piątek, 29 maja 2015

Rozdział 49

**Epilog**



-Pada śnieg,pada śnieg- zanuciłam pod nosem, grzebiąc w kartonie z ozdobami świątecznymi. -Dzwonią dzwonki sań- urwałam, wyciągając z kartonu czerwony stanik z białym puchem. Uniosłam brwi.
-Ojej, to moje- zachichotał Lou, zgarniając stanik i idąc z nim na górę. Uniosłam brwi wyżej.
-Okeeeej- przeciągnęłam, a potem wróciłam wzrokiem do kartonu i wyciągnęłam z niego małego tańczącego Mikołaja. Włączyłam go, sądząc, że usłyszę jakąś kolędę, gdy on nagle zaczął śpiewać kwestię Kena z piosenki Aquy.
-Słońce, co robisz?- zapytał Niall, stając nade mną z kanapką w ręce. Odłożyłam Mikołaja na bok i wyciągnęłam świecącego aniołka. Przynajmniej wydawało mi się, że to aniołek. No bo w sumie nim był. Rozebrany jak do rosołu, ale był. Wyglądał trochę jak Miranda Kerr z zeszłorocznej świątecznej promocji Victoria’s Secret z dolepionymi kolorowymi lampkami. Uniosłam brew i rzuciłam ją na bok, na kupkę Rzeczy Do Wyrzucenia. –Hej, co robisz z Miran… znaczy, tym ślicznym aniołkiem?- zapytał Niall, poprawiając się w porę. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się niewinnie.
-Wyrzucam ją- odparłam, wzruszając ramionami. Zapewne w rozpuszczonych włosach, które słodkimi lokami okalały moją twarz, jasnych ubraniach i z tym niewinnym uśmiechem wyglądałam jak aniołek. Nie żebym robiła to celowo, czy coś.
-Ale… dlaczego?- zapytał Niall, robiąc duże oczy. –Przecież to śliczna ozdoba choinkowa! Sam ją robiłem! Znaczy z Zaynem, ale… Czemu?
-Bo jest brzydka- mruknęłam, wracając do kartonu. Niall wytrzeszczył oczy, wskazując na kupkę Rzeczy Do Wyrzucenia.
-Miranda… Moja piękna Miranda… Jak ona może?- mamrotał pod nosem z miną szaleńca. Po chwili podszedł do niego Liam, popatrzył na niego przez chwilę, zmarszczył brwi, a potem, jak gdyby nigdy nic, uśmiechnął się do mnie.
-Co robisz?
-Świąteczne porządki- odparłam, patrząc na czerwoną bombkę z namalowanym Mikołajem, który dawał klapsy pani Mikołajowej, która wyglądała jak supermodelka. Westchnęłam i odłożyłam ją na kupkę seksistowskiego kiczu, która rosła z każdą chwilą.
-Moja Miranda…- mamrotał Horan. Nagle obok Nialla pojawił się również Zayn, piszący sms-a. Pewnie do Willow. Widząc Nialla, który najwyraźniej był w szoku, uniósł brew.
-Stary, co ci jest?
-Piękna Miranda… Ona wyrzuciła piękną Mirandę… Moja biedna Miranda…- wymamrotał Irlandczyk, a Malik spojrzał, w kierunku, w którym wskazywał, a widząc tam Mirandę Kerr w świątecznej bieliźnie, otworzył szerzej oczy, wciągając gwałtownie powietrze.
-Charlie, nie możesz wyrzucić Mirandy!- zapiał, a ja spojrzałam na niego.
-Niby dlaczego?
-No bo… bo to Miranda! Jej się nie wyrzuca!- odparł, a ja uniosłam brew.
-Miranda… taka piękna…
-Liam, daj mu jakiś kocyk, czy coś- powiedziałam, patrząc na Li, a on pokręcił głową i zabrał ze sobą na górę Blond Piękność i Malika, którzy nie mogli wyjść z szoku. Faceci.

***

Po jakimś czasie skończyłam rozdzielać ozdoby między te kiczowate, a te nadające się do ozdobienia domu. Wstałam i spojrzałam na dwie kupki. Ta z seksistowskim kiczem była niepokojąco duża, a na tej drugiej, znajdował się jedynie złoty świecznik z wygrawerowanymi choinkami. Westchnęłam. Potrzebujemy zakupów. Zwłaszcza, że w tym roku urządzamy wigilię u nas, więc rodziny chłopaków przyjadą tutaj. I wreszcie poznam rodziców Harrego, bo wcześniej jakoś nie było okazji. Miodzio.
-Skarbie, dlaczego ten świecznik w kształcie mikołajki w bieliźnie leży na ziemi?- zapytał Harry, podnosząc świecznik i oglądając go. Zmarszczyłam brwi. Jak to w kształcie mikołajki w bieliźnie?
-Pokaż to- wymamrotałam, zabierając mu świecznik i przyglądając się mu. Rzeczywiście, był w kształcie mikołajki w bieliźnie. Jęknęłam i dorzuciłam go do ogromnej kupki seksistowskiego kiczu, zaraz obok lampek w kształcie sikającego Mikołaja. –Musimy zrobić zakupy przed świętami. Duże zakupy- odparłam, a Harry spojrzał na mnie, unosząc brwi. –A ty pojedziesz ze mną- dodałam, uśmiechając się cwaniacko. Harry rozejrzał się dookoła, szukając ratunku. Nagle złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Kochanie, jak ty pięknie wyglądasz w tym świetle. Aż mam ochotę cię objąć i…- przyłożyłam mu palec do ust, uciszając go.
-Nie wymigasz się- powiedziałam, a on westchnął męczeńsko. –Prooooszę- przeciągnęłam, uśmiechając się słodko. Harry nawet nie drgnął. Okej. Trzeba użyć broni większego kalibru. Mój wzrok stał się nagle drapieżny, a uśmiech seksowny. Zmarszczyłam delikatnie brwi i nachyliłam się do niego, szepcząc mu na ucho: -Dostaniesz nagrodę- podziałało błyskawicznie.

-Okej!- zgodził się, uśmiechając od ucha do ucha. –Ubieraj się, jedziemy- odparł, a ja cmoknęłam go w usta i popędziłam po kurtkę i buty. Gdy sznurowałam glany, poczułam jak obejmuje mnie w pasie. -A mogę tę nagrodę dostać troszkę wcześniej? Na przykład w przebieralni jakiegoś sklepu?- zamruczał mi do ucha, a ja się uśmiechnęłam i odwróciłam do niego, opierając dłonie na jego piersi.
-Wybacz kocie, ale nie tym razem- odparłam, a mina mu zrzedła. Odwróciłam się w stronę schodów i krzyknęłam: -Zbierać się! Jedziemy na zakupy! Ten, który będzie pierwszy, dostanie ode mnie numer Mirandy Kerr pod choinkę!- nie minęło pięć sekund, a chłopacy stali w równym rządku, zwarci, gotowi i przepychający się.
-No… to dostanę ten numer?- zapytał Zayn, szczerząc się.
-To nie fair! Podłożyłeś mi nogę!- fuknął Niall, krzyżując ręce na piersi z miną urażonego 5-cio latka. Uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami.
-Mam jeszcze numer Barbary Palvin, więc może go też dorzucę- odparłam, a chłopakom aż się oczy zaświeciły. –Na tym pokazie poznałam wiele pięknych modelek- dodałam, wychodząc z domu. Harry jakieś dwa tygodnie temu zabrał mnie na pokaz mody w centrum Londynu. I jakoś tak wyszło, że zaprzyjaźniłam się z kilkoma supersławnymi modelkami, co odkrył Lou, widząc, że dostałam sms-a od Cary Delevigne. Uśmiechnęłam się do Harrego, który jak prawdziwy gentleman otworzył mi drzwi samochodu. Tylko nadal miał trochę urażoną minę. Cmoknęłam go w kącik ust i szepnęłam: -Kto wie. Może uda nam się wyrwać na chwilkę- a jego usta od razu rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Po chwili Harry wsiadł obok i zapalił silnik, a ja spojrzałam na jego profil, przygryzając wargę. Nadal nie mogłam się nim nacieszyć. On jest taki przystojny! I taki uroczy, słodki, mądry, zabawny i kochany! Po prostu ideał. Harry widząc, że na niego patrzę, również na mnie spojrzał, a ja zatonęłam w zieleni jego oczu. I właśnie się do siebie nachylaliśmy, nasze usta dzieliły milimetry, gdy nagle…
-Dlaczego ona siedzi z przodu?- westchnęłam, spuszczając głowę. Harry odwrócił się do chłopaków i zgromił spojrzeniem Malika, który uniósł brwi.
-Bo umie się zachować w przeciwieństwie do was?- mruknął Harry, również unosząc brwi.
-Ej, to nieprawda!- wtrącił Lou, a Harry westchnął, usiadł prosto i ruszył ulicą.
-Serio? A kto ostatnio tańczył na przednim siedzeniu przez co prawie zjechałem na drugi pas, prosto przed pędzącą ciężarówkę?- zapytał Harry, zerkając na przyjaciela w lusterku, a ten się zarumienił i zamknął usta. Uśmiechnęłam się pod nosem. Harry potrafi mnie obronić nawet przed Louisem. A to jeszcze nikomu się nie udało. Mówiłam, ideał.

***

-Ty, popatrz, ale zarąbiste lampki!- zawył Liam, wskazując na wystawę jakiegoś sklepu.
-Gdzie?- zapytał Niall i zanim zdążyłam się zorientować, popędzili przed siebie. Westchnęłam i spojrzałam na Lou, siedzącego w ogromny wózku z zakupami, który pchał Zayn, jedną nogą stojąc na wózku, a drugim odpychając się od ziemi.
-Świąteczna promocja na ozdoby choinkowe na pierwszej. Powtarzam: świąteczna promocja na ozdoby choinkowe na pierwszej. To nie są ćwiczenia- powiedział Lou, wydając dźwięki jak walkie-talkie.
-Przyjąłem. Bez odbioru- odpowiedział Zayn i po chwili ich już nie było. Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową. Teraz muszę wymyślić jakąś naprawdę dobrą wymówkę dla sprzedawczyni, gdy coś zepsują. Bo historyjka, że chłopacy są niedorozwinięci, a ich mama robi zakupy w sklepie obok, przestała być wiarygodna, gdy chłopacy postanowili zapuścić brody. Teraz każdy, oprócz Nialla i Harrego miał zarost. I nie mogłam już przekonać sprzedawców, że oni tylko wyglądają na takich
wyrośniętych i w rzeczywistości mają dwanaście lat.
-Wiesz. Czasem myślę, że to ty jesteś tym najnormalniejszym- odparłam, odwracając się do Harrego. Uniosłam brew, widząc, że przegląda się w szybie wystawy sklepowej, robiąc dziwne miny i strasząc dzieci w sklepie. –Dobra, cofam to- Harry spojrzał na mnie ze słomkami w ustach, imitującymi wampirze kły.
-Fo?
-Eee, nieważne- mruknęłam, a on wzruszył ramionami i wrócił do straszenia dziecka po drugiej stronie szyby. Chłopiec spojrzał na niego jak na idiotę i pokazał mu środkowy palec.
-O, fy mafy, niefychofany…- zaczął Harry, pusząc się, a ja się zaśmiałam i odciągnęłam go od tego sklepu. –Dzifiejfa mfofief- westchnął, wykrzywił się i wyrzucił słomki do kosza. Zachichotałam, a on spojrzał na mnie, a potem rozejrzał się dookoła. –Gdzie reszta?- zapytał z dziwnym błyskiem w oku. Wzruszyłam ramionami, wiedząc, że on coś już knuje.
-Poszli gdzieś.
-Doskonale- mruknął, uśmiechając się i nagle zaciągnął mnie do jakiegoś sklepu z ubraniami, zgarnął pierwszy wieszak z brzegu i wepchnął mnie delikatnie do przebieralni, zasłaniając za sobą starannie bordową zasłonę, zanim ktokolwiek się zorientował co się dzieję. Zaśmiałam się widząc co wisi na wieszaku, który trzymał. Harry odwrócił się do mnie, zdziwiony unosząc brwi. –Co?
-Słodko byś w tym wyglądał- odparłam, wciąż się śmiejąc, a on spojrzał na ciuch, który trzymał i się uśmiechnął. Jeśli można to nazwać ciuchem. Była to seksowna koszula nocna w świątecznym stylu, czerwona, z białym puchem.
-A kto powiedział, że ja to założę?- zapytał, uśmiechając się szelmowsko i podchodząc do mnie. Nie miał daleko. Jakiś krok. Przebieralnia nie była zbyt duża, a, że byliśmy w niej w dwójkę, zrobiło się ciut ciasnawo. Ale przytulnie. Zarzuciłam mu ręce na szyję i się uśmiechnęłam.
-Chyba w twoich snach, kotku- odparłam, a on kiwnął głową.
-Oj tak. I to bardzo często- powiedział, a ja uniosłam brwi i się zaśmiałam.
-Zboczeniec!- fuknęłam, troszeczkę za głośno, klepiąc go w ramię, a Harry zarechotał. Ale nagle przestał, słysząc męski głos.
-Wszystko w porządku? Pomóc w czymś pani?- zamarliśmy, modląc się, by ekspedient nie zauważył dwóch par butów pod zasłoną. Odchrząknęłam.
-Tak. Dziękuję, dam sobie radę!- zawołałam, po chwili słysząc jego kroki. Wypuściłam powietrze z płuc. –Było blisko- szepnęłam, a Harry się uśmiechnął.
-Bezczelność! Pewnie chciał tu wejść i „pomóc ci z suwakiem”! A od czego jestem ja?- zapytał, a ja znowu się zaśmiałam, opierając się o ścianę przebieralni.
-Często wchodzisz do przebieralni, „pomagając kobietom z suwakiem”?- zapytałam, unosząc brew. Harry zbliżył się jeszcze, a nasze usta prawie się stykały.
-Zdarzyło się kilka razy- szepnął i już chciał mnie pocałować, gdy ja go odepchnęłam.
-Co?!- fuknęłam, a on się zaśmiał.
-Żartowałem- odparł, a ja ponownie uderzyłam go w ramię. –Tylko tobie pragnę pomagać z suwakiem- szepnął, poważniejąc, a ja poczułam, że brak mi tchu.
-Harry, ja…- wymamrotałam, oszołomiona jego bliskością, spojrzeniem, zapachem. Trudno mi było się skupić na tym co chcę powiedzieć.
-Tak?- szepnął, muskając swoimi wargami, moje. Moje serce zatrzepotało, jak mały ptak, chcący się wyrwać z klatki. Zamknęłam oczy i Harry już miał mnie pocałować, gdy nagle…
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! CHARLIE, RATUUUUUUUUUUUUJ!!!- odsunęliśmy się od siebie odrobinę i zaskoczeni spojrzeliśmy na kotarę. Znałam te wrzaski. To Lou i Zayn!
-No nie wierzę- mruknął Harry, a ja wybiegłam z przebieralni, wprost pod rozpędzony wózek, w którym siedzieli Lou i Zayn, tuląc się do siebie i wrzeszcząc jak wariaci. I pewnie by mnie
staranowali, gdyby Harry nie złapał mnie za łokieć i odciągnął na bok. Wózek pędził przez sklep z zawrotną prędkością, przewracając wieszaki, a ludzie uskakiwali przed nim. Pewnie wylecieliby przez szklaną ścianę, gdyby Harry nie dogonił ich z kocią zręcznością i zatrzymał. Chłopacy wyskoczyli z wózka i rzucili się na niego, powalając na ziemię, tuląc i ściskając.
-Mój bohaterze!- krzyczeli, całując go w policzki. Patrzyłam na nich z lekko otwartymi ustami, gdy nagle usłyszałam chrząkanie. Spojrzałam w bok, na sprzedawcę, który skrzyżował ręce na piersi.
-Zna ich pani?- zapytał, marszcząc brwi. Spojrzałam kątem oka na chłopaków i pokręciłam głową.
-Skąd. Pierwszy raz na oczy widzę!- zapewniłam, a sprzedawca spojrzał na mnie badawczo. I już zaczynał mi wierzyć, gdy nagle chłopacy rzucili się na mnie, ściskając.
-Charlie! To było straszne! Tak się bałem!- zawył Zayn, a ja spojrzałam na sprzedawcę, uśmiechając się krzywo.
-Jaka Charlie? Nie znam cię człowieku. Odejdź- odparłam, a Lou spojrzał na mnie, unosząc brwi.
-Charlie, nie zgrywaj się- powiedział Lou, a ja odsunęłam się od Zayna, zerkając nerwowo na sprzedawcę, który ponownie zmarszczył brwi.
-Nie wiem o co panu chodzi. Proszę dać mi spokój.
-Charlie! Mam twoje zdjęcie w portfelu. Przestań udawać- fuknął Lou, a ja, widząc, że sprzedawca kręci głową, westchnęłam i podałam mu wizytówkę.
-Pokryjemy wszystkie koszty. Najmocniej przepraszamy- mruknęłam, a on wziął wizytówkę i wskazał na wyjście. –Jasne, jasne. Już idziemy- odparłam i spochmurniałam, widząc, że ludzie dookoła nagrywali to komórkami. –Super- mruknęłam. –Za chwilę wszystko będzie w sieci.
-O, fajnie! Bo chciałem zobaczyć jak to wyglądało!- zawołał Lou, uradowany. –Z pewnością epicko- odparł, kiwając głową.
-O tak!- zawołał Zayn, przybijając z nim piątkę.
-Jedyne co możesz zobaczyć to długi rachunek- odparłam, a Tommo spojrzał na mnie, unosząc brwi.
-Co masz na myśli?
-Dałam im twoją wizytówkę- odparłam, uśmiechając się, a Lou zrobił minę jakby właśnie zniósł jajo.
-Oj- powiedział Lou, bledną, a chłopacy zaczęli się śmiać.

***

-Harry, chcesz?- zapytał Lou, podsuwając mu paczkę chrupek pod nos, a ten się wykrzywił i odsunął od Lou, obejmując mnie. –Stary, co jest?- Harry nawet na niego nie spojrzał, a Lou posłał mi pytające spojrzenie. Uśmiechnęłam się.
-Przerwaliście mu w odbieraniu nagrody- odparłam, a Tommo uniósł brwi wyżej.
-Jakiej nagrody?- zapytał, a ja już otwierałam usta, by coś powiedzieć, gdy nagle Zayn zadał ważne pytanie.
-Gdzie Liam i Niall?- no właśnie. Rozejrzałam się dookoła, a Lou wzruszył ramionami.
-Nie widziałem ich odkąd zniknęli w sklepie z lam…- urwał, z chrupką przy ustach, a ja uniosłam brwi i podążyłam za jego wzrokiem. Również się zatrzymałam widząc to, co on. Oho. O wilku mowa. Niall stał na wystawie sklepu, szczerząc się szeroko, owinięty w kolorowe lampki, jak choinka, a Liam trzymał końcówkę sznura, rozglądając się z miną myśliciela. Nagle jakby go olśniło i podłączył lampki do gniazdka. Przez chwilę wszystko było okej i Niall wyglądał naprawdę śmiesznie (i dziwnie) owinięty w kolorowe lampki, ale nagle błysnęła jakaś iskra i lampki zgasły. I w sklepie zrobiło się zupełnie ciemno. Podobnie jak w całej galerii. Jedynym źródłem światła był palący się sweter Horana. Nagle Liam, Lou, Zayn, a zwłaszcza Niall, zaczęli wrzeszczeć jak nienormalni, a Harry wziął chrupki od Lou i zaczął je jeść, patrząc z zaciekawieniem na całą scenę.
-O MÓJ BOŻE!- wykrzyknęłam, wbiegłam do sklepu, chwyciłam gaśnicę (sama nie wiem skąd wiedziałam gdzie będzie) i ugasiłam płonący sweter Horana, zanim płomień zdążył się rozprzestrzenić. Rzuciłam gaśnicę w bok i odłączyłam lampki, a zaraz zrobiło się jasno. Niall w błyskawicznym tempie wyplątał się z lampek, cisnął je na ziemię i rzucił się mi w ramiona, drżąc jak chihuahua w zimę. Przytuliłam go mocno, nie zwracając uwagi na to, że całą upaćkał mnie białą pianą. –Już dobrze, już dobrze- szepnęłam, głaskając go po plechach i posyłając wściekłe spojrzenia Liamowi, który gapił się na nas z otwartymi ustami.

***
-Czy was już do końca pogrzało?! Niall mógł się poparzyć! Nie wspominając o tym, że przez was musiałam przepraszać właściciela sklepu. I galerii. Znowu. A gdybym się tam w porę nie zjawiła?! Niall wylądowałby w szpitalu z poważnym poparzeniem!- krzyknęłam, a Liam i Niall stali naprzeciw mnie, ze spuszczonymi głowami.
-Przepraszamy- wymamrotali.
-To nie miało tak być. Chcieliśmy tylko zrobić fajne zdjęcie- odparł Niall, podnosząc głowę.
-No właśnie! Nie myśleliśmy, że to może się tak skończyć!- dodał Liam, a ja zgromiłam go spojrzeniem. –Zaraz. Jak to znowu?- zapytał po chwili, marszcząc brwi.
-Nie interesuj się!- warknęłam. –Wy nigdy nie myślicie!- krzyknęłam, krążąc w tę i z powrotem, podczas, gdy Zayn, Lou i Harry siedzieli na ławeczce obok, patrząc na nas. Lou i Zayn mieli nieciekawe miny, bo niedawno dostali identyczny ochrzan. A Harry siedział obok nich i, jak gdyby nigdy nic, chrupał serowe chrupki, oglądając całą scenkę z zainteresowaniem. –Ja mam szesnaście lat. A wy?! A wy dziewiętnaście!* To wy powinniście się mną opiekować, a nie na odwrót!
-Ale Charlie…
-Szlaban na miesiąc!- fuknęłam, przerywając Liamowi, a on uniósł brwi.
-Ale…
-Zero telewizji, Internetu, telefonów- odparłam, a Niall uśmiechnął się pod nosem. –I ranek- dodałam, a jego uśmiech zbladł. –Dawać komórki- zażądałam, wyciągając rękę.
-Ale…
-Zachowujecie się jak smarkacze to potraktuje was jak smarkacze!- warknęłam, nie dopuszczając Liama do słowa. –Tamta dwójka już oddała mi komórki- dodałam, wskazując na Lou i Zayna, którzy siedzieli na ławce, dziwnie wyprostowani. Niall i Liam przez chwilę mierzyli się ze mną wzrokiem, a potem westchnęli i oddali mi telefony. Schowałam je do torby, gdzie spoczywały już trzy inne. –A teraz marsz na górę. Jesteśmy tu od dwóch godzin, a jeszcze nic nie kupiliśmy- mruknęłam i po chwili cała czwórka ruszyła na górę z posępnymi minami. Harry złapał mnie za rękę i uśmiechnął się szeroko.
-Kocham jak się złościsz- zamruczał, całując mnie w szyję. Odsunęłam się i zmarszczyłam brwi.
-Zostaw mnie. Jestem wściekła- mruknęłam, wyrywając mu dłoń i krzyżując ręce pod biustem. Harry otworzył usta.
-Ale… kochanie!- złapał mnie za ramię, a ja znowu się od niego odsunęłam. Chłopacy obejrzeli się na nas. –Dzięki frajerzy- mruknął, a oni szeroko się uśmiechnęli.
-Nie ma za co- odparł Zayn, szczerząc się, a Harry puścił się biegiem i zaczął go gonić po ruchomych schodach. Po chwili dołączyła do nich reszta. Ludzie odsuwali się na boki, wydając zdziwione okrzyki. Westchnęłam, a potem wzięłam kilka głębokich wdechów. Z głupotą nie wygrasz. I ruszyłam schodami w górę za stadem idiotów.

***

Po kilku godzinach szliśmy przez parking, a Niall i Zayn pchali wózek wypełniony ozdobami świątecznymi, które ani trochę nie były kiczowate ani seksistowskie. Już ja o to zadbałam.
Obejmujący mnie Harry zwolnił kroku, a gdy chłopacy byli już daleko, odwróciłam się do niego, by zapytać o co chodzi, gdy on nagle pociągnął mnie za sobą i przycisnął do ściany galerii. Uniosłam brwi.
-Harry, co ty…
-Do trzech razy sztuka- przerwał mi i złączył nasze usta. Naciągnęłam się jak struna i przyciągnęłam go bliżej za szyję, czując jak serce mi przyspiesza. Zaczął gwałtownie, łakomie, a potem zwolnił i jego usta delikatnie pocierały moje, wywołując przyjemne dreszcze na całym ciele. Wyłączyłam myślenie, a cała złość odleciała w niepamięć. Liczył się tylko on i jego usta na moich. Odsunęliśmy się od siebie po długiej chwili. Czułam, że mam rumieńce i to wcale nie przez mróz. Harry uśmiechnął się, a ja poczułam coś mokrego na nosie. Spojrzałam w górę i nagle zaczęło lać. Zachichotałam, a Harry złapał mnie za rękę i pognaliśmy do samochodu. Wsiedliśmy mokrzy, drżący i uśmiechnięci.
-A was gdzie wcięło?- zapytał Niall, wychylając się z tylnego siedzenia vana. Harry spojrzał na mnie i uśmiechnął się szerzej.
-Odbierałem nagrodę- odparł, a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Ja się pytam: jaką nagrodę?- zapytał ponownie Lou, a ja się zaśmiałam.

***

Następnego ranka obudziłam wszystkich punkt 8, krążąc po korytarzu, uderzając drewnianą łyżką o garnek i krzycząc:
-Wigilia jest za tydzień. Mamy mało czasu, a jeszcze nic nie jest zrobione. Wstawać i do roboty!- no cóż, chłopcy nie byli zbyt zadowoleni, gdy zeszli na dół, ale widząc górę jajecznicy, tostów, grzanek i naleśników, humor im się poprawił i praca szła żwawo. Po kilku godzinach dom był udekorowany, od góry do dołu. Zostały tylko lampki na balkonie, którymi zajmował się Lou. I siedziałam właśnie na kanapie z kartką i długopisem, myśląc co ugotować na wigilię, gdy dobiegły mnie krzyki Lou, a potem w całym domu wyłączono prąd. Uniosłam głowę i zadrżałam. Nie lubię ciemności.
-Już biegnę księżniczko, ochronię cię!- usłyszałam okrzyk Harrego i obejrzałam się w kierunku, gdzie, jak sądziłam, były schody. Nagle usłyszałam huk i stłumiony jęk. Podniosłam się i zaczęłam mrugać, chcąc coś dostrzec w ciemności.
-Harry, w porządku?- zapytałam, nasłuchując. W odpowiedzi dostałam jęki i odetchnęłam, stwierdzając, że żyje. Gdy nagle w domu zrobiło się jasno. Zmrużyłam oczy, oślepiona światłem. A gdy, moje oczy przyzwyczaiły się do jasności, zauważyłam Harrego, leżącego na podłodze koło kanapy. Podeszłam do niego, kładąc mu rękę na plecach. On po chwili usiadł na podłodze, łapiąc się za głowę z krzywą miną. –Gdzie cię boli?- zapytałam, a on spojrzał na mnie, uśmiechając się szelmowsko.
-Tu- odparł, wskazując czoło. –I tu- dodał, pokazując na prawy policzek. –I tu- teraz pokazał na nos. –I jeszcze tutaj- wskazał na swoje usta, szczerząc zęby, a ja uniosłam brew.
-Zaczekaj. Zawołam Zayna żeby cię pocałował, to przestanie boleć- odparłam, podnosząc się z ziemi z uśmiechem.
-Nie! Już mi lepiej!- wykrzyknął łapiąc mnie za rękę, a ja się zaśmiałam. –To ja przybiegłem do ciebie, by cię ochronić przed potworami z ciemności, a ty mi się tak odpłacasz?- zapytał, ciągnąc mnie delikatnie za rękę, bym usiadła mu na kolanach.
-Przepraszam, mój bohaterze- odparłam, uśmiechając się i cmokając go w kącik ust. Harry wyszczerzył zęby, zadowolony z siebie.
-Tak lepiej- powiedział, obejmując mnie. Nagle z góry zbiegł Josh, który pomagał Louisowi zamontować lampki na balkonie, z zaróżowionymi policzkami. Widząc, że siedzimy na dywanie, obejmując się, nagle się zatrzymał i uśmiechnął głupio.
-Małe maranko na dywanie? Jak romantycznie- zamruczał, a ja wywróciłam oczami.
-Spadaj Devine- mruknęłam, a on się zaśmiał.
-Słyszycie?- zapytał nagle, przykładając dłoń do ucha, by lepiej słyszeć. Uniosłam brew.
-Niby co?
-To dziewictwo Charlie ucieka z krzykiem- powiedział, wybuchając śmiechem, a Harry zrobił się aż czerwony. Zmarszczyłam brwi.
-Słyszycie?- zapytałam, parodiując Josha.
-Niby co?- Josh zmarszczył brwi.
-To szanse Josha na zdobycie numeru Mirandy Kerr uciekają z krzykiem- dokończyłam, a Devine
otworzył usta. Uśmiechnęłam się triumfalnie i podniosłam z godnością. Po chwili Harry stanął obok, nadal śmiejąc się pod nosem.
-Hej, widzieliście co się właśnie… ominęło mnie coś?- zapytał Niall, przystając w pół słowa i robiąc zdziwioną minę.
-Oh, Charlie właśnie zgasiła Josha- odparł Harry, machając ręką.
-Znowu?- mruknął Niall, patrząc znudzony na Devina, a ten napuszył się jak paw. –Nieważne- rzuciła Blondi, zanim tamten zaczął paplać. –Lou jakimś cudem zakłócił przepływ prądu, podłączając lampki. Zrobił zakłócenie w dostawie prądu na całej ulicy!
-Znowu?- jęknęłam, a Josh spojrzał na mnie dziwnie. Eh, to długa historia. Nie chcecie jej słuchać. Uwierzcie. Powiem tylko tyle, że zakończyła się dobrze i wyciągnęliśmy Lou z więzienia… Nie pytajcie.

***

Wigilia zbliżała się wielkimi krokami i kolejne dni mijały nam na przygotowaniach. W końcu dom był pięknie ubrany, wyczyszczony, menu ustalone i w połowie gotowe, Zayn i ja zostaliśmy smutnie uświadomieni, że Święty Mikołaj nie istnieje (dobre sobie, ja wiem lepiej!), Harry porozwieszał jemioły w całym domu i wyglądało na to, że mam fariant, gdy nagle uświadomiłam sobie, że o czymś zapomniałam. Prezenty! Poderwałam się gwałtownie z kanapy, a Niall, z którym oglądałam dziwny film dokumentalny o kolesiu, który dał się połknąć anakondzie, spojrzał na mnie zaskoczony.
-Muszę lecieć- odparłam, ubierając się w pośpiechu. Blond Piękność patrzył na mnie z kanapy,
unosząc brwi. –Nie dzwońcie. Wrócę późno!- zawołałam jeszcze i zniknęłam za drzwiami. Zamówiłam taksówkę, a kiedy ta przyjechała, ruszyliśmy prosto do galerii. Mam tylko nadzieję, że ze wszystkim się wyrobię. Cholibka.

***

Dobra. Mam już chyba wszystko. Bawełniana bluzka dla Dylan, śliczny, czarny sweterek dla Elki, kostki do gitary i nowe kółka do deskorolki dla Jessy’ego, nowy krawat i elegancka koszula dla Paula, złote kolczyki dla jego żony, bransoletka z zawieszką w kształcie jamnika-hot-doga dla Effie (niedługo ma kolejną randkę z Niallem. Może i nie są jeszcze oficjalnie parą, ale ja wiem swoje), kilka książek, które znalazłam na jej liście Do Przeczytania dla Willow (z Zaynem dogadują się bardzo dobrze i za każdym razem, gdy na nich patrzę, czuję, że jestem dumna. Z siebie. W końcu to dzięki mnie!), spódniczka, która z pewnością nie jest mini (to będzie pewnie jej pierwsza) dla Amity (uwaga: przyjaźnimy się. Tak, wiem. Szok i w ogóle. Ale kiedy nie wyszło im z Liamem, ogarnął mnie nagły przypływ szczęścia i tak jakoś wyszło, że się zaprzyjaźniłyśmy. Amity wciąż kumpluje się z Liamem i często do nas przychodzi, by pooglądać z nim dziwne filmy i ponazywać mnie palantką, tja), kostium Batmana i para naprawdę ciężkich hantli dla Liama, kilka płyt jego ukochany zespołów, zestaw kolorowych profesjonalnych pisaków i blok A4 dla Zayna,  nowy stroik do gitary i czerwony sweter z reniferem, który bardzo mu się podobał dla Nialla i puchate kapcie w kształcie króliczych łap i koszulka z tańczącą marchewką do Louisa. Okej. Mam wszystko oprócz prezentu dla Harrego. Westchnęłam, obładowana torbami z zakupami. Nagle w oczy rzucił mi się sklep z komiksami, a obok niego był sklep jubilerski. Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam tam. Chyba już wiecie, co chcę mu kupić?

***

Dotaszczenie tych prezentów do domu, chowanie ich przed chłopakami, zapakowanie i wsadzenie pod choinkę było trudniejsze niż sądziłam. Jakoś mi się udało i wytrzymałam do wigilii, nie wariując wcześniej. Ale byłam tego bliska, gdy nieubłaganie zbliżał się czas kolacji, pieczeń nie była jeszcze gotowa, niedługo miałam poznać rodziców Harrego, a Louis niechcący wylał na moją sukienkę mleko.
-Ups- wymsknęło mu się. –Przepraszam Charlie. Naprawdę nie chciałem- odparł Lou, a ja usiadłam na krześle w kuchni, chowając twarz w drżących dłoniach. Czułam, że zaraz zacznę beczeć jak dziecko. Harry widząc to, odszedł od piekarnika, w którym piekła się pieczeń i ucząpnął przy mnie, kładąc mi ręce na kolanach.
-Charlie, co się dzieje?- szepnął, a ja zadrżałam, wciągając spazmatycznie powietrze.
-Wszystko idzie nie tak. Goście przyjadą za chwilę, a pieczeń jeszcze nie gotowa. Moja sukienka cuchnie skwaszonym mlekiem, wyglądam jak cieć i, gdy zobaczą mnie twoi rodzice, zakażą ci się spotykać z taką panną, bo uznają, że jestem beznadziejna, bo znając życie, zrobię coś głupiego i się ośmieszę- jęknęłam, a mój głos pod koniec się załamał. Harry objął mnie, gładząc po włosach, a ja wtuliłam twarz w jego szyję, wdychając jego kojący zapach- mydła i wody kolońskiej.
-Wcale nie jesteś beznadziejna i nie wyglądasz jak cieć- odparł, a jego niski, lekko zachrypnięty głos sprawił, że się troszkę rozluźniłam. –Poza tym, ciecie są spoko. Znam nawet jednego. Fajny gość- dodał, a ja się zaśmiałam. Harry odsunął mnie troszeczkę od siebie i spojrzał w oczy. –Jesteś najcudowniejszą, najmądrzejszą, najsłodszą, najzabawniejszą i najpiękniejszą panną pod słońcem- powiedział, a ja zamrugałam, czując się irytująco wzruszona. –Moi rodzicie cię nie polubią. Oni cię pokochają- zapewnił, a gdy już myślałam, że rozbeczę się jak dziecko, Harry ponownie mnie objął.
Po chwili wciągnął głośno powietrze przez nos. –Ale kochanie, idź się lepiej przebrać, bo cuchniesz skwaszonym mlekiem- odparł, a ja dałabym sobie rękę uciąć, że zmarszczył nos. Odsunęłam się od niego i pacnęłam go w ramię, a on się zaśmiał.
-Jesteś przykry jak kupa- mruknęłam, a on uniósł brwi i ponownie się zaśmiał.
-A co to niby znaczy?
-Nie mam pojęcia- odparłam. –Moja mama tak mówiła- wzruszyłam ramionami i oboje spoważnieliśmy odrobinę. Nagle przypomniał mi się muzyczny obóz i O.Z.d.P.G., gdzie gotowaliśmy z gwiazdami, a ja ośmieszyłam się na oczach całej Anglii i wylałam na siebie mleko, które się skwasiło. Wtedy Harry, jako jedyny z chłopaków, potrafił mnie pocieszyć i powiedział: „Nadal cuchniesz skwaszonym mlekiem”. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
-Co się tak śmieszy, Cole?- zapytał Harry, uśmiechając się półgębkiem. Spojrzałam na niego i również się uśmiechnęłam.
-Coś sobie przypomniałam.
-Skwaszone mleko?
-Dokładnie.

***

Przebrałam się błyskawicznie w czarną, elegancką sukienkę z kołnierzykiem i zanim zdążyłam się zorientować, pieczeń była gotowa, chłopacy piękni i pachnący w garniturach, a goście przyjechali. Po witaniu się ze wszystkimi, co trwało chyba wieczność, poznałam rodziców Harrego. Jego mama i ojczym nie byli wcale tacy źli jak sądziłam. Jego mama przypominała mi babcię Styles, tylko trochę młodszą i nie chciała nam dać pieniędzy „na cukiereczki”. Polubiłam ich. A oni chyba mnie. Tak przynajmniej wyczytałam z ich uśmiechów i tańców zwycięstwa Harrego, gdy poszliśmy do kuchni po napoje.
-I jak?- zapytałam, czując jak dłonie mi się pocą.
-Są tobą zachwyceni!- odparł i zanim zdążyłam się zorientować, porwał mnie w objęcia i zaczął tańczyć ze mną walca w kuchni. A, gdy wreszcie nadszedł czas rozdawania prezentów i jak widziałam z jakimi uśmiechami chłopacy oglądali swoje prezenty, westchnęłam, opierając się o kominek. Niall dał mi czarne ukulele i powiedział, że lekcje grania u eksperta dorzuca w gratisie, Zayn kupił mi śliczną, czarną torebkę (pewnie Willow mu pomagała), Lou podarował mi pluszową marchewkę i spodenki w koty, od Liama dostałam urocze kolczyki w kształcie kotorożców i moją własną pelerynę superbohatera, a Paul z żoną kupili mi i chłopakom wejściówki na premierę trzeciej części Hobbita. Harry podszedł do mnie i objął, patrząc na Lou, który paradował po salonie w swoich nowych papciach i na Nialla, który z lekkim wysiłkiem podnosił hantle Liama.
-Niezła heca, co?- zapytał, a ja uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową.
-Bywało gorzej- odparłam. –Na przykład wtedy, gdy śledziliście Jessy’ego i mnie, gdy wybraliśmy się na lody i biegaliście po całym parkingu krzycząc do walkie-talkie- dodałam, a Harry się zaśmiał.
-Tak, to było fajne- stwierdził, kiwając głową. –Oprócz tego, że byłem zazdrosny jak cholera- wykrzywił się, a ja spojrzałam na niego zaciekawiona.
-Byłeś zazdrosny o Jessy’ego?- zapytałam, a Harry zarumienił się, unikając mojego wzroku. –Dlatego wtedy na obozie go pobiłeś i wciąż byłeś na niego wściekły?
-A ty byłaś zazdrosna o Amity, gdy przy rozdzielaniu koszulek i na twojej urodzinowej imprezie się do mnie migdaliła- odparł, a ja uniosłam brwi i otworzyłam usta, by się jakoś wybronić, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.
-Po prostu nie podobało mi się jak ona na ciebie patrzyła- mruknęłam, wbijając wzrok w czubki butów. –Jak wygłodniały wilk.
-A ja nie mogłem znieść tego, że tak dużo czasu spędzasz z Jessym- odparł Harry, a ja spojrzałam na niego, uśmiechając się lekko. Jego zielone oczy patrzyły na mnie z taką miłością i czułością, że zabrakło mi tchu. Tańczyły w nich radosne iskierki.
-Mam coś dla ciebie- powiedziałam, wyciągając zza pleców dużą paczkę. Harry spojrzał na mnie zdziwiony, a potem na paczkę.
-Czy jeśli ją otworzę, wyskoczy z niej pajacyk i rzuci mi w twarz tortem?- zapytał, a ja się zaśmiałam.
-Przekonaj się- odparłam, a on po chwili wahania wziął ode mnie prezent i otworzył go. Widząc nowiuśkie wydanie Przygód Superkota, uśmiechnął się jak mały chłopiec.
-Superkot! Dzięki Charlie!- zawołał, cmokając mnie przelotnie w policzek i wertując komiks.
-To jeszcze nie wszystko- odparłam, uśmiechając się, a on spojrzał na mnie zdziwiony. Bez słowa wręczyłam mu małe pudełeczko, które trzymałam w ręce.
-Charlie, naprawdę nie musiałaś…
-Otwórz- przerwałam mu, a on po chwili patrzenia mi w oczy, wziął pudełko i zajrzał do środka. Widząc mały, srebrny samolocik na łańcuszku, spojrzał na mnie, unosząc brwi. –Przyjrzyj się- odparłam, wciąż się uśmiechając. Harry wziął samolocik w ręce i obejrzał go dokładnie. A widząc mały napis na skrzydle, uśmiechnął się i spojrzał na mnie ponownie.
-Dziękuję- powiedział, uśmiechając się w taki sposób, ze ścisnęło mi się serce. Jego uśmiech promieniał miłością, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Zamrugałam.
-Daj, założę- wymamrotałam, podchodząc i zapinając mu na szyi łańcuszek. Harry z uśmiechem wziął samolocik w palce i potarł grawerunek. Ty było jedno słowo. Charlie. –Teraz jesteś kompletny- odparłam, a on uśmiechnął się i mnie objął, wyciągając mój samolocik zza dekoltu sukienki.
-Teraz ty też jesteś kompletna.
-Ekhem- spojrzeliśmy zdziwieni w bok, gdzie stał Niall patrząc na Harrego ze znaczącą miną. Harry kiwnął głową, jakby właśnie sobie o czymś przypomniał i sięgnął do kieszeni. Wyciągnął z niej małe, czerwone pudełeczko i mi je wręczył.
-Ja też mam coś dla ciebie- powiedział, a ja, uśmiechając się lekko, uniosłam wieczko, a tam…
-Kluczyk?- zdziwiona spojrzałam na Harrego, który uśmiechał się szeroko.
-Do szafki- wskazał na szafkę pod telewizorem, a ja zmarszczyłam brwi, ale bez słowa podeszłam do niej i otworzyłam ją, spodziewając się ujrzeć całą masę durnych filmów klasy Z, które chłopacy wygrzebali z kosza, gdy ja je wyrzuciłam. Niestety. Ale zamiast nich, zobaczyłam pojedyncze pudełko na film. Wzięłam je do ręki i obejrzałam. „Przygody księżniczki Charlie”. Dziwne. Spojrzałam na Harrego, który wciąż stał przy kominku, uśmiechając się tajemniczo. Nie zwlekając dłużej, włożyłam płytę do odtwarzacza i usiadłam na dywanie, przed telewizorem.
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, była sobie księżniczka Charlie.
Zmarszczyłam brwi. Znałam ten głos. Na ekranie pojawił się filmik, gdzie stoję, rozmawiając z jakimś facetem. To było chyba podczas kręcenia teledysku do Kiss You.
Była ona piękna i dobra, ale czasem zdarzało jej się robić różne rzeczy, z których nie była potem dumna.
Zaraz. Już wiem skąd znam ten głos. Z radia BBC! Jeju. Teraz z kolei pokazano filmik nagrywany telefonem komórkowym, na którym biegnę przez galerię wrzeszcząc jak wariatka: „TO KLOWN!”, jak wylewam na śnieżnobiałą koszulę Benedicta sos czekoladowy, jak tańczę wolnego w swoim pokoju z kartonowym Aaronem Johnsonem oryginalnych rozmiarów (Harry to nagrał), jak całuję w usta żabę, która po chwili na mnie skaczę, a ja biegam w kółko, krzycząc, że mam żabę na głowie, jak uciekam w mundurku przed wielkim psem, który zerwał się z łańcucha i ciągnie za sobą budę, a ja znowu wrzeszczę jak wariatka (wiedziałam, że chłopacy mnie wtedy słyszeli i widzieli, zresztą jak całe osiedle) i wreszcie, jak obrywam z piłki w twarz od Eda i po sekundzie zostaję przez niego staranowana.
Ale wszyscy ją kochali, bo była wyjątkowo dobrą i uroczą księżniczką.
Zamrugałam zdziwiona, patrząc na tłumy fanów z transparentami z moim imieniem.
Dlatego, gdy spotkała pięciu królewiczów, oni od razu stracili dla niej głowę.
Tutaj pokazano krótkie filmiki na których chłopcy się uśmiechają i kiwają, pewnie nagrane przez fanów.
Pięciu królewiczów wciąż robiło różne, dziwne rzeczy, z których byli potem dumni, przyprawiając księżniczkę Charlie o ból głowy.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem widząc wygłupy chłopaków.
Wszyscy ją pokochali i stworzyli rodzinę.
W pokoju zabrzmiało długie „awwwwww”, gdy na ekranie pojawiła się scena, na której się przytulamy.

Ale najbardziej pokochał ją najmłodszy z królewiczów- Harry.
Uniosłam brwi, widząc jak Harry patrzył rozmarzonym wzrokiem gdzieś w dal. Wcześniej nie wiedziałam, że on tak na mnie patrzył. Ale teraz już wiem. I nadal nie mogę uwierzyć, że wcześniej tego nie zauważyłam.
Od początku chciał jej zaimponować i zwrócić jej uwagę. Ale na początku słabo mu to wychodziło.
Podczas, gdy na ekranie pojawił się Harry, spojrzałam w bok, gdzie mój książę, przyglądał mi się tym samym wzrokiem, co wcześniej na nagraniu. Widząc, że na niego patrzę, uśmiechnął się delikatnie, a ja po raz kolejny poczułam wielką radość, że wtedy w tym deszczu pobiegłam do niego.
Trud i wysiłek opłaciły się, ponieważ pewnego dnia księżniczka Charlie zrozumiała, że kocha królewicza Harrego i przybiegła do niego w deszczu.
Zdziwiłam się widząc mój pierwszy prawdziwy pocałunek z Harrym uwieczniony na filmie. Wyglądał jakby ktoś go kręcił z góry. Chwileczkę… Spojrzałam na chłopaków, którzy stali za kanapą, a oni uśmiechnęli się jak aniołki i wzruszyli ramionami.
A potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
W salonie ponownie zabrzmiał śmiech wszystkich, który był reakcją na kolejną porcję wygłupów chłopaków. Nagle film się skończył, wszyscy zaczęli klaskać, a na ekranie pojawił się biały napis.
Wyjdź na zewnątrz.
Uniosłam brwi i spojrzałam na Harrego, który się zaśmiał i machnął ręką, dając mi do zrozumienia, że mam iść. Podniosłam się i z bijącym sercem wyszłam przed dom, gdzie czekał na mnie… Harry? Zamrugałam kilkakrotnie i dopiero po paru sekundach dotarło do mnie, że patrzę na kartonowego Harrego. I minęło kolejne kilka sekund, zanim zauważyłam żółtą karteczkę przyklejoną do jego ręki. Idź do Harrego, ale tego prawdziwego. On da ci następną podpowiedź. Ale najpierw ty musisz mu coś dać. Zmarszczyłam brwi, rozpoznając pismo Eda. Odwróciłam się, zdziwiona, od razu odnajdując w tłumie Harrego i podeszłam do niego. On uśmiechnął się szelmowsko.
-Pani po podpowiedź?- zapytał, unosząc brew, a ja się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową. –Najpierw pani musi mi coś dać.
-Co takiego?- zapytałam, udając, że nie widzę jego znaczącego spojrzenia. Harry w odpowiedzi dotknął palcem swoich ust. –Chce pan szminkę? O to chodzi?- zapytałam, Harry się zaśmiał, a ja przyciągnęłam go do siebie i złączyłam nasze usta.
-Proszę bardzo- Harry wręczył mi kolejną żółtą karteczkę, gdy się wreszcie do siebie odsunęliśmy. W twoim pokoju czeka niespodzianka. Ale uważaj na niechciane pocałunki. Niechciane pocałunki? Uniosłam brwi, ponownie dzisiaj, patrząc pytająco na Harrego. Ale on, znowu, tylko tajemniczo się uśmiechnął. Wróciłam do domu, gdzie wszyscy wciąż siedzieli w salonie, rozmawiając. Nagle, jakby na zawołanie, przede mną ustawił się rządek mężczyzn z szerokimi uśmiechami. Nie mogąc pozbyć się dziwnego uczucia, że coś jest nie tak, ruszyłam do schodów. Gdy nagle Zayn porwał mnie w ramiona i cmoknął w policzek zanim zdążyłam zareagować. Zamrugałam kilkakrotnie, patrząc na niego jak baran, którego za moment potrąci ciężarówka. Malik z szerokim uśmiechem wskazał na sufit, gdzie wisiała gałązka jemioły, przywiązana przez Harrego. Westchnęłam widząc, że identyczne gałązki wiszą praktycznie wszędzie. Przygryzłam wargę i jakoś dotarłam do schodów, dostając buziaka tylko od Paula i wyjątkowo mokrego całusa od Lou. Cwaniak specjalnie na tę okazję pożyczył błyszczyk od Elki. Nie ma nic gorszego niż klejący błyszczyk na policzku. Fu. Z wyrazem triumfu na twarzy, zajrzałam do swojego pokoju, gdzie czekał na mnie kolejny kartonowy Harry. Westchnęłam i podeszłam do niego, zauważając, że ma tort w ręce. Smacznego! Tylko uważaj na dywan. Trudno będzie zmyć z niego plamy. à Mój wzrok powędrował we wskazanym przez strzałkę kierunku i uniosłam brew widząc ogromny kawałek tortu z bitą śmietaną.
-Będę gruba- jęknęłam, klepiąc się po brzuchu. Po chwili jednak wzruszyłam ramionami. –Trudno- mruknęłam i zabrałam się do jedzenia. Kilka minut i jakiś milion kalorii później, po torcie nie było śladu, a na talerzyku leżała kolejna karteczka. Teraz będzie zagadka: Kruszy skały i najtwardsze metale. Sprawia, że rosną drzewa, a ludzie się starzeją. Nic nie jest w stanie go zatrzymać. Płynie nieprzerwanie od początku świata i będzie płynąc dalej po jego końcu. Przygryzłam wargę, rozglądając się pokoju, szukając podpowiedzi. Kruszy skały i najtwardsze metale. Sprawia, że rosną drzewa, a ludzie się starzeją. Co to takiego? Nagle mój wzrok napotkał budzik przy łóżku. Czas! No jasne! Podbiegłam szybko do stolika nocnego i wyciągnęłam karteczkę spod zegarka. Każda księżniczka tańczyła na balu z księciem. Nadszedł czas na ciebie. -Okej. To jest dopiero dziwne- mruknęłam pod nosem.
-Można prosić?- podskoczyłam na łóżku, słysząc męski głos. Obejrzałam się i z wrażenia prawie
spadłam na podłogę, widząc Richarda Maddena w stroju księcia (pewnie pożyczył z planu filmu „Kopciuszek”). Z czarującym uśmiechem podszedł do mnie z wyciągniętą ręką, pomógł mi wstać i założył na głowę plastikowy diadem, podczas, gdy ja gapiłam się na niego z otwartymi ustami. Nagle z odtwarzacza popłynęły pierwsze takty walca, a my zaczęliśmy się obracać w rytm piosenki.
-Jeju- wydukałam w końcu, a on się zaśmiał. –Możesz mi wyjaśnić co tu się dzieję?- uniosłam brwi, a on się uśmiechnął i pokręcił głową.
-Dowiesz się w swoim czasie.
-Czyli kiedy?- Richard, zamiast mi odpowiedzieć, zatrzymał się i wręczył kolejną żółtą karteczkę.
-Wesołych Świąt Charlie- powiedział z uśmiechem i, jak gdyby nigdy nic, sobie poszedł. Przez chwilę patrzyłam w ślad za nim z głupią miną, ale w końcu ciekawość zwyciężyła i spojrzałam na karteczkę. To już ostatnia karteczka. Pójdź do garderoby, gdzie czeka na ciebie twój prezent. Nie mogąc ukryć uśmiechu, pognałam do garderoby i drżącą z nerwów ręką, zapaliłam światło. Zamrugałam zdziwiona, widząc mężczyznę w średnim wieku z siwą grzywą zaczesaną elegancko do tyłu i siwym zarostem, w garniturze, stojącym w mojej garderobie. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja podeszłam do niego niepewnie.
-Eee, dobry wieczór?- przywitałam się grzecznie, unosząc brew. Mężczyzna skinął lekko głową.
-Witaj Charlie. Miło mi cię wreszcie poznać- odparł, ściskając mi rękę. Uniosłam również drugą brew, zupełnie niczego nie rozumiejąc. –Jestem Francis Lawrence. Jakiś czas temu dostałem od Harrego nagranie, na którym grasz scenę z Czerwonego Kapturka. Bardzo nam się to spodobało i postanowiliśmy zaangażować cię do mojego nowego filmu- zamrugałam kilkakrotnie. Nie mam pojęcia czy to z powodu tego tortu, czy walca z Richardem Maddenem, ale mój mózg pracował na zwolnionych obrotach. Jak na razie przyswoiłam tylko tyle, że ten koleś stojący przede mną, to Francis Lawrence- światowej sławy reżyser, który nakręcił takie hity jak, między innymi, Igrzyska
Śmierci.
-Jeju- ponownie dzisiaj wymamrotałam, a reżyser uśmiechnął się pod nosem, widząc moją zbaraniałą minę. –Strasznie się cieszę, że mogę pana poznać! Bardzo lubię pana filmy i…- urwałam, bo nagle dotarł do mnie sens jego słów. –Jak to dostał pan nagranie od Harrego, na którym gram scenę z Czerwonego Kapturka?- zapytałam, a reżyser uniósł brwi, nie wiedząc co odpowiedzieć. –Chce pan powiedzieć, że ten idiota wysłał panu moje nagranie na casting, nic mi o tym nie mówiąc?!
-Yyym…
-Niespodzianka!- zawołał Harry, wchodząc z szerokim uśmiechem do garderoby, ale widząc moją minę od razu przestał się uśmiechać. –Coś nie teges?
-Coś nie teges? Coś nie teges?! Oczywiście, że coś nie teges!- fuknęłam, aż Francis cofnął się o krok, a Harry zbladł odrobinę. –Wysłałeś moje nagranie na casting do Francisa Lawrenca i nic mi nie powiedziałeś!
-Kochanie, chciałem…
-Przecież doskonale wiesz, że nie lubię niespodzianek!- fuknęłam, taksując go spojrzeniem, a on aż się zapadł w sobie.
-Wspominałem już może, że w filmie zagra również Aaron Johnson?- na dwa ostatnie słowa, obejrzałam się na reżysera, który unosił brew, uśmiechając się pod nosem.
-To zupełnie zmienia postać rzeczy!- odparłam, uśmiechając się szeroko. –Z chęcią zagram w pańskim filmie. To dla mnie zaszczyt- skinęłam lekko głową, a on się uśmiechnął i wręczył mi swoją wizytówkę. Potem pożegnał się, życzył nam wesołych świąt i wyszedł. Przez chwilę milczałam, patrząc na małą karteczką w dłoni.
-Toooo…- zaczął Harry, przerywając ciszę, a ja spojrzałam na niego. –Jesteś na mnie zła, czy nie? Bo tak jakby się pogubiłem…- wymamrotał, a ja wywróciłam oczami, podeszłam do niego i cmoknęłam go prosto w usta.
-Dziękuję. To naprawdę wspaniały prezent.
-Mówisz tak, bo w filmie zagra Aaron Johnson?
-Może- odparłam, wzruszając ramionami i uśmiechając się, a Harry uniósł brew. –No co? Nie moja wina, że jest tak cholernie przystojny- Harry zgromił mnie spojrzeniem, a ja posłałam mu całusa. Nagle spoważniał, a ja uniosłam brwi.
-Chcę żebyś wiedziała, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu- nagle zabrakło mi słów. A potem Harry powiedział coś, co w ogóle mnie zszokowało. –Kocham cię Charlie- szepnął, a z jego oczu biła taka niepewność, że ścisnęło mi się serce. Mimo, że byliśmy ze sobą już jakiś czas, jeszcze nigdy nie padło słowo na K. Nawet wtedy, w deszczu, Harry nie dał mi dokończyć. Pierwszy raz powiedział mi coś takiego. Nagle poczułam się irracjonalnie wzruszona. Znowu. Cholibka. Co ten człowiek ze mną robi? Zmienia mnie w płaczliwą, wrażliwą, normalną nastolatkę. Ale i tak mu się to nie uda. Uśmiechnęłam się do niego, kładąc dłoń na jego gorącym policzku. Od razu zakrył ją swoją.
-I ja ciebie kocham, Harry- szepnęłam, równie cicho, a jego twarz momentalnie rozpromieniła się w uśmiechu. Przyciągnął mnie do siebie za biodra, a gdy już myślałam, że mnie pocałuje, powiedział:
-Zamknij oczy i myśl o Hawajach.
-Nigdy nie byłam na Hawajach- a potem nasze usta się złączyły i żyliśmy długo i szczęśliwie. No, dopóki Lou z chłopakami i resztą nie wpadli do garderoby i nie wrzasnęli:
-IMPREZKA!- a żeby było jeszcze dziwniej, z sufitu zjechała kula dyskotekowa, którą, przysięgam, widziałam pierwszy raz w życiu, a z głośników, które jakimś cudem pojawiły się w szafie, popłynęła głośna, rytmiczna muzyka i wszyscy zaczęli tańczyć. Okej. Moje życie jest dziwne. I szalone. I właśnie dlatego je lubię.



*Akcja jest trochę przesunięta w czasie. W poprzednich rozdziałach akcja toczy się w lipcu, tutaj mamy grudzień. 

______________________________________________________________

Koniec. Chyba każdy się tego spodziewał. No cóż. Mam nadzieję, że was nie rozczarowałam i, że się wam podobało. 
Długo zbierałam się z dodaniem tego rozdziału, ale to w końcu ostatni, więc to nic dziwnego.
Chciałabym wam tylko podziękować za wszystko. Tak więc: DZIĘKUJĘ ♥
A na koniec dodam tylko:
Może się wam spodoba.
Pozdrawiam 
xoxo