niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 28

**Rozdział 28**


Gdy tylko przekroczyłam próg szkoły od razu dopadły mnie te dwa natręty.
-NIGDZIE NIE IDĘ!- krzyknęłam nim oni zdążyli otworzyć usta i nie zważając na ich pytania i ciągłe paplanie o tej imprezie, ruszyłam do klasy na cudowne czterdzieści pięć minut, które spędzę słuchając opowiadań pana Saltmen’a na temat różnych, nie ciekawych i potwornie nudnych rzeczy.

***

Spać, spać, spać, spać, błagam, dajcie mi spać. Chcę po prostu się położyć i zasnąć. Miałam dzisiaj zastępstwo i trzy wf-y pod rząd. Na wszystkich trzech biegaliśmy wokół ogromnego boiska. W kółko. Bez przerwy. Poza tym jestem potwornie zmęczona ciągłym paplaniem Jessy’ego i Dylan. No i jeszcze pan Saltmen, który wykończył mnie testem z… czegoś tam.
-Witaj słoneczko, kochane moje! Jak było dzisiaj w szkole cukiereczku?- zapytał Niall gdy tylko weszłam do domu.
-Co?- zapytałam patrząc na niego nieobecnym wzrokiem.
-Właśnie pytałem jak moja dziewczyna bawiła się w szkole- powtórzył spokojnie uśmiechając się promiennie. Zmarszczyłam brwi myśląc intensywnie. Myślałam, że jestem dziewczyną Harrego. Chyba, że coś przeoczyłam… Wiecie, a może jednak jestem z Niallem? Bo pamiętam, że kiedyś mówiliśmy coś w stylu „kocham cię”.
-To moja dziewczyna stary i to ja powinienem ją o to pytać- odparł Harry podchodząc do Nialla i klepiąc go po ramieniu. Czyli jednak jestem dziewczyną Harrego! No przecież, że tak! Wczoraj byliśmy przecież na randce i w ogóle. Ey, właśnie sobie coś uświadomiłam. Mam chłopaka!
-Mam dosyć, jestem padnięta. Chyba się położę- mruknęłam przykładając dłoń do czoła. –A tak w ogóle to cześć kochanie- bąknęłam podchodząc do Harrego i cmokając go przelotnie w policzek, co właściwie było pocałunkiem w kącik ust bo źle wycelowałam. Oj tam. Harry zesztywniał i spojrzał na mnie zszokowany, a ja z przymkniętymi oczami wdrapałam się na schody mrucząc coś pod nosem. Gdy tylko wpełzłam do pokoju, rzuciłam torbę gdzieś w kąt i opadłam sztywno na łóżko mażąc bym już nigdy nie musiała się podnosić. Wiecie co? Fajnie, że mam chłopaka. I jeszcze fajniej, że jest nim Harry. Na prawdę go lubię. No i Harry jest na serio potwornie przystojny. W ogóle jest taki utalentowany, uroczy, słodki, zabawny i… Momencik… JASNA DUPA! Podniosłam się gwałtownie z łóżka wytrzeszczając oczy. Co ja właśnie zrobiłam?! Charlie, ty idiotko! Pacnęłam się w czoło i wyszłam z pokoju. Chyba Harry nie powinien być zły. Ładnie przeproszę i zapomnimy o sprawie. Oczywiście. To takie proste! Zeszłam wolno na dół gdzie zastałam Harrego i Nialla w takiej samej pozycji w jakiej ich zostawiłam. –Yyyy- wybąkałam podchodząc niepewnie do Harrego. –Głupio wyszło, bo widzisz, wymęczyłam się strasznie w szkole i byłam taka śpiąca, że pomyślałam, że my, w sensie ty i ja, na serio jesteśmy razem, co jest totalną bzdurą, bo przecież my tylko udajemy. No i… tak jakoś wyszło- mruknęłam czekając na jego reakcję. Charlotte Anablelle Blanka Cole- idiotka wszechczasów. Hm… może walnę sobie taki napis nad łóżkiem? Albo od razu na czole. Wtedy ludzie pomyśleliby kilka razy zanim podeszliby do mnie. Wiecie co? To wcale nie jest głupi pomysł. Tylko czym to napisać? Markerem? Najlepiej wodoodpornym.
-Nic się nie stało. Tylko zdziwiłaś mnie trochę- odparł Harry uśmiechając się i drapiąc w tył głowy.
-Serio? Myślałam, że będziesz zły albo coś takiego- mruknęłam wzdrygając ramionami.  
-Zły? Za co? Za to, że taka Charlie Cole, na którą lecą faceci z całego świata pocałowała mnie nieumyślnie w usta?- prychnął unosząc brwi, a ja zdziwiłam się troszeczkę. No bo jaka dziewczyna nie zdziwiła by się troszeczkę słysząc takie słowa od samego Harrego Stylesa? Chyba nie ma takiej na świecie.
-Wcale nie lecą na mnie faceci z całego świata- mruknęłam krzyżując ręce pod biustem.
-Doprawdy? A ci z transparentami, którzy stoją pod domem? Albo ci, którzy gonili cię ostatnio po szkole? Lub ci, którzy wypisują do ciebie na twitterze? Albo…- wymieniał Niall stojąc przy oknie.
-Dobra. Wystarczy- mruknęłam i podeszłam do niego. –Serio znowu stoją pod domem?- jęknęłam wyglądając zza okno. Hm, wiecie co? Jednak wysyłanie do wszystkich followersów chłopaków naszego adresu było marną zemstą. Może dlatego, że wcześniej nie pomyślałam o tym, że JA TEŻ Z NIMI MIESZKAM. Muszę napisać sobie na czole, że jestem idiotką wszechczasów. Serio. I zrobię to, gdy tylko pójdę na górę. Po chwili do salonu wparował Zayn, który trzymał w ręce swojego I’phona szczerząc się jak debil. Aha, już wiem co jest grane. –Zayn, to kiedy idziesz na randkę z Willow?- zapytałam łapiąc się pod boki.
-Nie mam pojęcia o czym ty mówisz- odparł patrząc na mnie, a ja uniosłam brew. –Jutro. Ale co ja założę? Jak się uczeszę? Nie mogę przecież ubrać się tak normalnie?! Cholera jasna, w co ja się ubiorę?! Charlie, w co ja się ubiorę?!- jęknął, a ja wywróciłam oczami.
-A gdzie idziecie na tę randkę?- zapytałam biorąc na ręce Małą Charlie, która łasiła się do mojej nogi. Jak na razie nie znalazł się jej właściciel i kotek został z nami. Może dlatego, że Harry zamiast zdjęcia Małej Charlie na ulotkach, własnoręcznie wykonał jej rysunek, co wyglądało raczej jak żyrafa, a nie kot. Teraz na całym osiedlu wiszą plakaty zgłaszające, że znaleźliśmy żyrafę i prosimy właściciela o skontaktowanie się z nami. Ale mniejsza o to.
-No do knajpki z chińszczyzną, a potem na spacer- wybąkał, a ja wzniosłam oczy do nieba.
-Ubierz się normalnie, tak jak zwykle- odparłam głaszcząc Małą Charlie po łebku.
-Ale jak to?! Przecież to randka z Willow! Nie mogę ubrać się tak jak zwykle!- jęknął.
-Masz rację, to randka z Willow. Dlatego ubierzesz się tak jak zwykle- mruknęłam uderzając w rękę Harrego, który chciał zabrać mi kotkę. Ten złapał się za rękę i z urażoną miną poszedł do kuchni skąd dochodziły dość dziwne dźwięki. Pewnie Louis znowu gotuje.
-Ale Charlie!- jęknął Zayn.
-Żadnego ale!- fuknęłam, a Malik westchnął niezadowolony. Nie po to męczyłam się spikając tą dwójkę by teraz Zayn wszystko zepsuł ubierając się jak jakiś lowelas. Namęczyłam się trochę i nie pozwolę na to. Zwłaszcza by to zepsuć w tak głupi sposób na jaki mógłby się zdobyć tylko Zayn. Zaraz… Louis w kuchni?! Wytrzeszczyłam oczy i podając Małą Charlie Zaynowi, popędziłam do kuchni, gdzie zastałam Lou robiącego naleśniki. Wszystko byłoby okay, gdy Lou nie smażył ich nad palnikiem! –LOUIS!- pisnęłam i w mgnieniu oka wyciągnęłam gaśnicę i zgasiłam palącego się naleśnika.
-Ey no! Ja gotowałem!- fuknął oburzony Lou.
-No właśnie. A z tego co wiem ty masz zakaz gotowania- przypomniałam odgarniając włosy z czoła i starając się jakoś uspokoić bicie serca.
-Zakazy- srazy. Kogo one w ogóle obchodzą?- zapytał z dziwną miną wrzucając spalonego, pokrytego pianą z gaśnicy naleśnika do zmywarki.
-E, no nie wiem. Na przykład ludzi, którzy chcąc jeszcze pożyć?- mruknęłam odkładając gaśnice na miejsce i siadając obok gwiżdżącego pod nosem Harrego, który zadowolony przeglądał jakieś pisemko dla nastolatek.
-O! Artykuł o Charlie! A myślałem, że wyrzuciłem pieniądze w błoto- odparł zadowolony Styles uśmiechając się szeroko. Uniosłam brwi i spojrzałam na okładkę pisemka. Oprócz gigantycznego zdjęcia Harrlie i nazw artykułów nie znalazłam nic ciekawego. Przysunęłam się do Harrego i zerknęłam mu przez ramię wprost do gazety.
„Szesnastoletnia Charlie Cole, członkini zespołu One Direction, od pewnego czasu jest najgorętszym tematem w całej Anglii i nie tylko. Dlatego my też postanowiliśmy dowiedzieć się czegoś na jej temat….”
Potem była jakaś tabela z podstawowymi informacjami o mnie, takimi jak pełne imię, wiek, data urodzenia, miejsce urodzenia, rodzina, historia „sławy”, a potem były ciekawostki na mój temat. Zmarszczyłam brwi widząc co tam jest napisane. Ciekawe skąd wiedzieli, że nie jem jak normalny człowiek i panicznie boję się klownów. Okay, to dziwne i przerażające za razem. Ale bardziej dziwi mnie to skąd oni wzięli ostatnią ciekawostkę. „Charlie pokochała Harrego, gdy pierwszy raz go ujrzała”. Przecież to totalna bzdura! Tak samo jak reszta bzdur dotyczących naszego „związku”. Przecież, gdy pierwszy raz ujrzałam Stylesa pomyślałam… Eee, pomyślałam, że ma fajne włosy, ładny uśmiech, cudowne oczy i urocze dołeczki w policzkach. A on wziął  mnie za dziesięciolatkę. Gdzie oni widzą miłość od pierwszego wejrzenia?! Dobra, zaczynam się siebie bać. Na serio tak pomyślałam, gdy pierwszy raz zobaczyłam Harrego? Ale przecież zaraz potem spojrzałam na resztę i też stwierdziłam, że są przystojni.
-Zakochałaś się we mnie od pierwszego wejrzenia- zamruczał Harry szczerząc się głupio i poruszając flirciarsko brwiami. 
-Nie- mruknęłam wywracając oczami.
-Mów co chcesz, ja  i tak wiem lepiej- odparł szczerząc się, a ja jęknęłam i położyłam głowę na stole słuchając jak Liam krzyczy, że znalazł obcego w zmywarce co w rzeczywistości było naleśnikiem Lou.

***

-Wiecie co?- zapytałam, gdy siedzieliśmy w sali kinowej oglądając jakiś idiotyczny film, którego w ogóle nie rozumiałam. Był bardziej pokręcony niż „Incepcja” i „Matrix” razem wzięte.
-Hmmm?- zamruczał Harry w skupieniu pochłaniając popcorn.
-Właśnie się zastanawiałam, co ja tu robię. No bo w końcu wy jesteście dorośli, dziwni, zboczeni, dziecinni i potrzebujecie opiekunki na pełen etat bo biedny Liaś sam nie daje rady, a ja jestem niepełnoletnia, więc praktycznie to wy jesteście za mnie odpowiedzialni, a zazwyczaj jest tak, że to ja musze się zajmować wami. A wiecie co jest najdziwniejsze? Że Paul sam zaproponował bym się do was przeprowadziła…- mruknęłam marszcząc brwi.
-Tak, tak. To naprawdę bardzo interesujące Charlie- odparł Zayn nawet na mnie nie patrząc. Westchnęłam niezadowolona. Po co ja się produkowałam skoro nikt mnie nie słuchał?
-Jestem zmęczona. Idę do siebie- odparłam wstając, a odpowiedziała mi cisza. Pokręciłam głową i wyszłam na ciemny korytarz. Hm, gdy jestem tu tak sama jest jakby trochę ciemniej, mroczniej i straszniej. Wzdrygnęłam ramionami i ruszyłam do swojego pokoju. Westchnęłam opadając na swoje łóżko. Jeju. Co tu się w ogóle dzieje? Jednego dnia jestem zwyczajną dziewczyną, której nikt nie zna, a następnego jestem już gwiazdą muzyki i najgorętszym tematem plotek w całej Anglii i nie tylko! Nawet nie wiem jak i kiedy to się stało. Możliwe, że wtedy, gdy przekroczyłam próg gabinetu Paula i ujrzałam pięć par wpatrujących się we mnie oczu. Westchnęłam i przytuliłam mruczącą Małą Charlie. A co by było gdyby chłopcy się jednak nie zgodzili? Pewnie teraz siedziałabym w pokoju patrząc w sufit i marząc o niestworzonych rzeczach. A chłopacy? Chłopacy pewnie robiliby to co zawsze z tą różnicą, że mieliby kilka tysięcy fanów mniej. Nie znaczy to, że się wychwalam czy coś. Ja po prostu stwierdzam fakty. Bo tak jest na serio. Gdy dołączyłam do chłopaków zainteresowanie nimi gwałtownie wzrosło czego ja kompletnie nie rozumiem, bo nie stało się nic ciekawego oprócz tego, że przyjęli nowego członka. Mówiąc ściślej- mnie. Tyle, że ja na serio nie jestem jakąś tam super ciekawą osobą, która jest super fajna, mądra, utalentowana, ładna i tak dalej. Ja jestem… zwyczajna. Po prostu. No dobra, czasem potrafię być na serio wredna i często doprowadzam ludzi do szału, ale to i tak nie zmienia faktu, że to po prostu ja- zwyczajna Charlie Cole. Przymknęłam oczy wysłuchując równomiernego mruczenia kotka.

***

„Usłyszałam delikatny szelest i zmarszczyłam brwi. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i przytuliłam mocniej poduszkę. Po chwili ktoś mnie zawołał.
-Charlie, Charlie, obudź się
Otwarłam wolno powieki i usiadłam na łóżku przeciągając się leniwie. Po chwili spojrzałam pytająco na chłopaków, którzy stali przede mną nagrywając wszystko telefonem.
-Co jest?- mruknęłam marszcząc brwi. Oni tylko zachichotali. Podrapałam się po głowie, ale coś mi nie pasowało. Chwila… gdzie moje włosy? Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam w bok, na toaletkę z lustrem. Gdy ujrzałam swoje odbicie otwarłam szeroko usta. Ktoś zgolił moje włosy! Krzyknęłam na całe gardło, a chłopacy nadal wszystko nagrywali chichocząc…”
Obudziłam się nagle i wytrzeszczyłam oczy siadając gwałtownie na łóżku. Od razu spojrzałam w lustro i odetchnęłam widząc, że mam wszystkie włosy. Pokręciłam głową i spojrzałam przed siebie. Kolejny zawał. Złapałam się za serce wyrównując oddech.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć- odparł od razu chłopak.
-Co ty tu w ogóle robisz?!- zapytałam podnosząc na niego wzrok.
-Chciałem pogadać, ale zobaczyłem, że śpisz... Wyglądałaś tak słodko, że usiadłem i po prostu patrzyłem na ciebie- wybąkał drapiąc się w tył głowy. Uniosłam brwi patrząc na niego pytająco. On tylko uśmiechnął się nieznacznie.
-Masz lody?- zapytałam.
-Mam
-To siadaj- odparłam uśmiechając się i klepiąc miejsce obok siebie. Chłopak wyszczerzył zęby i podając mi łyżkę usiadł obok mnie i otwarł pudełko lodów. –Więc, o czym chciałeś pogadać?- zapytałam wkładając kolejną łyżkę lodów do ust. Chłopak jednak nie odpowiedział patrząc uparcie w pudełko lodów. –Harry- mruknęłam szturchając go.
-Co?... Aaaa, emmm, chciałem z tobą pogadać tak po prostu. Bez jakiegoś szczególnego powodu- odparł wzdrygając ramionami. -Lubię z tobą rozmawiać- dodał, a ja spojrzałam na niego nie mogąc ukryć uśmiechu.
-Ja też lubię z tobą rozmawiać- przyznałam nadal się uśmiechając, a Harry uśmiechnął się szeroko ukazując równe, białe zęby i dołeczki w policzkach. –Lubię też twoje dołeczki w policzkach- odparłam wtykając mu palec wskazujący do dołeczka.
-Twoje też są całkiem, całkiem- odparł i zrobił mi to samo co ja jemu. Przez chwilę po prostu siedzieliśmy w ciszy gapiąc się na siebie z bananami na twarzach i nadal trzymając palce w swoich policzkach. –Charlie 
-Hmmm?
-Twarz mi drętwieje- odparł Harry nie przestając się uśmiechać, a ja się zaśmiałam. Podczas, gdy ja leżałam na łóżku jedząc lody, Harry wstał i podszedł do mojego biurka. –O aparat!- pisnął uradowany. –Zróbmy sobie zdjęcia!- poprosił skacząc w miejscu, a ja pokręciłam głową. –Ale dlaczego? Nie chcesz zdjęć z dziubkiem?- zapytał robiąc dziubek z ust, unosząc brwi i robiąc sobie zdjęcie. Po chwili aparat wywołał zdjęcie a Harry pokazał mi je uśmiechając się. Obejrzałam zdjęcie i uniosłam brew, a Harry zrobił mi zdjęcie.
-Głupek- skwitowałam uśmiechając się, a Harry robił mi kolejne zdjęcia.

***

-Co to?- zapytałam unosząc zdjęcie i pokazując Harremu. Ten zmarszczył brwi i wziął je ode mnie.
-To chyba łokieć… albo stopa?- mruknął zamyślony. Uniosłam brwi i wróciłam do oglądania zdjęć, które zajmowały większość mojego łóżka. Harry robił zdjęcia jak oszalały. Serio. Połowa z jego zdjęć to podłoga, albo moje łokcie lub włosy. Za to moje zdjęcia były ciut lepsze. W każdym bądź razie ja nie robiłam zdjęć podłodze.
-To mi się podoba- odparłam pokazując zdjęcie Haremu. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Może dlatego, że na tym zdjęciu był właśnie on. Założył na głowę cylinder, który z niewiadomych przyczyn leżał w mojej garderobie.
-A mi to- odparł szczerząc się i wskazując na zdjęcie, na którym, o dziwno, byłam ja. Uniosłam brwi i uśmiechnęłam się do niego. Dziwne. Normalnie Styles bez namysłu wskazałby jakieś zdjęcie, na którym jest on sam. Więc dlaczego powiedział, że podoba mu się zdjęcie ze mną? Hm… Na pewno zrobił to z grzeczności, zważając na to co ja zrobiłam chwilę wcześniej. Tak, tak pewnie pomyślał. No bo przecież nie powiedział tak, bo tak naprawdę myślał, prawda? Prawda?!

***

-Brzuch mnie boli- jęknęłam z krzywą miną masując się po brzuchu.
-Mnie też- mruknął Harry z podłogi.
-Chyba zjedliśmy za dużo lodów- odparłam wciąż leżąc na łóżku w tej samej pozycji.
-Mhm- mruknął. Westchnęłam wbijając wzrok w sufit. Już nigdy więcej nie tknę lodów. Nigdy przenigdy… Albo wiecie co? Nigdy to takie mocne słowo… Więc nie tknę lodów w najbliższym czasie. Czyli jakoś tak do… jutra. -Chyba wiem jak temu zaradzić- odparł Harry po chwili siadając i patrząc na mnie z dziwnym uśmiechem na ustach. Westchnęłam wiedząc, że nie skończy się to dobrze.

***

-Spacer o jedenastej wieczorem. Serio?- mruknęłam trzęsąc się z zimna i patrząc na Harrego, który szczerząc się szedł obok mnie trzymając mnie za rękę. Tak, wciąż trzeba było odwalać tę szopkę. Zresztą, mniejsza.
-A dlaczego nie?- zapytał Louis cały w skowronkach podśpiewując pod nosem. Gdy wychodziliśmy jakimś cudem przyłączyła się do nas reszta przekonując, że nie będą przeszkadzać. Jasne. A ja nazywam się Krzysztof Kolumb i odkryłam Amerykę. Bardzo mi miło.
-No nie wiem, może dlatego, że jest ciemno, zimno, ponuro, zimno, późno, ciemno i zimno- mruknęłam. –Wspominałam już, że jest ciemno i zimno?- zapytałam, a Zayn pokręcił głową uśmiechając się.
-Załóż moją bluzę- odparł Harry ściągając ją i podając mi. Spojrzałam na niego i uniosłam brew. –No co?
-Przecież teraz tobie będzie zimno- mruknęłam, a Harry wywracając oczami narzucił mi na ramiona swoją bluzę. –Ale Harry!- jęknęłam.
-Nie będzie mi zimno- zapewnił, a ja westchnęłam i założyłam jego bluzę nic więcej nie mówiąc. Przez chwilę szliśmy w ciszy patrząc w gwiazdy. Trochę dziwne uczucie. Przebywać z chłopakami, którzy milczą. Coś tu nie tak…
-Plac zabaw!- pisnął Lou, a ja uniosłam brwi patrząc jak DOROSŁY facet skacze i piszczy jak mała dziewczynka. 
-Ooo, ale super!- ucieszył się Niall jedząc batona.
-Wy chyba nie chcecie…- zaczęłam, ale nie dokończyłam, bo przerwał mi krzyk Malika.
-Kto ostatni ten burak!- krzyknął Zayn i cała czwórka popędziła w kierunku placu przepychając się i śmiejąc w najlepsze.
-Tam iść- dokończyłam kręcąc głową. –Co za dzieci- mruknęłam wzdychając. Po chwili zawiał lodowaty wiatr, a ja zaczęłam się trząść i szczękać zębami z zimna.
-Zimno ci?- zapytał Harry patrząc na mnie.
-N-n-n-nie, po pro-o-o-ostu t-t-trzęsę się, bo-o-o mam na t-o-o-o ochotę- mruknęłam zapinając bluzę Harrego pod samą szyję. Harry pokręcił głową i przytulił mnie pocierając rękoma moje ramiona, by trochę mnie rozgrzać. Bez słowa pozwoliłam mu naruszać moją przestrzeń osobistą i wtuliłam się w niego mocniej. W innych okolicznościach pewnie zdzieliłabym Stylesa w łeb, ale zważając na fakt, że zamarzałam, postanowiłam dać mu spokój. Na razie.
-Niall ty buraku!- krzyknął Zayn.
-Hej, to nie moja wina, że po drodze zgubiłem batona!- odparł blondyn.
-To nie trzeba było go zabierać- podsunął Liam śmiejąc się. –Buraku- dodał, a reszta wybuchnęła śmiechem. Zignorowałam krzyki chłopaków i spojrzałam na Harrego, który spoglądał teraz gdzieś w bok.
-Na pewno nie jest ci zimno?- zapytałam patrząc na jego białą koszulkę z krótkim rękawem.
-Nie- odparł patrząc na mnie. Uniosłam brew i wskazałam na gęsią skórkę na jego ramionach. –To dlatego, że… eeeeem, że coś sobie przypomniałem. Tak!- odparł kiwając głową, a ja wywróciłam oczami.
-I ja niby mam uwierzyć, że to coś wywołało u ciebie gęsią skórkę?- mruknęłam unosząc brwi.
-No tak, bo…- urwał spuszczając głowę. Jednak po chwili spojrzał na mnie, a ja miałam wrażenie jakby nurkował w moich oczach. Serio. Mam nadzieję, że się nie utopi. Chociaż… miałabym więcej spokoju i wolny pokój w domu. Hm, kuszące… Albo wiecie co? Jednak nie, niech on jednak nie tonie. Dziwnie byłoby bez tych jego zbereźnych żartów. –Bo przypomniałem sobie ten moment, gdy pierwszy raz cię zobaczyłem- dokończył wytrącając mi przy tym z głowy obraz topiącego się Harrego. Zamrugałam kilkakrotnie odzyskując trzeźwość myślenia. Emmm, no dobrze? Ja też to pamiętam. Gapił się wtedy na mnie jak sroka w gnat. Serio. Gapił się na mnie dopóki Paul nie zaczął czegoś tam z nimi omawiać. Ale przecież wszyscy się wtedy na mnie gapili. Z tą różnicą, że oni uśmiechali się i patrzyli na mnie normalnie, a Styles otwarł lekko usta i gapił się na mnie jakby był naćpany czy coś. Trochę dziwne uczucie, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. A potem stało się coś dziwnego. Chłopacy wzięli mnie za dziecko. Fajnie, co nie? Taki tam żarcik- kosmonaucik na początek współpracy. Tyle, że to nie był żaden żarcik- kosmonaucik, a oni na serio myśleli, że jestem dzieckiem. Tsa… Oni po prostu czasem nie myślą zupełnie racjonalnie. Oni czasem w ogóle nie myślą. A to „czasem” zdarza się coraz częściej… Wracając do Stylesa, który patrzył na mnie z dziwną miną.
-Hm, to fajnie- odparłam nie zmieniając wyrazu twarzy. –To chcesz tą bluzę czy nie?- zapytałam rozpinając bluzę chłopaka. A Styles zamiast odpowiedzieć mi jak normalny człowiek, złapał mnie za ręce. Podniosłam na niego wzrok unosząc brwi. –Czyli nie chcesz?
-Nie rozumiesz- odparł kręcąc głową.
-Czego?
-Wszystkiego- westchnął. Zmarszczyłam brwi, nie mając zielonego pojęcia o co mu chodzi. Nie rozumiałam również dlaczego wciąż trzymał moje nadgarstki. No i nie rozumiałam też jego dziwnego, nieokreślonego spojrzenia. I odrobinę tych jego rozszerzonych źrenic. Serio były ogromne. Jakby się naćpał.
-Naćpałeś się?- zapytałam ciągle marszcząc brwi.
-Co? Nie!- odparł kręcąc energicznie głową. –Ty nic nie rozumiesz. Nie rozumiesz co ja robię i dlaczego to robię. Nie odróżniasz żartu od powagi, fikcji od rzeczywistości. Nie rozumiesz mnie- mruknął przyciągając mnie bliżej siebie, oplatając w talii i patrząc głęboko w oczy jakby chciał z nich coś wyczytać. Zupełnie zaskoczona naciągnęłam rękawy bluzy na dłonie i oparłam ręce o jego tors odsuwając się minimalnie. Co on gada? Znowu naoglądał się jakiś durnych seriali? A może gdzieś wokół jest jakiś paparazzi? Dyskretnie rozejrzałam się wokół, ale nie ujrzałam nic podejrzanego. W takim razie o co mu chodzi? Zmarszczyłam brwi widząc jego ogromne źrenice prawie dorównujące wielkością jego zielonym tęczówką.
-Naćpałeś się- stwierdziłam, a Harry westchnął spuszczając głowę. Gdy spojrzał na mnie ponownie wyglądał jakby go coś bolało.
-Nic nie rozumiesz- szepnął kręcąc głową, puścił mnie i ruszył do domu zostawiając mnie zbaraniałą na środku chodnika. To było strasznie dziwne. Może zjadł coś nieświeżego i rozbolał go brzuch? Pewnie Lou coś mi ugotował. Biedaczek. Jutro powinien poczuć się lepiej. Westchnęłam i odprowadzałam go wzrokiem do momentu, gdy rozpłynął się w ciemności. Pokręciłam głową i spojrzałam na plac, na którym czwórka dorosłych na pozór facetów bawiła się w najlepsze. Ponownie westchnęłam i usiadłam na chodniku przymykając oczy. Wiele facetów, jak nie większość twierdzi, że nie rozumie kobiet. A wszystkie kobiety twierdzą, że faceci są prymitywni i prości. Wszystkie oprócz mnie. Ja zupełnie nie rozumiem facetów. Już teraz wiem jak czuje się znaczna większość populacja płci męskiej. I wiecie co? To nie jest fajne.

________________________________________________________________

Powtarzam: nie odpowiadam na nominacje do jakiś głupich zabaw, których nazw nie potrafię spamiętać. Koniec. Kropka.

środa, 2 października 2013

Rozdział 27

**Rozdział 27**


Rano obudziły mnie przyciszone głosy.
-Wstawiaj na twittera, na pewno fani ucieszą się widząc kolejne zdjęcie Harrlie- szepnął Zayn.
-Jak oni razem słodko wyglądają!- pisnął Niall.
-Ciszej bo ich obudzicie!- fuknął Liam. Mruknęłam coś pod nosem i wtuliłam się mocniej w moją poduszkę. Hm, dziwne. Taka jakaś gładka i twarda ta poduszka. Zawędrowałam rękami wyżej i napotkałam… wełnę? Od kiedy mam wełnianą poduszkę w pokoju? Zmarszczyłam brwi i leniwie otwarłam oczy. Ach, to tylko Harry, do którego się przytulałam jak do jakiegoś misia. Po chwili ponownie zamknęłam oczy uśmiechając się i tuląc bardziej do Stylesa. Moment… Nagle otwarłam gwałtownie oczy. 
-STYLES!- pisnęłam odsuwając się od niego, i to było do przewidzenia, spadłam na podłogę. Dlaczego spałam z Stylesem?... W sensie w jednym łóżku, a nie… Mniejsza. Rozejrzałam się zdezorientowana po pokoju, nie zwracając uwagi na śmiejącą się grupę idiotów i ich babcie wpatrujące się w nas jak zahipnotyzowane. I wiecie co? Styles się obudził! Toż to cud! Spojrzałam w te jego zielone, zmrużone oczy i nagle wszystko sobie przypomniałam.
-Dzień dobry Charlie- wymamrotał przecierając oczy.
-Bry- mruknęłam. Nagle mnie olśniło. –Która godzina?- zapytałam patrząc na chichrających się chłopaków.
-Siódma trzydzieści, bo co?- zapytał Lou uśmiechając się. Wytrzeszczyłam oczy i piszcząc, że pewnie spóźnię się na historię, przez co znowu wyląduje na dywaniku u dyrektora, pobiegłam na górę.

***

Harry zgasił silnik, zatrzymując się przed szkołą. Westchnęłam, patrząc na swoje dłonie. Zrobiło się trochę niezręcznie. Nie znoszę, gdy jest niezręcznie.
-Toooo, miłego dnia w szkole- odparł w końcu Harry, a ja uniosłam na niego wzrok.
-Ta, dzięki- wymamrotałam uśmiechając się. Harry przybliżył się do mnie chcąc chyba cmoknąć mnie w policzek, gdy ja w tym samym momencie wyciągnęłam w jego stronę rękę. Ta, kolejna niezręczna sytuacja. Harry odsunął się kawałek drapiąc w tył głowy. Wywróciłam oczami i szybkim ruchem cmoknęłam Harrego w policzek. –Na razie!- rzuciłam wysiadając. Po chwili samochód odjechał, a ja odetchnęłam. Co to było?! Ja rozumiem, że jakaś dziwna siła poruszająca moimi ustami zgodziła się na wyjście na randkę z Harrym, ale nadal nie rozumiem o co chodzi z tymi niezręcznymi sytuacjami. O co chodzi? No ja się pytam! Mruknęłam coś pod nosem i ruszyłam do swojej szafki.
-Cześć Blandi!- pisnęła Dylan ni stąd ni z owąd pojawiając się przy mojej szafce. Pisnęłam łapiąc się za serce.
-Hej Dylan- odparłam uśmiechając się.
-Idziesz w piątek na tą imprezę, prawda?- zapytała łapiąc mnie pod ramię i prowadząc przez korytarz.
-Idzie, idzie- zapewnił Jessy łapiąc mnie za drugie ramię. Co to, Dzień Pojawiania Się Znikąd i Przyprawiania Charlie o Zawał? Zmarszczyłam brwi i posłałam wkurzone spojrzenie Bortonowi.
-Nigdzie nie idę. Przecież ja nawet nie lubię chodzić na takie imprezy!- fuknęłam.   
-Ale tym razem pójdziesz- odparł Jessy szczerząc się, a ja jęknęłam.
-Nie- mruknęłam marszcząc brwi.
-Booooo?- przeciągnął Borton unosząc brew.
-Bo znowu będę musiała wciskać się w jakąś kieckę, czego nie lubię i udawać, że świetnie się bawię patrząc na zataczające się, piane nastolatki- mruknęłam.
-I tak pójdziesz- skwitował Jessy, a ja jęknęłam słuchając Dylan i Bortona, którzy wymieniali się sugestiami co do mojego stroju czy fryzury. Za jakie grzechy?

***

 Zmęczona otwarłam drzwi wozu Stylesa i wsiadłam do środka wrzucając torbę na tyle siedzenie.
-He...
-Obudź mnie jak będziemy na miejscu- mruknęłam przerywając mu i układając się wygodnie w fotelu. Harry nie mówiąc nic, zapalił silnik i ruszył na naszą „randkę”, a ja zamknęłam oczy rozkoszując się chwilą spokoju. Tak nawiasem mówiąc to mam dosyć. Przez cały dzień Dylan i Jessy truli mi głowę tą całą piątkową imprezą. Do nich po prostu nie dociera, że NIE MAM OCHOTY TAM IŚĆ. Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc jak Harry przycisza radio i starałam się zasnąć.

***

-Charlie, obudź się. Jesteśmy na miejscu- zamruczał mi nad uchem Harry. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem. Jednak po chwili przypomniałam sobie gdzie jestem. A mianowicie: w samochodzie Harrego, gdyż zgodziłam się wybrać z wcześniej wymienionym na randkę i aktualnie jesteśmy na miejscu naszej „randki”. Wyprostowałam się i przeciągnęłam leniwie otwierając oczy. Zdziwiłam się zauważając, że jesteśmy gdzieś w centrum Londynu. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam pytająco na Harrego. Ten tylko się uśmiechnął i wysiadł z auta. Oczywiście okrążył samochód otwierając mi drzwi i pomógł wysiąść. Cóż za gentelman. Czyżby rozmawiał ostatnio z Niallem? A wiecie kto nie jest gentelmanem? Przynajmniej w stosunku do mnie. Zayn. Ostatnio gdy wysiadałam za nim z samochodu prawie złamałby mi nos zamykając gwałtownie drzwi. I oczywiście zamiast przeprosić jak normalny człowiek on zaczął się śmiać jak nienormalny. Bez słowa pozwoliłam sobie pomóc wysiąść i stanęłam obok Harrego z pytającą miną. –Musisz zakryć oczy- odparł nie przestając się uśmiechać, a ja uniosłam brew jednak spełniłam jego polecenie. Po chwili poczułam jego perfumy i ciepło, przyjemne ciepło. Harry stanął tuz za mną i zakrył moje dłonie swoimi by mieć pewność, że nie podglądam. Co ten idiota znowu wymyślił? Bez słowa pozwoliłam się prowadzić temu zboczeńcowi. Z tego co zdążyłam wyłapać weszliśmy do jakiegoś budynku, a potem wchodziliśmy po schodach. Dużo ich było. Na serio. Myślałam, że nigdy się nie skończą. Aż w końcu zatrzymaliśmy się na chwilę, a Harry otworzył jakieś drzwi znowu mnie gdzieś prowadząc. Praktycznie od razu poczułam przyjemny wiatr na twarzy i moje włosy zaczęły powiewać delikatnie. Gdzie my jesteśmy? Wnioskując z dźwięków ruchliwych ulic Londynu jesteśmy gdzieś na zewnątrz. Ale dziwne było to, że te dźwięki pochodziły z… dołu? Tak, z dołu. Po chwili Harry zatrzymał się i odkrył moje ręce. –Już możesz patrzeć- odparł wciąż stojąc za mną. Bez słowa odsłoniłam oczy i wolno podniosłam powieki.
-Jeju- westchnęłam nie wiedząc co powiedzieć. Harry zaprowadził mnie na dach jednego z najwyższych budynków w Londynie, skąd doskonale było widać całe miasto. Westchnęłam podchodząc do betonowego murka i zerkając w dół. –Jak myślisz, jakbyśmy zrzucili coś na dół to ile by leciało?- zapytałam zafascynowana widokiem.
-Nie wiem, chcesz sprawdzić?- zapytał Harry, a ja spojrzałam na niego unosząc brew. Ten uśmiechnął się i spojrzał w bok. Podążyłam za jego wzrokiem i uśmiechnęłam się pod nosem. Niedaleko leżał rozłożony koc, a na nim poduszki i jedzenie. No wiecie, jakieś owoce, ciastka i tak dalej. Uśmiechnęłam się szerzej i podeszłam do koca biorąc z niego jabłko po czym podeszłam z powrotem do murka. Wyciągnęłam rękę przez murek, spojrzałam ostatni raz na Harrego i puściłam owoc, który leciał przez chwilę, a potem rozbił się na garniturze jakiegoś typa. Ten wkurzony zaczął krzyczeć i rozglądać się, aż w końcu spojrzał w górę.
-Na ziemię!- krzyknął Harry i oboje opadliśmy na ziemię chowając się. Oparłam się plecami o zimny murek  patrząc przed siebie dużymi oczyma. Nie wiem jak ten facet to zrobił, ale słyszeliśmy jego krzyki aż na dachu. Spojrzałam w bok na Harrego, który wychylał się lekko i zerkał niepewnie w dół, by sprawdzić czy wkurzony facet sobie już poszedł. –Chyba sobie poszedł- szepnął jakby ten koleś mógłby go usłyszeć. Po chwili wrócił do dawnej pozycji i oparł się o murek patrząc przed siebie. Po chwili jednak spojrzał na mnie. Od razu na jego ustach pojawił się mały uśmiech, który z każdą chwilą przeradzał się w coraz szerszy wyszczerz. Po chwili, sama nie wiem czemu, oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

***

-Ale ten koleś się wkurzył- odparł Harry śmiejąc się, gdy siedzieliśmy na kocu zajadając smakołyki.
-No, myślałam, że zaraz tu wbiegnie i nam coś zrobi!- pisnęłam udając przedrażnienie, by po chwili dołączyć do śmiejącego się Stylesa. Hm, ta randka wcale nie jest taka zła. Rozmawiamy, śmiejemy się, jemy owoce. Myślałam, że będzie gorzej. No wiecie, jakaś romantyczna kolacja albo coś. Chociaż nie. To przecież Harry. Ja mu się nie podobam i nie zaprosiłby mnie na kolację w jakiejś restauracji… To by zaprzeczało temu, że zaprosił mnie na tę dzisiejszą randkę. Na pewno miał ku temu jakiś powód. Może… nie, albo… też nie. Chyba, że… eh, nie wiem jaki miał ku temu powód, ale jakiś miał. I na pewno mu się nie podobam. Koniec kropka. Westchnęłam zamykając oczy i rozkoszując się chwilą odpoczynku, a wiatr rozwiewał delikatnie moje włosy. Uśmiechnęłam się czując jak pojedyncze kosmyki łaskoczą mnie po twarzy. Wreszcie. Cisza, spokój. Odkąd chłopacy zgodzili się przyjąć mnie do siebie ciągle się coś dzieje. To nagrywamy piosenkę, to jakiś teledysk, to jakiś bal albo impreza, szkoła, nauka, zajmowanie się i niańczenie tych przerośniętych bachorów i spotykania z przyjaciółmi. Cięgle mam coś na głowie i muszę coś zrobić. Serio. Już nie pamiętam kiedy ostatnio mogłam się obudzić rano ze świadomością, że nie muszę wstawać z łóżka, niczym się martwić, nigdzie iść i mając pewność, że dom nie spłonie zostawiony pod opieką chłopaków. Po chwili otwarłam oczy, a pierwsze co ujrzałam to Harry. Gapił się na mnie z dziwną miną. –Coś nie tak?- zapytałam unosząc brwi.
-Nie, wszystko w porządku- zapewnił od razu. –Tylko tak sobie myślałem, że…- nie dokończył bo rozdzwonił się mój telefon.
-Wybacz- mruknęłam odbierając. Zmarszczyłam brwi widząc znajomą twarz na ekranie. –Co jest?
-Misiu, mieliśmy mały wypadek- odparł lekko zdenerwowany Zayn, a w tle usłyszałam krzyki Lou.
-Co się stało?- zapytałam zaniepokojona, a Harry spojrzał na mnie unosząc brew.
-Lou żonglował piłeczkami, potknął się i wybił szybę raniąc sobie rękę- wymamrotał.
-Co?!- pisnęłam. –Jedźcie z nim do szpitala!- odparłam, a Harry zmarszczył brwi.
-Właśnie jesteśmy w drodze- odparł, a gdzieś w tle usłyszałam przekleństwa Nialla, krzyki Louisa i nawijanie wystraszonego Liama. –Bierz Harrego i jedźcie do szpitala St. Rose- polecił i się rozłączył.
-Co się stało?- zapytał zaniepokojony Harry.
-Louis miał wypadek

***

Gdy tylko podjechaliśmy pod szpital, wysiadłam z samochodu i wbiegłam do szpitala pytając recepcjonistkę o Louisa Tomlinsona. Gdy ta wskazała mi drogę, popędziłam w wyznaczonym kierunku. Pod salą zobaczyłam zaniepokojonych chłopaków, którzy siedzieli na plastikowych krzesełkach lub chodzili w kółko nie mogąc się uspokoić.
-Co z nim?- wysapałam patrząc to na Zayna krążącego po korytarzu, to na Nialla, który zwalczał stres jedzeniem, to na Liama, który siedział spokojnie na krzesełku stukając palcami w kolano. Zza ściany słychać było krzyki i skomlenie Tomlinsona. O nie.
-Założą mu szwy, ale nic mu nie będzie. Nie ma złamania. Na szczęście- odparł Liam w momencie, gdy dobiegł do mnie Harry. Odetchnęłam ciesząc się, że to nic poważnego. Po chwili z sali wyszedł lekarz. Od razu wszyscy na niego spojrzeli, a Liam wstał gwałtownie z miejsca.

-Już po wszystkim, mogą go państwo zobaczyć- odparł, a my weszliśmy do sali dopadając siedzącego grzecznie na łóżku Tomma.
-Co ty sobie wyobrażasz w ogóle?! Przecież mogło ci się coś stać! Coś o wiele gorszego niż parę szwów!- fuknął na wejściu Harry.
-Przepraszam no. Po prostu strasznie się nudziłem i wpadłem na ten głupi pomysł. Nie gniewajcie się- odparł uśmiechając się Lou. Stałam przez chwilę ze skrzyżowanymi rękoma gromiąc spojrzeniem tego dużego dzieciaka. Lou uniósł brwi uśmiechając się niewinnie. 
-Debilu ty, nawet nie wiesz jak się martwiłam!- pisnęłam rzucając się mu na szyję.

***

-Zayn, chodź na spacer!- odparłam ciągnąc Malika za ramię, który zafascynowany oglądał jakiś filmik na swoim laptopie.
-Nie teraz- mruknął nie odrywając oczu od ekranu.
-No Zayn! Chooooooodź!- jęknęłam wciąż ciągnąc go za ramię.
-Misiu, teraz jestem zajęty- odparł nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Zmarszczyłam brwi nie mając zamiaru mu odpuszczać. Co to, to nie.
-Zayn!- krzyknęłam mu do ucha, a ten wreszcie na mnie spojrzał. –Zbieraj tyłek i idziemy na spacer. Już!- fuknęłam, a ten westchnął męczeńsko, zamknął laptopa i wstał unosząc brwi. –Malik- wycedziłam przez zęby gromiąc go spojrzeniem, a ten uniósł ręce w obronnym geście i ruszył na dół. –Idziemy na spacer, ktoś chętny?- zapytałam zakładając buty. Odpowiedziała nam cisza. Wzdrygnęłam ramionami i już mieliśmy wychodzić, gdy ktoś zbiegł po schodach krzycząc.
-Ja idę, ja idę, ja idę, ja idę!- powtarzał Horan unosząc rękę i pędząc w naszym kierunku. Pokręciłam głową i cierpliwie poczekaliśmy aż Horan zawiąże buty, znajdzie swoje czarne Ray bany i zdecyduje się w końcu jakie ciasteczka wziąć ze sobą. –Gotowy!- odparł w końcu Horan i wreszcie wyszliśmy.
-Nadal nie rozumiem po co mnie tu zaciągnęłaś- mruknął Malik, gdy szliśmy przez park. Spojrzałam na niego znacząco unosząc brwi. Odkąd spotkaliśmy Willow w parku i Zayn zapomniał zapytać ją o numer telefonu, chodził jakiś taki przygaszony. I najgorsze jest to, że nie robił zupełnie nic by znaleźć Willow! Ten łapiąc o co mi chodzi westchnął i wbił spojrzenie przed siebie. Pokręciłam głową łapiąc pod ramię radosnego Nialla, który nucił coś pod nosem i rozejrzałam się po parku. Dzieci biegały, bawiły się, jeździły na rowerach, dorośli spacerowali, pary emerytów odpoczywały w cieniu, nastolatkowie spotykali się i jedli lody, radosne psy szczekały i goniły kaczki, Willow siedziała na niedalekiej ławce, sprzedawca lodów mile się uśmiechał… Zaraz, co?! Od razu spojrzałam na niedaleką ławkę. To Willow!
-Zayn- mruknęłam szturchając chłopaka w ramię.
-Co znowu?- jęknął nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
-Tam siedzi Willow- odparłam dyskretnie wskazując na pobliską ławkę. Malik zatrzymał się robiąc duże oczy, a Niall uśmiechnął się nie przestając nucić. –No idź do niej!- odparłam śmiejąc się pod nosem i popchnęłam chłopaka w kierunku dziewczyny.
-To jest ta słynna Willow?- szepnął do mnie Niall.
-Mhm- przytaknęłam patrząc jak Zayn wita się z zaskoczoną dziewczyną.
-Całkiem ładna- stwierdził blondyn kiwając głową z uznaniem. Spojrzałam na niego unosząc brew, a ten tylko się uśmiechnął. Pokręciłam ze śmiechem głową i pociągnęłam za sobą blondyna, który zaczął się śmiać jak nienormalny widząc jak jakiś pies biegnąc za piłką uderzył w drzewo. 

***

-Niall- zagadnęłam chłopaka, gdy siedzieliśmy w parku obserwując z ukrycia Zayna i Willow.
-Hmmm?- zamruczał chłopak starając się złapać latającego nad nim motyla.
-Dlaczego ty nie masz dziewczyny?- zapytałam, a Niall zamarł w bezruchu z wyciągniętą ręką patrząc na mnie zaskoczony.
-Bo jeszcze nie spotkałem Tej Jedynej- odparł wracając do wcześniejszej czynności.
-Mhm- mruknęłam. –A jak myślisz, kiedy ją spotkasz?- zapytałam dalej drążąc temat.
-Kiedy nadejdzie na to czas- stwierdził biegając w kółko za kolorowym motylem.
-A nie sądzisz, że powinieneś trochę jej poszukać? No wiesz, mógłbyś pomóc trochę przeznaczeniu- podsunęłam kładąc się na trawie i patrząc w chmury, które leniwie płynęły po niebie.
-Ale po co?
-No nie wiem. Żeby wcześniej ją znaleźć na przykład- mruknęłam wzdrygając ramionami i zastanawiając się co pewna chmurka przypomina. Wygląda trochę jak Zayn gadający z mydłem. Albo Harry jedzący banana? Hm, trudno stwierdzić.
-Ale przecież…- zaczął blondynek, ale nie skończył bo potknął się o moje nogi i wyłożył się jak długi na ziemi.
-Widzisz? Żadnego ale- odparłam śmiejąc się.
-Bardzo śmieszne- mruknął Niall kładąc się obok mnie.

***

Kurde, ale fajnie. Ptaszki śpiewają, motylki latają, kwiatki pachną, słonko grzeje, chmurki płyną leniwie po niebie, Zayn już od jakiejś godziny gada z Willow, Niall leży obok mnie w krzakach patrząc w niebo, a ja? Ja żuję w ustach jakąś trawę leżąc beztrosko na trawie i patrząc w niebo. No wiecie, spokój, cisza, pełen luz. Relaks. Dlaczego nie może tak być zawsze? No ja się pytam, dlaczego? Nie zasłużyłam spędzając trylionów godzin na moich obowiązkach, w które wchodzą nauka, praca i pełnoetatowa opieka nad piątką bachorów zwaną również One Direction? To za mało?
-Charlie, zostaniesz moją dziewczyną?- zapytał Niall.
-Jasne- mruknęłam zamyślona. Serio. Przecież staram się być grzeczna i robię co mogę by było jak najlepiej. Chyba zasłużyłam, prawda? Eee… momencik. Co?! –Czekaj… co?- zapytałam marszcząc brwi i patrząc na niego. Ten tylko wzdrygnął ramionami wzdychając.
-No wiesz. Lou od dawna jest z El, Liam pewnie niedługo pogodzi się z Danielle, a nawet jeśli nie, to z jego urokiem osobistym zaraz znajdzie kogoś innego, Zayn niedługo będzie z Willow, a Harry? Harry też zaraz będzie miał dziewczynę. Dla niego to żaden problem. Tylko ja jestem jedynym wyrzutkiem i nikt mnie nie chce- westchnął markotniejąc odrobinę.

-Nie mów tak. Oczywiście, że cię chcą. Miliony nastolatek na całym świecie. Jesteś przeuroczym i zabójczo przystojnym facetem. Laska, która cię poznała i nadal uważa, że taki nie jesteś, jest po prostu chora psychicznie. Innego wytłumaczenie nie ma- odparłam wzdrygając ramionami, a Niall ponownie westchnął. Biedaczek. Jest po prostu cudowny. Inni jednak tego nie widzą i z niewiadomych powodów go nienawidzą i poniżają na każdym kroku. Tak bardzo mi smutno z tego powodu. Po prostu gdy Niall się śmieję- śmiejemy się wszyscy, a gdy Niall płacze- płaczemy wszyscy. Tak to działało i działać zawsze będzie. Tak jest z każdym członkiem, ale z Niallem chyba najbardziej. Po prostu nie mogę na niego patrzeć, gdy on jest smutny i chcę mi się płakać, a jego śmiech jest tak zaraźliwy, że nic nie poradzę na to, że też się śmieje. Spojrzałam na Nialla. Był jakiś taki przygnębiony i patrzył tempo w nieokreślonym kierunku. Westchnęłam. Co zrobić żeby go rozweselić? Żeby znowu się uśmiechał? Mam! Hm, tyle, że ten pomysł tak średnio mi się podoba. Ale w końcu czego nie robi się dla przyjaciół… Dobra. Tylko jak to zrobić? Tak po prostu? Normalnie? Czy w jakiś wymyślny sposób? Hm, nie. Proste sposoby są zawsze najlepsze. Przynajmniej prawie zawsze. Zresztą, nie ważne. Przygryzłam wargę starając się jakoś ogarnąć swoje myśli. Nigdy nie byłam w tym za dobra i nigdy nie lubiłam tego robić. Po prostu sądzę, że to głupie i nikomu do
szczęście niepotrzebne. No, przynajmniej mi. –Kocham cię Niall- wymamrotałam pod nosem tak cicho, że w pierwszej chwili myślałam, że niedosłyszał. Jednak niepotrzebnie. Już po chwili Niall spojrzał na mnie trochę zaskoczony, uśmiechnął się promiennie i powiedział:
-Ja ciebie też słońce

___________________________________________________________

.

piątek, 13 września 2013

Rozdział 26

**Rozdział 26**



-I jak, smakuje ci Charlie?- zapytała Babcia Malik głaszcząc i drapiąc Małą Charlie, która zadowolona mruczała głośno.
-Przepyszne, nigdy nie jadłam lepszych- odparłam odpychając od siebie pusty talerz. Babcie Direction razem przyrządziły obiad składający się z najpyszniejszych naleśników jakich w życiu jadłam i boskich ciasteczek z czekoladą, które po prostu rozpływały się w ustach. Wolę nie myśleć ile to kalorii, bo coś czuję, że by mi się to nie spodobało. Chłopacy spojrzeli na mnie, potem na talerz, a potem znów na mnie.
-Charlie, ty coś zjadłaś i to tyle ile normalny człowiek!- pisnął zszokowany Lou, a ja wywróciłam oczami.
-A co, to aż taki dziwny widok?- zapytała Babcia Tomlinson łapiąc się pod boki.
-U Charlie? Jak najbardziej- odparł Zayn popijając sok pomarańczowy.
-Taka chudzinka, a i tak nie je- powiedziała Babcia Horan kręcąc głową. –Ja już dopilnuję żebyś jadła- zagroziła mrużąc oczy i kiwając palcem wskazującym.
-Mi kiedyś babcia też tak zagroziła. Ale potem pokochałem jedzenie i się narodziłem- szepnął do mnie Niall, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Już miałam zacząć po sobie sprzątać, gdy Babcie Direction mnie zatrzymały.
-My to sprzątniemy. Wy idźcie na jakiś spacer albo coś- odparła Babcia Payne. Spojrzałam na chłopaków, a ci wzdrygnęli tylko ramionami i opuścili kuchnię.
-To co, spacer?- zapytał Harry patrząc na mnie. Hm, czemu nie. Uśmiechnęłam się do niego i kiwnęłam głową, w czasie gdy chłopacy siadali na kanapie w salonie i włączali jakiś film. –Babciu, wychodzimy!- krzyknął Harry, gdy już założyliśmy buty i już mieliśmy wychodzić, gdy z kuchni wybiegła Babcia Styles.
-Weźcie jeszcze jakieś czapki. Słońce dzisiaj mocno świeci- odparła.
-Dobrze babciu- wymamrotał trochę zawstydzony Styles i wyciągnął z szafy dwie czapki, po czym założył granatowego fullcapa, a mi podał smerfetkę. Już mieliśmy wychodzić, gdy Babcia Styles ponownie nas zatrzymała.
-Ale Harry, kochanie, stań bliżej Charlie. W końcu jesteście parą czy nie?
-Babciu, my nie…- podjął się Styles, ale nie dokończył.
-Harry- przerwała Babcia Styles gromiąc go spojrzeniem. Harry westchnął i stanął bliżej mnie. –A teraz złapcie się za ręce- rozkazała. Harry już otwierał usta, ale Babcia Styles złapała się pod boki. Chłopak westchnął i zawstydzony zachowaniem swojej babci wykonał jej polecenie. Uśmiechnęłam się pod nosem rozbawiona. –Chcecie trochę pieniążków na cukiereczki?- zapytała wyciągając portmonetkę.
-Na razie babciu!- rzucił w pośpiechu Harry, wychodząc.
-Na razie Dziubasku!- krzyknęła za nim babcia Styles, a ja parsknęłam śmiechem. Przez chwilę szliśmy w ciszy trzymając się za ręce.
-Dziubasku?- zapytałam patrząc na niego z rozbawieniem.
-Ani słowa- warknął marszcząc brwi i nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Zagryzłam wargi chcąc w ten sposób nie parsknąć śmiechem i spełniłam polecenie Stylesa.

***

-Przepraszam za babcię. Czasem jest trochę nadopiekuńcza- westchnął Harry, gdy siedzieliśmy na ławce w centrum Londynu rozkoszując się widokami.
-Przepraszasz? Nie masz za co- odparłam uśmiechając się do niego.
-Nie jesteś zła?
-A dlaczego bym miała być? Masz wspaniałą babcię. Troszczy się o ciebie
-Mhm- mruknął, a ja milczałam przyglądając się mu. Całkiem fajnie wglądał w tym fullcapie. Zresztą, nawet gdyby założył na głowę wazon wyglądałby świetnie. To przez jego włosy. A może też oczy? Nie wiem. W każdym bądź razie ten chłopak wygląda we wszystkim świetnie. Serio. Nawet gdyby założył na siebie plastikowy worek wyglądałby cudownie. Pewnie dużo lasek mu tego zazdrości. Nie jedna oddałaby wszystko by mieć tak ja on. I na pewno nie jedna laska oddałaby wszystko by mieć tak jak ja. Ciekawe czy jakby znały prawdę nadal by tego chciały… Pewnie tak, bo to w końcu One Direction. Jeśli nie można być ich żoną lub dziewczyną, trzeba zadowolić się tym, że jest się ich przyjaciółką. A ja raczej nie chcę zostać żoną ani dziewczyną Zayna, Liama, Nialla czy Louisa. I zdecydowanie nie chcę zostać żoną Harrego. To by było po prostu okropne. Ciągle ich niańczyć, cały dzień. 24 na dobę i 7 dni w tygodniu. Przez kilkadziesiąt długich lat. A potem jeszcze niańczyć ich równie szurnięte dzieci. Koszmar! Ale właśnie o tym mażą jakieś miliony nastolatek na całym świecie… Eee, czemu nie wspomniałam o tym, że nie chcę być również dziewczyną Harrego? Dziwne… bo przecież nie chcę nią być, prawda? Prawda?! –Nad czym tak myślisz?- zapytał nagle Harry, a ja ocknęłam się wymazując z głowy niepotrzebne myśli i pytania.
-W sumie, to o niczym- odparłam wzdrygając ramionami. Harry uśmiechnął się i spojrzał przed siebie z zamyśloną miną. Po chwili wahania spojrzał na mnie.
-Charlie, eeee, bo wtedy w twoim pokoju, mmm, nie zdążyłem dokończyć i… eeemmm, nie zdążyłem cię o coś zapytać- wyjąkał, a ja uniosłam brwi uśmiechając się.
-O co chodzi?- zapytałam.
-No bo jest pewna… yyyym, sprawa- wybąkał spuszczając wzrok na swoje ręce, po czym westchnął. –No bo pomyślałem sobie, że my się spotykamy, ale potem przypomniałem sobie, że my tylko udajemy i poczułem się troszeczkę dziwnie, no bo to jest trochę dziwne. Prawie tak dziwne jak to, że Lou przestałby jeść marchewki, albo Liam przestałby robić twitcamry…- odparł, a ja dopiero po chwili zrozumiałam co powiedział. Może dlatego, że mówił tak szybko, że ledwo go rozumiałam.
-Harry- przerwałam mu patrząc na niego znacząco. Ile można przeciągać takie coś? Jak widać długo. Harry Styles- mistrz jąkania się i przeciągania odpowiedzi na zadanie wcześnie pytania. Harry ponownie westchnął i spojrzał na mnie drapiąc się w kark.
-Umówiłabyś się ze mną?- zapytał, a ja zdziwiona uniosłam brwi. Chłopak widząc moją zdziwioną, nie, wróć, zszokowaną minę, wyszczerzył zęby w niepewnym uśmiechu. Okej, to jest dziwne. Mega totalnie na maksa i do granic wszelkich możliwości dziwne. Ogłuchłam czy Harry Styles, ten sam, który jest znaną i pożądaną przez fanki gwiazdą muzyki i ten sam którego dziewczynę muszę udawać, właśnie, co prawda bardzo niezdarnie, ale uroczo, zaprosił mnie na randkę?! Chwila… Charlie, ogłuchłaś. To jedyne wytłumaczenie. I koniec kropka. Przeniosłam spojrzenie na Hazze. Patrzył wciąż na mnie unosząc brwi i uśmiechając się ukazując w ten sposób białe ząbki i cudowne dołeczki w policzkach. Czyli jednak żartował! Charlie, głupku, czemu od razu na to nie wpadłaś? Jeszcze przez chwilę na niego patrzyłam jednak po chwili wybuchnęłam śmiechem. Ale coś nie pasowało. On się nie śmiał. Momentalnie spoważniałam patrząc na jego trochę zażenowaną minę. On nie żartował.
-Ale, że na randkę?- w końcu, po chwili milczenia, byłam w stanie wydobyć z siebie głos i zadałam to jakże inteligentne i rozgarnięte pytanie. Nie Charlie, zaprosił cię na BIGOS. Pewnie, że na randkę! Boże, jaką ja jestem idiotką.
-No, tak- wybąkał Harry drapiąc się w tył głowy. Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech. To normalne. W końcu jakiś chłopak musiał zaprosić cię na randkę. To nic, że tym chłopakiem jest Harry Styles. To nic, że znają go chyba wszystkie nastolatki. To nic, że chyba wszystkie nastolatki są na niego napalone. To nic, że przez ostatni czas udawałaś jego dziewczynę. On właśnie zaprosił cię na randkę.
-Eeee- wybąkałam rozglądając się na boki, sama nie wiem czemu. Po prostu przez tego idiotę postradałam zmysły. Psychiatra. Muszę się umówić. Na wizytę. I to zaraz. Dobra Charlie, ogarnij się. Ten chłopak teraz czuje się strasznie niepewnie i cierpi bo ty nie możesz mu odpowiedzieć jak normalny człowiek tylko zachowujesz się jak idiotka. Westchnęłam spuszczając głowę. –Wybacz, że ci od razu nie odpowiedziałam, ale bardzo mnie zaskoczyłeś- wybąkałam. Lub raczej bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo (…), ale to bardzo mnie zaskoczył. Dobra Charlie, a teraz najtrudniejsze. Najdelikatniej jak tylko można powiesz mu, że jesteście przyjaciółmi i bardzo go kochasz, ale jako przyjaciela. Powinien zrozumieć. –Wiesz, chętnie- dodałam podnosząc na niego wzrok i spoglądając mu w oczy z uśmiechem na ustach… Zaraz, co ja wyrabiam?! CO JA MÓWIĘ W OGÓLE?! NIECH KTOŚ COŚ ZROB!!! WALNIE MNIE PATELNIĄ ALBO COŚ!!!!!!
-Okay- odparł Harry uśmiechając się promiennie. –Więc jutro po szkole cię gdzieś zabiorę- dodał, a ja kiwnęłam głową obdarowując go szerokim uśmiechem. JEZUS MARIA, CHARLOTTE ANABELE BLANKO COLE, CO TY WŁAŚNIE ZROBIŁAŚ?!?!?!? Jak to co? Umówiłam się z Harrym Stylesem na randkę. NO WŁAŚNIE. Z HARRYM STYLESEM. NA RANDKĘ. ROZUMIESZ?! No i co z tego? A TO, ŻE TO TWÓJ PRZYJACIEL, KTÓRY CZĘSTO DOPROWADZA CIĘ DO SZAŁU! No i? CHARLIE!
Czy ktoś mi może powiedzieć czemu kłócę się ze sobą?

***

-Zayn, dlaczego ty jeszcze nie masz żony?- wypaliła nagle Babcia Malik zamykając przy tym usta Niallowi, który liczył na głos M&N’s.
-Babciu, mam dopiero 19 lat- przypomniał Zayn.
-Ja w twoim wieku przewijałam już twojego ojca!- odparła, a Zayn wywrócił oczami.
-Babciu, to są inne czasy. Jestem jeszcze młody, za młody na małżeństwo- wyjaśnił cierpliwie Zayn, a jego babcia pokręciła głową.
-A dziewczynę przynajmniej masz?
-Nie- mruknął Zayn. A Willow? Uniosłam brwi i szturchnęłam go w bok. Ten tylko wzdrygnął ramionami i spojrzał na Nialla, który starał ułożyć się alfabetycznie swoje M&N’s.
-Oj Zayn, co ja z tobą mam- westchnęła Babcia Malik kręcąc głową.
-A może ten czerwony będzie pierwszy?... Nie, to na pewno będzie zielony- mruczał pod nosem Niall. Westchnęłam. Ten człowiek czasami zachowuje się jakby nie miał mózgu. Serio.
-Niall
-Hmmm?
-Ale ty wiesz, że one wszystkie mają literkę M, prawda?
-Mhm
-Tak myślałam- odparłam uśmiechając się pod nosem. Nagle poczułam jakby ktoś czymś we mnie rzucił. Uniosłam brwi i rozejrzałam się dookoła. Wszyscy byli pochłonięci horrorem o jakimś psychopacie zabijającym ludzi. Standard. I zgadnijcie kto wpadł na ten głupi pomysł. No właśnie. Sam na to wpadł, a  teraz nie ogląda! Spojrzałam oskarżycielsko na Stylesa. Gapił się na mnie szczerząc zęby i udając, że nie wie  o co chodzi. Wywróciłam oczami wracając do patrzenia jak jakiś koleś rozrywa na kawałki biedną kobietę. Fu! A wiecie co jest najdziwniejsze? To, że Babcie Direction z wielkim entuzjazmem zgodziły się na oglądanie tego horroru!
-Co jest po M?... Ach tak, N… Zaraz…- mruczał Niall dalej robiąc swoje. Po chwili znowu ktoś czymś we mnie rzucił. Automatycznie spojrzałam na Stylesa, ten jednak oglądał z zainteresowaniem film. Zmarszczyłam brwi. No i znowu! Ale tym razem to nie Styles. On ciągle gapił się na telewizor, na którym właśnie jakiś koleś otwierał wolno drzwi za którymi… -Jaki ze mnie idiota!- krzyknął nagle Horan, a ja złapałam się za serce dysząc. Prawie zawału dostałam. –Przecież ich nie da się ułożyć alfabetycznie!- dodał kręcąc głową i zabrał się za jedzenie cukierków. Po chwili ktoś znowu czymś we mnie rzucił.
-Louis!- fuknęłam, a chłopak spojrzał na mnie unosząc brwi. –Przestań we mnie czymś rzucać- mruknęłam.
-Ale ja niczym nie rzucam- odparł unosząc ręce w obronnym geście i wrócił do oglądania horroru.
-Dziwne- mruknęłam pod nosem zdumiona patrząc jak wszyscy są pochłonięci horrorem. W takim razie kto czymś we mnie rzucał? Nagle usłyszałam za sobą jakiś szmer. Moje serce przyspieszyło. Spokojnie Charlie, to na pewno tylko Mała Charlie. Właśnie! Skarciłam się za swoją głupotę kręcąc głową. Ale zaraz. Mała Charlie śpi od dłuższej chwili na kolanach Harrego. Skoro to nie Mała Charlie to kto? Chyba nie myślicie, że…
-Charlie- nagle ktoś stojący za mną szepnął mi do ucha. Wrzasnęłam zeskakując z kanapy i chowając się za zdezorientowanym Horanem. Spokojnie, Niall cię obroni. Nic ci nie będzie Charlie. Oddychaj. Momentalnie Lou zapalił światło.
-Eee, Charlie?- zagadnął mnie. –Josh przyszedł- dodał, a ja powoli wychyliłam się zza Horana. Oczywiście. Śmiejący się w najlepsze Josh stał za kanapą. Śmiał się tak mocno, że stał się cały czerwony i nie mógł nic z siebie wydusić tylko trzymał się za brzuch i klepał po kolanie. 
-Devine!- warknęłam, a chłopak momentalnie spoważniał. –Nie żyjesz- dodałam, a chłopak wziął nogi w zapas. Znalazł się twardziel. Zmarszczyłam brwi i ruszyłam za chłopakiem grożąc, że się zemszczę.

***

-Charlie, już jakieś milion razy sprawdziliśmy wszystkie szafy, kąty, półki, pokoje i ciemne zaułki. Nikogo nie ma. Idź spać- jęknął Zayn.
-Jesteście pewni?- zapytałam chowając się głębiej po kołdrą. Była któraś w nocy, a chłopacy ubrani w swoje piżamy (czyli najzwyczajniejsze w świecie slipy) sprawdzali, czy w moim pokoju nie ma żadnego zabójcy albo coś. Ale ja na serio coś słyszałam! No dobra, ja rozumiem, że wydzieranie się jak wariatka w środku nocy to dość głupi pomysł, ale ja na serio coś słyszałam!
-Tak, jesteśmy. Idź spać- mruknął Lou.
-Ale…
-Dobranoc Charlie!- przerwał mi Liam i chłopacy opuścili mój pokój gasząc światło. Nagle w całym pokoju zrobiło się ciemno, dziwnie cicho i strasznie. Przełknęłam ślinę i przewróciłam się na drugi bok ignorując moje dziwne myśli.
„Nagle w moim pokoju pojawił się Niall.
-Co tu robisz?- zapytałam zdziwiona przecierając oczy.
-Przyszliśmy do ciebie- odparł Zayn wchodząc z resztą do mojego pokoju.
-Ale po co?
-Żeby cię zjeść!- krzyknął Lou i nagle wszyscy zdarli z twarzy swoje… Eee, twarze ukazując potworne twarze klownów. Mieli nawet te gigantyczne i potwornie potworne buty! Przerażona wrzasnęłam na całe gardło…”
Usiadłam gwałtownie na łóżku rozglądając się wielkimi oczami po pokoju. Wszędzie ciemno, mrocznie, cicho i strasznie. Spokojnie Charlie, tylko spokojnie. Zaraz położysz się z powrotem i zaśniesz… śniąc o potwornych klownach! Owinęłam się w koc i zeskoczyłam z łóżka. Pójdę do chłopaków. Może przynajmniej nie będę się tak bała. A tak przy okazji, to z powodu przyjazdu Babci Direction zaszły pewne zmiany. Co prawda Babcie Direction przyjechały na jeden dzień, ale z nocowaniem. Chłopcy mają je odwieźć do domów jutro rano, gdy będę w szkole. Wracając. Mieliśmy tylko jeden pokój gościnny, no więc trzeba było trochę przemeblować. Choć w sumie mogłoby być ich więcej, ale chłopacy woleli urządzić sobie pokoje, z których zupełnie nie korzystają, na przykład taką bibliotekę. No, ale dobra. Tak więc, w pokoju gościnnym spała Babcia Horan i Babcia Payne. W pokoju Zayna spała Babcia Malik i Babcia Tomlinson, a w pokoju Harrego, Babcia Styles. Dlatego Zayn spał z Niallem, a Harry na kanapie w salonie bo stwierdził, że jego babcia za bardzo się rzuca podczas snu. Więc jako pierwszy przystanek obrałam sobie pokój Lou. Weszłam cichutko, a chłopak spał jak zabity. Nawet kiedy niechcąco zrzuciłam go z łóżka on się nie obudził. Wzdrygnęłam ramionami i poszłam do Liama. Liaś zupełnie nie reagował na moje krzyki. Jego prawie też zrzuciłam z łóżka, ale zdążyłam w odpowiedniej chwili zareagować i chłopak został na łóżku. Babci Direction raczej nie będę budzić, tak więc pokój Nialla. Cichutko do niego weszłam zastając Nialla i Zayna przytulonych do siebie. Miodzio. Zajmowali całe łóżko oprócz narożnika, w którym leżały żelki i cukierki blondasa.
-Niall- szepnęłam szturchając chłopaka. 
-Co jest mamo?- zapytał z zamkniętymi oczami.
-Mogę z wami spać?
-Mhm- mruknął i przytulił się mocniej do Malika. Uśmiechnęłam się i zajęłam narożnik wypełniony słodyczami. Ale kiedy wyrwałam sobie kilka włosów wyciągając z nich żelka, stwierdziłam, że to chyba nie najlepszy pomysł. Hm, został jeszcze tylko Harry. No dobra, przy odrobinie szczęścia go obudzę. Najciszej jak tylko mogłam zeskoczyłam z łóżka i omijając wszystkie śmieci, ubrania, gitary i jedzenie, wyszłam z pokoju blondasa. Westchnęłam i opatulona w koc zeszłam do salonu gdzie spał Styles w samych slipach zajmując całą kanapę. 
-Harry obudź się- szepnęłam szturchając go w ramię. Chłopak tylko mruknął coś niezrozumiałego po nosem i przytulił się do poduszki. –Harry, obudź się no!- lamentowałam coraz głośniej. –Harry!- krzyknęłam mu do ucha. Nic. Nawet nie drgnął! Westchnęłam. Hm, fotel jest wolny. Gdy się na nim siedzi jest całkiem wygodny. Może się na nim wyśpię. Ponownie westchnęłam widząc wszędzie porozwalane ciuchy i bieliznę Stylesa. Tylko co tu robią jakieś trzy pary butów? Dobra, nie wnikam. Byłam już prawie przy fotelu, gdy zahaczyłam o jeden z jego butów i runęłam jak długa na ziemię robiąc przy tym niezły hałas.
-Co jest?- zapytał Harry podnosząc głowę i rozglądając się dookoła. 
-Ała- jęknęłam nie mając siły się ruszyć.
-Charlie? Co ty tu robisz?- zapytał pomagając mi wstać.
-Długa historia- westchnęłam siadając na kanapie, a Harry uniósł brwi. Wywróciłam oczami i wzięłam długi wdech. –Miałam koszmar i chciałam spać u chłopaków tyle, że nigdzie nie ma miejsca albo tak mocno śpią, że nie można ich obudzić- jęknęłam.
-Możesz spać ze mną- odparł Harry wzdrygając ramionami. Uśmiechnęłam się do niego i oboje położyliśmy się na kanapie chcąc ułożyć się jak najwygodniej i nie zepchnąć drugiej osoby na podłogę.
-Zimno tu- stwierdziłam po chwili opatulając się mocniej kocem. Harry spojrzał na siebie i pokręcił głową. Ja nie wiem jak on może tak wytrzymać. Przecież tu jest zimno jak na biegunie, a on śpi w samych slipach! Nieraz nawet bez, ale dzisiaj miałam szczęście, bo Styles wyjątkowo je założył.
-Chodź tu- mruknął i przytulił mnie przykrywając też swoim kocem. Miło z jego strony. Od razu zrobiło mi się cieplej. Sama nie wiem czy dlatego, że przytulałam się do jego nagiego (i umięśnionego) torsu, czy dlatego, że byłam owinięta w dwa koce. –Dobranoc Charlie- szepnął jeszcze i zamknął oczy. Po chwili słyszałam jego równy oddech. Jednak ja nie mogłam zasnąć. Nadal nie mam pojęcia dlaczego zgodziłam się na tą randkę. Przecież Harry to mój przyjaciel i nie czuję do niego nic więcej. Może po prostu nie chciałam go zranić? Albo po prostu Harry mi się tak naprawdę podoba, a nie byłam tego świadoma, bo nie chciałam żeby to było prawdą. Dobra, wiecie co? Jutro umówię się z psychiatrą. Obiecuję.

_______________________________________________________

Bum-tsa.