tommo też popełnił gafę?- uśmiechnęłam się.
-Jaką?- zapytał Zayn podnosząc na mnie wzrok ze zdziwioną miną.
-Powiedział panie Jensen, żonie właściciela kilku wytwórni muzycznych, że jest gruba i polecił jej dobrego trenera, który pomoże jej zrzucić kilka kilogramów- odparłam uśmiechając się pod nosem. Chłopacy przez chwilę zerkali to na mnie, to na Lou, aż w końcu wybuchnęli gromkim śmiechem.
-No co? Ona na serio jest gruba- zauważył Tommo podchodząc do krewetek.
-Ty może lepiej je już zostaw- odparł Liam patrząc znacząco na przyjaciela.
-Spadaj. Głodny jestem- mruknął Tommo i chwycił jedną krewetkę.
-To może weź coś innego?- zaoponował Niall.
-Nie, lubię krewetki- odparł Lou. Pokręciłam głową ze śmiechem przyglądając się miną Louisa. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Harry znowu rozmawia z tymi dziewczynami. Im to się wyraźnie nie podobało. W końcu jedna miała dość paplania Hazzy i uderzyła go w twarz. Ten cofnął się do tyłu o kilka kroków i wpadł wprost na Tomlinsona. Lou upadając wyrzucił krewetkę w górę. Wszyscy z zapartym tchem śledziliśmy lot skorupiaka. W końcu, po kilku długich sekundach, wylądowała na głowie pani Jensen. Przez chwilę patrzyłam stojąc jak słup soli, jednak po chwili zaczęłam się głośno śmiać.
-Ups- szepnął Lou podążając wzrokiem za oddalającą się krewetką.
-Co teraz?- zapytał Harry stając obok mnie.
-Zapomnimy o tym i będziemy się bawić dalej?- zapytał Lou z nadzieją w głosie.
-Nie- odparłam uśmiechając się. –Zakradniesz się do pani Jensen i wyciągniesz z jej włosów tą nieszczęsną krewetkę- odparłam, a Lou spojrzał na mnie wystraszony. Chłopacy widząc jego minę ponownie wybuchnęli śmiechem.
-Dlaczego ja?- wybąkał przerażony Tommo.
-Bo to ty wyrzuciłeś tą krewetkę w powietrze- zauważyłam.
-Ale to przez Hazze! Jakby na mnie nie wpadł to by do niczego nie doszło!- Lou bronił się jak tylko mógł. Uniosłam brwi krzyżując ręce pod biustem. –No dobra, już idę- odparł zrezygnowany szatyn. Przez chwilę zakradał się do jego ofiary chowając się za niektórymi osobami lub roślinami. W końcu podszedł do pani Jensen i jednym szybkim ruchem chwycił krewetkę, po czym od razu pościł się biegiem w naszym kierunku. –Mam ją- wysapał.
-Pokaż- Josh uśmiechnął się pod nosem. Lou uniósł brwi i wyciągnął w naszym kierunku rękę, w której trzymał krewetkę.
-Co to jest?!- pisnął Zayn.
-Obcy! Ratuj się kto może!- krzyknął Harry przytulając się do mnie. Wywróciłam oczami i odepchnęłam od siebie trzęsącego się loczka.
-To peruka cymbały- odparł Liam unosząc kupę kłaków. –Lou niechcący musiał ją też złapać- dodał oddając przedmiot zszokowanemu Louisowi. Ten pisnął i upuścił przedmiot chowając się za mną. Pacnęłam się w czoło. Niall zaśmiał się i podniósł perukę z ziemi. Jeden normalny.
-Trzeba ją oddać- zauważył Josh.
-Niby jak chcesz to zrobić? „Witam panią Jensen. Mój przyjaciel ściągając krewetkę z pani głowy niechcący zabrał też perukę”?- prychnął Zayn.
-Nie, trzeba się zakraść i jej to podrzucić- odparł Liam.
-Ja tam teraz nie idę- odparł od razu Tommo. Wszyscy spojrzeli na lokersa. On przełknął głośno ślinę.
-Zakradniesz się do niej i delikatnie położysz na jej głowie- wytłumaczył Josh. Harry kiwnął sztywno głową i krzywiąc się zabrał perukę od Nialla. W mgnieniu oka przemknął przez salę i stał przy pani Jensen zakładając jej perukę na głowę. Kiedy skończył przybiegł do nas.
-Dobra, chyba nikt nie zauważył- odparł.
-Czego nie zauważył?- wszyscy podskoczyliśmy słysząc Paula.
-Niczego specjalnego- Zayn uśmiechnął się chichocząc nerwowo. Paul uniósł brwi.
-Mniejsza- machnął ręką. –To Pierro, nasz kucharz. Ugotował wszystko na dzisiejszą uroczystość- wyjaśnił.
-Mam nadzieję, że smakowało- puszysty kucharz uśmiechnął się do nas miło.
-Oczywiście- odparł Lou chowając za plecami krewetkę.
-To dlaczego chowasz za plecami krewetkę?- zdziwiony kucharz uniósł brwi, a Tommo spojrzał na nas wystraszony. –Nie smakuje ci?- zapytał Pierro.
-Ależ skąd- Lou machnął ręką zerkając na nas co chwila jakby błagał o pomoc.
-To ją zjedz- odparł Harry uśmiechając się złowieszczo. Lou wytrzeszczył oczy i spojrzał na lokersa.
-No właśnie, zjedz ją- powiedział Zayn opierając się o Hazze. Bo Bear przełknął głośno ślinę i spojrzał na mnie.
-Powiedz mojej mamie, że ją kochałem- szepnął do mnie i trzęsącą się ręką włożył owoc morza do ust, po czym go przeżuł i przełknął krzywiąc się niemiłosiernie.
-I co, smakuje ci?- Pierro uśmiechnął się szeroko.
-No właśnie?- zapytał Niall co chwila parskając śmiechem.
-Przepyszna- Lou poklepał się po brzuchu kryjąc grymas uśmiechem.
-Cieszę się- Pierro skłonił się lekko.
-Musimy już iść. Nie przynieście mi wstydu!- powiedział Paul na odchodnym.
-Wiecie co? Tak jakoś mi się zrobiło słabo- odparł Lou przybierając zielony kolor. –I jakby odrobinę niedobrze- dodał łapiąc się za brzuch. –Wybaczcie, idę zwymiotować- mruknął i zakrywając sobie usta ręką popędził do łazienki. Odprowadziłam go wzrokiem z zamyśloną miną nie zwracając uwagi na głośne śmiechy chłopaków.
-Idźcie do niego- spojrzałam znacząco na każdego po kolei.
-Niby po co?- zapytał Josh łapiąc się za brzuch.
-Sprawdzić czy jeszcze żyje- odparłam. –No już!- ponagliłam ich. Chłopacy jęknęli niezadowoleni i powlekli się do łazienki skąd dochodziły dosyć dziwne dźwięki. Uśmiechnęłam się pod nosem i wzięłam łyk mojego soku. Wolałam omijać krewetki. Coś mi mówi, że nie tknę ich przez dłuższy czas. Ciekawe co teraz robi Jessy. Pewnie wyszedł gdzieś z Amity, albo coś. Na serio nie rozumiem jakim cudem Jessy, mój Jessy, zabujał się w takiej lasce. Przecież hot- dog w bułce jest bardziej skomplikowany niż ona!
-Charls!- usłyszałam za sobą przez co prawie upuściłam szklankę. Kiedy jakiś cudem zdołałam utrzymać naczynie w ręce, odwróciłam się w stronę, z której dochodził głos. Myślałam, że znowu upuszczę szklankę widząc Jessy’ego. W smoking. Tak, TEGO Jessy’ego, który wprost nienawidzi ubierać się na galowo. A tu proszę, taki suprajs. Ubrał się w smoking.
-Co ty tu robisz?- wypaliłam zszokowana.
-Ciebie też miło widzieć, Charls- odparł wywracając oczami. No tak. Jessy od jakiegoś czasu nazywa mnie „Charls”. Kiedyś w Internecie znalazł reklamę sklepu z bielizną dla staruszek o nazwie „Charls”. Nie wiem jak wam, ale mi to źle się kojarzy.
-Mniejsza- machnęłam ręką. –Odpowiedz na moje pytanie- ponagliłam.
-Jestem twoim przyjacielem i moim obowiązkiem było przyjście tu i wspieranie ciebie- uśmiechnął się widząc moją totalnie zaskoczoną minę.
-Eeeee, dzięki- wybąkałam nie za bardzo wiedzieć co w takiej sytuacji powinno się powiedzieć. –Długo tu jesteś?- zapytałam zastanawiając się czy widział co przed chwilą wyprawiał Lou.
-Nie od początku, ale widziałem jak Louis biegał po sali z peruką w ręce- uśmiechnął się, a ja się zaśmiałam.
-Taaa, cały Lou- skwitowałam.
-Chyba opróżniłem cały żołądek- usłyszałam stękanie Lou. Oboje spojrzeliśmy w tamtym kierunku.
-Tsa, i obrzygałeś przy tym cały sedes- odparł Niall krzywiąc się.
-Już nigdy, przenigdy, ale to nigdy, nie tknę krewetek- mruknął Tomlinson duszkiem wypijając zawartość mojej szklanki.
-Cześć chłopacy- Jessy przywitał ich uśmiechając się promiennie.
-Cześć Jessy- wszyscy odparli chórem. -Zaraz, Jessy?!- chłopacy spojrzeli na niego totalnie szokowani.
-No, tak mam na imię- Borton wzdrygnął ramionami.
-Co ty tu w ogóle robisz?!- Harry prawie pisnął.
-Wypełniam obowiązki dobrego przyjaciela- Jessy uśmiechnął się obejmując mnie ramieniem.
-Aaaa, no chyba, że tak- Lou wzdrygnął ramionami i wypił kolejną szklankę soku.

***


-Panie i panowie! Po raz pierwszy na dużym ekranie! One Direction „Kiss You”!- Paul zszedł ze sceny słysząc brawa. Po chwili na ogromnym ekranie wyświetlony został nasz nowy teledysk. Z tego co zdążyłam zauważyć, ludziom się to podobało. W końcu to nie był zwyczajny teledysk. Nie był ustawiony i wyreżyserowany tak jak wszystkie inne. Ten jest prawdziwy, pokazuje jacy jesteśmy naprawdę. Dlatego większość scen należało wyciąć, ponieważ dzieci poniżej osiemnastego roku życia też chciałyby to oglądać. Tsaaa, nie pytajcie. 
-Muszę skromnie stwierdzić, że wyszło nam to genialnie- stwierdził Niall z uznaniem kiwając głową.
-A słyszysz tą perkusję w tle? Koleś wykonał kawał dobrej roboty- odparł Josh z zamyśloną miną.
-Przecież ty to grałeś- zauważył Liam.
-No właśnie mówię- Josh uśmiechnął się szeroko, a ja wywróciłam oczami.
-Chłopacy mają rację- Jessy szepnął do mnie. Uniosłam brwi i spojrzałam na niego. –Wykonaliście kawał dobrej roboty- odparł uśmiechając się.
-Nie żebym nie była skromna…- uśmiechnęłam się pod nosem. –Ale wiem- odparłam nie mogąc powstrzymać szerokiego uśmiechu. Jessy wywrócił oczami i uśmiechając się objął mnie ramieniem. –Nie pozwalaj sobie Borton- odparłam strzepując jego rękę z ramienia. Chłopacy spojrzeli na mnie i pokręcili głowami. –No co? Nie lubię kiedy ktoś mnie obmacuje- mruknęłam.
-Ey, wolny leci- Harry wtrącił swoją jakże inteligentną uwagę.
-Dzięki Harry. Ta informacja odmieniła moje życie- mruknęłam wywracając oczami.
-Nie o to chodzi- Hazza machnął ręką i spojrzał znacząco na Zayna.
-Idziemy poprosić do tańca pewne dziewczyny. Narka!- mulacik pomachał do nas i razem z lokatym zniknęli w tłumie tańczących ludzi.
-Liam, zatańczysz ze mną?- Lou zrobił maślane oczka do Payne.
-Yyyy, dobra?- blondynek uniósł brwi.
-Jupi!- Tommo pisnął i ciągnąc za sobą Liama poszedł tańczyć. Liam tańczący wolnego z Lou. Tsaa. Na szczęście podeszły do nich jakieś dwie laski i zaczęły z nimi tańczyć.
-Wiecie co? Zgłodniałem- stwierdził Niall klepiąc się po brzuchu. –Idę coś zjeść- odparł nasz wieczny singiel i podszedł do stołu z jedzeniem. Josh spojrzał na nas, potem na blondaska, poczym wzdrygnął ramionami i dołączył do Horana.
-Wygląda na to, że jesteśmy sami- zauważył Jessy.
-Nie mów tak, bo zaczynam się ciebie bać- odparłam nie potrafiąc za bardzo odkryć intencji szanownego pana Bortona. Ten wywrócił tylko oczami.
-Chodź- złapał mnie za rękę i zaprowadził na parkiet.
-Co ty chcesz zrobić?!- zapytałam patrząc na niego wielkimi oczyma.
-Eeee, no nie wiem. Zatańczyć?- uniósł brew.
-Przecież doskonale wiesz, że nie znoszę tańczyć- przypomniałam mu.
-Wiem, ale musisz przezwyciężyć swój wstręt- odparł.
-Ja. Nie. Umiem. Tańczyć- popukałam go w czoło. –Narysować ci to?- fuknęłam.
-Nauczę cię- powiedział nie zwracając uwagi na moje wredne komentarze. –Nie zgwałcę cię ani nic- zapewnił mnie widząc, że wciąż stoję jak słup patrząc na czubki swoich butów. Podniosłam głowę i posłał mu oburzone spojrzenie. Jessy wywrócił oczami i oplótł moje ręce wokół własnej szyi, a swoje wokół mojej talii. Uśmiechnął się widząc moja minę. Wywróciłam oczami wbijając wzrok w jego buty. Po chwili tańczyliśmy jak reszta. –I co? Takie to straszne?- zapytał Borton unosząc brew.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Będę miała uraz do końca życia- mruknęłam, a on wywrócił oczami. Unikałam jego wzroku. Gdybym znowu spojrzała w jego oczy, nie mogłabym przestać się w nie gapić, a Jessy zacząłby się ze mnie śmiać. Niby takie nic, ale jednak coś.
-A może byś na mnie spojrzała?- Jessy zaoponował łapiąc mnie za podbródek i unosząc moją głowę. Mimowolnie spojrzałam w te jego brązowe oczy. –Tak lepiej- odparł uśmiechając się i przewiercając mnie spojrzeniem. Uniosłam brew nie za bardzo wiedząc o co mu chodzi. –Wiesz, czasem boję się tych twoich oczu- stwierdził.
-Mhm, fajnie?- mruknęłam nadal nie wiedząc o co mu chodzi.
-One są takie duże i kolorowe. Na serio. Jak nic mają co najmniej trzy kolory. Brązowy, zielony i żółty- powiedział. –Ale nie o to mi chodzi- odparł. Uniosłam brew chcąc by przeszedł do sedna. –Patrzysz na ludzi tak dziwnie, tak inaczej. Nie wiadomo czy masz ochotę urwać komuś głowę czy go przytulić. Jesteś chodzącym znakiem zapytania. Nikt nie wie o czym myślisz, a niejeden chciałby wiedzieć co chodzi po tej twojej pokręconej główce- Jessy popukał mnie w czoło uśmiechając się. Mimo, że powiedział o co mu chodziło, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że nie powiedział wszystkiego. Dziwne, wiem, ale prawdziwe.

_______________________________________________________

Kolejny. Przepraszam Was najmocniej za to, że wcześniej nie dodała, ale po prostu nie miałam czasu lub siły. To szukanie gifów pasujących do danej sytuacji i dodawanie rozdziałów na pozostałych dwóch blogach jest męczące. Eh... dobra.
Pytania od Jewelki:
1. Ile masz lat?
Jeszcze 14, ale w czerwcu 15.
2. Twój ulubiony artysta z One Direction?
To tak jakbyś kazała matce wskazać dziecko, które najbardziej kocha. Pewnie w patologicznej rodzinie matka wskazałaby jedno, ale ja nie jestem patologiczna... eee, w każdym bądź razie nie potrafię wybrać.
3. Twój ulubiony kolor?
Zielony.
4. Pies vs. kot?
Pies.
5. Słodycze czy zdrowe jedzenie?
Słodycze plus jabłuszka plus marchewki plus..., a z resztą, oba.
6. Ulubiona piosenka?
Nie posiadam.
7. Twoje hobby?
Pisanie.
8. Ulubiona lub szczęśliwa liczba?
7 i 4.
9. Twoje motto brzmi?
Rób to co kochasz i nie przejmuj się tym co mówią inni. 
10. Ulubiony autor książek?
Nie posiadam.
11. Co wolisz bardziej robić, aktywnie spędzać czas, czy leniuchować?
Czasem wolę poleżeć na kanapie słuchając muzyki, a czasem wolę pospacerować lub pojeździć na rowerze. (Rolki nie wchodzą w grę. Nie potrafię na nich jeździć, nawet stać)
To tyle.
Polecam się na przyszłość




wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 11


**Rozdział 11**

Rano obudziłam się z uśmiechem na ustach, co w moim przypadku było dziwne. Przeciągając się usiadłam na łóżku. Kiedy tylko odsłoniłam okna i wpuściłam trochę światła do pokoju, wzięłam ciuchy z garderoby i poszłam do łazienki. Kiedy spojrzałam w lustro wytrzeszczyłam oczy. Moje włosy wyglądały normalnie, nie jak po trzeciej wojnie światowej, twarz również wyglądała jak zwykle, nie jakby wybuchnęła na niej bomba jądrowa. Wyglądałam… normalnie, co o tej porze dnia jest dziwne. Wzdrygnęłam ramionami i nie zastanawiając się dłużej nad moim wyglądem, zajęłam się porannymi obrzędami.

***

-Trzeba odebrać nasze smokingi i kieckę Charlie. Gaspachio coś zamówił. Kto po nie pojedzie?- zapytał Liam przeskakując po kanałach. Odpowiedziała mu głucha cisza. –Dobra- westchnął i wstał z kanapy. –Horan i Malik, jedziecie ze mną- odparł patrząc znacząco na dwójkę debili, którzy starali się schować za miską żelek. Widząc, że Liam nie odpuszcza, westchnęli ciężko i powlekli się smętnie za Paynem.
-Mamy wolną chatę- stwierdził Lou rozsiadając się wygodnie na kanapie obok mnie.
-Co robimy?- zapytałam ze znudzeniem sięgając po garść żelek i patrząc na nieruszającego się od dziesięciu minut leniwca. On w ogóle żył? Trudno określić.
-No nie wiem…- Harry urwał i spojrzał na mnie poruszając flirciarsko brwiami.
-Wal się Styles. Nie będę bawić się w żadne twoje zboczone gierki- mruknęłam nie zaszczycając go spojrzeniem.
-Nawet nie dokończyłem. Nie musisz być od razu taka niemiła- fuknął strzelając tak zwanego „focha”.  Wywróciłam oczami przeżuwając żelki.
-Pogramy w coś?- zaoponował Lou. Spojrzałam na niego unosząc brew. –W nic zboczonego oczywiście- dodał łapiąc o co mi chodzi. Patrzyłam na niego przez chwilę zastanawiając się co Harry może mi zrobić gdybym się zgodziła. –W salonie gier jest dużo fajnych rzeczy…- Lou starał się mnie przekonać. –I gier, i w ogóle- zerkał na mnie co chwila z nadzieją.
-No dobra, niech będzie- westchnęłam wstając z kanapy. Boo Bear wydał z siebie radosny okrzyk (coś jak siedmiolatka, która dostała wymarzoną lalkę) i podszedł do mnie uśmiechając się szeroko. Westchnęłam i czekałam cierpliwie aż wielmożny pan Harold wstanie w końcu łaskawie z kanapy i pójdzie z nami. –Styles, rusz dupę- mruknęłam krzyżując ręce pod biustem.
-Nie- mruknął odwracając się do mnie dupą. –Nie rozmawiam z tobą- dodał. Wywróciłam oczami.
-Właśnie to robisz geniuszu- zauważyłam.
-Wcale nie- zaprzeczył. Pacnęłam się w czoło. –Nie ruszę się stąd dopóki mnie nie przeprosisz- fuknął.
-O Jezu- mruknęłam pod nosem. –Harry- zagadnęłam go siadając obok. Chłopak nie zareagował. Westchnęłam. –Najseksowniejszy człowieku jaki chodzi po ziemi, mógłbyś poświęcić mi chwilę?- mruknęłam recytując dobrze znaną mi regułkę. Harry dosyć często się obrażał. Obrażał na mnie. Dlatego opracowałam regułkę, dzięki której już się nie „fochał”.
-Czego chcesz?- zapytał odwracając się do mnie. Rzecz jasna nie mógł powstrzymać głupiego uśmiechu wywołanego przez moje wcześniejsze słowa.
-Mógłbyś wybaczyć mi moją wrodzoną wredotę, talent do doprowadzania innych do szału, bezczelność i inne takie?- mruknęłam zastanawiając się za jakie grzechy to robię. Styles patrzył na mnie przez chwilę chcąc bym mówiła dalej. Najchętniej zgoliłabym te jego loki i wsadziła mu do gardła żeby mi już więcej dupy nie zawracał. Mruknęłam coś pod nosem i kontynuowałam. –Wspominałam już, że jesteś najprzystojniejszym, najzdolniejszym, najgorętszym, najbardziej pożądanym przez fanki, i inne takie, członkiem zespołu?- zapytałam wyobrażając sobie jak łapię go za te jego loki i wale jego głową o stół.
-Miło mi to słyszeć- odparł Styles susząc zęby. –Foch anulowany- dodał, wstał z kanapy i podszedł do Tomma, który chrupał marchewkę przyglądając się mi z współczuciem. –Idziemy?- zapytał uśmiechając się szeroko przez co w jego policzkach powstały urocze dołeczki. Mruknęłam coś pod nosem i powlokłam się na górę za chłopakami.

***

-Ha, trafiłem!- krzyknął uradowany Hazza i uniósł ręce w zwycięskim geście. Wywróciłam oczami i wzięłam od niego piłkę, po czym rzuciłam do kosza. Piłka oczywiście bez żadnych problemów wpadła do niego przyprawiając Stylesa o zdziwienie. –Ale jak ty to…?- wybąkał. 
-Tajemnica- mrugnęłam do niego i znudzona usiadła przy pacmanie. Naciskałam przyciski udając zainteresowanie tylko po to, by Harry się w końcu ode mnie odwalił. Chłopaczek nie potrafił zrozumieć, że dziewczyna potrafi lepiej rzucać do kosza, grać w kręgle i na automatach.
-W pacmanie mnie na pewno nie pobijesz!- odparł loczek podchodząc do mnie z zawziętą miną. Jęknęłam i spojrzałam na Tomma błagając o pomoc. On jednak był zajęty. Bawił się skakanką. Jeśli zabawą można nazwać próby wyplątania się z niej.
-Masz rację, na pewno cię nie pobiję- odparłam błagając w duchu by odpuścił. Widząc, że lokers już otwiera usta by wyzwać mnie na pojedynek, uśmiechnęłam się przepraszająco. –Musze do łazienki- wskazałam na drzwi i czym prędzej wybiegłam z salonu. Co za człowiek w ogóle. Już miałam zwiać do mojego pokoju, gdy drewniana tabliczka z napisem „biblioteka” na pobliskich drzwiach przykuła moją uwagę. Jedyne miejsce, w którym będę miała święty spokój i, w którym chłopacy na pewno nie będą mnie szukać. Uśmiechnęłam się pod nosem ciesząc się z mojego geniuszu i weszłam do środka. Rozejrzałam się dookoła i uniosłam brwi ze zdziwienia. Wszystkie cztery ściany to ogromne, brązowe, drewniane półki sięgające od podłogi po sam sufit. Zielona wykładzina imitowała trawę, sufit był szklany przez co doskonale widziałam prawie bezchmurne niebo. Po środku pokoju stała brązowa ławeczka sprawiająca wrażenie wygodnej. Uśmiechnęłam się pod nosem i przeszukałam wzrokiem misterne półki poszukując jakiejś ciekawej książki. Kiedy znalazłam odpowiedni dział, wspięłam się na ogromną drabinę na kółkach i wyciągnęłam pierwszą książkę, która rzuciła mi się w oczy. Otwarłam ją i przekartkowałam kilka storn. Kiedy stwierdziłam, że może być ciekawa, chciałam już schodzić, ale moją uwagę przykuła inna książka. Była gruba, ze skórzaną okładką i wyglądała na starą. Odłożyłam pierwszą książkę i zaintrygowana chwyciłam starą księgę. Cała była pokryta kurzem. Wzięłam duży wdech i zdmuchnęłam większość kurzu z okładki. Kaszląc przyjrzałam się jej dokładniej. Na okładce była biała róża. Zafascynowana księgą usiadłam na ławce jeżdżąc delikatnie palcami po zdobieniach okładki. Kiedy napatrzyłam się na okładkę, otwarłam książkę na pierwszej stronie.
Piękna i Besita
Virginia Anabelle Blanka Seth
Uniosłam brwi widząc czyjeś pismo. Virginia Anabelle Blanka Seth… coś mi to mówi. Przerzuciłam te myśli na dalszy plan i przerzuciłam na ostatnią stronę szukając czegoś ciekawego.
„Podziękowania:
Chciałabym z całego serca podziękować Ci Jamesie. Za pomoc przy pisaniu i podrzucanie wspaniałych pomysłów. Dziękuję Ci również za to, że wytrzymałeś moje ciągłe marudzenie i zawsze mnie wspierałeś. Nie mogę też zapomnieć o mojej malutkiej córeczce Charlie. To Ty zainspirowałaś mnie do napisania tej opowieści. I to właśnie Tobie dedykuję tę książkę. Dzisiaj kończysz pierwsze urodziny. Wszystkiego najlepszego kochanie!”
Nie mogłam ukryć zdumienia. To książka mamy. Nigdy jej nie wydała, napisała ją specjalnie dla mnie. Pamiętam jak zawsze przed snem mi ją czytała. Nazwisko rodowe mamy to Seth, dlatego od razu nie skojarzyłam. Tylko skąd w domu chłopaków wzięła się ta książka? Nie mam pojęcia. A nie zaraz, wiem. Paul dostał ją od mamy. Pewnie dał ją chłopakom albo coś. Siedziałam zdumiona na ławce wpatrując się w niebo przez szklany sufit. Dopiero po chwili z zamyślenia wyrwały mnie kroki na korytarzu. Po chwili drzwi się otwarły.
-O Charlie, tu jesteś- Liam uśmiechnął się na mój widok. Wstałam z ławki biorąc książki. –Musimy się uszykować na bal, Gaspachio przyjechał- odparł. –Tak w ogóle to co tu robisz? Chłopacy cię wszędzie szukali. Myśleliśmy, że przepadłaś- powiedział.
-Nudziłam się, więc postanowiłam zajrzeć. Znalazłam jakąś ciekawą książkę i straciłam poczucie czasu- uśmiechnęłam się widząc jego badawcze spojrzenie. Daddy przez chwilę nie odzywał się mierząc mnie spojrzeniem.
-Mniejsza- machnął ręką. –Odnieś te książki i chodź na dół. Wszyscy na ciebie czekają- odparł. Odetchnęłam widząc jak zamyka za sobą drzwi. Poprawiłam książki w ręce i zaniosłam je do swojego pokoju, poczym zbiegłam na dół gdzie czekał na mnie tłum ludzi i Gaspachio.
-Jesteś kotku! Czekaliśmy na ciebie!- Gaspachio na powitanie cmoknął mnie kilkakrotnie w oba policzki. –Dziewczyny, zajmijcie się nią. Ma wyglądać olśniewająco!- gej klasnął w dłonie i sam zajął się fryzurą Zayna. No tak. Szanowny pan Malik nie powierzy swoich włosów byle komu.
-A do czego służy to?- zapytał Tommo psikając lakierem do włosów prosto w twarz Nialla.
-Stary, to lakier do włosów- odparł Horan kaszląc.
-No tak- pacnął się w czoło. –Wybacz- dodał uśmiechając się przepraszająco. Jedna z fryzjerek zaczęła rozkładać swoje narzędzia każąc mi usiąść obok.
-Nie, nie, nie- Gaspachio pokiwał palcem wskazującym. –Charlie idzie do góry. Zamknijcie się w łazience i nikogo nie wpuszczajcie. Niech to będzie dla wszystkich niespodzianka- mrugnął do mnie i po chwili wrócił do włosów Zayna. Wzdrygnęłam ramionami i razem z kilkoma pomocniczkami Gaspachia udałam się do mojego pokoju.

***

-Gotowe, jesteś wolna- oznajmiła jedna z fryzjerek. Uśmiechnęłam się do niej i weszłam do garderoby by przejrzeć się w lustrze. Uniosłam brwi zdziwiona widząc swoje odbicie. Moje długie, kręcone włosy były rozpuszczone (Gaspachio chyba się takie spodobały), makijaż miałam delikatny, ale oczy miałam podkreślone kredką i eyelinerem. Ubrana byłam w kremową sukienkę z czarnym pasem, do tego różne bransoletki i pierścionki w moim stylu i czarna, przezroczysta rękawiczka na prawą rękę. Na nogach miałam moje ukochane, czarne buty z ćwiekami. Uśmiechnęłam się szeroko i zeszłam na dół, gdzie zastałam istny chaos. Wszystkie stażystki rumieniąc się wyszły z domu, a Gaspachio poganiał je ze śmiechem zerkając na Hazze. Lou biegał ubrany jedynie w koszule i slipki z suszarką w ręce grożąc, że popsuje fryzurę Malika. Ten natomiast, ubrany był tylko w spodnie i dosyć szybko uciekał przed Tommem. Niall, jak to Niall, siedział w samych slipach na kanapie i pochłaniał żelki. Liam siedział całkowicie ubrany na fotelu i z ogromnym zainteresowaniem czytał gazetę. Z kolei Hazza stał po środku pokoju zupełnie nagi, z wyjątkiem czarnych skarpetek, szczerząc się do ekranu telefonu. Automatycznie zakryłam sobie znudzona oczy. Byłam już przyzwyczajona do takich sytuacji. Styles rozbierał się co najmniej raz dziennie i paradował po domu święcąc golizną. Chociaż jedno trzeba przyznać, ciało miał całkiem niezłe. Oczywiście od pasa w górę. Niżej wolałabym nie patrzeć.
-Styles błagam, ubierz się- jęknęłam zwracając przy tym uwagę wszystkich zebranych.
-O hej Charlie- wyszczerzył się podnosząc na mnie wzrok. –Ładnie wyglądasz- dodał.
-Dzięki- mruknęłam. –Ty też, ale lepiej w ubraniach- odparłam dając nacisk na ostatnie słowo.
-Skąd wiesz? Nawet na mnie nie patrzysz- zauważył poruszając flirciarsko brwiami. Jęknęłam i odkryłam sobie oczy wbijając wzrok w jego zielone ślepia.
-Ubierz. Się- wycedziłam przez zęby.
-No dobra- wzdrygnął ramionami i podreptał na górę rażąc mnie widokiem swojego gołego tyłka. Wywróciłam oczami i spojrzałam na Horana. 
-Ty też się ubierz. Już!- wskazałam na schody, a Niall zrzędząc pod nosem poszedł w ślady lokersa. Odprowadziłam go wzrokiem poczym przeniosłam wkurzone spojrzenie na Lou i Zayna. Ci widząc moją minę zatrzymali się gwałtownie i wbiegli na górę. –Co za ludzie- mruknęłam któryś raz z kolei i usiadłam na kanapie wzdychając.
-Ślicznie wyglądasz- odparł Payne zerkając na mnie co chwila i uśmiechając się pod nosem.
-Dzięki- mruknęłam. –Znowu- dodałam po chwili. –Wiesz co? Brakuje mi kobiecej krytyki- stwierdziłam, a Liam spojrzał na mnie unosząc brwi. –No wiesz, to ciągłe paplanie o tym jak ta kiecka mnie poszerza, że wyglądam w niej jak worek ziemniaków, że mam brzydkie buty i takie tam- machnęłam ręką. –Wy tylko ciągle mnie chwalicie. Mam dość wysłuchiwania tego ciągłego „Charlie, jak ty pięknie wyglądasz!”- westchnęłam.
-Kiedy to prawda- powiedział blondyn marszcząc brwi.
-Jestem dziewczyną. To u nas normalne. Jesteśmy dziwne i tyle- wzdrygnęłam ramionami sięgając po żelka.
-Zauważyłem- mruknął wracając do czytania lektury. Mojej uwadze nie umknęło, że nasz kochany Liam, miał dosyć dziwną minę. To może oznaczać tylko jedno. Mam się bać.

_________________________________________________________

Wybaczcie, że tak długo nie dodawałam, ale nie miałam dostępu do kompa no i wiecie, Dzień Babci.
Ile przytyłyście na "małej" kawusi u dziadków? :3
No cóż, ja się chyba zbieram.
Przed chwilą z siostrą rozebrałam choinkę i jakimś cudem ułamałam sobie pół paznokcia. Miodzio nie?
To tyle
Polecam się na przyszłość


                          


czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział 10


**Rozdział 10**

-Charlie wstawaj! Dzisiaj nagrywamy teledysk!- Liam zapukał w drzwi i po chwili poszedł dalej. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i zakryłam twarz poduszką.

***

-Charlie wstawaj!- Lou wskoczył na moje łóżko wydając z siebie dziwne onomatopeje.
-Louis debilu złaź ze mnie!- fuknęłam patrząc na niego gniewnie.
-A wstaniesz?- zapytał unosząc brew.
-Nie- mruknęłam.
-To nie- wzdrygnął ramionami i zaczął skakać po moim łóżku. Jęknęłam i zakryłam twarz poduszką.

***

-Nagrywamy teledysk, nagrywamy teledysk, nagrywamy teledysk!- Lou dosłownie skakał po siedzeniach vana ciesząc się jak małe dziecko. Dziewczyny musiały już jechać, więc byłam skazana na tych popaprańców. Nie miałam gorączki i czułam się o wiele lepiej, więc chłopcy postanowili mnie zabrać ze sobą. Z jednej strony się cieszyłam, ale z drugiej- nie bardzo. –Nagrywamy teledysk!- Tommo krzyknął mi do ucha.
-Louis czy mógłbyś...- urwałam czując, że zaraz kichnę. –Mógłbyś…- znowu to głupie uczucie. –Się zamknąć?- dokończyłam i kichnęłam. –No super- mruknęłam pod nosem.
-Jasne mógłbym- szatyn wzruszyła ramionami. –Ale nie chcę- uśmiechnął się szeroko i wrócił do wcześniejszego zajęcia. Wywróciłam oczami i spojrzałam za okno. 
-Nagrywamy teledysk, nagrywamy teledysk, nagrywamy teledysk, nagrywamy teledysk!- teraz krzyczeli wszyscy.
-Będziemy się świetnie bawić!- krzyknął Liam.
-Będziemy jeść!- zawtórował mu Niall.
-I spotkamy tam super laski!- dokończył Harry z szerokim uśmiechem na ustach.
-Super laski, które za nami szaleją- dokończył Zayn puszczając oczko lokesrowi. Westchnęłam zastanawiając się jak do tego czasu z nimi wytrzymywałam. Oni zachowują się jak jakieś narwańce, dziecinne narwańce. Jednak z drugiej strony, są naprawdę wspaniałymi przyjaciółmi. Świrniętymi przyjaciółmi. Przyjaciółmi, którzy biegają za tobą po domu z gaśnicą w ręce.
-Jesteśmy- odparł Niall parkując przed budynkiem, który pierwszy raz w życiu widziałam. –Gotowi na kręcenie teledysku?!- zapytał odwracając się do nas z szerokim uśmiechem.
-Tak!- wrzasnęli wszyscy, a ja westchnęłam czując jak głowa zaczyna mi pulsować. Kiedy tylko wysiedliśmy z auta, dopadł nas Paul, Gaspachio i co najmniej tuzin jego stażystek.
-No na reszcie- mruknął Paul machając ręką byśmy poszli za nim. –Nie chcemy żeby ten teledysk był ustawiony i tak dalej. Chcemy w nim pokazać jacy naprawdę jesteście. Dlatego bądźcie sobą i improwizujcie. Tylko bez przesady- odparł, a my skinęliśmy głowami starając się dorównać mu kroku. -Gaspachio i jego ekipa teraz się wami zajmie, idźcie już- machnął na nas ręką i zadzwonił do kogoś. Gaspachio klasnął w ręce i zaprowadził nas do garderoby, w której miał się nami zając. Chłopakami zajął się na początku, a ja w tym czasie siedziałam na kanapie i przeglądałam gazety co jakiś czas zerkając na nich.

***

Kiedy czytałam artykuł o dwunastolatce, która zaszła w ciążę, usłyszałam nad sobą odchrząkanie. Z pytającą miną podniosłam wzrok na stojąca przede mną piątkę wyfryzowanych i wyszykowanych chłoptasiów.
-I jak?- zapytał Lou wskazując na siebie. 
-Jest wystarczająco sexy?- Zayn poruszał zabawnie brwiami. Uniosłam brew zastanawiając się chwilę.
-Wydaje mi się, że tak- odparłam. –Chociaż mogłoby być lepiej- dodałam patrząc na ich zdziwione miny. –Żartowałam- wywróciłam oczami uśmiechając się. Chłopacy odetchnęli z ulgą.
-Teraz ty kotku- Gaspachio przywołał mnie ruchem ręki. Przełknęłam ślinę błagając w duchu bym nie musiałam zakładać jakiejś kiecki. –Dzisiaj zaczniemy od ciuchów- odparł uśmiechając się. Potem przeniósł wzrok na chłopaków. –Na co jeszcze czekacie? Wyjdźcie stąd! Potrzebuję spokoju, a w waszym słowniku takie słowo nie występuje- odparł wypychając całą piątkę z namiotu. –Do roboty!- klasnął w ręce i każdy zaczął biegać po namiocie szukając różnych rzeczy. –Ubierz to. Mam nadzieję, że ci się spodoba- uśmiechnął się wręczając mi moje ciuchy w pokrowcu. -Jak na razie to twój pierwszy strój, ale potem i tak będziesz musiała się przebrać- odparł.  Kiwnęłam głową i poszłam do przebieralni. Kiedy tylko odpięłam zamek pokrowca uśmiechnęłam się szeroko. –To twoje buty- odparł Gaspachio wpychając pod zasłonką parę brązowych butów. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i wzięłam do roboty.

***

-Wyglądasz cudownie!- Gaspachio przyłożył ręce do serca uśmiechając się szeroko.
-Mogę się w końcu zobaczyć?- zapytałam unosząc brew.
-Tak, tak oczywiście- kiwnął głową i obrócił krzesło, na którym siedziałam w stronę lustra. Ubrana byłam w białą, luźną koszulkę z rękawami trzy czwarte, jeansowy bezrękawnik z ćwiekami, czarne spodnie i brązowe buciory, takie jakie zawsze lubiłam nosić. Moje długie włosy były rozpuszczone i odpadały mi swobodnie na ramiona. Makijaż natomiast był delikatny, ale z akcentem.
-Gaspachio, jesteś genialny!- pisnęłam i rzuciłam się mu na szyję.
-Za to mi płacą- zaśmiał się. –A teraz leć, wszyscy na ciebie czekają- powiedział, a ja z szerokim uśmiechem skinęłam głową i wyszłam z garderoby szukając wzrokiem piątki chłopaków, z którymi mieszkałam.
-Charlie, jesteś!- wystraszyłam się odrobinę słysząc czyjś głos. Odwróciłam się i uniosłam brwi widząc młodego faceta, który nie wydawał się być dużo starszy od chłopaków. Miał brązowe, kręcone włosy, lekki zarost, duże, zielone oczy i okulary na nosie przez, które wyglądał na poważnego. –Jestem reżyserem. Nazywam się Klark Stones- przedstawił się. Kiwnęłam głową uśmiechając się. –Chłopacy już na ciebie czekają, tam- wskazał na drugi koniec studia. Jeszcze raz kiwnęłam głową i popędziłam w wyznaczonym kierunki zdumiona ilością spotkanych po drodze ludzi. Ile osób potrzeba do nakręcenia teledysku? Nie mam pojęcia, ale nie spodziewałam się, że aż tyle.
-Ey, znalazłem linę!- Lou krzyknął do reszty chłopaków trzymając w ręce grubą linę.
-Można by się na niej pobujać- odparł Liam. Lou uśmiechnął się podejrzanie i patrzył to chłopaków, to na linę.
-Jestem!- wysapałam podbiegając do nich. Wszyscy automatycznie spojrzeli na mnie.
-Wyglądasz cudownie- Niall uśmiechnął się szeroko.
-Dzięki- wypięłam dumnie pierś.
-Dobra, dobra. Chodźcie na plan. Tam zaczniemy- powiedział Harry i wszyscy udaliśmy się w wyznaczonym kierunku.
-Ilu tu jest ludzi?- zapytałam idąc obok Zayna.
-Nie mam pojęcia, ale dużo- wzruszył ramionami. Wywróciłam oczami i zajęłam swoje miejsce.
-Najpierw zrobimy małą próbę żeby się przekonać czy wszystko pójdzie okay- odparł Klark z megafonem przy ustach.

-Łap- Tommo rzucił mi lizaka, gdy zajmowałam tylne siedzenie w czerwonym samochodzie. Złapałam go i spojrzałam zdziwiona na chłopaka. –Smacznego- Lou puścił mi oczko. Wzdrygnęłam ramionami i zajęłam się odpakowywaniem lizaka w tym samym czasie, gdy z ogromnych głośników puszczono muzykę i zaczęto nagrywać. Zayn zaczął swoją kwestię, a ja nadal męczyłam się z lizakiem. Podczas refrenu śpiewałam całą swoją uwagę skupiając na przedmiocie. Kiedy Niall śpiewał swoją kwestię w drugiej zwrotce, a ja opierałam się o kraty, udało mi się w końcu otworzyć lizaka i triumfalnym ruchem uniosłam go w górę w tym samym momencie, w którym Niall rzucił się na mnie i wyrwał mi go z ręki. Przez chwilę stałam osłupiała patrząc jak Lou zwija się ze śmiechu i jak Niall wymachuje lizakiem na wszystkie strony. Ten idiota Tomlinson podrzucił mi lizaka Horana! Męczyłam się nad odpakowaniem go dłuższy czas, więc teraz go nie oddam. Zmarszczyłam brwi i zaczęłam gonić blondaska kiedy on śmiejąc się głośno uciekał przede mną. Kiedy reszta tańczyła (jeśli można nazwać to tańczeniem) przy kratach, my goniliśmy się wokół nich krzycząc i śmiejąc się. Niall nie wiadomo jak znalazł się na górze i machał do mnie szczerząc się. Zaśmiałam się widząc jego minę i wspięłam się na metalową rurkę chcąc odzyskać lizaka. Chciałam zaskoczyć Horanka, więc wspinałam coraz wyżej i wyżej i najciszej jak tylko mogłam aż w końcu, gdy byłam gotowa wskoczyć niespodziewanie na górę, spojrzałam w dół i dostałam lekkiego zgonu. Jeśli tak to można nazwać. Rękoma ściskałam z całych sił rurkę, a nogi dyndały w dół.
-Chłopaki!- krzyknęłam, ale muzyka była zbyt głośna. –Chłopaki!- krzyknęłam głośniej. Znowu nic. –Debile!- wrzasnęłam, a wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. –Ściągniecie mnie stąd?- zapytałam. –Trochę tu niewygodnie- dodałam uśmiechając się błagalnie. –I wysoko- dodałam pod nosem. Nagle przed oczami zobaczyłam jakąś linkę.  Uniosłam brwi i pociągnęłam za nią jedną ręką. Wrzasnęłam kiedy ujrzałam twarz potwornego klowna zatrzymującą się tuż przede mną. –Ściągnijcie mnie stąd! Tu jest klown!- wrzasnęłam wymachując nogami.
-Nie ruszaj się stamtąd, zaraz wrócimy!- odparł Zayn.
-Jakbyś nie zauważył ja nie mogę się ruszać geniuszu!- fuknęłam. Chłopaki nie zwracając uwagi na moje krzyki i wrzaski zniknęli mi z oczu. Po chwili wrócili trzymając materac w rękach i ustawiając się w odpowiednim miejscu.
-Skacz, złapiemy cię!- zapewnił Liam. Przez chwilę wahałam się patrząc na nich z markotną miną, ale kiedy tylko spojrzałam na maskę klowna nabrałam pewności co do wyboru.
-Na trzy!- polecił Harry. –Raz, dwa…- odliczał, a ja czułam jak wnętrzności związują mi się w ciasny węzeł. –Trzy!- krzyknął, a ja zamykając oczy puściłam rurkę i wylądowała miękko na ziemi. Lub raczej na chłopakach. Ci idioci źle się ustawili i spadłam na Zayna, Nialla i Harrego.
-Ała- jęknęliśmy wspólnie.
-Mówiłem żeby ustawić się bardziej na lewo!- Lou skrzyżował ręce na piersi.
-Tak, tak, wiemy- mruknął Zayn wywracając oczami.

***

Pod koniec dnia teledysk był gotowy, a my wyczerpani.
-Dobra robota- pochwalił Paul popijając kawę.
-Mhm- mruknęłam opadając bezsilnie na kanapę, na której leżeli chłopacy.
-Jutro organizujemy bal, na którym po raz pierwszy oficjalnie puścimy wasz nowy kawałek- oznajmił Paul bawiąc się telefonem.
-Bomba- mruknął wyczerpany Liam.
-Tylko macie mi się tam zachowywać- Paul pogroził nam palcem.
-A kiedy ten cały bal się zaczyna?- zapytał Harry.
-O 18 w najbardziej prestiżowej restauracji w całym Londynie- odparł.
-W Nando’s?- Niall zapytał z nadzieją.
-Nie- Paul uśmiechnął się do niego. –Liam powinieneś wiedzieć gdzie. Jadłeś tam ostatnio kolację z Danielle- mężczyzna spojrzał na blondyna, a ten po chwili skinął głową.
-Skoro to jest bal, to jak mamy się ubrać?- zapytał Lou chrupiąc marchewkę.
-Elegancko- odparł Paul. –No wiecie, smokingi i te sprawy- machnął ręką, a ja jęknęłam na samą myśl, że znowu będę musiała założyć sukienkę. –Wybaczcie, musze już iść. Do jutra!- pożegnał się i zostawił nas obolałych, wyczerpanych i jęczących samych sobie.
-To co teraz robimy?- zapytał Liam po chwili milczenia.
-Jemy?!- odparł Niall patrząc na niego z nadzieją.
-W sumie, to zjadłbym coś- stwierdził Harry z zamyślona miną.
-No, ja też- przyznał Zayn łapiąc się za brzuch.
-No to jemy!- krzyknął Niall i dostał nagłego zastrzyku energii, bo wstał i popędził do samochodu podskakując i wydając okrzyki radości. 
-Wiecznie głodny- mruknęłam wstając i otrzepując ubrania.
-Wiecznie nie głodna- Harry pokazał mi język, a ja wywróciłam oczami. Tsaaa, miał trochę racji. Przeważnie nigdy nie jestem głodna. Nawet jeśli nic nie zjem. Dziwne, ale prawdziwe.
-Kierunek Nando’s!- odparł Lou i wszyscy powlekliśmy się do samochodu. 

***

-Jeszcze nie widziałam takiej ilości jedzenia na raz- szepnęłam do Lou patrząc jak wesoły Niall pochłania niemożliwe ilości jedzenia nucąc coś pod nosem. Siedzieliśmy w Nando’s zajmując się swoją kolacją. Nie byłam zbytnio głodna, więc opierając się na ręce jeździłam widelcem po całej objętości talerza szukając w jedzeniu czegoś ciekawego. Sama nie wiem czego szukałam, ale kiedy to znajdę to się dowiem.
-Przyzwyczaj się- szatyn odparł ze śmiechem i spojrzał na mnie tymi swoimi szaro- niebieskimi oczyma.
-No co?- zapytałam unosząc brwi.
-Zakochałaś się- stwierdził niezbyt cicho przez co przyciągnął uwagę reszty chłopaków. Uniosłam brwi wyżej nie mając pojęcia o co mu chodzi. –Ułożyłaś jego imię z groszku- wskazał na mój talerz, a ja oszołomiona wbiłam w niego wzrok. Na moim talerzu widniało jedno wielkie Jessy. Do tego czasu nie miałam świadomości tego co robię. Uparcie wpatrywałam się w talerz czując gorąco na policzkach. Zaraz, wróć. Że niby ja się rumienię?! Coś tu jest nie tak.
-Uuuu ktoś tu wpadł po uszy- Liam zrobił głupią minę poruszając brwiami.
-Wcale nie- fuknęłam odpychając od siebie talerz.
-Jesteś pewna?- zapytał Zayn unosząc brew. Kiwnęłam głową.
-Tak, jestem- odparłam. Tak mi się przynajmniej wydaje.
-Będziesz to jadła?- Niall spojrzał na mnie pytająco.
-Bierz- westchnęłam. Blondasek uśmiechnął się szeroko i zajął się pochłanianiem zawartości mojego talerza. Gdzie on to wszystko mieści?
-Jasne- Lou spojrzał na mnie uśmiechając się pod nosem.
-Nie jestem w nikim zakochana, a szczególnie nie w Jessy’m!- warknęłam cedząc słowa przez zęby.
-Skoro tak uważasz…- Liam uniósł ręce w obronnym geście.
-Ale to i tak jest podejrzane- Harry wskazał na mnie widelcem. Jęknęłam i położyłam głowę na stole zastanawiając się za jakie grzechy muszę z nimi wytrzymywać. Przecież zawsze starałam się być miła i grzeczna. No, pomijając te wszystkie sytuacje kiedy pyskowałam, byłam wredna i tak dalej. Swoją drogą tych „sytuacji” było całkiem sporo… Wracając. Dlaczego nie mogłam trafić na jakiś normalnych ludzi? No właśnie, dlaczego. Teraz muszę wytrzymywać i powstrzymywać chęć uduszenia ich w miejscach publicznych. Chłopcy są naprawdę wspaniali i tak dalej, ale nieraz strasznie wkurzający. Chociaż nie, strasznie to za mało powiedziane. Ale jakby patrząc na to wszystko z boku, ja też nie jestem znowu taka cudowna. Jestem wredna, chamska, szczera do bólu i w ogóle zachowuje się jak jakaś wiedźma. Jak oni wytrzymują ze mną? Szacun.
-Jestem wredną krową?- zapytałam podnosząc głowę i wlepiając spojrzenie przed siebie.
-Oczywiście, że nie. Skąd w ogóle przyszło ci to do głowy?- Lou otoczył mnie ramieniem patrząc na mnie z zatroskana miną.
-No nie wiem… może stąd, że jestem wredną krową- wzdrygnęłam ramionami.
-Jesteś wredną krową- stwierdził Harry. Chłopacy spojrzeli na niego zdziwieni. –Ale tylko dla wrednych krów- dodał.
-Harry ma rację- odparł Liam. –Ale to dziwnie brzmi- dodał pod nosem na tyle głośno, by wszyscy usłyszeli.
-Ey! Ja tu wciąż jestem!- fuknął oburzony lokers.
-Jesteś naprawdę wspaniałą dziewczyną- Niall uśmiechnął się do mnie ciepło nie zwracając uwagi na krzyki Harrego.
-Do tego jesteś miła, przyjacielska, otwarta na innych, czasem leniwa, ale urocza- dodał Liam.
-Gdybyś była trochę starsza, brałbym się za ciebie- Zayn mrugnął do mnie, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ey!- Harry zrobił minę jakby dostał nagłego olśnienia. –Ja jestem starszy od ciebie o dwa lata, a to nie tak dużo- odparł poruszając flirciarsko brwiami. Liam zakrztusił się sokiem, a reszta spojrzała na Stylesa wielkimi oczyma. –Oczywiście jesteśmy przyjaciółmi- dodał kiwając głową. –Ale to niczego nie wyklucza- dokończył mrugając do mnie i uśmiechając się flirciarsko.
-Znam cię zbyt dobrze. Musiałabym być głupia żeby z tobą być-  stwierdziłam, a Hazz wytrzeszczył oczy. 
-Stary, ale ci pojechała- Zayn poklepał Harrego po ramieniu.
-Nie ty to inna. Jest od groma lasek, które na mnie lecą- fuknął Styles krzyżując ręce na piersi. Zaśmiałam się pod nosem. Albo oślepłam, albo pan Styles wyglądał na obrażonego i trochę jakby, no nie wiem, zawiedzonego? Coś w tym stylu.
-Teraz tak mówisz, ale w końcu nadejdzie ten czas kiedy się zakochasz. Zupełnie i bez pamięci. Nie obejrzysz się wtedy za żadną inną. Będziesz za nią szalał, a ona nie będzie na ciebie zwracać najmniejszej uwagi- odparłam patrząc w jego zielone oczy.
-Jak na razie nic takiego się nie zapowiada- stwierdził poprawiając fryzurę.
-Zobaczysz, jeszcze powtórzysz moje słowa- ostrzegłam mówiąc zupełnie poważnie.
-Spoko- mruknął wzdrygając ramionami. Uśmiechnęłam się pod nosem i ignorując pytające miny chłopaków, wyjrzałam przez okno patrząc jak zaczarowana na ludzi idących mokrymi ulicami Londynu. „Powtórzysz je, szybciej niż ci się wydaje…” zabrzmiało mi w głowie, gdy z uśmiechem na ustach patrzyłam jak za oknem otwiera się piękna, biała róża.

______________________________________________________________

No, to chyba od tego miejsca będę dodawać rzadziej. Zresztą jeszcze zobaczę, bo jutro od rana jadę na łyżwy i ten teges...
No, ty tyle.
Polecam się na przyszłość